A/N:
UWAGA! Rozdział może zawierać sceny +18, czytasz na własną odpowiedzialność!
Intoxic: Jedno co mi przychodzi na myśl to zboczeńce... wszędzie zboczeńce, ale ok nic już nie mówię :D
Glittery Angel: Musi być słodko i uroczo. I dziś się przekonasz co z tą "niewinnością" Alec'a
JCarolineK1: Musi być romantycznie i cudownie.
Kokosz: I znów odniesienia do Władcy Pierścieni? Jakiś fetysz? Wymowne A zawsze spoko. Musi być cud, miód malinka, słodko a nawet rzyganie tęczą. etc. \
Na komentarze odpowiadała Intoxic!
Chodź z małym poślizgiem, mogę wam życzyć miłego czytania :)
Rozdział XXIII
Wszystkie strony miłości
-Czekałem na ciebie mój Aniele – oznajmiłem, kiedy chłopak odsunęła się ode mnie.
-T.. To wszystko twoja sprawka? – zapytał niebieskooki, patrząc na mnie świecącymi oczami. Uśmiechnąłem się szeroko i przytaknąłem energicznie. – I.. I to wszystko dla mnie? Dla nas? – ponownie przytaknąłem. I nawet nie zauważyłem kiedy, chłopak przybliżył się do mnie i przytulił mnie z taką siłą, ze o mało mnie nie udusił. Odwzajemniłem uścisk i pocałowałem go w czubek głowy. Kiedy odsunął się ode mnie, jego oczy lśniły mocniej, lecz tym razem za sprawą łez, które swobodnie uciekały po jego policzkach, aby w końcu spaść niezauważenie na piasek. Dotknąłem jego mokrego policzka, i kciukiem delikatnie zebrałem wszystkie jego łzy. – To jest wspaniałe. Pierwszy raz ktoś zrobił coś takiego dla mnie. Dziękuję.
-Jeszcze nie dziękuj, dopóty, dopóki nie zobaczysz wszystkiego – oznajmiłem tajemniczo, chwytając jego dłoń w swoją i prowadząc dale, ku ciemności. – Chodź. To jeszcze nie wszystko, co dla ciebie przygotowałem.
Magnus prowadził mnie kawałek przez plażę, później przez niskie zarośla i kiedy miałem zapytać, o co mu chodzi, chłopak nagle przystanął. Spojrzałem na niego pytająco, a on tylko się uśmiechnął i wskazał na coś, co stało przed nim. Podążyłem za jego wzrokiem i ujrzałem wysoką, biało-czerwoną latarnie morską, która oświetlała kawałek morza. Była przepiękna. W blasku księżyca, który dodawał jej blasku i wśród szumu fal, wyglądała jak wieża, w której można spotkać samotną księżniczkę.
-Jest piękna – oznajmiłem.
-Tak to prawda – zgodził się ze mną Magnus i spojrzał na mnie z błyskiem w oku. – Ale to jeszcze nie wszystko. Wejdźmy na górę.
-Możemy? – zapytałem niedowierzając, nie wiedziałem, że latarnia jest dostępna dla turystów, a tym bardziej o tak później porze.
-A czemu nie? - odpowiedział pytaniem na pytanie i ruszył, ciągle trzymając mnie za rękę w stronę budynku. Nie opierając się, zaczarowanym tym widokiem, podążyłem za nim.
Po chwili znaleźliśmy się tuż przed wejściem. Magnus jak na dżentelmena przystało, otworzył przede mną drzwi i wpuścił mnie do środka. Uśmiechnąłem się przechodząc obok niego. Po wejściu moim oczom ukazały się stare, kamienne schody, prowadzące spiralnie na górę. Zachęcony spojrzeniem kociookiego, wzruszyłem ramionami i ruszyłem na górę. Kiedy dotarłem na szczyt, oniemiałem.
