A/N: Na początku chciałam Was przeprosić, za dłuuugą nieobecność, przysięgam, że to więcej się nie powtórzy. Mam nadzieję, że dzisiejszy rozdział to zrekompensuje :)
Kokosz: Nie, to wcale nie było dwuznaczne :D Umm no nie miało cię to wprowadzić w depresje, ale na pocieszenie powiem, iż, wszyscy powiadam WSZYSCY ludzie (czyt. głównie faceci) to Pojebane Skurwiele! Także tego... no to tyle na temat tychże ludzi! Biedna Maryse.. ten wzrot będzie mi teraz tkwił we mnie, ale don't worry jak wspomniałam poniżej, Maryse da mu jeszcze popalić! Cieszę się, że scenka z ogniskiem twoim zdaniem wypadła dobrze, bo ja nadal mam do tego jakieś zastrzeżenia XD Kokosz chce seksu? Kokosz chce seksu? To Kokosz go dostanie... przynajmniej w najbliższym czasie :D
Guest: Taka to różnica... no jakaś tam jest XD A co do scen Malec'a sam na sam to chyba wszyscy je kochamy, to niestety młodsze rodzeństwo zawsze musi wpaść w nieodpowiednim momencie :)
Glittery Angel: Myślę, że Maryse jeszcze nie raz pokaże na co ją stać i może na spaleniu ciuchów się nie skończy.. Kto wie, kto wie! No Magnus jako najlepsiejszy chłopak na Ziemi musi czasem okazać tą swoją pomocną stronę i nie tylko tą...
Blue Daisiess: Hahhaha jak przeczytałam, ten komentarz to od razu zaciesz na twarzy od rana :D Ostatnie zdanie centralnie mnie rozwaliło... Ale co prawda to prawda, no niestety Alec długo nie zachowa tego stanu.. ale Cii! A co do Robcia to don't worry da się mu jeszcze popalić :D
Intoxic: Przestań już biadolić! Przeciez masz ten swój rozdział roll her eye A teraz powiadam ci zacieszaj, zacieszaj póki możesz ^^
Ok to tyle byłoby ode mnie! Miłego czytania i jak zawsze czekam na wasze opinie!
Ps. Ten rozdział dedykuje Intoxic (która wymyśliła jakże zacny tytuł do tego rozdziału i biadoliła na fejsie) oraz Blue Daisiess, której komentarz natchnął mnie na ten rozdział!
XX rozdział.
Nasza noc (albo i nie...)
Mieszkanie z Magnusem, okazało się chyba najbardziej zwariowanym czasem w moim życiu. Przez całe trzy miesiące, jakie u nas spędził, ani trochę nie było nudno. Kociooki dbał o to, abym choć przez chwilę nie myślał a problemach z moimi rodzicami, czy o czymkolwiek, co sprawiało, że choćby na sekundę, uśmiech znikał z mojej twarzy. Był taki troskliwy, opiekuńczy i dobrze wiedział, co zrobić, aby rozproszyć wszystkie moje smutki. Przez cały ten czas, nie odstępował mnie na krok. Był najlepszym chłopakiem pod słońcem. Starał się ze wszystkich sił. Lecz wiedziałem, że nie tylko on musi być tym, który się stara. Ja też chciałem dać coś od siebie. Dlatego zaplanowałem na dzisiejszy wieczór coś ekstra. Coś, czego by się nie spodziewał.
-Już jestem! – krzyknąłem wesoło, wchodząc do domu mojego chłopaka. Zdjąłem szybko płaszcz i odwiesiłem na wieszak. Po czym zaniepokojony zupełną ciszą, ruszyłem przed siebie. Kiedy wszedłem w głąb korytarza, powitała mnie ciemna przestrzeń. – Nikogo nie ma? – zapytałem cicho samego siebie.
Wyciągnąłem rękę, aby zapalić światło, lecz zamiast włącznika, moja rękę napotkała jakąś kartkę, zawieszoną na cienkiej, czerwonej wstążeczce. Zaintrygowany tym, szybko odwiązałem kokardkę i wziąłem zrulowaną kartkę w ręce. Rozejrzawszy się dookoła, czy to nie aby jakiś podstęp, rozwinąłem ją. Dzięki nikłemu światłu, które wpadało przez małe okno w pobliżu, mogłem dostrzec trzy napisane dobrze znajomym mi pismem słowa.
