A/N: Intoxic: Wiesz, to może ja ci taką księgę założę z podziękowaniami ok? Tak bd najlepsiej! I know... Ale nie przesadzajmy, deszcz bd kiedy indziej :D

Kokosz: No oczywiście, że Alec jak całuje to już z wielką pompą. O tak, trener jest przezabawny. Zostajesz jego fanką? nieźle. Och tak, kłótnia musiała być znamienita, by oddawała cały dramat i emocje sceny. No oczywiście, że Intoxic jest wszędzie. Ona lubi się społecznie udzielać. I dzięki za życzenia z weną!

Blue Daisiess: Cieszę się, że ci się podobały rozdziały. Och tak, ta kłótnia była bardzo emocjonalna, ale pocałunek na nowo "skleił" ich związek.

Glittery Angel: Cieszę się, że podobała się kłótnia i pocałunek.

Na komentarze, odpowiadała Intocic, gdyż chyba uznała, że zacznie udzielać się społecznie jeszcze bardziej! And tytuł tez należy do niej!

A teraz zapraszam na następny rozdział :D


XVII rozdział.

I tak rozpada się rodzina…

-Przepraszam – wydusiłem, przepychając się przez tłum, który napotkałem, tuż po tym, jak zdołałem wydostać się z szatni. Wszyscy mi gratulowali. Gratulowali zwycięstwa. Tak wygraliśmy, ten mecz. Zostaliśmy zwycięzcami, wygraliśmy pół mistrzostwa. Ale nie to było najważniejsze. Najważniejsze było to, że to ja wygrałem. I nie, nie chodzi mi o mecz. Ja wygrałem coś o wiele cenniejszego. Wygrałem Magnusa. W końcu udowodniłem mu, że jest dla mnie najważniejszy. Że nie jest dla mnie nikim, wręcz przeciwnie. Jest kimś ważnym i to tak cholernie ważnym. Mógłbym przypuszczać, że nawet najważniejszy w moim świecie, który zaczarował. – Przepraszam! No nareszcie!

W końcu przepchnąłem się przez ten tłum fanów. Otrzepałem swoje spodnie, poprawiłem koszulkę i przeczesałem ręką włosy. Trochę mnie poturbowali, kiedy próbowałem przejść przez tą sforę, krzyczących nastolatek. A jeśli chciałem teraz stanąć oko w oko z Magnusem, musiałem wyglądać przynajmniej dobrze. Nie chciałem, żeby choć najmniejszy szczegół, zepsuł to co zdołałem naprawić swoim gestem. Uśmiechnąłem się na wspomnienie zszokowanego zielonookiego, kiedy złączyłem nasze usta w pocałunku. Poczułem jak moje policzki oblewa rumieniec.

-Zawsze wyglądasz tak słodko, kiedy się rumienisz – podskoczyłem, kiedy nagle poczułem ręce na swoich biodrach i usłyszałem miękki głos Magnusa, tuż koło swojego ucha. Odwróciłem się na pięcie i stanąłem twarzą w twarz z czarnowłosym, z którego ust, nie schodził wielki uśmiech, od czasu zakończenia meczu. To on najgłośniej krzyczał i dopingował, w czasie meczu. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i przybliżyłem swoją twarz jeszcze bliżej niego. Dzieliła nas teraz nieznaczna odległość, więc teraz, mogłem z łatwością go pocałować. Lecz, kiedy tylko Magnus zbliżył swoje usta do moich, w moim umyśle zapaliła się lampka. Odsunąłem się od niego. Chłopak spojrzał na mnie trochę zaskoczony, a zarazem i… urażony? – Coś się stało? Myślałem, że tego chcesz. Myślałem, że chcesz być ze mną. I już się nie wstydzisz…

-To nie tak! – zaprotestowałem szybko. I złapałem go za rękę, łącząc nasze palce. Chłopak rozchmurzył się nieco, jednak nadal przypatrywał mi się czujnie.– Nigdy się ciebie nie wstydziłem! I tak, jasne, że chcę być z tobą. Ale nie w tym rzecz. Po prostu coś sobie przypomniałem. I… - spojrzałem prosto, w te jego zielonookie oczy, które tak uwielbiałem. – Czy mogę cię o coś spytać?

