A/N: Znów ja vel Intoxic. Prezentuję wam najnowsze wypocinki Olki:
Kokosz: Ja (Intoxic) muszę podbudowywać swoje ogromne ego :) Wiesz, ja też zadaję ciągle to samo pytanie Olce "Kiedy oni się prześpią ze sobą?" (We're pervs). Nie tylko telefony przeszkadzają w takich sytuacjach, o czym się przekonasz.
JCarolineK1: Happy chapter? No nie wiem, kiedy takowy nastąpi. Wiem, że na pewno Ola taki zaplanowała.(jak to ona nazywa romantico rzyganie tęczą)
Blue Daisiess: Wdech i wydech Blue! Och tak, Alec ma czasem takowe myśli. Oj tak, będzie gorąco!
Glittery Angel: Zgadzamy się. Myślę, że ten tekst o seksie do wszystkich przemówił. I Jace się jeszcze kiedyś tam pojawi. (Olka go ubóstwia, więc na bank się pojawi).
Miłego czytania od nas obu!
Rozdział XIX
"Musimy to sobie poukładać"
Kiedy dotarliśmy z Magnusem do mojego domu, dojrzeliśmy, że z nad dachu unoszą się czarne kłęby dymu. Spojrzeliśmy po sobie, po czym ruszyliśmy szybko do ogrodu. Nadal nie rozumiałem, co się stało mojej matce. No tak, może i ojciec ją zdradził, ale, żeby od razu palić jego ciuchy? Nie wiedziałem, co wstąpiło w moją matkę. Zawsze była miłą i pogodną osobą, nigdy nie pragnęła zemsty, a zwłaszcza na swoich najbliższych. A tu proszę, bez zawahania wyrzuciła wszystkie ciuchy ojca i urządziła sobie ognisko pośrodku ogrodu.
Nadal nic z tego nie rozumiejąc, dobiegłem do swojego rodzeństwa. Wszyscy czyli, Jace, Izzy i Max stali obok siebie, zupełnie spokojni i w ciszy patrzyli przed siebie. Podążyłem za ich wzrokiem i zobaczyłem mamę, która co rusz wyrzucała coś z pudełek przed siebie. Podążyłem dalej wzrokiem i zobaczyłem wielki stos z drewna i czegoś co wyglądało teraz jak spalone szmaty. Wszystko jarzyło się jasnym ogniem. Płomienie skakały w tę i we w te pochłaniając, coraz więcej rzeczy. Ponownie wróciłem spojrzeniem na rodzeństwo i napotkałem wzrok Jace'a. Chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się łobuzersko, czyli nic nowego. Spojrzałem na Izzy, który też uśmiechała się lekko, lecz w jej oczach można było wyczytać troskę o mamę i małe przerażenie, kiedy patrzyła na matkę, która dorzucała do stosu, coraz więcej rzeczy. Na końcu spojrzałem na Max'a, który najwidoczniej cieszył się z ogniska. Siedząc na baranach u Jace'a, spoglądał na ognisko i uśmiechał się szeroko. „No tak, dla niego to zabawa. Jeszcze nie rozumie", pomyślałem. Westchnąłem ciężko i poczułem dłoń na swoim ramieniu. Automatycznie przysunąłem się bliżej Magnusa, opierając się o jego plecy. Poczułem jego ramiona na swojej tali i jak kładzie głowę na moim ramieniu.
-Czyż to nie romantyczne? Ja, ty, ognisko i rozgwieżdżone niebo, kochanie – szepnął mi do ucha całując delikatnie mnie w policzek, na co ja zareagowałem pokaźnym rumieńcem. Dobrze, że w świetle księżyca, nie było tego, aż tak bardzo widać. Przewróciłem oczami i mocniej wtuliłem się w chłopaka, kiedy zawiał wiatr. Może to i romantyczne, ale z drugiej strony i.. przerażające. Tak. Widok mojej matki, palącej ciuchy swojego męża, cóż już niedługo zapewne byłego męża, do tego śmiejącej się przy tym, był przerażający. To tak, jakby anioł zemsty zawładnął jej ciałem i kazał zrobić to ognisko, świetnie się przy tym bawiąc. Choć z drugiej strony, wierzyłem, że to pozwoli się jej pozbyć złych emocji, że tak będzie mogła sobie ulżyć, jakoś zapomnieć. Dlatego nawet nie próbowałem jej powstrzymywać. Jeśli to ma jej pomóc, nie było sensu jej zatrzymywać. Niech robi co chce. Zresztą widok ogniska składającego się głównie z rzeczy ojca, bardzo mi się spodobał.
