A/N: Intoxic: Dzikie Party rządzi! I wstawiony Alec'a także! Dopuszczę, nie dopuszczę, się zobaczy... A co do twojego nudzenia! To mówiłam, ogarnij się już w końcu bo biadolisz i biadolisz XD

Kokosz: Cieszę się, że ci się podobał. Intoxic jest zaciekawiona tą piosenką, podaj jej tytuł. Dokładnie taką samą wizję Alec'a w brokacie miałam, jak to pisałam. No i oczywiście, że Izzy mogła ubrać gorzej Alec'a, ale chciała by zrobił dobre wrażenie na Magnusie. Cóż pijany Alec jest tak rzadkim zjawiskiem, że nie było innej opcji, jak zrobienie go cudnie słodkim. Cóż niedopowiedzenia są częścią większości związków, ale miejmy nadzieję, że MALEC się tu przez to nie rozpadnie ;)

Roxxie: O tak, Alec pod wpływem alkoholu zachowuje się interesująco, a nawet śmiem twierdzić, że niepokojąco. Cóż to była zabawna scena, owszem. No tak, Alec i jego przemyślenia względem tej nocy jeszcze się pojawią. Ale myślę, że już wiesz, jaka jest odpowiedź na to, czemu uciekł z domu Magnusa. I dzięki za życzenia z weną.

Na komentarze pomagała odpowiadać Intoxic, gdyż, iż, ponieważ jej się bardzo nudzi, a ja jakoś nie mam na to weny :D

Zapraszam na następny rozdział!


Rozdział XVI

Kocham cię. Pamiętaj o tym.

Ostatni tydzień lutego, był chyba jednym z najdziwniejszych, jakie przeżyłem w swoim życiu. I to nie dlatego, że nie mogłem nigdzie dostać swojego ulubionego brokatu od Bernie'go, ale z innego powodu. Otóż, Alexander Lightwood, mój chłopak, niebieskooki ósmy cud świata, unikał mnie ostatnimi czasy jak diabeł święconej wody.

Już od tygodnia, od pierwszego momentu, kiedy tylko zniknął za drzwiami mojego mieszkania, próbowałem się z nim skontaktować na wszelkie sposoby. Jego skrzynka pocztowa, zapewne pękała w wszak od moich licznych, pozostawionych na niej wiadomości głosowych, żeby nie wspomnieć już o masie sms'ów, które wysyłałem mu co kilka sekund, by choć odpisał na jeden. Co więcej, próbowałem nawet kontaktować się z jego rodzeństwem, chodziłem nawet do niego do domu, aby sprawdzić czy wszystko z nim okej i żeby dowiedzieć się przynajmniej tego, dlaczego wyszedł tak nagle i nawet nie pozwolił się dotknąć. Ale jedyne co się dowiedziałem, jedyne co zdołałem wydusić od Izzy i Jace'a, to to, że Alec czuje się dobrze, ale jest zbyt zajęty treningami na wielki mecz i nie ma czasu się ze mną zobaczyć. „No zajebiście", pomyślałem. Alec ma czas, żeby spotykać się z chłopakami z drużyny i ze wszystkimi innymi, ale dla swojego chłopaka, to już nawet 5 minut nie może poświęcić! Albo to jest zajęty, albo dziwnym trafem nie ma go w domu! To wszystko było dla mnie ekstremalnie dziwne. I co więcej, doprowadzało mnie już do istnej pasji.

Miałem nadzieję, że dzisiaj moja męczarnia się skończy i wszystko w końcu wróci do normy. Miałem szczerą nadzieję, że Alec w końcu wyjaśni mi swoje zachowanie. To nie może tak dłużej trwać. To jego unikanie mnie w końcu wyprowadzi mnie z równowagi. Wiec musimy to wszystko teraz zakończyć. Musimy szczerze porozmawiać i jeśli Alec zdecyduje, że jednak nie czuje, tego samego co ja, jeśli w końcu nie odwzajemnia szczerze moich uczuć, musimy to jakoś zakończyć. Nie mogę trwać w takim związku. I nie ważne jak bardzo go kocham, to pozwolę mu odejść, jeśli tak zadecyduje, nie będę się sprzeciwiał. Zostawię go. I chociaż wiem, że będę przez to cierpiał, to i tak pozwolę mu odejść. Bo przecież czego nie robi się dla swojej drugiej połówki, żeby była szczęśliwa? Jeśli będę musiał poświęcić własne uczucia, własne szczęście, żeby chociaż on był szczęśliwy, i to nie ważne z kim, zrobię to. Zostawię go w spokoju i nie będę mieszał się w jego życie. Pozwolę mu być szczęśliwym, nawet beze mnie.

