A/N: Glittery Angel: I bardzo Cię za to przepraszam, ale jak obiecałam teraz rozdziały będą się pojawiać regularnie począwszy od dzisiaj :) Zboczeńce, wszędzie małe zboczeńce XD hahaha no nie wiem, nie wiem... O tym czy Alec, jak to określiłaś "pozbędzie się swej niewinności", przekonasz sie w trakcie czytania!

Intoxic:Aleś ty normalnie dobroduszna jesteś... :D

1. Znowu podbudowujesz swoją samoocenę... (roll her eye) XD

2. Ładne proszę za podziękowanie za dedykację

3. Czekasz na ten kolejny ze zniecierpliwieniem, czy Jeszce na ten następny? ^^

A więc to tyle ode mnie. Życzę miłego czytania. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)


Rozdział XXI

Zachowuje się jakoś dziwnie

Przez całe wakacje Magnus dziwnie się zachowywał. Widziałem, że ciągle chodzi jakiś rozkojarzony. Nie potrafił się na niczym skupić. A kiedy pytałem go o co chodzi, milczał albo udawał, że nie wie o co chodzi i szybko zmieniał temat. Po czym od razu się wyłączał. Naprawdę gryzło mnie to, ze nie chce mi powiedzieć o co chodzi. Był nie podobny do siebie. Kolory, wręcz tęczowy i brokatowy, jak zawsze, ale nie obecny. Jak nie mój Magnus. Był strasznie skryty, jakby próbował coś przede mną zataić. Przez całe dwa miesiące nie był sobą. Nawet nie chciał świętować swojej osiemnastki, która odbyła się jakoś w połowie lipca. Co totalnie dało mi do myślenia. Magnus, który nie chciał świętować swoich urodzin, to nie był mój Magnus. Magnus, którego znam i kocham nigdy nie odpuścił by sobie okazji do świętowania – a szczególnie swoich urodzin. Coś mi tu nie grało. Bałem się nawet, że znalazł sobie kogoś innego, co doprowadzało mnie do obłędu. Szalałem z niepokoju, że Magnus mnie zostawi, że mnie nie kocha. Najtragiczniejsze scenariusze co noc układały się w mojej głowie przed snem. Aż do pewnego dnia. Kiedy niemal wszystko się wyjaśniło.

Połowa sierpnia już za nami. Zaczął się rok szkolny. Nie mogłem się już odczekać. Domyślałem się, że moje zachowanie ostatnio nie należało do normalnych. Ale musiałem zachować wszystko w tajemnicy. Nie mogłem puścić pary z ust. Tak długo wszystko planowałem, że nie mogłem teraz tego popsuć. Alexander musiał poczekać do końca. Czy to mu się podoba, czy nie.

Ale ten koniec właśnie nadszedł. Dzisiaj. Dzisiaj po lekcjach mam nadzieję, że mnie wysłucha i zrozumie. Ale nie może się jeszcze niczego domyślać. To musi wyjść naturalnie. Mam nadzieję, że wybaczy mi ostatnie zachowanie i przyjdzie na spotkanie. Inaczej wszystko legnie w gruzach.

Jeszcze tylko ostatnia rzecz i wszystko będzie gotowe. Nie mamy dzisiaj z Alexandrem wspólnych lekcji, owszem pracuję nad zmianą swojego planu, ale to trochę zajmie. Oczywiście mogłem to załatwić inaczej, niż przez głupi list, który chciałem wsunąć w jego szafkę, niczym zakochany szczeniak, ale nie miałem innej opcji. Alexander nie chciał ze mną rozmawiać. Jest na mnie zły, za to, że jego zdaniem olewałem go przez całe wakacje. Ale tak nie było. Kocham go całym sercem, ale nie miałem wyboru. Jeśli to miała być niespodzianka, wszystko musiałem zachować dla siebie. Aż do ostatniej chwili.

Przystanąłem na korytarzu tuż przy szafce Alexandra. Lekcje jeszcze trwały, więc nikt się tu nie pałętał. Ale dla pewności rozejrzałem się szybko i kiedy upewniłem się, że nikt mnie nie widzi, nawet pani sprzątaczka, szybkim ruchem wsunąłem kopertę do szafki. Zadowolony, że poszło tak szybko i łatwo, wyszedłem ze szkoły i udałem się do miejsca, które wytyczyłem na nasze spotkanie.


