A/N: Buhahahaha HELLO! Tu wasza ukochana, nieoceniona, wspaniała Intoxic (shhh podbudowuję swoje ego!)
Sama sobie nie bd odpowiadać na własny komentarz, a więc:
Kokosz: Uwaga! Pamiętasz, jak mówiłam ci, że się pośmiejesz? To właśnie tutaj to będzie! A no i zobaczysz, jak Maryse się...zabawia! Oj, nie sądzę, żeby Alec mógł uderzyć Roberta, chce czy nie chce, to wciąż jego ojciec. Trochę będzie pocieszania. Mamy, a właściwie Olka ma nadzieje, że ci się spodoba
JcarolineK: Witam w imieniu Olki! Zawsze miło powitać nową czytelniczkę! Tak, tak, teraz jest czas dramatów.
Także tego, ja i Olka, która luuuzuje się u babci (mała cwaniara), życzymy wam MIŁEGO CZYTANIA!
Rozdział XVIII
"Czas na wielkie ognisko!"
-Alec! Alec do cholery! – zawołałem, łapiąc chłopaka za ramiona i obracając do siebie twarzą.
Staliśmy przed Taki sami, gdyż wysłałem Izzy do ich matki, a Jace poszedł z Max'em, który do tej pory, mało rozumiał z sytuacji. Staliśmy przed restauracją sami, to znaczy ja stałem, bo Alexander kręcił się, jak mały samochodzik. Z nerwów nie mógł ustać na miejscu i chodził w tę i we w tę , mamrocząc coś pod nosem co brzmiało, jak jakieś wyzwiska i obelgi, kierowane zapewne w stronę jego ojca. No cóż, nie ma się co dziwić. Jego ojciec zdradził matkę i to ze swoją najlepszą przyjaciółką. A żeby tego było mało, to pamiętam, jak nakryliśmy ich, to znaczy oni nas nakryli jak się całowaliśmy w tedy w kręgielni, ale to taki mały szczegół. A więc, nakryliśmy ich jak przyszli pograć w kręgle. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby akurat w tamtym czasie, Robert, ojciec Alexandra, zamiast w kręgielni, powinien być na bardzo ważnej konferencji, w innym kraju! To wtedy się wszystko wydało. I to, że Alec był gejem i to, że jego ojciec zdradzał matkę. Po tym, pamiętnym wieczorze, Alec rozmawiał z ojcem, który przyrzekł, że nigdy więcej nie spotka się poza pracą z Anną. Jak łatwo się można domyślić, Robert kłamał. Znowu zaczął się z nią spotykać. Znowu zdradził zaufanie Alec'a. Ale co najgorsze, ponownie skrzywdził swoją żonę. Maryse strasznie to przeżyła, było po niej widać, jak bardzo ją to zabolało. Jak bardzo cierpi. Nie chciała, żeby jej dzieci widziały ją w takim stanie, nie chciała, żeby widziały jej łzy, dlatego wybiegła z Taki, tuż po tym, jak rozprawiła się z Robertem. I chyba, to najbardziej wstrząsnęło Alexandrem. Nie to, że ojciec znowu go okłamał, bo tego mógł się spodziewać. Nie to, że ponownie zawiódł jego zaufanie. Lecz to, że tak bardzo zranił jego mamę. Że to przez niego, ona teraz cierpi. A Alec miał wyrzuty. Miał wyrzuty, że nie powiedział jej o tym wcześniej, tylko trzymał to w tajemnicy. Obwiniał się, że wiedział o wszystkim, a nie pisnął ani słówka. Obwiniał się, że to wszystko przez niego, że to przez niego rozpada się teraz rodzina Lightwood'ów. Ale to nie byłą jego wina. To nie jego wina, że jego ojciec okazał się takim skurwielem.