-Alec! Alec! – zawołałem za nim, kiedy zobaczyłem, jak z innymi chłopakami idzie w stronę szatni. Chłopak odwrócił się na chwilę, po czym powiedział coś szybko do chłopaków i podszedł do mnie. Stanął jakiś metr ode mnie i wpatrywał się na mnie wyczekująco. Oczy miał podkrążone, jakby nie spał z tydzień. Skóra jeszcze bladsza niż zwykle, zdawało się nawet, że jest jeszcze chudszy niż zwykle. Jednym słowem wyglądał fatalnie. W moich oczach, automatycznie odmalowała się troska. Zrobiłem krok w jego stronę, ale on błyskawicznie się cofnął. Westchnąłem ciężko. No tak, on nadal mnie unika. Spojrzałem w jego przepiękne , jak nocne niebo oczy. – Dlaczego Alec?

-Dlaczego co? – zapytał patrząc na mnie zdezorientowany. „No zarąbiście, teraz będzie udawał, ze nie wie o co mi chodzi!", pomyślałem z wyrzutem i hardo spojrzałem w jego oczy. Jak on mógł rżnąć, za przeproszeniem takiego głupca! Przecież doskonale wiedział o co mi chodzi! Doskonale wiedział, że chodzi mi o niego, o nas. O jego dziwne zachowanie, próby unikania mnie, a przede wszystkim o jego uczucia wobec mnie. Czy to nie oczywiste? Czy on naprawdę nie widzi, że mnie tym rani? Czy to do niego nie dociera?

-Jak to o co?! – krzyknąłem sfrustrowany, tracąc nad sobą panowanie. Jeśli nie możemy załatwić tego spokojnie, załatwimy to inaczej. – Chodzi mi o ciebie! Dlaczego do cholery mnie unikasz! Dlaczego nie odbierasz, ode mnie telefonów! Dlaczego nie oddzwaniasz do mnie! Dlaczego nie chcesz ze mną do cholery porozmawiać!

-Przecież rozmawiamy! A raczej to ty rozmawiasz! Jakbyś dał mi dojść do słowa, to może bym ci wytłumaczył, dlaczego tak jest! – odkrzyknął patrząc na mnie oczami, które zapłonęły na chwilę gniewem. Odwzajemniłem, równie wściekłe spojrzenie i machnąłem ręką, aby kontynuował. Chciałem usłyszeć, co ma na swoje usprawiedliwienie. – Nie odzwoniłem do ciebie, bo miałem ważniejsze sprawy na głowie! Jakbyś nie zauważył, dzisiaj mamy chyba najważniejszy mecz w całym roku, a ty właśnie nam przeszkadzasz w treningu, przychodząc do mnie z jakąś błahostką!

-Błahostką!? To nazywasz błahostką! To może od razu, powiedz, że nic do mnie nie czujesz! Że jestem dla ciebie nikim! Że mnie nie kochasz i chcesz się rozstawić! Może tak będzie najlepiej!

-Ty to powie działałeś!

-Czyli chcesz się rozstać tak? – wykrzyknąłem, robiąc się czerwony na twarzy. Moje oczy płonęły wręcz gniewem, a oczy Alec'a nie zostawały im dłużne. Wpatrywał się we mnie z równą nienawiścią, napinając przy okazji swoje mięśnie. Do oczu napłynęły mi łzy, ale nie pozwoliłem im wypłynąć. Nie teraz. – A wiec to tak! Najlepiej jest się schować, odejść od problemu! No tak mogłem się tego spodziewać!