Nareszcie. Lekcje się skończyły. I choć to dopiero początek roku, to już mam dosyć. Westchnąłem cierpiętniczo wlokąc się do szafki. Lecz nim do niej dotarłem, wzrokiem przeszukałem cały hol, w poszukiwaniu Magnusa. Po mimo, że byłem wściekły, chciałem z nim porozmawiać. Wszystko wyjaśnić. I wtulić się w jego tors, wdychając zapach drzewa sandałowego i aromat cytrynowego szamponu do włosów. Strasznie mi go brakowało. Jego pocałunków, dotyku, a nawet kolorowych jak tęcza i świecących się jak kula dyskotekowa ciuchów.

Kiedy doszedłem do szafki, obok mnie pojawił się Jace.

-Siema – przywitał się, otwierając swoją szafkę, która nawiasem mówiąc była tuż obok mojej. – Gdzie Magnus? Nadal się nie odzywa?

-Cześć. Nie – odpowiedziałem lodowatym tonem, zaszczycając go morderczym spojrzeniem. – I nie będę z tobą o tym rozmawiać!

-Dobra, dobra. Bez agresji bracie – oznajmił podnosząc ręce do góry w geście obronnym. Przewróciłem tylko oczami i wyjąłem swój plecak, po czym spakowałem do niego klika książek. Niestety. Weekend, a ja będę musiał zakuwać na angielski! Westchnąłem ciężko i zamknąłem szafkę, po czym odwróciłem się w stronę wyjścia.

-Widzimy się w domu! – krzyknąłem na odchodne. Lecz nim zdążyłem dojść do drzwi, zatrzymał mnie donośny głos blondyna.

-Alec! Mam list… do ciebie! Od… Magnusa! – wykrzyknął na cały hol, tak głośno, że kilka osób spojrzało na niego, a później na mnie. Poczułem jak na moje pliczki wykwita pokaźny rumieniec. Spojrzałem na niego morderczym wzrokiem i czym prędzej ruszyłem w jego stronę. Chłopak tylko spojrzał na mnie złośliwie i zaczął otwierać różową kopertę.

-Nawet się nie waż! – krzyknąłem w jego stronę i dosłownie w ostatnim momencie, zdążyłem dobiec i wyrwać mu kartkę z ręki.

-Boże Alec! Naprawdę ta agresja jest zbędna ! – oznajmił blondyn, patrząc na mnie jak na dziwaka. Wywróciłem oczami i zerknąłem na list. Rzeczywiście. Był od Magnusa. – To do zobaczenia w domu! – usłyszałem wesoły ton Jace'a, który przechodząc obok mnie poczochrał mi włosy i zaraz zniknął w drzwiach. Fuknąłem zniecierpliwiony i ponownie przeniosłem wzrok na kartkę. W tym samym momencie, nie odrywając wzroku od kartki, ruszyłem w stronę wyjścia.

Kochany Alexandrze!

Wiem, ze ostatnio nie byłem najlepszym chłopakiem na świecie, ale chciałbym Ci to wynagrodzić. Mam nadzieję, że mnie wysłuchasz i zrozumiesz.

Proszę Cię przyjdź do Central Parku obok fontanny. Będę tam na Ciebie czekał.

Twój Magnus."

Serce podskoczyło mi do gardła. „Mam nadzieję, że mnie wysłuchasz i zrozumiesz". Co to miało znaczyć? I do tego ten list. Czy nie mógł porozmawiać ze mną w szkole? Od razu, a nie wysyłać liściki miłosne. No nic lepiej tam pójdę i dowiem się o co chodzi. W końcu o to mi chodziło prawda? Żeby nareszcie poznać prawdę. To dlaczego się bałem?


Denerwowałem się jak nigdy. Chodziłem w tę i we w tę okrążając fontannę z bukietem czerwonych róż, niczym mały samochodzik. Nie mogłem ustać w miejscu. Co chwilę wycierałem mokre, drżące ręce o spodnie. Ludzie przechodzący obok mnie, spoglądali na mnie i szeptali między sobą. Ale nie przejmowałem się tym. Przyzwyczaiłem się do tego. Choć tym razem zapewne nie komentowali mojego odważnego, ze względu na kolory i brokat, stroju, lecz pewnie na moje niecodzienne zdenerwowanie.