-Co…co to ma być do cholery?! – z rozmyślań wyrwał mnie donośny, męski głos, dochodzący tuż zza naszych pleców. Nie odrywając się od Magnusa, spojrzałem przez ramie w tamtym kierunku i zobaczyłem, to czego się spodziewałem. W furtce stał cały czerwony ojciec z wściekłą, a zarazem i zaskoczoną twarz patrzył wprost przed siebie, na ognisko, które nadal płonęło przed nami. Poczułem spojrzenie na sobie i odwróciłem się w stronę siostry, która wskazywała głową na Max'a, który z kolei patrzył szeroko otwartymi oczami na ojca.
-Weź go do domu – szepnąłem na co dziewczyna przytaknęła i zabrała brata do środka. Mały trochę się awanturował, ale wiedząc, ze i tak nie wygra w końcu się poddał i wszedł do środka tuż za siostrą. Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, powróciłem spojrzeniem do ojca, który o dziwo, nie stał już przy wejściu, lecz szedł w kierunku mamy. Kątem oka zauważyłem, jak Jace napina swoje mięsnie, złapałem go za nadgarstek, nim zdążył ruszyć z miejsca. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony i wskazał głową na sylwetkę mężczyzny, która stała mniej więcej metr od ogniska, tuż obok czarnowłosej. Pokręciłem przecząco głową, na co ten po chwili zawahania, wyprostował się i zniknął za zamykającymi się drzwi do środka domu. Westchnąłem i przeniosłem wzrok na dwoje ludzi, stojących przy ognisku. Mężczyzna wymachiwał nerwowo rękami, wskazując to na ognisko, to na pudła, a to na kobietę. Ona natomiast stała spokojnie. W ogóle nie wzruszona jego postawą, wyrzuciła ostatni karton do ogniska.
-Może, my też powinniśmy się stąd ulotnić Alexandrze? Niech porozmawiają na osobności – oznajmił zielonooki, nadal szepcząc mi do ucha. Natychmiast pokręciłem przecząco głową, ale chłopak już na mnie nie zważał, pociągnął mnie za nadgarstek i wręcz zaciągnął do domu.
-Co ty robisz do cholery z moimi rzeczami?! – usłyszałam za sobą donośny głos mojego męża. Odwróciłam głowę przez ramię, żeby na niego spojrzeć.
Cały purpurowy na twarzy stał nieopodal mnie i z wściekłością w oczach spoglądał to na mnie, to na ognisko. Posłałam mu pełne obrzydzenia spojrzenie i powróciłam do dalszego dorzucania jego ciuchów do ogniska. Szczerze mówiąc, to sprawiało mi to radość. Dzięki temu ognisku, mogłam pozbyć się części negatywnych emocji, które pojawiły się tuż po tym, jak ujrzałam tego bydlaka z jego nowa dziewczyną. Był to wielki szok dla mnie, choć nie powinien. Od dawna domyślałam się, że Robert może mieć kogoś na boku. Lecz gdy ich zobaczyłam, razem, śmiejących się i całujących, zupełnie jak my z przed lat, był to dla mnie ogromny szok. Bo w głębi duszy, nadal wierzyłam, że on mnie kocha. Że te wszystkie podejrzenia, są wytworem mojej wyobraźni. Łudziłam się tym, że to wszystko kłamstwa, że nadal mnie kocha, tak jak dawniej, kiedy go poznałam. Dlatego nic nie mówiłam, kiedy wypadało mu nagle jakieś spotkanie biznesowe, czy nagły wyjazd służbowy. Pomimo tego, że intuicja podpowiadała mi, że to kłamstwa i tak go puszczałam, bo serce podpowiadało mi inaczej. „I co teraz masz z tego?!", w mojej głowie ciągle rozbrzmiewał ten sam głos, którego nie posłuchałam wcześniej.
-Pytam co ty robisz z moimi rzeczami?! Do końca ci odjebało?! – ponownie usłyszałam przesiąknięty gniewem głos Roberta. Wzruszyłam ramionami, próbując grać twardą, nie pozwalając przy tym wypłynąć ani jednej łzy, które napłynęły mi do oczu.