-Wcale nie uciekam od problemu!

-Nie?! To powiedz, dlaczego chcesz się rozstać?! Dlaczego nie chcesz w końcu wyjść z ukrycia, pokazać, że jesteśmy razem? Powiedz: ty się mnie wstydzisz prawda? Dla ciebie nie mam znaczenia, prawda?! Nie chcesz, żeby inni się dowiedzieli, ze jesteśmy razem, bo się mnie wstydzisz prawda?!

-Nie! To wcale nie tak! – wykrzyknął prostując się momentalnie i odwzajemniając moje spojrzenie. Zrobił w moją stronę krok, ale tym razem to ja się odsunąłem, nakazując mu gestem dłoni, aby się zatrzymał i nie podchodził bliżej. – To wcale nie jest tak jak mówisz! Nie wstydzę się ciebie! Nie jestem gotowy! Nie chcę, żeby powtórzyło się to, co w poprzedniej szkole! Nie chcę być znowu prześladowany, tylko dlatego, że spotykam się z jakimś chłopakiem!

-Z jakimś chłopakiem ?! Alec, ty chyba nie mówisz poważnie! I to cię tak cholernie martwi? Że inni dowiedzą, się, że jesteś inny?! Nie źle dobrałem słowa nie inny, to prawda, może i wolisz chłopców, ale to nie czyni cię innym! Zrozum to wreszcie i przestań bawić się moimi uczuciami! Nie chcę być traktowany, jak twoja zabawka, o której przypominasz sobie, gdy masz jakiś problem i potrzebujesz pocieszyciela! Zrozum w końcu, że nie jesteś jedyny, który zabiłby za to, żeby choć przez chwile być ze mną! Prawie wszyscy w tej szkole pragną mnie! Chcą być ze mną!

-Oh czyżby!? Tak jak ta twoja była? Ta blondyna, czekaj jak ona miała na imię… - zatrzymał się na chwile i popatrzył na mnie, po czym uśmiechnął się łobuzersko. – Camille?! Czy to nie z nią ostatnio cię widziałem?!

-Alec! Czyś ty oszalał do reszty! – wykrzyknąłem wyrzucając ręce do góry. – Camille nie ma tu nic do rzeczy! Nic mnie z nią nie łączy, jeśli to miałeś na myśli! Nic do niej nie czuję, to co było między mną, a nią to już przeszłość! To jest zamknięty rozdział! Już nic do niej nie czuję, zresztą nigdy nic nie czułem!

-Serio? Ona chyba uważa inaczej! Myślisz, że nie widzę, jak się na ciebie patrzy! Jak ślini się na twój widok! Jak z toba flirtuje! A ty nic z tym nie robisz! Zachowujesz się, jakby to wszystko było normalne! I jeszcze łapiesz haczyk i ślesz jej słodkie słówka! Myślisz, że nie widziałem, jak ja przytulałeś?! Jak wręcz pożerałeś ja wzrokiem?!

-Zwariowałeś! Ty dosłownie zwariowałeś i to już po całości! Uroiłeś to wszystko w swojej ślicznej główce! Nic mnie z nią nie łączy! Na Boga Alec! To z tobą jestem do cholery, nie z nią, nie z Izzy, nie z Jace'em, nie z kim kol wiek innym! To z Toba jestem! To ciebie kocham! I nikt inny tego nie zmieni! Kocham cię idioto! Kocham cię całym sobą, ale chyba nie jesteś tego wstanie zrozumieć! Nie jesteś wstanie zrozumieć, że oddałbym wszystko, żebyś był szczęśliwy! Ale ty chyba nadal pragniesz swojego braciszka, który przypominam jest hetero! I ma dziewczynę! To jest chore Alec! Jak możesz kochać kogoś kto nigdy tego nie odwzajemni? Nigdy nie usłyszysz z ust Jace'a, że on odwzajemnia twoje uczucia! Nigdy! Co innego ja! Ja ciągle ci to powtarzam, ale ty nadal tego nie rozumiesz! I chyba nigdy tego nie zrozumiesz, bo jesteś na to za głupi, a mnie traktowałeś tylko i wyłącznie jako swoja zabawkę! Tylko się mną zabawiałeś! Bawiłeś się moimi uczuciami, tylko po to, żeby później uciec jak najdalej i nadal adorować swojego braciszka!