Martwiłem się, praktycznie wszystkim. Co jeśli Alexander się nie zjawi? A co jeśli przyjdzie, ale nie zechce mnie wysłuchać? A co jeśli będzie chciał ze mną zerwać? W końcu dałem mu teraz wielki powód do tego. Nie byłem idealnym chłopak przez ostatni czas. Alexander na pewno jest na mnie zły. A co jeśli, jeśli nawet mi wybaczy, ale nie zgodzi się na wyjazd? A co jeśli…

Zatrzymałem się, a kwiaty o mało mi nie wypadły z ręki. Z przeciwległej strony szedł Alexander. Kiedy tylko zobaczyłem jego czarne jak heban włosy, bladą skórę, a na niej rumieńce, a przede wszystkim jego duże niebieskie oczy, które błądziły po parku w poszukiwaniu, a wszystkie moje obawy natychmiast zniknęły. To jest mój Alexander. Alexander, który jest zabawny, czuły, uwodzicielski, jak potrzeba. Mój Alexander, który zawsze broni tych, który zawsze wybacza, tym których kocha.

Wziąłem głęboki oddech, poprawiłem marynarkę, wyprostowałem się i ruszyłem w jego stronę.


Przemierzałem Central Park szybkim krokiem, przeszukując wzrokiem każdy milimetr tego zielonego zgęszcza. Próbowałem odnaleźć Magnusa, lecz w ogóle mi to nie szło. Roiło się tu od tak wielu ludzi, a żaden z nich choć odrobiny go nie przypominał. Przecież napisał, że tu będzie.

Kiedy po dłuższym poszukiwaniu, straciłem jakąkolwiek nadzieję, na odszukanie go, westchnąłem ciężko i odwróciłem się z zamiarem wrócenia na Manhattan. Kiedy tylko odwróciłem się plecami od fontanny, przede mną wyrósł jakiś mężczyzna. Odruchowo cofnąłem się w tył. Chciałem bąknąć ciche przepraszam i odejść, lecz gdy spostrzegłem tak dobrze mi znane tęczowe spodnie z brokatem, wiedziałem, ze jest to nie kto inny jak właśnie ON. Spojrzałem w górę i napotkałem najpiękniejsze tęczówki świata. Złotozielone oczy mojego ukochanego, które patrzyły na mnie z miłością.

-Naprawdę cieszę się, że przyszedłeś – oznajmił Magnus spoglądając głęboko w moje oczy. Odwzajemniłem spojrzenie i stopniałem. Moje serce zabiło szybciej, a nogi ugięły się pode mną. Jak za pierwszym razem kiedy go zobaczyłem. Kompletnie nie panując nad swoimi emocjami, rzuciłem się na niego. Zarzuciłem mu ręce na szyję i chciwie wpiłem się w jego usta. Początkowo chłopak był z szokowany, lecz zaraz się opamiętał i chwycił mnie w tali, oddając pocałunek z tą samą zapalczywością co ja. Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę, dopóty, dopóki w płucach starczyło nam tlenu. Kiedy odsunęliśmy się od siebie, spojrzałem w jego oczy i dotknąłem delikatnie policzka. Chłopak wtulił go w zagłębienie mojej dłoni i wysunął zza pleców bukiet. Wielki bukiet krwistoczerwonych róż.

-To dla ciebie kotku – oznajmił. Chwyciłem kwiaty w swoje ręce, rozkoszując się ich wonią. Po czym zaśmiałem się cicho i pocałowałem go subtelnie w policzek.

-Dziękuję – powiedziałem, a chłopak chwycił moją dłoń w swoja i splótł w nasze palce.

-Usiądźmy – zaproponował pokazując na najbliższą ławkę. Przytaknąłem i po chwili sierdziliśmy ramie w ramię, obok siebie w milczeniu. Lecz nie była to niezręczna cisza. I choć wiedzieliśmy, że musimy porozmawiać, żadnemu z nas się nie śpieszyło.

Odłożyłem kwiaty na bok i spoglądałem na bezchmurne niebo, tuż nad nami. Czułem, że Magnus przygląda mi się uważnie. Po krótkiej chwili, westchnął cicho i położył dłoń na moim kolanie. Odwróciłem głowę w jego stronę i spojrzałem w oczy. Kocie w błękit. Czysta miłość, nic poza tym.

-Chciałem cię przeprosić. I to bardzo – zaczął skruszonym tonem. Przykryłem jego dłoń swoją, zachęcając, aby mówił dalej. – Wiem, ze ostatnio nie byłem najlepszym chłopakiem chodzącym na tej Ziemi. Wiem, też, że zapewne gniewasz się na mnie za to jaki byłem. Nieobecny. Inny, jakbym nie był sobą. Przepraszam.