– Alec uspokój się wreszcie! Tak niczego nie załatwisz! – powiedziałem stanowczo, patrząc mu w oczy, w których odbijała się cała jego nienawiść i złość. Westchnąłem ciężko i przytuliłem go do siebie. Na początku opierał się lekko, lecz szybko przestał i jeszcze bardziej się we mnie wtulił. Poczułem jak Alec się rozluźnia w moich ramionach, lecz nietrwało to długo. Chłopak po chwili znowu zesztywniał i zaczął drżeć. Poczułem jak moja kurtka robi się mokra, a chłopak coraz mocniej drży. Objąłem go jeszcze mocniej, głaszcząc go przy tym delikatnie po włosach. Nic nie mówiłem, wiedziałem, że musi dać zejść swoim emocjom, które kłębił w sobie, od czasu, kiedy zobaczył swojego ojca w środku Taki. Głaskałem go delikatnie po włosach, do momentu, kiedy uspokoił się nieco i odsunął ode mnie. Spojrzałem w jego piękne oczy, które były teraz pełne łez. Uniosłem rękę i pogłaskałem go po policzku, ocierając mu przy tym łzy. Chłopak uśmiechnął się smutno i spojrzał na mnie.
-Przepraszam – powiedział cicho, ocierając policzki z łez. Uśmiechnąłem się subtelnie i ponownie przytuliłem go do siebie.
-Nie masz za co. To nie twoja wina – szepnąłem mu do ucha i całując w czubek głowy. Wiedziałem, że Alec uśmiecha się w tym momencie. Odsunąłem go delikatnie od siebie i chwyciłem jego dłoń w swoja i złączyłem nasze palce. – To co teraz? Jak chcesz, możemy pójść do mnie. Może będę potrafił cię jakoś rozweselić – oznajmiłem, mrugając do niego, na co ten się zarumienił. Jak ja kochałem, doprowadzać go do takiego stanu. – No wiesz, znam taki jeden sposób, żeby zapomnieć na chwilę, o tej sytuacji. Moglibyśmy nadrobić to i owo.
Widziałem zmieszanie na twarzy Alec'a, kiedy zacząłem zbliżać się do niego. Widziałem jego oczy pełne strachu i zakłopotania, które patrzyły na mnie spod wachlarza czarnych rzęs. A gdy byłem już dostatecznie blisko, by złączyć nasze usta w pocałunku, chłopak odskoczył nagle ode mnie, wyciągając przed siebie ręce, blokując mi przy tym dostęp do niego.
- N… Nie wiem, czy to dobry pomysł Maggie! – jąkał się, coraz bardziej oblewając się szkarłatnym rumieńcem, który tak uwielbiałem. Zaśmiałem się cicho, „chyba źle mnie zrozumiał", pomyślałem. Otwierałem już buzię, żeby coś powiedzieć, jednak Alec nie dał dojść mi do słowa. – Wiem, że bardzo chciałbyś tego. Ale ja nie jestem gotowy. W tedy na imprezie, ja.. ja byłem napity, nie wiedziałem co robię. Nic z tego nie pamiętam, nie pamiętam co robiliśmy, ale ja… ja nie jestem jeszcze na to gotowy.
-Gotowy na co? – zapytałem, próbując powstrzymać uśmiech, który błąkał mi się na ustach. – Alec ja nie…
-No na sex z tobą! – krzyknął, aż kilka osób dziwnie spojrzało w naszą stronę. Zlustrowali Alexandra wzrokiem, który zrobił się cały czerwony na twarzy i zapewne, marzył teraz o tym, żeby zapaść się pod ziemię. Na widok jego miny, nie mogłem się już powstrzymać i wybuchłem niekontrolowanym śmiechem. Przechodnie, którzy spoglądali jeszcze przez chwilę na nas, wzruszyli ramionami i ruszyli dalej. Alexander spojrzał na mnie jak na wariata i z całkowitym zmieszaniem na twarzy, czekał, aż się uspokoję.