- Wiesz co... – zaczął smutnym, wręcz łamiącym się głosem. Widziałem, jak podczas mojej przemowy, wyraz twarzy Alec'a się zmienił. Jak cały gniew zniknął, a w jego miejsce pojawił się żal i smutek. Oczy zrobiły mu się szkliste, ale nie pozwolił wypłynąć słonym łzą. Nie chciał okazać, jak bardzo jest słaby. Zresztą ja miałem podobnie. Miałem ochotę wziąć go teraz w ramiona i rozryczeć się jak mała dziewczynka. Miałem ochotę cofnąć czas i ugryźć się w język. Zapomnieć o tym wszystkim i ponownie obudzić się w tamten poranek, kiedy to wszystko się zaczęło.

-Lightwood! Na boisko! Ruchy! Teraz! – z zza uchylonych drzwi od szatni rozległ się groźny ton trenera. Alec jeszcze raz spojrzał na mnie smutnymi oczami i odwrócił się, biegnąc w stronę szatni. Nim zniknął za drzwiami, usłyszałem ciche przepraszam, lecz nie wiedziałem, czy to on je wypowiedział, czy to tylko moja wyobraźnia płata mi figle.

Siedziałem w tej szatni, słuchając trenera, a właściwie to go nie słuchając. Siedziałem tam wpatrując się tępo na plan rozgrywki i przytakując na jakieś słowa, których w ogóle nie rozumiałem. Nie mogłem się na tym skupić, choć próbowałem, moją głową zawładnęło coś innego, a raczej ktoś inny. Myślami byłem przy Magnusie. Ciągle wracałem do tej naszej ostatniej rozmowy, a raczej ostatnich krzyków. „Wszystko spieprzyłem", pomyślałem z wyrzutem, chowając twarz w dłoniach i próbując powstrzymać napływające mi do oczu łzy. Nie mogę się teraz rozkleić, nie teraz. Za chwilę mam ważny mecz, muszę się skupić na wygranej. Na niczym innym. Lecz jak miałem to zrobić, kiedy ten przerażający obraz gniewnego, a później rozżalonego Magnusa, nie wychodził mi z głowy?! Nie mogłem się pozbyć wyrzutów sumienia, które ciągle nakazywały mi zawrócić, odnaleźć Magnusa i przeprosić. Przeprosić go za wszystko, co zrobiłem, co powiedziałem, za wszystko.

Nie wiedziałem, dlaczego tak strasznie zależy mi na tym, żeby mi wybaczył. Nie rozumiałem dlaczego to tak strasznie bolało, kiedy pomyślałem, że to już koniec. Nie rozumiałem dlaczego, teraz mi go tak strasznie brakuje. Dlaczego moje serce wręcz wyrywa się do niego. A na samo wspomnienie jego przepełnionej bólem twarzy, łzy same napływały mi do oczu i spływały po nich strumieniami. Nie mogłem się już powstrzymać, musiałem wyzbyć się tego uczucia. Musiałem przestać o nim myśleć. Jednak jak mogłem zapomnieć o chłopaku, który znaczył dla mnie tak wiele? Jak mogłem zapomnieć o osobie, która stałą mi się tak bliska? Jak zapomnieć o chłopaku, który wtargnął i zaczarował mój świat, który sprawił, że na mojej twarzy występował szczery uśmiech? Jak zapomnieć o osobie, która rozświetla każdy twój dzień i noc? Która zawsze jest przy tobie, kiedy cię potrzebuje i kocha po mimo, że zdarza ci się ja zranić? Która osoba, zrobiłaby to dla mnie? Która osoba, zrozumiałaby mnie tak jak on? Właśnie. Nikt. Nikt tak jak on, nie potrafi mnie kochać, nie potrafi mnie zaakceptować, takiego jakim jestem. To dzięki niemu. Dzięki Magnusowi, jestem tym kim jestem. To dzięki niemu odnalazłem sens swojego życia. Jego miłość pozwalała przetrwać mi kolejny ponury dzień, a jego uśmiech, jego jedne spojrzenie od razu spędzało problemy na dalszy tor. A sam jego widok, sprawiał, że czuje to niesamowite ciepło w okolicy serca.