-Nie masz za co przepraszać – oznajmiłem, dotykając jego policzka, na co chłopak uśmiechnął się słabo. – To prawda byłem na ciebie zły. Ale nie za to, że jak to określiłeś „nie byłeś najlepszym chłopakiem na Ziemi". To nie o to chodzi. Ja się po prostu o ciebie martwiłem. Nie byłeś sobą. Myślałem, że cos się stało, że może już mnie nie kochasz…

-Nawet tak nie mów! – zaoponował nagle, a jego głos wzniósł się do krzyku, tak że kilka osób obejrzał się na nas. Chłopak zaczerpnął tchu i hardo spojrzał w moje oczy. – Nigdy tak nie mów, a co najważniejsze nigdy tak nie myśl! Kocham cię i już zawsze będę! Jesteś jedynym, którego kochałem, kocham i będę kochał, dopóty, dopóki mi na to pozwolisz.

Uśmiechnąłem się na te słowa.

-A więc – zacząłem. – Jeśli nie o to chodzi, to o co?

-Hymm… jakby to ci powiedzieć…

-Prosto z mostu – powiedziałem cicho, szykując się na najgorsze.

-A więc, wiem, ze jest teraz początek roku szkolnego i zapewne musisz się uczyć i trenować do zimowych rozgrywek, ale pomyślałem sobie…

-No? – zapytałem niecierpliwie. Robiło się coraz gorętszej. – No co sobie pomyślałeś?
-Pomyślałem, sobie, że może moglibyśmy wyskoczyć na weekend. Sami. Mam domek nad morzem New Jersey nad Long Beach Island i pomyślałem, że moglibyśmy tam pojechać w ten weekend. Tylko my dwoje.

Zamurowało mnie. Tyle skrywania, tyle tajemnic tylko dlatego, że chciał pojechać ze mną na plażę? Moja ręką automatycznie powędrowała do czoła i zetknęła się z nim z impetem. Po czym się roześmiałem. Kątem oka widziałem, że Magnus patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Kiedy zdołałem się uspokoić spojrzałem na niego jak na kretyna.

-To wszystko? – zapytałem, próbując opanować kolejny napad śmiechu. Chłopak przytaknął z wahaniem.

-Nie podoba ci się? – spytał smutno.

-Co? Nie.. Jasne że mi się podoba! Tylko… - zawahałem się. – Tylko jeśli chciałeś ze mną gdzieś pojechać, nie musiałeś robić z tego takiej tajemnicy. Mogłeś od razu się spytać, Anie zwlekać z tym dwa miesiące! No chyba że… - zawahałem się i popatrzyłem na niego badawczo. – No chyba, że nie tylko o to chodzi co? Jest coś jeszcze co chciałbyś mi powiedzieć?

Widać było, ze moje pytanie zbiło go z tropu. Przeszył mnie podejrzliwym wzrokiem, lecz po chwili uśmiechnął się i objął mnie ramieniem, przyciągając do siebie.

-Nie, to wszystko – oznajmił wesoło. Oparłem głowę o jego ramię. Jak dobrze, znowu go mieć przy sobie „, pomyślałem.

-Dobrze. To kiedy jedziemy? – zapytałem, chwytając delikatnie jego dłoń i bawiąc się jego palcami.

-Dziś wieczorem. Pasuje ci? – przytaknąłem. – W takim razie bądź przygotowany. Będę po ciebie wieczorem.

Ponownie przytaknąłem i wtuliłem się bokiem w tors chłopaka. Zamknąłem oczy i rozkoszowałem się jego bliskością.


-To gdzie wyjeżdżacie? – zapytała mnie mama, kiedy zdołałem ją poinformować o naszych planach z Magnusem.

-Do jego domku nad morzem w New Jersey, a dokładnie nad Long Beach Island – oznajmiłem pakując ostatnie rzeczy do torby. Kiedy uznałem, ze mam wszystko, czego mi potrzeba, zapiąłem ją i pomału zacząłem schodzić po schodach.

-Dobrze. Uważajcie tylko na siebie. A kiedy dojedziesz daj znać, żebym się nie martwiła – orzekła poważnym tonem, przyglądając mi się jak ubieram kurtkę. Po czym podeszła do mnie i pocałowało delikatnie w czoło.

Wywróciłem oczami, ale posłałem jej ciepły uśmiech.

-Jasne, zadzwonię jak tylko dojadę – uspokoiłem ją. W tym samym momencie, zdołało się usłyszeć, samochód, który podjechał pod domem, a za moment sygnał klaksonu. – To Magnus. Wrócimy w niedzielę wieczorem. Nie martw się.

Ostatni raz spojrzałem jej w oczy i pocałowałem delikatnie w policzek. Po czym odwróciłem się i wyszedłem przez drzwi.