„Podążaj za ścieżką"
Niezbyt rozumiejąc o co w tym chodzi, spojrzałem na dół kartki, na której widniała mała strzałka w dół. Odsunąłem ją z przed oczu i ujrzałem wąską dróżkę ułożoną ze świec, które iskrzyły się ciepłymi płomykami i obsypaną płatkami krwistoczerwonej róży. „Jak mogłem tego nie zobaczyć?", pytałem sam siebie, zachwycając się pięknem tej niespodzianki. Lecz podejrzewałem, że to jeszcze nie koniec. I nie myliłem się. Wolnym krokiem ruszyłem przed siebie, wyznaczoną drogą i po chwili napotkałem następną zrulowaną kartkę, przewiązaną czerwoną wstążką. Tak jak poprzednią, odwiązałem ją i moim oczom ukazały się kolejne słowa.
„Dziękuję za wszystko"
Mimowolnie uśmiech wkradł mi się na usta. Jednak ciągle mało z tego rozumiałem. Za co Alexander mi dziękuje? Co się stało, że nikogo nie ma w domu, a ja stąpam po romantycznej ścieżce odczytując co chwila klika słów od Alexandra. Wzruszyłem ramionami i schowałem kartkę do kieszeni, po czym ponownie ruszyłem przed siebie. Tym razem ścieżka skręciła, prowadząc mnie do… jadalni? Co Alexander może robić w jadalni? Nim się zorientowałem, przed oczami znowu zawisła mi tajemnicza kartka. Taka sama, jak dwie poprzednie. Szybko odwinąłem ją ze wstążki i rozwinąłem.
„Chodź do mnie"
Przeczytałem tym razem na głos.
-Ale gdzie? – zapytałem cicho patrząc pod nogi. Ścieżka się już skończyła, nie było następnej kartki, a Alexandra, jak nie było tak nie ma. Już chciałem się odwrócić, aby poszukać go na górze, jednak czyjeś ręce mnie zatrzymały, a po chwili zrobiło się ciemno. Poczułem jakiś materiał zawiązywany na moich oczach. Automatycznie, podniosłem ręce, aby zerwać materiał, zasłaniający mi cały widok, jednakże te same ręce, które przewiązały mi oczy, objęły mnie w pasie, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. – Alec, to ty?
-Kocham cię – usłyszałem w odpowiedzi i poczułem ciepły oddech na swoim policzku. Odetchnąłem z ulgą, rozluźniając się w jego ramionach. Chciałem się odwrócić i wpić w jego usta, jednakże on był szybszy i chwycił moją dłoń w swoją, łącząc nasze palce razem. – Chodź za mną – powiedział cichym, kuszącym głosem, ciągnąc mnie w głąb pomieszczenia. Nie opierając się ani minuty dłużej, ruszyłem za nim.