Przede mną ukazała się scena niczym z bajki. Zresztą jak cały dotychczasowy wieczór. Na podłodze był rozłożony miękki, gdyby koc, a w Okół niego zostały rozłożone, wielkie poduszki. Po środku stał wazon wypełniony po brzegi świeżym białym i czarnym bzem, który rozwiewał przyjemną woń dookoła. Oprócz tego na kocu był postawiony duży wiklinowy kosz, z porcelanową zastawą na wierzchu, oddzieloną od siebie skórzanymi przegródkami. świeżych i pachnących owoców w osobnych szklanych miskach. Były tam chyba wszystkie rodzaje owoców, jakie znam. Maliny, truskawek, wiśnie, jabłka, porzeczki, a nawet borówki. Aż byłem ciekawy, co jeszcze zawiera, co potwierdził mój brzuch, który zaburczał na widok przeróżnych słodkości. Świeżych i pachnących owoców w szklanych miseczkach, aromatycznych ciasteczek, czy słodkich, kolorowych kanapeczek na osobnym talerzyku.
-Podoba ci się? – usłyszałem pełen nadziei szept koło swojego ucha. Odwróciłem się twarzą do chłopaka, kiedy oplótł mnie ramionami w pasie. Po czym obdarowałem go najpiękniejszym uśmiechem, na jaki było mnie tylko stać. Czułem jak łzy radości, ponownie napływają mi do oczu.
-Jest przepięknie – oznajmiłem spoglądając w jego wielkie kocie oczy, które wyrażały ogromną nieskończona miłość i szczęście. Wspiąłem się na palce, przybliżając twarz do jego, tak, że poczułem jego ciepły oddech na swoich ustach. – Dziękuję – wyszeptałem na jego ustach i delikatnie musnąłem jego wargi swoimi.
-Nie musisz dziękować, poczekaj na to do końca tej przepięknej nocy. Naszej nocy – oświadczył, po czym subtelnie wpił się w moje usta. Odruchowo i bez najmniejszego zawahania, oddałem jego gest. Nie był to namiętny, zażarty pocałunek, lecz subtelny, słodki i uroczy, dokładnie taki na jaki zasługiwała dzisiejszy wieczór. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, usiedliśmy na kocu blisko siebie, przytulając się wzajemnie. I zaczęła się nasza uczta.
-Zaczyna świtać – usłyszałem nad sobą smutny głos Alexandra. Otworzyłem oczy i spojrzałem na niego. Rozmarzony wzrok miał utkwiony, gdzieś ponad horyzontem, gdzieś poza zachodzącym księżycem. Podniosłem głowę z jego kolan i uniosłem się do pozycji siedzącej. Przybliżyłem się do niego, siadając za nim i oplątując go ramionami. Chłopak wtulił się w mój tors, łącząc nasze dłonie. Po jego oczach mogłem dostrzec, ze jest gdzieś daleko, w krainie zamkniętej tylko dla niego. Lecz po mimo nieobecnego wzroku, uśmiech nie znikał mu z twarzy, ani rumieńce, którymi zabarwił się, na początku pikniku. Oparłem głowę na jego ramieniu, całując lekko w szyję. – Coś nie tak?
-Co? – zapytał rozkojarzony, po czym spojrzał na mnie, odwracając głowę przez ramię. – Nie. Wręcz przeciwnie – oznajmił uśmiechając się do mnie. – Jest cudownie. Chciałbym tu z tobą tak zostać. Już na zawsze. Nie chcę, żeby to się jeszcze skończyło. Tak rzadko mamy czas tylko dla siebie. A ja, może wyda ci się to samolubne, ale chciałbym, żeby to trwało cały czas. Chciałbym ciągle mieć cię tylko dla siebie.
Zaśmiałem się cicho, całując go w policzek, na co zyskałem nowe kolory zaczynając od różu, a kończąc na czerwieni na jego policzkach.