Na myśl przyszło mi nasze pierwsze spotkanie, kiedy zobaczyłem go pod Pandemonium. Pamiętałem jak dzielnie skoczył mi na ratunek. Jak bardzo odważny wydał mi się w tamtej chwili. Nigdy nie zapomnę jego kocich oczu, przepełnionych troską i szczerego uśmiechu, którym mnie obdarzył. Ani tych jego brokatowych ciuchów i włosów w kolce. To wszystko było w nim idealne. Magnus nie miał, dla mnie żadnej wady. Był ideałem, nadal nim jest. Przynajmniej dla mnie. Dla mnie zawsze był, jest i będzie ideałem, nie ważne co inni o tym myślą. Przecież, jakie znaczenie mają słowa innych, wobec naszych uczuć? Przecież to nie ma znaczenia, ja.. ja go kocham! Tak wreszcie to sobie uświadomiłem , ja go kocham. I to nie jak przyjaciela, kocham go jak chłopaka. Chłopaka, moich marzeń.

W końcu zrozumiałam kim , tak naprawdę jest dla Mnie Magnus i ile dla mnie znaczy. Przemyślałem, jego słowa i zrozumiałem, w końcu to do mnie dotarło, że nie chcę z nim zerwać. Bo jeśli kogoś kochasz, to nie zrezygnujesz z niego nigdy. Nie ważne co by się działo, choć nie wiem, co by zrobił, gdzie był i z kim był. Nigdy nie pozwolisz mu odejść. Bo jeśli się kogoś kocha, tak ja Magnusa, to się o niego walczy. Bezwarunkowo. Bez względu na wszystko. Zawsze walczysz. Aż do końca. Walczysz, o niego, o jego szczęście, o to, żeby cieszył się każdym dniem, każdą nocą, każdą chwilą. I nie poddajesz się – wiesz, że nie możesz się poddać. Bo ta osoba, jest wszystkim, co masz. Jest całym twoim światem. Twoją dusza, twoim sercem. Wszystkim. Jest czymś cenniejszym niż tlen, jest sensem twojego istnienia. Wszystkim co trzyma cię na tym ponurym świecie. I to dlatego, nigdy nie możesz się poddać, kiedy o nią walczysz. Każdego dnia, nocy, nie ważne, kiedy, zawsze walczysz. A kiedy upadasz, podnosisz się, ale tylko i wyłącznie dla niej. Dla tej osoby, która zaczarowała cały twój świat. Tak to właśnie jest miłość. Miłość, którą obdarzyłem Magnusa i mam nadzieję, że tego nie pożałuję.

-Lightwood! – z zamyślenia wyrwał mnie głośny ton trenera. Wytarłem szybko oczy i odwróciłem głowę, wstając jednocześnie z ławki. – Co ty tu do cholery jeszcze robisz?! Na boisko!

-Tak jest! – odpowiedziałem szybko, wymijając trenera i wbiegając na boisko, gdzie rozgrywał się teraz najważniejszy mecz w mojej karierze.