Po chwili poczułem jak Alexander staje i ja także się zatrzymałem. Czekałem na to, co będzie dalej. To wszystko, ta ścieżka, te listy, ta tajemnica, to wszystko w zupełności nie pasuje do Alexandra. Do tej pory myślałem, że to ja jestem ten romantyczny w naszym związku, jednak wydaje się, że bardzo się myliłem. Alexander zaskoczył mnie i to w jak najbardziej pozytywny sposób. W niecierpliwości czekałem na dalszy rozwój tej tajemniczej akcji. Z zamyśleń wyrwał mnie delikatny dotyk niebieskookiego, który delikatnie dotknął mojego policzka i pocałował mnie, a raczej musnął swoimi wargami. Pochyliłem się, chcąc więcej, jednakże nie napotkałem już jego miękkich warg. Usłyszałem tylko cichy śmiech i poczułem jak staje za mną, odwiązując wstążkę z moich oczu. Po chwili bezwładna tkanina, spadła na podłogę, a moim oczom ukazała się scenka, rodem z „Zakochanego Kundla", mojej najulubieńszej bajki z dzieciństwa. Mały okrągły stół, nakryty obrusem w kolorową kartkę, a na nim świece, które stanowiły jedyne oświetlenie tego pokoju oraz nadawały ten romantyczny nastrój, który uwielbiałem i rozsypanego całym blacie płatki róż. Na środku stał wielki talerz z parującym spaghetti, polane aromatycznym, pomidorowym sosem i klopsikami, które wyglądały jak maciupkie piłeczki. A cały ten bajkowy wystrój dopełniało truskawkowe musujące wino, stojące na osobnym małym stoliku, na którym stały także dwa kieliszki, przy których znalazł się Alexander. Teraz stał w blasku świecy, więc mogłem przyjrzeć mu się uważniej. Niebieskooki patrzył na mnie z czułym uśmiechem i iskierką w oczach, ubrany w czarne rurki, które dokładnie podkreślały jego pośladki i czerwoną koszule w kratkę. Wyglądał tak uroczo, a zarazem bardzo pociągająco. Gdyby nie to, że zapewne mocno napracował się przy kolacji, nie czekałbym tylko od razu zaciągnął go do sypialni i zrobił to na co…
-I jak, podoba ci się Maggie? – ponownie, moje rozmyślania wyrwał jakże kuszący dzisiaj głos mojego ukochanego, który zdążył podejść do mnie z wyciągniętym kieliszkiem w dłoni, wypełnionym aromatycznym winem.
-J…jest cudownie Alexandrze – odpowiedziałem oczarowany tym wszystkim, chwytając równocześnie za kieliszek i rozkoszując się aromatycznym zapachem truskawek. – Ale… ale dlaczego? O Boże, Alexandrze, zapomniałem o naszej rocznicy? Nie na to jeszcze za wcześnie, jeszcze miesiąc. To może jakieś święto, o którym nie wiem? Twoje urodziny? Nie, to za półtora miesiąca. Moje? Moje już były, a więc, o co chodzi? Co to za okazja Alexandrze?
-Żadna z wyżej wymienionych Magnusie.
- Więc? Nic z tego nie rozumiem…
-Bo nie musisz, tu nic rozumieć – oznajmił chłopak chwytając moją dłoń w swoją i prowadząc do stolika. – Czy chłopak nie może zrobić dla swojego ukochanego kolacji? – szepnął mi do ucha, kiedy odsunął mi krzesło, abym usiadł. „Prawdziwy dżentelmen", pomyślałem.
-Jasne że może – stwierdziłem, kiedy chłopak usiadł tuż obok mnie, tak blisko, że bliżej już by się nie dało. – Ale, myślałem, że bycie romantycznym, to moja działka – obruszyłem się. W odpowiedzi usłyszałem tylko cichy, melodyjny głos Alexandra.
-Nie tym razem kochanie – oznajmił patrząc prosto w moje oczy. I nim się spostrzegłem, już nachylałem się ku niemu, jednakże nim zdążyłem złączyć nasze usta w namiętnym pocałunku, niebieskooki zatrzymał mnie delikatnie ręką, kładąc ja na moim torsie. Po czym nachylił się i wyszeptał mi do ucha, kuszącym głosem, od którego aż miękną mi kolana i robi się gorąco. – Najpierw kolacja, później przyjemności.
Westchnąłem z rezygnacją i wyprostowałem się, ciągle spoglądając w te dwa błękitne oceany tuż przede mną, w których widniał jakiś tajemniczy błysk, którego nie mogłem zidentyfikować.
Cała kolacja minęła w zawrotnym tępię, wydawało się jakby czas pędził galopem. Na stole pozostawała resztka dania, a wino, które niebieskooki wybrał specjalnie na tę okazję, znikało z naszych kieliszków w mgnieniu oka.