-Akurat taką samolubność jestem w stanie przyjąć i zaakceptować – oznajmiłem, mrugając do niego. – Ale nie martw się to jeszcze nie koniec. Zaraz zacznie świtać, a więc może się przejdziemy?
Chłopak ochoczo przytaknął na moją propozycję. Uśmiechnąłem się do niego promiennie i nim zdążył wstać pocałowałem go prosto w usta.
-Teraz możemy iść – postanowiłem, wstając i ciągnąc w górę niebieskookiego, który wywrócił tylko swoimi tęczówkami i ruszył za mną ku wyjściu.
Kiedy wyszliśmy, księżyc schował się już za horyzontem. A w zamian słońce budziło się do życia, nadając niebu złoty odcień. Ruszyliśmy razem, złączeni za ręce ku domkowi, który znajdował się wręcz na drugim końcu wybrzeża. Stąpaliśmy po piasku, który gładził nasze nagie stopy rozkoszując się morską bryzą, która delikatnie owiewała nasze twarze. Spacerowaliśmy wzdłuż brzegu, słuchając szumu morskich fal, które obijały się gdzieś daleko o wysokie klify. Między nami panowała cisza. Lecz ani troczenie była to niezręczna cisza. Wręcz przeciwnie. Nie musieliśmy rozmawiać, czasem nawet lepiej pomilczeć, niż powiedzieć o kilka słów za dużo.
Przez całą drogę, nikogo nie spotkaliśmy. No może, oprócz mew, które latały i skwierczały między sobą o kawałek chleba. A tak poza tym plaża jakby wyludniała, a może to i lepiej. W końcu to miała być nasza noc. Nasz wieczór. Tylko my. Ja i Magnus. Nikt więcej. Tylko tyle nam trzeba do szczęścia. Tylko nas dwoje, a może aż dwoje?
Z zamyślenia wyrwał mnie Magnus, który niespodziewanie przystanął. Odwróciłem się do niego z pytaniem wymalowanym na twarzy. Lecz, gdy tylko go zobaczyłem. Zamilkłem. Kociooki wyglądał jak młody Bóg, na tle niebieskich fal i złotego nieba, które iskrzyło się od wschodzącego słońca.
Kociooki podszedł do mnie i wyciągnął coś zza pleców. Było to małe, kolorowe pudełeczko, przewiązane jedwabną wstążką. Ponownie spojrzałem na niego, unosząc brwi do góry. Chłopak tylko chwycił delikatnie moją dłoń i obrócił ją wierzchem do dołu. Po czym opuścił owe pudełeczku na moją otwartą dłoń.
-Dokładnie rok temu, powiedziałeś mi, że chciałbyś spróbować. Że chciałbyś stworzyć ze mną szczęśliwy związek. I choć wiem, że nie zawsze bywało kolorowo. To pomimo wszystkich zlotów i upadków taki był i będzie nadal. Nie wiem nawet, jak to zrobiłeś, kiedy to zrobiłeś, ale zakochałem się w tobie. Otworzyłeś mi moje oczy na świat, w którym jesteś tylko ty. To ty tworzysz mój świat. Zrobiłbym dla ciebie wszystko, aby choć przez chwilę ujrzeć ten czarujący uśmiech na twojej twarzy. Jesteś dla mnie wszystkim. Wszystkim co tylko mógłbym sobie wymarzyć. Moim słońcem, księżycem, dniem, nocą, bajką, moją przyszłością. Całym moim światem, a tylko dlatego, że jesteś moją miłością. Chciałbym zawsze być blisko przy tobie, jeśli tylko mi na to pozwolisz.
W tym samym momencie, gdy Magnus skończył mówić, ciągle patrząc w jego oczy, swoimi przepełnionymi łzami, otworzyłem pudełeczko. W środku znalazłem pełno małych kolorowych kartek. Wyjąłem jedną i odczytałem.