Chłopak, spiął się bardziej, na moje pytanie. Jednak nie dał po sobie, poznać, że jest zestresowany. Był opanowany jak zawsze.

-Jasne cukiereczku, pytaj o co chcesz.

-Ymm. Czy… czy my.. – jąkałem się, a na moich policzkach rozrósł się szkarłatny rumieniec. Spuściłem wzrok, wyplątałem rękę z uścisku chłopaka i zacząłem bawić się swoimi palcami, przystępując z nogi na nogę. „Jak mogę mu to powiedzieć? Od czego zacząć?", rozmyślałem. Poczułem palec na swoim podbródku i już zachwalę wpatrywałem się w kocie oczy drugiego. Chłopak uśmiechnął się do mnie uroczo i spojrzał w moje oczy.

-Czy my co Alexandrze? – zapytał, dociekliwym, lecz spokojnym tonem.

Najlepiej prosto z mostu", pomyślałem i tak też zrobiłem.

-Czy my spaliśmy ze sobą!? – wydusiłem z siebie na jednym tchu, ponownie spuszczając wzrok na swoje dłonie. Bałem się usłyszeć odpowiedź. Bo co jeśli to prawda? Co w tedy, kiedy okaże się, że jednak to zrobiliśmy? A co jeśli się okaże czy nie? Czy Magnus obrazi się za to, że w ogóle przyszło mi to do głowy? A może pomyśli, że całkowicie zwariowałem? Jednak jego reakcja, całkowicie mnie zaskoczyła. Wręcz zbiła mnie z partykułu. Chłopak zaczął się śmiać i przygarnął mnie do swojego torsu. Objął mnie mocno swoimi ramionami i złożył delikatny pocałunek na moich włosach.

-No jasne kotenieńku mój najdroższy, że spaliśmy ze sobą – odpowiedział lekko, powstrzymując się od następnego ataku śmiechu. „Ciekawe co go tak bawi? Kiedy mi nie jest w ogóle do śmiechu!", pomyślałem i odsunąłem się od niego. Patrząc z szeroko otwartymi oczami i sercem przy gardle, prosto na niego. Chłopak westchnął i machnął niedbale ręką. – W końcu tak bardzo błagałeś, że nie miałem serca ci odmówić, więc pozwoliłem ci zostać na noc. W końcu to nic wielkiego, to nie pierwszy raz, kiedy dzieliliśmy ze sobą łóżko. Czyż nie?

-Magnus! Nie zgrywaj się! – Naskoczyłem na niego. Jak on mógł tak mówić. Że to nic wielkiego! Mój pierwszy raz, to dla niego nic wielkiego?! Spiorunowałem go wzrokiem, na co ten natychmiast się wyprostował, a z jego twarzy zniknął szatański uśmieszek. – Powiedz, spaliśmy ze sobą czy nie?!

Zielonooki, ponownie westchnął ciężko i spojrzał głęboko w moje oczy, jakby chciał je przejrzeć na wylot. Odwzajemniłem spojrzenie, równie mocno jak on.

-No cóż – zaczął, ciągle wpatrując się w moje oczy. – teoretycznie rzecz biorąc to tak. Owszem. Spaliśmy ze sobą. – Wciągnąłem gwałtownie powietrze, szykując się na jego dalsze słowa. Chłopak widząc moją reakcje dodał pośpiesznie. – Ty spałeś po jednej stronie łóżka, a ja po drugie. No wiesz, tak jak w tedy, kiedy po raz pierwszy zostałeś u mnie. Ale jeśli miałeś na myśli co innego, to odpowiedź brzmi, nie. Nie wykorzystałbym cię po pijaku. Nawet gdybyś był najsłodszym chłopakiem jakiego znam, a zapewniam cię, ze jesteś i chociaż błagałbyś mnie na kolanach, a uwierz, mało tego brakowało, to odpowiedź brzmi nie.