-A teraz powiedz aaa – poprosił chłopak, celując we mnie widelcem z nawiniętym makaronem. Zaśmiałem się cicho, posłusznie otwierając buzię. Makaron miał naprawdę aromatyczny zapach, a w smaku był jeszcze lepszy. Kiedy rozkoszowałem się tym daniem, przyrządzonym w zupełności przez ukochanego, nawet nie zauważyłam, kiedy twarz Alexandra znalazła się kilka milimetrów od mojej. Okazało się, że „ciągniemy", tą samą nitkę. „Zupełnie jak w bajce", oznajmiłem i bardziej pochyliłem głowę, aby zaraz zetknąć swoje usta z wargami Alexandra w romantycznym pocałunku. Widziałem rumieńce, które wykwitły na jego policzkach, gdy był coraz bliżej. I gdy znalazł się dostatecznie blisko pochyliłem się i złączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku. Chłopak instynktownie oddał pocałunek i wczepił rękę w moje włosy, czym wywołał u mnie stłumiony jęk. Poczułem jak jego język wędruje po mojej dolnej wardze, posłusznie rozchyliłem usta, ułatwiając mu dostęp do środka. Chłopak wędrował po moim podniebieniu, wnętrzu policzków, aż w końcu dotarł do języka, z którym splątał się w ognisty taniec. Nie przerywając pocałunku, chłopak podniósł się i pociągnął mnie za sobą.
-Chodźmy do sypialni szepnął mi do ucha, odrywając się ode mnie, aby zaczerpnąć tchu i przegryzając lekko jego płatek.
Przytaknąłem tylko i ponownie wpiłem się w jego kuszące usta. Chłopak zarzucił mi ręce na szyję, a ja oplotłem go ramionami w pasie. Razem złączeni w namiętnym pocałunku i splątani objęciami, tworząc jedną całość, wgramoliliśmy się na górę. Kiedy byliśmy dostatecznie blisko drzwi, niebieskooki nie odrywając swoich ust od moich, sięgnął szybko klamki i szarpnął za nią. Momentalnie wpadliśmy do sypialni dobrze, że złapałem szybko równowagę, bo inaczej leżelibyśmy teraz na podłodze. Chłopak odepchnął mnie od siebie, wpychając do środka, a sam wchodząc do środka, zamknął za sobą drzwi. Moje oczy pociemniały z podniecenia, i widziałem, że i także Alexander nie zostaje daleko w tyle. W jego oczach mogłem widzieć pełne pożądanie i miłość. Nic więcej. Nie czekając ani minuty dłużej, popchnąłem go na drzwi i agresywnie wpiłem się w jego usta. Chłopak nie protestował. Oddał pocałunek z równą namiętnością i siłą, przyciągając mnie za włosy bliżej siebie. Z moich ust wydobył się cichy jęk kiedy poczułem jego nogę na biodrze i męskość, ocierającą się o mnie. Tego było za wiele. Odsunąłem go od siebie i popchnąłem na łóżko. Usłyszałem cichy śmiech Alexandra.
-Nie tak ostro kocie! – oznajmił lustrując mnie pożądliwym wzrokiem.
-Nie trza było mnie prowokować – odpowiedziałem ochrypłym z podniecenia głosem, sadowiąc się okrakiem na niebieskookim i wręcz zrywając z niego koszulkę. Moim oczom ukazała się idealnie wyrzeźbiona, klatka piersiowa Alexandra. Podniosłem głowę i spojrzałem w jego pociemniałe oczy. Uśmiechnąłem się zadziornie i wpiłem w jego usta, delikatnie drażniąc jego nagi tors rękoma. Kiedy dotknąłem jego sutków, usłyszałem cichy jęk zadowolenia z jego strony. Uśmiechnąłem się pomiędzy pocałunkami i zjechałem ustami na jego szyję, tworząc językiem ścieżkę od jego ust do wystającego obojczyka. Pocałowałem go w zagłębienie między obojczykiem i zjechałem niżej, ciągle patrząc mu prosto w oczy i prowokując spojrzeniem. Nie wiedziałem, czy to wpływ minimalnego alkoholu, czy coś innego, ale oczy Alexandra wyrażały nieskrywane pożądanie i chęć dalszych zabaw. Zacząłem obdarowywać jego klatkę piersiową milionami pocałunków. Słyszałem tylko coraz szybszy oddech niebieskookiego i jego szybkie bicie serca. Kiedy dojechałem do jego sutków, przegryzłem je lekko, a na twarzy Alexandra wykwitł grymas zadowolenia. Momentalnie podniósł się do góry i nim się zorientowałem, to ja leżałem pod nim, a on siedząc na mnie okrakiem, obdarzał moje ciało zachłannym wzrokiem.