„Jestem tylko Twój. Na zawsze." – „To zadziwiające, jak taka karteczka, może odzwierciedlać stan twojej duszy", pomyślałem.
-To prawda. Jestem twój. Tylko twój. Na zawsze.– dodałem na głos, wpatrując się w oczy mojego ukochanego. Po czym rzuciłem mu się na szyję, wpijając się tym samym w jego usta. Niestety, zrobiłem to trochę nietrafnie i obaj wylądowaliśmy na piasku, nadal nie przerywając pocałunku. Poczułem dłonie Magnusa na swojej szyi i to jak przyciąga mnie bliżej siebie. Schowałem szybko pudełeczko do kieszeni i wplotłem dłonie w jego włosy, czym uzyskałem cichy pomruk, jak u kotka. Przejechałem językiem po jego dolnej wardze, zagryzając ją lekko. Kociooki w odpowiedzi rozchylił swoje usta, zezwalając mi na to, abym wsunął swój język. Wodziłem językiem po jego podniebieniu, wewnętrznej stronie policzków, żeby zakończyć na języku. Zacząłem gładzić go własnym. Na reakcję nie musiałem długo czekać. W odpowiedzi zna mój gest, język Magnusa zaczął poruszać się w podobnym rytmie do mojego. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, aby zaczerpnąć powietrza. Mój oddech stał się ciężki i nierówny, a serce wariowało jak mały ptaszek, który chce uwolnić się z klatki. Zupełnie tak jak za pierwszym razem, w kręgielni. Po chwili przesunąłem, swoje usta na jego szyję. Odwinąłem jego jedwabny szal i pocałowałem go tuż pod linią żuchwy. Chłopak zamruczał cicho i obrócił głowę ponownie wpijając się w moje usta. Oddałem pocałunek, lecz przerwałem go po chwili. Magnus spojrzał na mnie zdezorientowany. Ucałowałem go subtelnie w policzek i szepnąłem do ucha.
-Twój prezent czeka na ciebie w domku – oznajmiłem, podnosząc się z niego. Magnus obdarzył mnie pytającym spojrzeniem, lecz o nic nie zapytał. Wstał posłusznie i znów złączając nasze dłonie, ruszyliśmy ku domkowi, który widniał tuż przed nami na małej skarpie.
Gdy tylko drzwi drewnianego domku zamknęły się za nami, pomieszczenie wypełnił melodyjny głos Magnusa.
-To gdzie ten mój prezent? – zapytał, wzruszając sugestywnie brwiami. Zaśmiałem się cicho. Gdyby tylko wiedział, co chodziło mi po głowie, jego gest byłby idealnym tego dopełnieniem.
-Jest na górze. W sypialni chodź za mną – poprosiłem, prowadząc go za rękę na górę. Chłopak nie opierając się powiódł za mną.
Kiedy znaleźliśmy się na górze, chłopak stanął pośrodku pomieszczenia i rozejrzał się po nim. Jednak kiedy nic szczególnego nie przykuło jego uwagi, skierował swoje hipnotyzując spojrzenie na mnie. Delikatne złote światło wschodzącego słońca wpadło przez okno, oświetlając moją twarz i obnażając policzki, które zarumieniły się lekko, kiedy Magnus przeszywał mnie swoimi oczami.
-To gdzie jest mój prezent? – zapytał z błyskiem w oku. – A może ty nim jesteś? – rzucił, wzruszając sugestywnie brwiami.
Na te słowa podszedłem do niego, na tyle blisko, aby móc poczuć jego bijące serce pod, aż za dobrze dopasowaną marynarką i zarzuciłem mu ręce na szyję.