Kiedy tylko znalazłem się na zewnątrz. Owionął mnie ciepły wiatr, a ciemność wieczora pochłonęła cała ulice. Wziąłem głęboki oddech, napawając się świeżym powietrzem i ruszyłem w stronę auta. Nawiasem mówiąc, nie wnikałem skąd Magnus go ma i czy zrobił prawo jazdy, nie chciałem, aby takie szczegóły zepsuły nam nasz weekend. Kiedy znalazłem się tuż przed samochodem, chłopak wyrósł przede mną niczym duch i wziął ode mnie walizkę. Po czym schował ja w bagażniku i szybkim krokiem wrócił do mnie.

-Dobry wieczór motylku – przywitał się, a ja w odpowiedzi stanąłem na palcach i cmoknąłem go subtelnie w usta. Chłopak uśmiechnął się do mnie i otworzył przede mną drzwi od strony pasażera. Natychmiast usadowiłem się na miejscu, a po chwili Magnus okrążył samochód i znalazł się tuż obok mnie. Nim go zapalił, spojrzał na mnie z wyszczerzem na twarzy. – To co? Kierunek New Jersey?

Przytaknąłem i rozłożyłem się wygodnie w fotelu. Czekała nas długa, ale za to przyjemna podróż.


Podróż minęła nam w fantastycznej atmosferze. Nim się spostrzegłem, byliśmy już na miejscu. Obróciłem się w stronę Alexandra i spostrzegłem, że chłopak słodko śpi wtulony w oparcie fotela. Zaśmiałem się cicho i jeszcze przez chwilę obserwowałem, go jak słodko śpi, pochłonięty krainą Morfeusza. Wyglądał tak słodko. Jego zarumienione policzki, kontrastujące z mleczną cerą, czarne kosmyki, opadające mu na twarz, która była tak spokojna, jak u małego dziecka. Wyglądał teraz tak niewinnie, a zarazem i pociągająco.

Po dłuższej chwili wygramoliłem się z auta i delikatnie, próbując nie obudzić Alexandra, wziąłem go na ręce i ruszyłem w stronę domku. Chłopak obrócił głowę w moich ramionach, z początku myślałem, ze się obudzi, lecz on tylko wtulił się w mój tors szepcząc ciche Kocham Cię Magnus. Uśmiechnąłem się ciepło i pocałowałem go w czubek głowy.

-Wiem, ja ciebie też – oznajmiłem, kiedy przekroczyłem próg domku. Odszukałem sypialnie i delikatnie ułożyłem go na łóżku, przykrywając kocem. „To idealna okazja", pomyślałem i wyjąłem z kieszeni od marynarki, różową kopertę, a, z niej nie mniej kolorową kartkę. Napisałem szybko kilka słów i włożyłem ja z powrotem do koperty. Po czym zaadresowałem ją do Alexandra i odłożyłem ją na poduszkę obok głowy mojego ukochanego i ucałowałem go w policzek. Po czym rzucając mu ostatnie spojrzenie, ruszyłem ku drzwiom, aby zdążyć wszystko przygotować nim Alexander się zbudzi.


Kiedy się obudziłem, otworzyłem na chwilę oczy i przejechałem nimi po ścianach pokoju. Mój mózg nie pracował jeszcze najlepiej, dlatego nic nie podejrzewając, wzruszyłem ramionami i ponownie wtuliłem twarz w miękką poduszkę. I kiedy Morfeusz znów przyszedł po mnie, by zabrać do swojej krainy, nagle coś sobie uświadomiłem.

Usiadłem gwałtownie na łóżku i jeszcze raz, choć dokładniej obejrzałem pokój, w którym się znajdowałem. Zdążyłem zarejestrować, że na pewno nie był to mój pokój, ani pokój Magnusa. Ściany pokryte ciemnym drewnem i rozjarzony kominek nadawały temu pomieszczeniu ciepłego uroku. Spojrzałem na duże okno, przez które sączył się srebrny blask księżyca w pełni. Wtedy przypomniałem sobie, gdzie jestem. A przede wszystkim z kim jestem.

-Magnus?! – zawołałem ale odpowiedziała mi głucha cisza.

Wygramoliłem się z łóżka, zaplątując się przy okazji w długi baldachim. Gdy udało mi się jakoś wydostać z sideł zabójczej tkaniny, czym prędzej zszedłem na dół. Przeszukałem wszystkie możliwe pomieszczenia w tym domku, ale go nie znalazłem. Z zamiarem zabrania kurtki i pójścia poszukania go na zewnątrz wróciłem na gorę do sypialni.