Kiedy to usłyszałem, oczy o mało nie wyszły mi z orbit. To.. to znaczy, że nie spaliśmy ze sobą. Kamień spadł mi z serca. Lecz teraz czułem się głupio. Czułem się głupio, że go o to zapytałem. Powinienem mu zaufać. Chłopak widząc moją, zmieszaną reakcję, wyciągnął do mnie ręce i przygarnął mnie z powrotem do swojej piersi.

-Przecież nie zrobiłbym ci tego. Nie wykorzystałbym cię, kiedy byłeś wstawiony. Zaufaj mi, jeszcze nigdy nie dobierałem się do ciebie w ten sposób. Nie mógłbym. Ale wiesz, zabolało mnie, to, że masz o mnie takie niskie mniemanie. Myślałem, że choć trochę mi ufasz.

- BO UFAM! – wykrzyknąłem na tyle głośno, że, aż kilka osób odwróciło się w naszą stronę. Jednak widząc, że nic się nie dzieje, wrócili do swoich rozmów. Spojrzałem głęboko w te hipnotyzujące oczy i chwyciłem jego twarz w dłonie wspinając się na palce, tak, że teraz byliśmy równi. Zbliżyłem swoją twarz do niego, muskając go ustami. – Ufam! Jeszcze nikomu tak nie ufałem jak tobie. Po prostu przestraszyłem się, że to zrobiliśmy. A raczej, przestraszyłem się, że nie pamiętam swojego pierwszego razu, a zwłaszcza, jeśli miałby być on z tobą.

Po tych słowach wpiłem się w usta Magnusa. Chłopak natychmiast odwzajemnił pocałunek i zarzucił ręce na moja szyję. Przyciągnąłem go so siebie jeszcze bliżej za szlufkę od spodni. Byliśmy teraz tak blisko siebie, że mogłem czuć uderzenia serca Magnusa, mogłem czuć jak jego serce przyśpiesza z każdą sekundą, podobnie jak moje. Zielonooki przeniósł dłoń na moje włosy, ściskając je lekko, na co z moich ust wydobył się cichy jęk. Czułem jak Magnus uśmiecha się lekko pomiędzy pocałunkami. Kiedy chłopak, przejechał językiem po moich wargach, prosząc abym wpuścił go do środka, usłyszałem za nami dziwne szepty, ale o dziwo, nie przejąłem się nimi. Już mi nie przeszkadzały. Nie robiły na mnie wrażenia. Wręcz nie istniały dla mnie. Dla mnie liczył sie teraz tylko Magnus i jego delikatne, ciepłe usta na moich. Posłusznie rozwarłem wargi pod naciskiem ust chłopaka i pozwoliłem, aby jego język wszedł do środka. Przez chwilę prowadziliśmy namiętny taniec naszymi językami. I kiedy wręcz zatopiliśmy się w tej rozkoszy, zza naszych pleców dobiegło nas nachalne chrząkanie. Z westchnieniem męczennika, Magnus odsunął się ode mnie, lecz pozostał na tyle blisko, ze nadal mogliśmy stykać się ramionami. Wyciągnąłem rękę i chwyciłem jego dłoń, łącząc nasze palce. Chłopak spojrzał na nasze złączone dłonie i uśmiechnął się szeroko.

Postać, która nam przeszkodziła okazała się moim młodszym bratem. Jace przyglądał nam się z lekkim rozbawieniem, na twarzy, ale po jego oczach można było wyczytać ulgę, jakby zdjęto mu wieli ciężar.