-Teraz moja kolej – oznajmił zadziornie, zrywając ze mnie koszulkę, która chwilę później zdobiła podłogę jego sypialni.
Chłopak łapczywie wpił się w moje usta, przegryzając dolną wargę i ciągnąc ją do siebie. Po czym pochylił głowę i poczułem jego ciepłe wargi na szyi, w okolicy jabłka Adama. Odchyliłem głowę, aby miał lepszy dostęp. Alexander wykorzystując to przyssał się do niego, czym wywołał u mnie jęk rozkoszy. Wczepiłem rękę w jego włosy ciągnąc go do siebie. Lecz nim zdążyłem złączyć nasze usta w ponownym pocałunku , chłopak musnął mój policzek delikatnie i pochylił się, całując mnie od szyi, aż po podbrzusze. Obdarzał pocałunkami każdy milimetr mojego ciała, jakbym był najważniejszą rzeczą, jakimś bóstwem, które w każdym momencie może wyparować i więcej nie wrócić. Przymknąłem oczy, oddając się tej rozkoszy całkowicie. Jednak kiedy Alec dotarł do mojego podbrzusza i ręką zabierał się za odpinanie paska, zmroziło mnie. Momentalnie zesztywniałem i chwyciłem jego ręce ciągnąc go tym samym do góry. Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony, lecz nim zdążył mnie o coś zapytać, ubiegłem go.
-Alec jesteś tego pewny? To znaczy, czy ty naprawdę chcesz to zrobić ze mną? – zapytałem, wpatrując się czule w jego błękitne oczy, które z powagą wpatrywały się w moje.
-Tak – oświadczył stanowczo. W jego głowie nie słyszałem, żadnej nuty zawahania. – Jestem tego pewny. Chcę, aby mój pierwszy raz był z tobą. Kocham cię i chcę ciebie.
-Wiesz, ze to bardzo mocne słowa prawda?
-Tak, ale jestem tego pewny – oznajmił, spuszczając wzrok, aby ukryć pokaźne rumieńce wykwitłe na jego policzkach. Po czym dodał cicho. – Niczego nigdy nie byłem bardziej pewien. Ale jeśli ty nie chcesz, to ja zrozu…
Nie dałem mu dokończyć, bo wręcz brutalnie przyciągnąłem go do siebie za nadgarstki i wpiłem mocno się w jego usta. Objąłem go ramionami i po chwili leżał tuż pode mną. Poczułem łzę, która wymsknęła mu się spod zamkniętych powiek. Zlizałem ja i wróciłem do całowania jego szyi, pozostawiając gdzieniegdzie czerwone malinki. Czułem wzrastające tętno kochanka i jego przyśpieszony oddech na moich włosach, które czule przebierał palcami. To chyba ten moment, jest gotowy. Czuję to.
Z ta właśnie Myślą oparłem się na łokciach i złączyłem nasze usta w kolejnym, długim i namiętnym pocałunku. Zachłannie pieściłem jego wargi, uzyskując co chwila ciche jęki z głębi jego gardła. Przeszły mnie dreszcze, kiedy poczułem jego język na dolnej wardze. Rozwarłem swoje usta, łącząc nasze języki w jedno. Z rozmiłowaniem drażniłem jego podniebienie. Przywarłem mocniej swoim ciałem do niego. Oderwałem się na chwile od niego, aby zaczerpnąć tchu. W tym samym momencie, moje ręce powędrowały na jego biodra. Odpiąłem jego rozporek i zsunąłem z niego czarne rurki, które zawisły na poręczy łóżka. To samo zrobiłem ze swoimi, aby zaoszczędzić trochę czasu. Widziałem wykwitający pomału rumieniec na twarzy Alexandra, kiedy zabierałem się za jego bokserki, w których unosiła się jego męskość. Omiotłem jego twarz jednym spojrzeniem , prosząc niemo o pozwolenie. Chłopak uśmiechnął się lekko i kiwnął potwierdzająco głową. Uzyskując pozwolenie, chwyciłem za skrawek jego ciemnoniebieskich bokserek i obciągnąłem je w dół. Jednakże nim tak naprawdę zdążyłem coś zrobić, choćby coś zobaczyć, drzwi do sypialni Alexandra otworzyły się z impetem i stanął w nich, nie kto inny, jak Jace i to nie sam, bo w towarzystwie rudowłosej psiapsiółki. Czułem, jak Alexander sztywnieje w moich ramionach i zakrywa twarz w poduszkach. Próbując zaoszczędzić mu jeszcze większego wstydu, próbowałem zakryć go własnym ciałem, na tyle na ile mogłem.