Gdy znalazłem się w środku, chwyciłem za kurtkę, leżącą na łóżku. Kiedy ja podniosłem, mój wzrok przykuła jasno różowa koperta, zaadresowana do mnie. „Już dzisiaj taką dostałem", pomyślałem i natychmiast ]chwyciłem za nią i otworzyłem.

„Mój najdroższy Alexandrze!

Mam nadzieję, że się wyspałeś, Aniołku! Jeśli tak, to zapewne mnie szukałeś. Lecz nie znalazłeś mnie, dlatego czytasz teraz ten list. Nie martw się, nie zniknąłem i nie zostawiłem Cię tutaj samego!

Czekam na ciebie w pewnym tajemniczym miejscu! Proszę Cię, wyjdź teraz z domku i podążaj za wskazówkami!

Kocham Cię

Twój Magnus."

-Znowu mam cię szukać? – Tajemnicze miejsce. Co wymyśliłeś tym razem wariacie? – zapytałem sam siebie. Westchnąłem, lecz na moich ustach wykwitł uśmiech. – Niech ci będzie – oznajmiłem, po czym wzruszyłem lekko ramionami i skierowałem się w stronę drzwi.


Czekałem na Alexandra w tym jakże czarującym miejscu, sprawdzając co chwila czy aby się nie zbliża. Denerwowałem się jak dzisiaj przed fontanną. Te same pytania, nawet te same obawy krążyły mi po głowie. Lecz wiedziałem, że gdy tylko zobaczę jego jasne oczy, o wszystkim zapomnę.

Wszystko było już gotowe. Zostawiłem mu wskazówki, aby łatwiej mógł tutaj trafić. Mam nadzieję, że nikt nam dzisiaj nie przeszkodzi i ta noc będzie należała, tylko i wyłącznie do nas. Ostatnie poprawki i gotowe. Wszystko jest idealnie.

W tym samym czasie usłyszałem ciche kroki. Uśmiechnąłem się i schowałem się przed blaskiem księżyca, w ciemnościach tej przepięknej nocy.


Kiedy wyszedłem na zewnątrz, owiała mnie zimna morska bryza. Przymknąłem oczy, wziąłem głęboki oddech i napawałem się nocną aurą. Od zawsze lubiłem noc. Była taka cicha i spokojna. Spojrzałem na księżyc, który świecił całą okazałością. To idealna noc.

Nagle wiatr wzmocnił się i ukradkiem wyrwał mi kopertę wraz z listem, która wystawała mi z kieszeni i porwał ją ku niebu. Chciałem ja chwycić, lecz potknąłem się o próg domku i wylądowałem na piasku.

-Ała – syknąłem, podnosząc się na łokciach. Kiedy uniosłem głowę, spostrzegłem przede mną wąską dróżkę zrobioną z przeróżnych, kolorowych muszelek. Zaśmiałem się cicho. „Skryty romantyk co?", pomyślałem. Pokręciłem głową i czym prędzej podniosłem się z piasku, otrzepując ciuchy i przyklepując włosy, które zmierzwił mi wiatr. Kiedy doprowadziłem się do porządku, ruszyłem ścieżką przed siebie. Szedłem przed siebie, patrząc pod nogi, aby niczego nie przegapić, aż w końcu natknąłem się na serduszko. Małe serduszko zrobione z muszelek, na środku drogi. Schyliłem się. W środku serduszka spostrzegłem jeszcze małą kopertę, przykrytą czekoladką w kształcie serca. Uśmiechnąłem się i podniosłem czekoladkę, chowając ją do kieszeni. Po czym wyciągnąłem rękę po kopertę i otworzyłem ją, podnosząc się przy tym z ziemi. Obróciłem kopertę w rękach, a kiedy spostrzegłem moje imię na jej wierzchu, otworzyłem ją. Moim oczom ukazało się zdjęcie Pandemonium. Zaintrygowany tym, odwróciłem zdjęcie, gdzie ujrzałem kaligraficzne pismo Magnusa.

Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie?

To właśnie tam, przed Pandemonium pierwszy raz ujrzałem ciebie – mojego Anioła. To właśnie wtedy pierwszy raz spojrzałem w twoje niebieskie, jak ocean, a moje serce natychmiast zabiło mocniej. To właśnie wtedy zapragnąłem poznać cię bliżej. I być może zostać z tobą już na zawsze!

Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? Od tamtego momentu, wierzę. Wierzę i chce więcej. Chcę więcej twojej miłości. Chcę więcej ciebie!