-Nie chciałbym przerywać, tej uroczej sceny gołąbeczki, ale mama zaprasza całą rodzinę do Taki na obiad, żeby uczcić wasze zwycięstwo Alec – oznajmił blondyn patrząc na nasze złączone dłonie i uśmiechając się złowieszczo. Po czym spojrzał na mnie, a później przeniósł wzrok na Magnusa. – Oczywiście Magnus, ty także jesteś zaproszony. Mama mówi, że teraz, skoro jesteś z moim bratem, należysz poniekąd do naszej rodziny.

-Właśnie. Magnus przyłącz się do nas – potwierdziłem z dosyć dużym entuzjazmem. Zielonooki spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Wzruszyłem ramionami i spojrzałem w jego oczy, w których kryło się pytanie. – W końcu jesteśmy razem. Już chyba najwyższy czas, żeby moja rodzina poznała mojego chłopaka.

-Alec, czy ty naprawdę… - zaczął Magnus, ale blondyn wkradł mu się w pół zdania.

-Naprawdę, naprawdę. Pogadacie sobie w drodze zakochańce. A teraz za rączkę marsz do Taki – oznajmił Jace, wymijając nas i ruszając w stronę mamy, Izzy i Max'a, którzy już czekali przed wejściem do szkoły. Nim zniknął za drzwiami, rzucił jeszcze szybko przez ramię. – Tylko nie każcie na siebie długo czekać bo jestem głodny!

Kiedy tylko Jace zniknął za drzwiami zerknąłem na Magnusa, który nadal przyglądał mi się z niedowierzaniem wymalowanym na jego twarzy.

-Czy ty naprawdę chcesz przedstawić mnie swojej rodzinie? I…i nie robisz tego, tylko dlatego, ze względu na mnie? Nie chcę, żebyś zrobił coś, czego będziesz później żałował.

-Po pierwsze – szybko przerwałem Magnusowi, przytykając mu palec do ust. Chłopak natychmiast zamilkł i skierował swoje złotozielone oczy, prosto na moje. – nie robie tego ze względu na ciebie. Tylko ze względu na nas. I tak, jestem tego pewny. W końcu jesteś moim chłopakiem i chcę, żeby to stało się oficjalne. A przynajmniej dla mojej matki i rodzeństwa.

-No dobrze skoro tego chcesz.

-Chcę – oznajmiłem stanowczym tonem i przybliżyłem się do niego. Po czym ponownie wpiłem się w jego usta.

-Mamo, Isabelle, Max, Jace, poznajcie mojego chłopaka, Magnusa Bane'a. Magnus to moja mama, Izzy…

-Alec skarbie my się już znamy – szepnął uprzejmym tonem Magnus. Przytaknąłem nerwowo, po czym usiadłem naprzeciwko Jace'a, który posłał mi pełne, zdawało się, że szacunku spojrzenie. – Miło mi panią znowu widzieć, pani Lightwood.

Kociooki przywitał się z mamą i jak na dżentelmena przystało, ucałował ja w dłoń na co mama uśmiechnęła się do niego uroczo i wskazała na miejsce obok mnie aby usiadł. Po chwili siedzieliśmy już wszyscy razem przy stole, jak prawdziwa rodzina. Szczęśliwa rodzina. No tak, zapomniałem, brakowało kogoś. Brakowało mojego ojca, ale jemu jak zwykle wypadło coś w pracy i nie mógł przyjść.

-Mi też miło cię widzieć Magnusie – oznajmiła mama wesołym tonem, kiedy zamówiliśmy jedzenie. – Bardzo się cieszę, że Alec w końcu się przełamał i postanowił nam ciebie przedstawić. Ale uprzedzam cię Magnusie, jeśli tylko skrzywdzisz mojego syna, osobiście dopilnuję, żeby nie uszło ci to płazem. Znajdę cię i jak Boga kocham, powieszę cię, jeśli tylko zranisz Alexandra.

-Mamo! – skarciłem ja, piorunując przy tym wzrokiem. Mama odwzajemniła spokojnie spojrzenie i wzruszyła lekko ramionami.