Obserwowałem jak Alec świetnie sobie radzi na boisku. Sam nie wiem, dlaczego tutaj przyszedłem. Po naszej kłótni, po tym, jak prosto w twarz wykrzyczałem mu, co tak naprawdę, leży mi na sercu, nie chciałem tutaj przychodzić, ale Cate dosłownie zaciągnęła mnie tu siłą. Chciała żebym zobaczył, jak mój chłopak wygrywa trofeum. Chociaż nie wiem, czy nadal można nazywać Alexandra, moim chłopakiem. Nie wiem, co tera jest między nami. Wiem, ze bardzo go zraniłem swoimi słowami, ale on też nie był lepszy. Jak mógł sugerować, jak mógł w ogóle pomyśleć, że coś łączy mnie z Camille. To przecież jego kochałem, nie ją. To z nim spędzałem każdą wolną chwilę, to z nim chciałem stworzyć prawdziwy związek. Ale jak zawsze musiało się coś spieprzyć. Nie rozumiałem, dlaczego mam takiego pecha, co do swoich partnerów. Woolsley, odszedł, nawet nic mi nie wyjaśniają, Camille mnie zdradziła, a Alec, cóż, Alec. On nawet nie chce się przyznać, że jesteśmy razem. Wiem, że to nie jest takie proste, ale na litość boską! Ja już nie mogę tak dłużej. Czy Alec naprawdę nie widzi, że mnie to rani, że ja także cierpię? Że też mnie to dotyczy? Czy on naprawdę jest takim idiotą, że nie potrafi zrozumieć moich uczuć? Westchnąłem ciężko, próbując powstrzymać łzy, które kłębiły się w moich oczach, od czasu naszej kłótni.

Spojrzałem ponownie na boisko, gdzie rozległ się sygnał, ogłaszający przerwę. Alexander wyglądał na szczęśliwego. Nawet się nie rozejrzał, żeby sprawdzić, czy w ogóle przyszedłem. Nawet na chwilę nie podniósł głowy, by przeszukać tłum, lecz od razu pobiegł do ławy, gdzie przybijał piątki z chłopakami. Cieszył się jak małe dziecko, chociaż tylko ten, kto znał go naprawdę, mógł zajrzeć w głąb niego i dostrzec, że tak naprawdę nie jest wszystko dobrze. Niebieskooki doskonale potrafił maskować swoje uczucia, lecz kiedy patrzyłem na niego, wiedziałem, ze coś go trapi. Widziałem jego niespokojne ruchy. Ale zresztą… co ja mogę o tym wiedzieć. Co ja mogę o nim wiedzieć. Teraz to ja nawet nie wiedziałem, czy w ogóle go znam. Czy poznałem prawdziwego Alexandra, czy tylko tego udawanego. Ponownie westchnąłem zastanawiając się, kogo ja tak naprawdę poznałem, czy tego uroczego, uśmiechniętego, niebieskookiego chłopaka, czy chłopaka, który nie chce się przyznać do tego kim jest i czego pragnie. Już sam nie wiem. Pogubiłem się. To wszystko mnie przytłacza.

Ponownie rozległ się sygnał, oznajmiający tym razem koniec przerwy, a zarazem początek nowej połowy. Powróciłem wzrokiem na boisko, kiedy niebieskooki poderwał się z ławki i szybkim krokiem ruszył przed siebie. Westchnąłem ciężko, wstając jednocześnie z trybun i ruszając w stronę wyjścia. On mnie tu nie potrzebuje. On w ogóle mnie nie potrzebuje. Nie kocha mnie. Ja nic dla niego nie znaczę. A jeśli kiedyś tak było, teraz już przestało. Przestałem dla niego istnieć. To nie ma sensu, żebym tu dłużej siedział. I tak nie mam dla kogo.

Dosyć przybity byłem już prawie na szczycie schodów, kiedy poczułem czyjąś rękę na swoim łokciu. Następną rzeczą, którą zanotowałem, to szybki obrót i coś ciepłego na moich wargach.

Kiedy tylko rozpoczęła się przerwa, mój wzrok automatycznie zaczął poszukiwania wśród tłumów. Wszędzie tyle znajomych twarzy, jak i nie znajomych, a ja nadal nie mogłem odnaleźć tego jedynego, na którym najbardziej mi zależało. Jak dla mnie był on najważniejszą osobą na tej sali. Jak dla mnie, tych wszystkich ludzi mogłoby tu nie być, wystarczyłby tylko on.

Tak bardzo pragnąłem go teraz ujrzeć. Podbiegnąć do niego i przeprosić. Przeprosić za to jak się zachowywałem. Przeprosić za to co robiłem. Za to jak go traktowałem. Za to, że czuł się jak moja zabawka, nie kochany. Chciałem przeprosić za wszystko, za to, że byłem takim idiotą, wobec niego.