Chodź do mnie!"

-Jak mógłbym nie pamiętać? – szepnąłem do siebie, wpatrując się w zdjęcie klubu. A na mojej twarzy pojawił się uśmiech, kiedy wspomnienia powróciły. – Ten dzień był, jest jednym z najważniejszych dni w moim życiu. Nigdy o tym nie zapomnę, kiedy Cię spotkałem. Nigdy nie zapomnę, jak chwyciłeś mnie za rękę, gdy ratowałeś mnie od tych dresiarzy, a w moim brzuchu odezwał się rój motyli. Nigdy też nie zapomnę, jak moje serce, o mało nie wyskoczyło z piersi, kiedy spojrzałeś na mnie tymi swoimi hipnotyzującymi oczami, od których o mało nie zwariowałem. – oznajmiłem i spojrzałem na księżyc, który uśmiechał się do mnie z góry. Kiedy wpatrywałem się w niego miałem wrażenie, jakby to patrzył na mnie Magnus. Mój Magnus był tak samo świecący i romantyczny, jak księżyc. – Nigdy tego nie zapomnę – szepnąłem, rzucając ostatnie spojrzenie na gwiazdy otaczające księżyc, jak brokat, który zawsze otaczał Magnusa i ruszyłem dalej wyznaczoną drogą przed siebie.

Szedłem w ciszy. Jedyną „muzyką", jaka mnie dobiegała, było rozbijanie się fal o wysokie skały. Rozkoszowałem się cichym wiatrem wiejącym od brzegu i ciepłym piaskiem, który gładził moje nagie stopy. Po chwili stąpania po ścieżce muszelek, ponownie napotkałem takie samo serduszko co poprzednio. Mimowolnie uśmiech znów zawitał na moich ustach. Schyliłem się. To samo. Czekoladka i różowa koperta. Tym razem odwinąłem czekoladkę i skosztowałem. Do moich ust wlał się aromat wiśni, które uwielbiałem. Oblizałem usta i tym razem zająłem się kopertą, na której tak jak na poprzedniej widniało moje imię. Otworzyłem ja ze zniecierpliwieniem, myśląc co tym razem w niej znajdę. Zdjęcie. Podobne do poprzedniego, lecz tym razem przedstawiało… Alę do biologii? Tak to na pewno ona. Odwróciłem zdjęcia, aby przekonać się co miał na myśli, robiąc zdjęcie Sali do biologii? Po odwróceniu ujrzałem, przyklejoną kartkę, wyrwaną z zeszytu i pismo Magnusa na niej.

Nie mogłem doczekać się spotkania z tobą"

Teraz mi się przypomniało. Tam spotkaliśmy się po raz drugi. Spojrzałem niżej i zobaczyłem dalszą część wyznań.

To prawda. Pamiętasz nasze drugie spotkanie? Lekcja biologii, to wtedy zobaczyłem cię po raz drugi. To wtedy na nowo zapałałem energią. Odzyskałem wiarę, że nam się uda. To właśnie wtedy, uświadomiłem sobie, że to nie może być przypadek. Wręcz przeciwnie. To musi być przeznaczenie.

Przeznaczenie, które się właśnie spełnia!

Czekam tu na ciebie!"

-Ja też wtedy odzyskałem nadzieję – oznajmiłem, wkładając ręce do kieszeni kurtki, ruszając w dalsza drogę. – Po naszym spotkaniu w Pandemonium, myślałem, że Cie już nie zobaczę. Ale jednak los był przychylny, a może to sobie wymodliłem? Nie ważne… Ważne, że się udało. Że znowu mogłem Cię zobaczyć! Pamiętam jak wpadłem na ciebie wtedy, a ty zamiast na mnie nakrzyczeć, jak to chyba miałeś w zamiaru, uśmiechnąłeś się szeroko i zaprowadziłeś od ławki. Na koniec dałeś mi swój numer telefonu. A później…

Dalsze rozmyślania pozostawiłem na później, gdyż natrafiłem na kolejne serduszko. Domyślając się co zobaczę w następnej kopercie. Szybko skonsumowałem czekoladkę, która tym razem okazała się malinowa i otworzyłem kopertę. I nie myliłem się. Zobaczyłem to, czego się spodziewałem i chciałem zobaczyć. Tym razem moim oczom ukazało się zdjęcie kręgielni. A dokładniej toru w kręgielni, gdzie po raz pierwszy…

-Gdzie po raz pierwszy go pocałowałem – dopowiedziałem na głos i z szybciej bijącym sercem, odwróciłem obrazek, aby ujrzeć kolejne słowa, które płynęły prosto od Magnusa.