-Ja tylko go ostrzegam, jeśli zamierza cię skrzywdzić synku – oznajmiła łagodnie, odbierając z rąk kelnerki naszą kolację.

-Ale mamo! – zaprotestowałem szybko. Po czym poczułem ciepło na swoim kolanie. Spojrzałem w dół i zobaczyłem dłoń Magnusa, spoczywającą delikatnie na moim kolanie. Poczułem jak moje policzki automatycznie oblewają się szkarłatnym rumieńcem. Spojrzałem pytająco na Magnusa, który obdarzył mnie jednym z jego uroczych uśmieszków.

-To nic takiego Alexandrze. W końcu to jest twoja mama, zapewne martwi się o ciebie. To normalne – oznajmił, po czym wrócił spojrzeniem do mojej mamy. – Ale proszę się nie martwić pani Lightwood, nie zamierzam krzywdzić pani syna. Zbyt mocno go kocham, żebym mógł go skrzywdzić. Niech mi pani uwierzy, może być pani spokojna o Alexandra, jest w dobrych rękach.

-Mam nadzieję Magnusie. A, co z…

-Patrzcie tata tam jest! - pytanie mamy (i jak dla mnie na szczęście), przerwał Max, który podskakiwał na krześle i wskazywał w stronę drzwi.

Wszyscy zdziwieni spojrzeliśmy w tamtym kierunku. Nie wiem, czego wszyscy się spodziewaliśmy, ale na pewno nie tego. Ojciec wchodził właśnie do lokalu, trzymając kogoś za rękę i szeroko się uśmiechając. Tym kimś oczywiście, okazała się Annamarie, jego przyjaciółka i to zbyt bliska przyjaciółka. Przeniosłem wzrok na mamę, kiedy ojciec wraz ze swoją kochanką podeszli do sąsiednich stolików, w ogóle nas nie zauważając. Mama patrzyła się na nich z szeroko otwartymi oczami, pobladła na twarzy, tak samo wyglądała Izzy i Max, który na dodatek błądził po naszych twarzach, szukając zapewne wytłumaczenia. Jedynie ja, Magnus i Jace zostaliśmy spokojni. Wymieniłem szybkie spojrzenie z Jace'em, oboje wiedzieliśmy, że to nie mógł być przypadek.

Pełen obaw, co będzie dalej wróciłem spojrzeniem w kierunku ojca i to co zobaczyłem, totalnie mnie zamurowało. Nie spodziewałbym się tego po nim. Ojciec pochylał się nad stolikiem, obejmując dłoń Anny swoją i całując ja w usta. Nie tutaj. Czy on był, aż takim debilem, żeby robić to w miejscu publicznym? Przecież prawie każdy go tu zna, prawie każdy patrzy na nich ukradkiem. Czy to mu nie przeszkadza całować swojej kochanki na środku lokalu?

Przerażony wróciłem spojrzeniem do mamy, która z otwartą wręcz buzią patrzyła się na tych dwoje. Widziałem jak do jej oczu napływają łzy, lecz nie pozwoliła im wypłynąć. Wręcz przeciwnie potrząsnęła głową, szybko odtrącając od siebie cały smutek, który widniał do niedawna na jej twarzy, lecz teraz zastąpiły go gniew i nienawiść. Mama zacisnęła pięść i szybko wstała od stołu, nie zwracając na nikogo uwagi i ruszyła w stronę stolika, gdzie siedzieli „zakochani". Natychmiast razem z Jace'em zerwaliśmy się z miejsca i chcieliśmy ją powstrzymać, jednak kobieta okazała się za szybka. Szybkim krokiem podeszła do ojca, cała czerwona na twarzy i wściekła jak nigdy. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby była, aż tak zła, nie, ona nie była zła, ona była wściekła. Widziałem jak oczy ojca rozszerzają się na jej widok, widziałem jak zaczyna się pocić ze strachu, wręcz słyszałem jak próbuje się tłumaczyć. Lecz mam nie zwracała na to uwagi. Kiedy znalazła się na tyle blisko, zamachnęła się z całej siły i wymierzyła mocny cios w policzek ojca. Uderzenie było tak mocne, że ten, aż ponownie usiadł na miejscu i złapał się za policzek. Widziałam jak matka, znowu się zamachuje, lecz powstrzymała się, zapewne przypomniała sobie o nas, o Max'ie który niczego nie był świadomy. Powiedziała tylko kilka słów do ojca, które mocno chyba nim wstrząsnęły, bo opadł na krzesło niczym Titanic, na dno oceanu. I nawet nie podniósł się i nie pobiegł za nią, kiedy wybiegła z Taki na ulicę.