Z nerwów cały się trząsłem. Nie mogłem opanować swoich ruchów, chodziłem w tę i we w tę, ciągle przeszukując wzrokiem trybuny, ale nigdzie ego nie było. Nigdzie go nie widziałem. „Pewnie nie przyszedł. Mogłem się tego spodziewać. Pewnie nie chce mnie już więcej widzieć. Nie chce mieć już nic ze mną wspólnego", pomyślałem, krzycząc na siebie w myślach, że odszedłem w tedy od niego. Że nie zostałem. Nie wyjaśniłem mu wszystkiego od razu. Chciałem cofnąć czas. Cofnąć się do dnia, tego przyjęcia, kiedy wszystko się zaczęło. Może gdybym nie wybiegł w tedy, jak tchórz z jego mieszkania i porozmawiał z nim na spokojnie, nie doszło by do tego wszystkiego. Nie kłócilibyśmy się i wszystko byłoby jak dawniej. Nadal tworzylibyśmy szczęśliwą parę. „Nie!", nie tworzylibyśmy szczęśliwej pary. Na pewno nie. Nie, dopóty, dopóki Magnus nie był pewien moich uczuć. Teraz go rozumiałem, teraz rozumiałem już wszystko. Kochałem go, ale nigdy nie okazywałem mu tego szczególnie. Drobne „Kocham Cię", to nic w porównaniu co do niego czuję. On jest całym moim światem. Moją duszą, sercem, powietrzem. Wszystkim. Kocham go ponad wszystko i wszystkich. Zrobiłbym dla niego wszystko. I to właśnie postanowiłem uczynić.

Już drugi raz rozległ się dzisiaj sygnał, tym razem oznajmiał powrót do gry. Zrezygnowany, odwróciłem się od tłumu i pobiegłem na środek boiska. I kiedy dostałem piłkę pod swoje nogi, coś nakazywało mi się odwrócić. Obejrzałem się szybko przez ramię, a moje serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi.

Schodami w górę szedł wysoki chłopak, o włosach ułożonych w kolce z dużą ilością brokatu. Nie musiałem się nawet zastanawiać, kim on jest, zbyt dobrze go znałem. Zresztą kto by go nie poznał, ubrany w tęczowe, skórzane spodnie i kolorową kurtkę, świecił się jak kula dyskotekowa. Magnus. Tak, to cały on. Kolorowy i świecący, czasem wkurzający, ale to jednak on. To mój Magnus.

Nie wahając się ani chwili, kopnąłem piłkę do chłopaków i pobiegłem za nim. Nie zważałem na okrzyki trenera, ani na zdziwione twarze kibiców. Biegłem przed siebie w stronę chłopaka, o mało nie zabijając się o własne nogi. Nic nie mogło mnie teraz powstrzymać, zbyt bardzo mi na nim zależało. Zbyt mocno go kochałem, by pozwolić mu teraz odejść.

Biegłem przed siebie potykając się o kolejne stopnie, jednak nie zwalniając nawet na sekundę. A kiedy byłem już dostatecznie blisko, chwyciłem go za ramie i obróciłem go twarzą do siebie.

Chłopak zdążył wydusić z siebie tylko cichy jęk zaskoczenia nim złączyłem nasze usta w pełnym uczucia pocałunku. Poczułem jak chłopak zastyga w moich ramionach z zaskoczenia. Poczułem jak wszystkie jego mięśnie się napinają, mogłem poczuć jego dudniące, jak dzwon serce. Mogłem wyczuć wszystkie jego emocje. Złość, gniew, zaskoczenie, lecz te emocje nie miały znaczenia, pomału przechodziły w niepamięć, kiedy Magnus, w końcu odwzajemnił mój gest. Rozluźnił się w moim uścisku i przyciągnął mnie za koszulkę bliżej siebie. Uśmiechnąłem się pomiędzy pocałunkami. Tak bardzo go teraz pragnąłem. Instynktownie zarzuciłem mu ręce na szyję i wczepiłem dłoń w jego włosy, ściskając lekko. Chłopak jęknął zadowolony, moich ustach i delikatnie oplótł mnie rękoma w pasie. W Okół siebie słyszałem wiele okrzyków zaskoczenia i złowrogie szepty, ale nie przejmowałem się nimi. Teraz liczył się tylko Magnus. Nic, a ni nikt nie miał teraz znaczenia. Liczył się tylko on, ja i pocałunek, którym chciałem przekazać mu wszystkie swoje emocje, uczucia. Wszystko co kłębiło się we mnie, wszystkie doznania, próbowałem przelać w ten pocałunek, aby i on mógł je poczuć. Włożyłem w niego całe swoje serce i duszę, wszystko co już i tak należało do niego.