-Oj, przepraszam – powiedział zszokowany Jace, zamykając za sobą drzwi z szeroko otwartymi oczami, utkwionymi we mnie i swojego starszego brata.
Kiedy zamknęły się za nimi drzwi, usłyszałem ciche schodzenie po schodach. Spojrzałem na Alexandra, który zrobił się cały czerwony. Chłopak był tak zawstydzony i zażenowany, że nie potrafił nawet się ruszyć.
-Alec? Alec, skarbie wszystko gra? N..nic ci nie jest? – zapytałem, patrząc na niego z uważnie. Lecz nim zdążył mi odpowiedzieć, usłyszałem biegniecie po schodach i za chwilę w progu sypialni Alexandra ponownie pojawił się Jace.
-C.. Co wy tu robicie?! – zapytał wlepiając w nas złote oczy, jakbyśmy byli z innej planety. Przewróciłem oczami i chwyciłem kołdrę nakrywając nią Alec'a i siebie, nadal próbując go zasłonić. Jednak niebieskooki w końcu oprzytomniał i odepchnął mnie na bok najdelikatniej jak mógł i posłał mi przepraszające spojrzenie, podnosząc się, aby spojrzeć na brata., który stał w progu drzwi opierając się o nie nonszalancko, a na jego twarzy wykwitł, typowy dla niego arogancki uśmieszek. – No, no bracie. To dlatego chciałeś się mnie i Izzy pozbyć z domu na cały dzień. Nieźle to sobie zaplanowałeś, nie powiem.
-Wypierdalaj stąd Jace! Miałeś być dopiero za godzinę! – wykrzyknął niebieskooki, rzucając w brata poduszką i pokazując mu aby opuścił jego pokój. Blondyn zaśmiał się cicho i z podniesionymi rękoma, na znak, że się wycofuje, opuścił pokój, zamykając czym prędzej drzwi, chroniąc się przed następnymi poduszkowymi atakami ze strony Alec'a. Kiedy tylko młodszy zbiegł na dół, nie wyrabiając ze śmiechu, niebieskooki opadł ciężko na poduszki, zakrywając jedną z nich twarz.
-To znaczy, ze już się nie bawimy? – zapytałem zawiedzionym głosem, na co usłyszałem, jakieś bełkotanie ze strony niebieskookiego. – A zapowiadało się tak fajnie. Nie uważasz kochanie?
Z lekkim uśmieszkiem, podniosłem się na łokciach i zdjąłem mu ją z twarzy, pochylając się nad nim równocześnie. Zawisłem kilka milimetrów nad jego głową. Chwyciłem jednym palcem jego podbródek, aby spojrzał w moje oczy. Kiedy w końcu łaskawie podniósł swoje dwa nieba na mnie, uśmiechnąłem się do niego zadziornie, ukazując rządek białych zębów.
-Mógłbyś powtórzyć? Nie dosłyszałem co tam mamroczesz.
-Czy nam w końcu będzie dane to zrobić!? – wykrzyknął sfrustrowany, krzyżując ręce na piersi z miną obrażonego dziecka. Zaśmiałem się cicho i przejechałem po jego policzku nosem, wywołując u niego malutki uśmieszek.
-Kiedyś na pewno – szepnąłem mu do ucha i pocałowałem go w policzek. – A właściwie, to możemy zacząć już teraz.
Stwierdziłem, przegryzając lekko płatek jego ucha. Po czym wpiłem się w usta niebieskookiego. Poczułem uśmiech na jego ustach, kiedy oddawał pocałunki, lecz gdy chwyciłem za kołdrę by go odsłonić, chłopak oderwał się ode mnie i zatrzymał moje ręce. Spojrzałem na niego pytająco.
-Myślałem, że tego chcesz.