O nie, tego było za dużo. Jak on mógł tak potraktować matkę?! Przecież obiecał! Obiecał mi do cholery, że z nią zerwie. Nie zważając na tych wszystkich ludzi, którzy patrzyli się to na nas, to na ojca i Annę, zupełnie nic nie pojmując, podeszłem szybkim krokiem do ojca i już, kiedy miałem wymierzyć mu kolejny cios, za to co nam zrobił, ktoś złapał mnie za łokieć i odciągnął do tyłu. Próbowałem wyrwać się ktosiowi, który okazał się Magnusem, lecz nie dawałem rady, byłem zmęczony po meczu i nawet adrenalina, która skoczyła mi do żył, nie pomagała.

-Puść mnie! On musi zapłacić za to co zrobił! – krzyknąłem, próbując ponownie wyrwać się z objęcia. Jednak silne ramiona chłopaka, nadal mi to uniemożliwiały.

-Alec, przestań! Przecież nie warto! Pamiętaj, że to twój ojciec! Zaufaj, nie chcesz tego robić. TO sprawa między nim, a twoją mamą. Nie rób czegoś, czego będziesz później żałował! – oznajmił twardym tonem zielonooki, po czym przybliżył swoje usta do mojego ucha i szepnął do mnie spokojnym głosem. – Uspokój się. Pomyśl o Max'ie, pomyśl o Izzy, oni nic nie wiedzą. Chodź! Zawieźmy ich do domu. Twoja mama potrzebuje teraz pomocy.

Westchnąłem ciężko.

-Masz rację – oznajmiłem, na co chłopak od razu wypuścił mnie ze swojego objęcia i postawił na ziemi. Rozejrzałem się w poszukiwaniu swojego rodzeństwa, jednak nigdzie ich nie było. Spojrzałem szybko na Magnusa, który głową wskazał na drzwi. – Wyszli. Dobrze. Pójdę zapłacić i zaraz do was wracam. Idź do nich. Powiedz, że zaraz przyjdę.

Chłopak zawahał się, ale przytaknął i wyszedł za drzwi, gdzie czekała moja rodzina. Zapłaciłem szybko kelnerce, rzucając jej kilkanaście banknotów, po czym szybko zabrałem swoje rzeczy i skierowałem się do drzwi. Nim wyszedłem rzuciłem szybkie, pełne nienawiści i obrzydzenia spojrzenie na ojca i jego kochanke, którzy nadal wpatrywali się we mnie z szeroko otwartymi oczami. Zaśmiałem się cicho, widząc wielki, czerwony ślad na policzku mojego ojca.

-A mówiłeś, że to ja jestem odrażający– rzuciłem do niego przez ramie i wyszedłem na zewnątrz.


A/N: I jak się wam podobał?

Jak już się zapewne domyślacie, czas teraz na mini dramacik :D

And małe ogłoszonko na koniec: Następne rozdziały bedą dodawane przez Intoxic, zarówno te z ZM, jak i z DS, gdyż, iż, ponieważ zaczęłam teraz ferie i ide do babci, gdzie nie mam neta :D

A więc do zobaczenia!

Uściski!

Ola!