-Palę. Nie widać? – odpowiedziałam, siląc się na neutralny ton.
-Widać! I to za dobrze kurwa widać! - wykrzyknął, aż pod skoczyłam z zaskoczenia, ale nie odwróciłam się do niego. Nadal nie zwracając na jego krzyki, ani na niego samego, wrzuciłam ostatni karton z całą jego zawartością do ogniska i obserwowałam jak pochłaniają go płomienie. – Zwariowałaś!? To moje najlepsze garnitury?! Co się dzieje z tobą kobieto?!
-A z tobą?! – w końcu odwróciłam się do niego. Staliśmy twarzą w twarz.– To ty mnie zdradziłeś! To ty przespałeś się ze swoją sekretarką!
-Anna nie jest sekretarką! Jest moją asystentką! – odpowiedział, robiąc się jeszcze bardziej czerwony na twarzy. – Poza tym może i cię zdradziłem, ale nie urządzałem sobie ogniska z twoich rzeczy!
-Więc się przyznajesz tak?! Zdradziłeś mnie ze swoją „asystentką"! – oznajmiłam, odwracając się do niego plecami, aby ukryć łzy, które niespodziewanie wymsknęły mi się i spływały po policzkach.
-Nie poznaję cię Maryse! Kompletnie zwariowałaś kobieto!
-Może i zwariowałam, ale przynajmniej nie zdradziłam cię ze swoim kolegą z pracy! – wykrzyknęłam biorąc się w garść. Odwróciłam się do niego ponownie twarzą, zatrzymując przy tym łzy. A kiedy ponownie spojrzałam w jego pełne nienawiści oczy, wszystkie emocje puściły. Patrzyłam mu prosto w oczy z nieskrywanym obrzydzeniem i zastanawiałam się, jak kiedykolwiek mogłam się w nim zakochać. – To nie ja zniszczyłam naszą rodzinę! To nie ja to wszystko spieprzyłam!
Kiedy tylko wypowiedziałam te słowa, wszystko potoczyło się bardzo szybko. Widziałam tylko jak Robert zamachnął się tak szybko, że nawet nie zdążyłam zrobić najmniejszego uniku. Uderzenie było na tyle mocne, że zachwiałam się do tyłu. Po chwili poczułam piekący ślad na policzku. W niedowierzaniu dotknęłam swojego policzka.
-O Boże. Maryse, przepraszam – usłyszałam łagodny ton mojego męża. „Szybka zmiana nastrojów", pomyślałam. Podniosłam głowę i spojrzałam prosto w jego oczy. Miałam wrażenie, że moje oczy wręcz płoną nienawiścią.
-Wynoś się! – krzyknęłam, zaciskając lewą dłoń w pięść i patrząc na niego z obrzydzeniem i istną nienawiścią. – Wynoś się stąd i nigdy nie wracaj! Zabieraj swoje rzeczy! Masz dziesięć minut i niechęcę cię tu widzieć! Wynoś się z naszego domu i naszego życia! Na zawsze!
-Ale Maryse! Nie możesz mnie wyrzucić! – odkrzyknął patrząc na mnie z zaskoczeniem na twarzy z szeroko otwartymi oczami.
-Owszem. Mogę! Ponadto jak się wyprowadzisz, zażądam rozwodu! A to, możesz sobie zatrzymać – powiedziałam, ściągając obrączkę z palca i rzucając w jego stronę. Po czym odwróciłam się w stronę domu i ruszyłam przed siebie. Nim dotarłam do drzwi, czułam jak łzy strumieniami spływają po moich policzkach.
-Mam na pewno będzie chciała rozwodu – oznajmiłem patrząc w sufit u siebie w pokoju. Leżałem na łóżku razem z Magnusem, który cierpliwie od jakiś dwóch godzin wysłuchiwał mojego monologu. Kiedy ojciec wyniósł wszystkie swoje rzeczy, a mama zamknęła się sama w pokoju, nie mogłem wyzbyć się uczucia, że po części to moja wina. – Chociaż może nie doszło by do tego, gdybym powiedział o tym mamie wcześniej. Może udałoby im się to jakoś poukładać. Może nadal byliby szczęśliwym małżeństwem, tak jak dawniej.