-Ja.. ja.. ja nie miałem na myśli sex'u Alexandrze! – wydusiłem z siebie, między napadami śmiechu. Kiedy w końcu się uspokoiłem wyprostowałem się i spojrzałem prosto w te niebieskie, jak ocean oczy i podeszłem bliżej niego. Chwyciłem go za nadgarstek i przyciągnąłem do siebie. Chłopak w otępieniu, stał teraz w nieznacznej odległości ode mnie. Przytuliłem go do siebie i potargałem mu włosy, na co zareagował typowym dla niego słodkim fuknięciem. Zaśmiałem się lekko i odsunąłem się, żeby znowu spojrzeć w te jakże piękne oczy. – Nie miałem na myśli, żebyśmy uprawiali sex, chciałem ci zaproponować, maraton z „Project Runway", ale jeśli tak bardzo ciągnie cie do tych rzeczy to..
-Nie, „Project Runway", brzmi świetnie! – zaprotestował szybko, rumieniejąc się na twarzy, czym wywołał u mnie kolejny uśmiech. Nachyliłem się ku niemu i pocałowałem go lekko w usta. Po czym wyprostowałem się i splotłem nasze palce, ciągnąc go w stronę Brooklynu.
Już od ponad godziny, próbowałam uspokoić mamę, która to na zmianę płakała, to obwiniała się lub słała wyzwiska pod adresem ojca. Ale nie ma się co dziwić. Ojciec zranił mamę i to bardzo zranił. Zdradził ją ze swoją najlepszą przyjaciółką z pracy. Wytapetowaną blondynką, która była głupsza niż but. Po prostu typowa blondyna. Zachodziłam głowę, co w ogóle mój ojciec w niej zobaczył. Jej wielkie sztuczne piersi, czy tapetę na twarzy. Nie wiedziałam, co go podkusiło, żeby się z nią nadawać. Nie rozumiałam go. Ale czy w ogóle da się zrozumieć mężczyzn? I to zwłaszcza w średnim wieku, kiedy odbija im tak zwany „kryzysy wieku średniego"? Ale też nie wiedziałam, czy można to tak nazwać. Kryzys, kryzysem, ale typowy facet po czterdziestce kupuje sobie czerwone ferrari i jeździ nim po mieście, szpanując, a nie zdradza żonę z koleżanka z pracy. Nie wiem, jak ojciec mógł patrzeć prosto w oczy mamy i mówić, jej jak bardzo ją kocha. Jak mógł tak kłamać w żywe oczy? Mama codziennie starała się, dbała o niego, dbała o nas, była typową kochającą żoną. A on co? Po tylu latach małżeństwa odpłaca się jej takim czymś – zdradą. Z resztą, ojciec nie zdradził tylko niej. Zdradził nas wszystkich. Całą naszą rodzinę. Mnie, Alec'a, Jace'a, a przede wszystkim Max'a, dla którego był pierworodnym wzorem do naśladowania. Zdradził nas wszystkich i zapewne tego pożałuje. O ile, już nie żałuje.
Mama wyznała mi, że od dawna domyślała się, że ojciec z kimś kręci. Ale myślała, że to tylko wytwory jej wyobraźni, że była przewrażliwienia. Ale kiedy zobaczyła ojca w Taki, z Anną, w mgnieniu oka wszystko sobie dopasowała. Jego nagłe spotkania, wyjazdy służbowe, obowiązkowe nadgodziny, późne powroty do domu, służbowe kolacje. To wszystko było kłamstwem, pod którym chowała się właśnie Annamarie. Kobieta, która rozwaliła naszą rodzinę. A kiedy wszystkie emocje skumulowały się w niej, mama podeszła do ojca i rozładowała je na nim. I słusznie, jak dla mnie, należało mu się. Do tego, nim wybiegła z restauracji, zażądała rozwodu i to nieodwołalnie. Chciała raz na zawsze zapomnieć o tym człowieku, choć nie będzie to łatwe, będę przy niej. Wszyscy będziemy. Zawsze mogliśmy na sobie polegać. Zawsze się wspieraliśmy. Tak będzie i tym razem. I tym razem staniemy ramie w ramie i pomożemy mamie przetrwać to, co się stało.