-Ko… Kocham cię Magnus! – wyspałem ciężko, odrywając się od niego. Chłopak spojrzał swoimi kocimi oczami w moje i uśmiechnął się szeroko. W jego oczach można było wyczytać ulgę a zarazem i wielką miłość. Chłopak nachylił się szybko i ponownie złączył nasze usta w jedno. Zaśmiałem się cicho, rumieniąc się przy tym jak burak lecz i tak oddałem pocałunek z równą namiętnością, co wcześniej. Czułem się jak w niebie, a kiedy Maggie wsunął swój język do środka, czułem się, jakbym przekroczył bramy do raju. Jego język wodził po moim podniebieniu, zahaczając czasami aż w końcu, on sam zaczął poruszać się w podobnym rytmie do niego. Przez chwilę prowadziliśmy dziki taniec, poznając się na nowo. Smakowaliśmy się oboje na nowo. Czułem się jak za pierwszym razem, kiedy całowaliśmy się w kręgielni. Nogi się pode mną ugięły, głos miałem zachrypnięty z podniecenia, a serce o mało nie wyleciało mi z piersi. Całowaliśmy się, jeszcze przez chwilę, kiedy ktoś nagle odchrząknął za nami, przerywając nam tą błogą chwilę. Oboje z Magnusem oderwaliśmy się od siebie, mnie mogąc złapać tchu. Magnus wypuścił mnie z objęcia, spodziewając się zapewne, że odsunę się od niego, jednak nie zrobiłem tego. Wręcz przeciwnie. Przysunąłem się do niego, tak blisko, ze stykaliśmy się teraz ramionami i chwyciłem jego dłoń w swoją, splątując nasze palce. Chłopak posłał mi swój jeden z tych czarujących uśmiechów na ten widok, a ja, bo jakże inaczej, oblałem się szkarłatnym rumieńcem.

-Lightwood! Bane! Do cholery co wy wyprawiacie! – krzyknął trener, patrząc po nas wymownie. Oboje zaśmialiśmy się cicho, jednak napotykając ostre spojrzenie mężczyzny, natychmiast się uciszyliśmy. – Nie chciałbym wam przerywać, tej waszej romantycznej sceny, ale Lightwood, do cholery gramy mecz! Wracaj na boisko, a później pomigdalisz się ze swoim chłopakiem!

-Tak jest! – odpowiedziałem, automatycznie się prostując. Trener skinął na mnie ręką, abym jak najszybciej wrócił na boisko i odwrócił się do nas plecami, mamrocząc coś pod nosem. Zaśmiałem się lekko, spoglądając na Magnusa, który z wielkim bananem na twarzy mnie obserwował. Wspiąłem się na palce i pocałowałem go subtelnie w policzek, szepcząc mu do ucha. – Kocham cię. Pamiętaj o tym.

-Ja ciebie też – odpowiedział, pochylając się nade mną i muskając mnie swoimi wargami. Po czym szybko się wyprostował i popchnął mnie w stronę rozgrywającego się meczu. – A teraz już idź bo przegracie!


A/N: I jak wrażenia po przeczytaniu?

Dzięki wielkie dla Intoxic, która pomogła mi naprowadzić sie na wenę na początek XD I drugie dzięi dla niej za to, że biadoliła znowu i dlatego wyszedł, dłuuugi rozdział :)

Ps. Dla tych, którzy czytają także DS: następny rozdział pojawi się jakoś w niedzielę, lub w poniedziałek!

Całusy

Ola.