-Alec! Przestań już o tym myśleć! – po raz pierwszy odezwał się Magnus. Po chwili pojawił się tuż nade mną, pochylając się lekko. – Mógłbyś przestać już o tym mówić i odprężyć się trochę. Na pewno jesteś zmęczony, miałeś dzisiaj mecz pamiętasz? Prześpij się trochę – powiedział stanowczym tonem i ponownie położył się obok mnie, przyciągając mnie do siebie. Westchnąłem i położyłem głowę na jego torsie, poczułem jego ręce na swojej tali. Wtuliłem głowę w zagłębienie pod jego obojczykiem, uspokajając oddech i wdychając przy tym zapach drzewa sandałowego, który emanował od Magnusa.
-Może masz rację – oznajmiłem, bawiąc się rąbkiem jego koszuli.
-Na pewno mam rację, kochanie. A teraz, prześpij się trochę, a ja tu z tobą posiedzę i będę cię pilnował. Niczym anioł stróż.
-Kusząca propozycja Maggie, ale nie chce mi się spać – odpowiedziałem, podciągając się w górę. Przybliżyłem swoją twarz do jego i wpiłem się namiętnie w jego usta. Chłopak instynktownie przyciągnął mnie za koszulkę bliżej i zarzucił mi ręce na szyję. Dźwignąłem się na łokciach i usiadłem na nim okrakiem. Wczepiłem dłoń w jego włosy, ściskając lekko. Chłopak jęknął zadowolony w moich ustach i włożył ręce pod moją koszulkę. Wodził dłońmi po moim kręgosłupie, a mnie przechodziły dreszcze, od jego dotyku. Magnus podniósł się do siadu, odrywając się ode mnie. Zabrakło mi tchu, jednak nim nadobne się uspokoiłem, poczułem jego usta n a swojej szyi. Chłopak przyssał się do mojej skóry, robiąc na niej malinkę. Jęknąłem zaskoczony. Przymknąłem oczy, wdychając truskawkowy zapach, ciemnych pasm włosów zielonookiego. Nawet się nie zorientowałem, kiedy chłopak położył mnie na łóżku i uniósł się nade mną. Dłonie Magnusa nadal błądziły po moim ciele. Westchnąłem kiedy, ponownie wsunął swoje smukłe dłonie pod moją koszulkę, gładząc brzuch i tors. Magnus pochylił się nade mną i zjechał w dół. Zdjął moją koszulkę, która teraz zdobiła podłogę mojej sypialni i całował mój brzuch. Obdarzał pocałunkami każdy fragment mojego ciała, kierując się ku górze. Gdy tylko zielonooki otarł się niechcący o mnie jęknąłem , a wolna przestrzeń w moich spodniach została momentalnie zagospodarowana, przez unoszącą się męskość. Czułem jak moje policzki oblały się szkarłatnym rumieńcem, próbowałem go ukryć, chowając głowę w poduszkach. Ale cichy śmiech Magnusa, oznajmił, że na nic to się nie zda. Spojrzałem w jego kocie oczy, kiedy pochylił się lekko nade mną i pocałował mnie delikatnie w obojczyk. Gdybym mógł już dawno bym spłonął. Policzki paliły mnie, a serce dudniło, jakby zaraz miało wyskoczyć z środka piersi na łóżko. Chłopak uśmiechnął się szeroko i wpił się w moje usta. Język Magnusa przesunął się po moich wargach, prosząc abym wpuścił go do środka. Otworzyłem posłusznie usta i poczułem jak jego język błądzi po moim podniebieniu i policzkach, splatając się na koniec z moim w jedną całość. Moje ręce powędrowały na skraj jego koszulki i podciągały ją do góry. Lecz nim zdążyłem zdjąć ja z niego, aby obnażyć jego piękny tors, drzwi od mojego pokoju otworzyły się z hukiem i stanęła w nich Isabelle, patrząc na nas z szeroko otwartymi oczami i błąkających się w nich przerażeniem.
-Czy w tym domu nikt już nie puka?!