-Zobaczysz mamo, wszystko się ułoży. Jesteśmy przy tobie. Zawsze ci pomożemy – oznajmiłam stanowczym tonem, ściskając opiekuńczo rękę matki, która siedziała na łóżku ze spuszczona głową i łkała cicho. – Zobaczysz, ojciec będzie jeszcze żałował, tego co zrobił. Pomożemy ci. Zawsze będziemy przy tobie.
-Tak wiem, skarbie. I dziękuje wam. Teraz tylko wy mi zostaliście – powiedziała cicho i odwzajemniła uścisk, a po jej policzku spłynęła kolejna łza. Widząc to, przybliżyłam się bliżej i objęłam mamę ręką, kładąc głowę na jej ramieniu. – Tak mocno was kocham.
Uśmiechnęłam się blado i podałam mamie kolejną chusteczkę.
-Wiem, my też cię kochamy – odpowiedziałam mocniej wtulając głowę w jej ramie, czułam, jak mama pomału dochodzi do siebie i przestaje drżeć. –a teraz powiedz. Co mam zrobić, żebyś znowu się uśmiechnęła?
Na to pytanie, kobieta przestala całkowicie drżeć, wierzchem dłoni przetarła policzki i spojrzała uważnie na szafę. Nie spodobało mi się to spojrzenie, a raczej ten błysk w oku.
-Jest coś co możemy zrobić, żebym poczuła się lepiej – powiedziała przekonująco, wstając i nawet na mnie nie spoglądając, podeszła do szafy i ja otworzyła. Po chwili wyrzuciła kilka wieszaków, na których wisiały marynarki i koszule, zapewne służbowe garnitury ojca. Kiedy wyrzuciła wszystko co było w szafie, przeniosła się do kolejnych szafek. Siedziałam w otępieniu, patrząc na nią z przerażeniem. Kiedy wszystkie szafy, półki, szafy i komoda, zostały opróżnione z ciuchów ojca, czarnowłosa, obejrzała się na mnie przez ramię, a na jej twarzy mogłam dostrzec, po mimo półmroku panującego w pomieszczeniu, szeroki uśmiech i pełne gniewu oczy. Jeszcze nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Jakby pragnęła zemsty. Nie, nie na ojcu, a na jego ubraniach. Jakby to dzięki nim, mogłaby się pozbyć wszelkich emocji, które się w niej kłębią, od czasów spotkania w Taki. Odwzajemniłam jej spojrzenie z małą obawą. Mama posłała mi uśmiech i pokazała na okno. – Macie ochotę może na małe ognisko Iz?
Moje oczy rozszerzyły się w szoku, kiedy mama chwyciła za zapałki i wyszła z pokoju, zapewne kierując się do ogrodu, gdzie właśnie wyrzuciła stertę ciuchów. Kiedy drzwi zatrzasnęły się za nią, potrząsnęłam głową, otrzeźwiając się i natychmiast chwyciłam z a telefon, zbiegając w między czasie po schodach na zewnątrz.
Oglądaliśmy z Alexandrem już chyba 13 odcinek „Project Runway", kiedy niebieskooki zasnął na moim ramieniu. Zaśmiałem się lekko i chwyciłem koc z oparcia, nakrywając go i obejmując jednym ramieniem. Chłopak wtulił się we mnie mocniej i chwycił za rąbek koszuli, ściskając go lekko. Uśmiechnąłem się szeroko. Moglibyśmy siedzieć tak wieczorami codziennie. Moglibyśmy oglądać Project Runway, rozmawiając o wszystkim i przytulając się do siebie. Jak dzisiaj. Dla innych par, mogłoby się to wydawać nudne, siedzieć cały czas przed telewizorem i rozmawiając o błahostkach. Ale dla mnie to było jak chleb powszedni, mogłem nacieszyć się obecnością niebieskookiego, obserwować jak się uśmiecha, kiedy rozmawiam, mogłem patrzeć w te jego błękitne, oczy i zatapiać się w nich na kilka godzin. Mogłem przytulać go do siebie i całować, wdychając przy tym jego zapach. Mogłem patrzeć jak oddycha, jak śmieje się z każdego mojego żartu, jak patrzy na mnie z nutką czułości i miłości, którą jak się przekonałem, naprawdę mnie darzy. Cieszę się, że w końcu uświadomił sobie, że nie jest dla mnie nikim i, że i ja nie jestem dla niego obojętny. Cieszę się, że uświadomił sobie, że mnie kocha. Tak jak i ja jego. Kocham go całym sercem i nigdy nie przestanę.