A nasz pierwszy pocałunek? Pamiętasz? Musisz pamiętać!

Nie mogłem wtedy uwierzyć we własne szczęście. Nie dość, że odnalazłem Cię wtedy, nie dość, że poszliśmy na kręgle to jeszcze zdarzyło się to. Pocałowałeś mnie. Naprawdę to zrobiłeś. Choć była w tym moja zasługa. Zaskoczyłeś mnie swoim gestem, dlatego niespodziewanie obróciłem głowę i wpiłem się w twoje usta. A potem zdrętwiałeś… Obawiałem się, że nie byłeś gotowy. Byłem na siebie wręcz zły, że tak się z tym pośpieszyłem. Chciałem się od ciebie oderwać i przeprosić, ale ty kolejny raz mnie zaskoczyłeś. Oddałeś mój pocałunek. W tamtym momencie czułem się najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. A kiedy spojrzałeś w moje oczy i obdarzyłeś mnie jednym z najpiękniejszych uśmiechów, jakie widziałem, moje serce stopniało natychmiast. Od tamtej pory nie chciałem cię oddać… Nikomu. Chciałem, żebyś był tylko mój!

A teraz, moje marzenie się spełniło! Moja bajka trwa nadal! Ty ją tworzysz! Jesteś moją bajką! Kocham Cię! Przyjdź! Chodź do mnie Alexandrze!"

Na samo wspomnienie tego wydarzenia, moje policzki zapłonęły szkarłatnym rumieńcem.

-Pamiętam to doskonale. Szybsze bicie serca, urwany oddech i twoje oczy, które wyrażały więcej niż tysiąc słów – oznajmiłem wzdychając lekko i ruszając w dalszą drogę. Przyśpieszyłem kroku. Niemal biegnąc, natrafiłem na kolejne serduszko. En sam skład, czekoladka i koperta. Ale wszystko po kolei. Najpierw czekoladka. Truskawkowa. Pyszna. Kocham truskawki. Teraz czas na kopertę i to co znajduje się w środku. Otworzyłem ją, a moje przewidywania stały się rzeczywistością. W środku znalazłem zdjęcie „naszej" ławki w parku. „Naszej", dlatego, że to tam właśnie tak naprawdę wszystko się zaczęło. To tam padły najważniejsze słowa, które zapoczątkowany nasz związek. A to, co znalazłem na odwrócę, utkwiło mnie w przekonaniu, że tak właśnie było.

Początek i koniec. Ta ławka w parku, właśnie ona to symbolizuje.

Symbolizuje początek naszej miłości. Początek naszego związku. Początek nowego rozdziału w naszym życiu. A koniec obcości. Koniec samotności. To w twoich oczach się zgubiłem, poszukując szczęścia. A twój uśmiech sprawił, że moje ciało zadrżało. Zadrżało w oczekiwaniu na twój ruch, twój dotyk, a nawet twój głos. Od tamtego momentu chciałem być zawsze przy tobie. W końcu Cię znalazłem, a ty mnie zaakceptowałeś. To właśnie ty wziąłeś mnie pod swoje skrzydła i obdarzyłeś szczerym uczuciem. Uczuciem tak głębokim, jakim jest miłość.

Pytałeś mnie dziś, czy przestałem Cię kochać. I czy potrafiłbym ponownie się w tobie zakochać. Odpowiedziałem, że nie. Nie potrafiłbym ponownie się w tobie zakochać, bo nigdy się nie odkochałem. To żałosne, ale wiedziałem to od chwili, gdy zobaczyłem Cię po raz pierwszy. Może nie zupełnie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Była to pewność. Pewność, że to ty. Właśnie ty. I tylko ty. I tak już zostanie. Na zawsze."

-Na zawsze – szepnąłem cicho.

-Cieszę się, że tak mówisz – usłyszałem szept Magnusa, tuż przy swoim uchu. Uśmiechnąłem się szeroko i obróciłem twarzą do niego. Po czym delikatnie, lecz stanowczo pocałowałem go w usta. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, Magnus spojrzał głęboko w moje oczy. Odwzajemniłem spojrzenie i jego oczach zobaczyłem nic innego jak tylko czystą, nieskazitelną, a przede wszystkim szczerą miłość. – Czekałem na ciebie mój Aniele.


A/N: I jak wrażenia?

Jak już mówiłam wcześniej, następny rozdział pojawi się za tydzień w piątek ewentualnie w sobotę :)

Uściski

Ola