-Nie, to znaczy, tak – zająknął się, po czym westchnął cierpiętniczo i opadł na poduszki. Opadłem obok niego, obejmując ramieniem. Chłopak wtulił się w mój tors i zaczął jeździć ręką tam i z powrotem, wywołując u mnie przyjemne dreszcze. –Ale nie teraz. Nie kiedy ten dupek jest gdzieś tam na dole! – wykrzyknął w stronę drzwi, tak głośno, że Jace usłyszawszy go, wybuchnął kolejną serią niepohamowanego śmiechu. Alexander przewrócił tylko swoimi dwoma oceanami, nadal pociemniałymi od nadmiaru wrażeń i wtulił głowę w moją szyję. Zamruczałem cicho, kiedy poczułem miękkie usta na niej. Po czym przyssał się do niej, tworząc mały, czerwony ślad. Uśmiechnąłem się lekko, przewracając go na plecy i siadając na nim okrakiem.
-To znaczy, że jednak nie masz dosyć zabaw na dzisiaj kochanie? – zapytałem zadziornie przejeżdżając, ręką po jego nadal nagim torsie i oblizując usta.
-Nie, ale on… - powiedział cicho wskazując głową na drzwi. W tym samym momencie pochyliłem się nad nim i szepnąłem do ucha.
-Będziemy cicho, obiecuję. Poza tym, zaraz zapomnisz, że on tam jest – szepnąłem mu zmysłowo do ucha, na co ten się zarumienił i wpił w moje usta. I kiedy ponownie chwyciłem za kołdrę, aby zrzucić ją i odsłonić piękne ciało mojego kochanka, drzwi od sypialni otworzyły się z impetem i stanął w nich nie kto inny, jak Jace. z impetem i stanął w nich nie kto inny, jak Jace. W tedy nie wytrzymałem i nie podnosząc się z Alexandra rzuciłem ostro w jego stronę, odwracając tylko lekko głowę przez ramię. – Czy ciebie do cholery nikt nie nauczył pukać, Lightwood?!
-Nie, to, znaczy tak. Oj daj spokój Brokatowy! Nie myślcie sobie, że was nie słychać! – odpyskował blondyn, patrząc na nas z typowym dla siebie rozbawieniem. Natomiast ja piorunowałem go wzrokiem, przepełnionym nienawiścią.
-Wyjdź stąd! Albo, sam cie wyniosę! – krzyknąłem na co ten podniósł ręce do góry na znak, że się wycofuje.
-Dobra, dobra. Nie trzeba krzyczeć, bracie. Przyszedłem was tylko ostrzec – dodał na swoją obronę, głosem niewiniątka. Przysięgam, że gdyby nie Alec, ten blondyn już dawno wylądowałby na dole. Ze wszystkich Lightwood'ów, których poznałem, no może oprócz Roberta, to on najbardziej działał mi na nerwy.
-Ostrzec przed czym? – zapytał niebieskooki, z nutką irytacji i wściekłością w oczach.
-Że mama wraca. Więc, radziłbym się wam ubrać – powiedział zamykając za sobą drzwi.
Oboje z Alec'iem spojrzeliśmy po sobie. I chłopak w mgnieniu oka wygramolił się spode mnie i założył bokserki. Po czym szybkim ruchem wciągnął rurki i koszulę, która znalazła się Bóg wie, jak na nocnej lampce. Idąc za jego przykładem, także się ubrałem i razem wyszliśmy z pokoju. Kiedy znaleźliśmy się na dole naszym oczom ukazała się czarnowłosa kobieta z dziewięcioletnim chłopcem na rękach. Nim zdążyliśmy dojść do nich i się przywitać. Przez frontowe drzwi weszła wysoka postać , ubrana w długi płaszcz. Kiedy odwróciła się w naszą stronę i stanęła obok matki Alexandra, oczy niebieskookiego o mało nie wyszły mu z orbit.
-Przecież ty jesteś…
A/N: I jak wrażenia?
Przypuszczam, że pewnie chcielibyście mnie zabić (tak jak Intoxic) po takim zakończeniu! Z góry przepraszam i do następnego!
Ps .Dziękuję, za życzenia z weną, jak widzicie przydają się!
Uściski
Ola