-Kocham cię Magnus – wyszeptał tuląc swoja głowę do mojej piersi. Uśmiechnąłem się szeroko i spojrzałem na niego, śpiącego w moich ramionach.
-Ja ciebie też Alexandrze, ja ciebie też – odpowiedziałem głaszcząc go delikatnie po głowie, uważając przy tym, aby go nie obudzić. Tak słodko wyglądał kiedy śpi. Zresztą, „on zawsze wygląda słodko", pomyślałem i złożyłem pocałunek na jego głowie. Kiedy odsunąłem się od niego, Alexander już nie spał, wręcz przeciwnie wpatrywał się we mnie, swoimi niebieskimi , jak ocean oczami i uśmiechał się delikatnie.
-Dobry wieczór – oznajmił, siadając przy mnie i rozciągając się. Chłopak ziewnął przesłodko i spojrzał na mnie pytająco, rumieniąc się lekko. – Co? A tak, przepraszam zasnąłem.
-Nic się nie stało. Możesz spać ile chcesz, skarbie – odpowiedziałem, przyciągając go do siebie i sadowiąc na kolanach. Chłopak oplótł moją szyję ramionami i wtulił się we mnie, jak małe dziecko. Zaśmiałem się cicho. Ciemnowłosy popatrzył na mnie i dotknął dłonią mój policzek, automatycznie wtuliłem policzek, w zagłębienie jego dłoni.
-Dziękuję – powiedział cicho. Spojrzałem na niego zaskoczony. Przecież nie ma za co dziękować, nic nie zrobiłem.
-Za co? – zapytałem, a chłopak wzruszył ramionami.
-Za wszystko. Za to że jesteś – odpowiedział, patrząc mi głęboko w oczy i uśmiechając się uroczo. Odwzajemniłem spojrzenie, widząc jak na jego policzkach wykwita szkarłatny rumieniec. Objąłem jego twarz rękami i nachyliłem się do niego.
-Dla ciebie zawsze – oznajmiłem i wpiłem się delikatnie w jego usta. Alexander natychmiast odwzajemnił mój gest, obejmując mnie za szyję i przyciągając bliżej. Lecz nim tak naprawdę coś się zaczęło, Alec nagle zaczął wibrować. Pomyślałem, ze to jego ciało tak reaguje na mój dotyk. Jednak on szybko zeskoczył z moich kolan i sięgnął do tylnej kieszeni swoich jeansów. Poczułem się urażony, a zarazem wkurzony, że przerwano nam nim tak naprawdę, zaczęliśmy zabawę. Ponownie przeniosłem wzrok na Alec'a, który już zdążył odebrać i teraz kiwał co chwila potakująco, mamrocząc coś pod nosem. Po chwili rozłączył się i spojrzał na mnie z lekkim uśmieszkiem i niedowierzaniem na twarzy.
– Masz ochotę zobaczyć wielkie ognisko?
A/N: No to nie wiem, kiedy będzie kolejny, aczkolwiek, być może to będzie jakoś w przyszłym tygodniu. Także tego, do następnego!
Intoxic
A no i pozdrowienia od Olki!
PS. TO OLA PISZE ROZDZIAŁY, JA TYLKO PUBLIKUJĘ TERAZ!