Westchnąłem ciężko, zabierając z podłogi swoją koszulkę i nakładając ją na siebie. Magnus opadł ociężale na moje łóżko i z wściekłością patrzył w stronę gościa. Posłałem mu przepraszające spojrzenie i wróciłem nim do Izzy, która nadal stałą pośrodku drzwi i patrzyła to na mnie to na Magnusa w otępieniu. W końcu otrząsnęła się i utkwiła we mnie spojrzenie, a na jej twarzy wykwitł uśmieszek, podobny do złowieszczego uśmieszku Jace'a.
-No wiesz braciszku. Wy tu sobie leżycie i się obściskujcie i zapewne świetnie się bawicie i nie chciałabym wam przerywać, ale mama gdzieś zniknęła.
-Że jak?! – krzyknąłem zaskoczony, wstając gwałtownie z łóżka. Kątem oka widziałem, że także i Magnus wygląda na zaskoczonego. – Jak to zniknęła?
-No zniknęła. To znaczy zostawiła list – oznajmiła podchodząc do mnie i podając mi mała karteczkę. Odebrałem ją z jej rąk i spojrzałem na kilka zdań nakreślonych na białej kartce. Poczułem, że ktoś staje za mną. Odwróciłem głowę i zobaczyłem, że Magnus stoi za mną i wpatruje się w list, pozostawiony zapewne przez moja matkę. Wróciłem spojrzeniem w dół i przeczytałem na głos.
„Kochane dzieci!
Zabrałam Max'a i razem pojechaliśmy do babci za miasto. Nie martwcie się, wszystko będzie dobrze. Muszę poukładać sobie kilka spraw. Wrócę jak najszybciej się da.
Na lodówce zostawiłam wam pieniądze, potrzebne na ten czas, kiedy mnie nie będzie. Wiem, że dacie sobie radę. Nie przejmujcie się tym co się stało. Wyjaśnię wam wszystko jak wrócę.
Kocham Was
Mama"
-Czyli mama pojechała do babci. Nie wiem, o co ci chodzi Izzy – oznajmiłem patrząc na nią. Dziewczyna wytrzeszczyła oczy, odwzajemniając moje spojrzenie.
-Jak to o co? O to mi chodzi! – wskazała na list nerwowym gestem. – Nasza rodzina właśnie się rozpadła, a ona wyjeżdża jakby nigdy nic!
-Musiała to sobie poukładać Isabelle! Zrozum, wiem, że to nie jest dla ciebie łatwe, ale dla niej też nie jest! – oświadczyłem stanowczym tonem. – A poza tym, zostawiła nam pieniądze i napisała, że wróci jak najszybciej. Wiec nie panikuj tylko idź do siebie i prześpij się trochę. To był długi i męczący dzień, dla nas wszystkich.
-Tak, masz rację. Idę do siebie – oznajmiła, wychodząc z mojego pokoju, zostawiając nas samych.
Magnus położył mi dłonie na ramionach i odwrócił twarzą do siebie. Spojrzał w moje oczy i uśmiechnął się smutno, ocierając mi z policzka łzy, które nawet nie wiem, zaczęły po nim spływać. Po czym przytulił mnie do siebie.
-I co ja mam teraz zrobić? – zapytałem bardziej siebie, niż jego. Ale i tak usłyszałem odpowiedź.
-Mógłbym, jeśli oczywiście chcesz, zamieszkać na jakiś czas z wami. Nie bylibyście sami. Pomogę ci ochłonąć trochę i odpocząć od wszystkiego i ogarnąć wszystko – oznajmił wzruszając sugestywnie brwiami. Zaśmiałem się cicho, a moje policzki oblał szkarłatny rumieniec.
-Naprawdę? Mógłbyś trochę u nas pomieszkać? – zapytałem, a ten przytaknął. – A co z twoją mamą? Nie będzie miała nic przeciwko?
Chłopak machnął lekceważąco ręką i spojrzał w moje oczy, ciepło się uśmiechając.
-Nią się nie przejmuj. Wyjechała ma miesiąc do babci, żeby pomóc jej ogarnąć nowe mieszkanie. Więc, na pewno nie będzie miała nic przeciwko.
– Więc jak? – zapytał.
– Pakuj się – odpowiedziałem stanowczym tonem, a na twarzy zielonookiego wykwitł szeroki uśmiech.
A/N: I jak wrażenia?
Mam was poinformować, że następny pojawi się w okolicach początku przyszłego tygodnia.
Pozdrowienia od Oli.
Ola również dziękuje za komentarze i życzenia z weną.