-A nawet gdyby? – zapytałem przybliżając swoją twarz do niego i nie dając dojść mi do słowa, wpiłem się w jego usta. Chłopak krzyknął z zaskoczenia w moich ustach, kiedy przygwoździłem go do ściany. Początkowo sparaliżowany ze zdumienia, nie oddawał pocałunków. Pomyślałem, że może się z tym pośpieszyłem, że on tego nie chce. Lecz, kiedy chciałem się odsunąć, on nagle odzyskał siły. Przycisnął się do mnie całym ciałem i zarzucił mi ręce na szyję. Uśmiechnąłem się poprzez pocałunki. Czyli jednak chce…
Objąłem go ramionami i obróciłem w stronę łóżka, po czym popchnąłem go na nie, a kiedy swobodnie się ułożył, usiadłem na nim okrakiem. Po czym ponownie nachyliłem się, aby go pocałować, lecz Magnus powstrzymał mnie, kładąc swoją ciepła dłoń na moim torsie. Omiotłem jego twarz spojrzeniem. Jego oczy pociemniały, widziałem w nich pożądanie, lecz także i nutkę niepewności, jakby bał się, ze mnie zrani.
-Alexandrze, czy ty naprawdę chcesz to zrobić? – zaczął i delikatnie przyłożył dłoń do mojego policzka. – Jesteś pewien? Pamiętaj, że do niczego cię nie zmuszam. Możemy poczekać…
-Nie! Już to przerabialiśmy… – zaaprobowałem szybko. – Żadnego czekania! Jestem tego pewny. Pragnę cię. Teraz. Tutaj. Natychmiast. Nigdy nie byłem niczego bardziej pewny.
Chłopak tylko przytaknął na moje słowa i dźwignął się do góry. Nim się spostrzegłem, leżałem tuż pod nim.
-Co.. – zacząłem, ale Magnus uciszył mnie pocałunkiem. Było to bardziej jak muśnięcie, bardzo delikatnie i słodkie, ale wystarczyło, abym się zamknął.
-Ci – uciszył mnie przykładając mi palec do ust. – Nic nie mów. To twoja noc. Daj się ponieść – oznajmił łagodnie, szepcząc mi do ucha. Przytaknąłem i zarzuciłem mu ręce na szyje, przybliżając go tym samym bliżej siebie. Po czym ponownie złączyłem nasze usta.
Jego wargi były ciepłe, a zarazem wilgotne. Zadrżałem, kiedy poczułem niepohamowaną słodycz, która zalała całe moje ciało. Dotyk jego warg był czuły, delikatny, kojący. Nie śpieszyliśmy się. Mamy całą noc. „A raczej rano", pomyślałem, kiedy słońce ponownie oświetliło nasze twarze swoimi płomykami. Spokojnie i bez pośpiechu. Krok po kroku, pocałunek za pocałunkiem, dotyk za dotykiem. Czułem jak napięcie znika. A moje ciało rozpływa się, niczym lód na słońcu, w objęciach Magnusa. Wziąłem głęboki oddech i objąłem go rękami w pasie, gładząc dłońmi jego plecy. Całowaliśmy się, odkrywając się od nowa. Było tak, jakbym całował go po raz pierwszy.
-Nie śpiesz się – usłyszałem jego szept tuż nad swoim uchem, kiedy skierowałem swoje ręce na jego pasek.
-Nie mogę – usłyszałem swój głos, jakby dochodził gdzieś z oddali. – Nie mogę. Chcę cię. Pragnę cię. Nie mogę…
-Spokojnie – oznajmił całując moją twarz. Kręciło mi się w głowie. Krew buzowała w moich żyłach. To mój pierwszy raz. Pierwszy raz z osobą na której mi zależy, którą kocham ponad wszystko inne. – Mamy całą noc. Zdążymy. Nie musisz się śpieszyć kochanie.
-Wiem – przytaknąłem mu, i zostawiłem jego pasek w spokoju. Jak na razie i zarzuciłem mu ramiona na szyję, całując go namiętnie.
Kiedy chłopak zdołał się ode mnie oderwać, skierował swoje usta na moją szyję. Całował mnie tuż pod linią żuchwy. Odchyliłem głowę do tyłu, kiedy tworzył językiem ścieżkę do moich ust. Wplotłem dłoń w jego włosy i chciałem wpić się w jego usta. Lecz chłopak musnął mnie tylko wargami, po czym ponownie pochylił się nad moją szyją. Czułem jak delikatnie przegryza moją skórę, a z moich ust wydobył się dość niemęski jęk. W tym samym czasie, Magnus wsunął swoje smukłe dłonie pod moją koszulkę i dosłownie zerwał ją ze mnie. Zaśmiałem się cicho i także pozbyłem się jego górnej części garderoby. Po czym dźwignąłem się na łokciach, aby przewrócić chłopaka na plecy, ale nie pozwolił mi na to. Delikatnie, lecz stanowczo odepchnął mnie na łóżko i uniósł moje ręce nad głowę. Po czym uśmiechnął się zadziornie i przesunął swoją głowę i usta na mój nagi tors. Jęknąłem cicho i wygiąłem się w łuk, kiedy dotknął moich sutków, drażniąc je językiem. Czułem jego uśmiech poprzez pocałunki. Magnus spojrzał mi prosto w oczy i zaczął zjeżdżać jeszcze niżej, tworząc sobie wilgotną ścieżkę językiem do mojego podbrzusza. Pocałował mnie delikatnie w pępek i uniósł się nade mną ponownie całując mnie prosto w usta.
- Jesteś piękny Alexandrze, jak Anioł – Magnus zamruczał tuż przy moim uchu, wodząc swoimi smukłymi palcami po każdym centymetrze mojej klatki piersiowej. Z każdym kolejnym delikatnym dotykiem czułem dreszcze na całym ciele. Pragnąłem go i wiedziałem, że moje ciało za chwilę mu to okaże. – Mój własny Anioł.
Kiedy Magnus ponownie złączył nasze usta, wplotłem dłoń w jego naszpikowane włosy i mocno ścisnąłem. W odpowiedzi mój przystojniak jęknął wprost w moje usta. Łaknąłem każdej jego reakcji, każdego dotyku, każdego pocałunku. I stawało się to dla mnie coraz bardziej ekscytujące. Jeszcze chwila i wybuchnę, jak czegoś nie zrobi. – pomyślałem. W końcu Magnus przesunął swoje usta ponownie na mój tors i powoli schodził coraz bardziej w dół, tworząc ścieżkę ciepłych pocałunków. Zatrzymał się tuż nad paskiem od moich spodni. Z niepewnością spojrzał mi w oczy, na co ja tylko przytaknąłem. Usłyszałem jak otwiera klamrę, następnie odpina guzik i rozporek. Chwilę później poczułem jego delikatne palce poniżej moich bioder, kiedy zsuwał moje jeansy w dół. Uniosłem biodra w górę by mu pomóc. Po chwili moje spodnie leżały gdzieś w kącie pokoju. Spojrzałem na mojego chłopaka, obserwował mnie głodnym i pożądliwym wzrokiem. Ułożyłem swoje dłonie na pasku spodni Magnusa, męcząc się z tą okropną klamrą. Kociooki w końcu zlitował się nade mną i pomógł mi odpiąć go, następnie zsunął swoje spodnie. Dzieliły nas już tylko warstwy bielizny, co wywołało u mnie rumieńce. Nawet nie wiedziałem kiedy, a już oboje byliśmy nadzy. Nadszedł czas na podziwianie. Ciało Magnusa było idealne, pragnąłem dotknąć każdego centymetra, zapamiętać każdą linię, każdy kształt. Z lekko trzęsącą się dłonią, spojrzałem na Magnusa oczekując zgody. Kociooki przytaknął i moja dłoń powędrowała na jego ciało. Od klatki piersiowej prowadziłem ją w dół, aż do jego bioder, słuchając pomruków zadowolenia z jego ust. Magnus nie pozostawał mi dłużny, prowadził swoją dłoń po wewnętrznej stronie moich ud, aż zatrzymał ją tuż nad moim członkiem. By powiedzieć, że chciało mi się skakać z ekscytacji kiedy mnie dotknął to niedopowiedzenie.
- Magnussss – jęknąłem kiedy poczułem jego język. – Ma… - zakryłem dłonią swoje usta, by przyciszyć się, ale Magnus dosłownie oderwał moją dłoń i uplasował ją na swoim biodrze.
- Chcę to słyszeć. Chcę słyszeć to co w tobie wywołuję. – Nim Magnus ponownie wziął mnie w usta, nawilżył swoje trzy palce, co wywołało u mnie małe zdziwienie – Nie jestem przygotowany. Nie mam ze sobą lubrykantu. Ale bez obaw, poradzimy sobie. Będzie trochę niekomfortowo, więc rozluźnij się, dobrze kochanie? Rozluźnij się. Nie chcę cię zranić.
Tylko przytakiwałem, kiedy poczułem w tylnej części ciała jego palce. Najpierw jeden, potem dodawał kolejne. W końcu Magnus w pełni mnie przygotował i zaczął przygotowywać sam siebie. Po chwili jednak chwycił moją dłoń i umiejscowił na swoim członku.
- Chcę byś wiedział, jak to będzie. – ponownie przytaknąłem.
- Zrób to szybko – syknąłem, kiedy zaczął wchodzić we mnie, a ja starałem się powstrzymywać łzy z bólu.
- Zrelaksuj się koteczku, proszę rozluźnij się. Będzie mnie boleć. Obiecuję. – Magnus gładził mój policzek z niezwykłą delikatnością i czułością. Patrząc w jego kocie oczy wypełnione niczym więcej niż miłością, automatycznie się rozluźniłem. I wtedy w pełni poczułem go w sobie. Nawet nie wiedziałem kiedy krzyknąłem z bólu – Już dobrze misiu, zaraz przestanie boleć.
Magnus obsypywał moje ciało pocałunkami, by mnie rozproszyć, bym przestał skupiać się na bólu. I w końcu mi się udało. Gdy przestałem odczuwać ból poczułem niesamowitą przyjemność. Następnie Magnus zaczął się powoli poruszać. Z początku był to niechlujny rytm, ale kiedy Magnus przesunął się odrobinę, w końcu zacząłem odczuwać prawdziwą przyjemność. Moje ciało zaczęło się dostosowywać do jego ruchów, tworząc spójny rytm wolnego kochania się. Nie miałem pojęcia ile czasu tak spędziliśmy. Jedyne czego byłem pewien to jęki rozkoszy, które wypływały z naszych ust i to, że przed oczami zatańczyły mi gwiazdy. W końcu wspólnie osiągnęliśmy szczyt, wykrzykując swoje imiona. Oboje ciężko oddychaliśmy, nasze ciała były pokryte potem i ekstazą.
Leżeliśmy obok siebie na łóżku, spoglądając sobie w oczy i trzymając się za ręce. Niby prosty gest, ale w tym momencie był idealny.
- Jak się czujesz? – zapytał Magnus, odgarniając moje spocone włosy z moich oczu.
- Wspaniale – powiedziałem w uniesieniu, przybliżając się do niego. – Dziękuję za tę noc.
- To ja tobie dziękuję Alexandrze – chłopak złożył namiętny pocałunek na moich ustach. Kiedy się odsunęliśmy od siebie, Magnus pocałował wierzch moich dłoni – Kocham cię mój Aniele.
Po tych słowach wtuliłem się w ciepły tors Magnusa i zamknąłem oczy. I nim pochłonęła mnie kraina Morfeusza, pomyślałem, że nie chce od losu niczego więcej, tylko móc już zawsze trzymać go w ramionach.
A/N: Jak już zdążyliście zapewne zauważyć, fragment z najbardziej chyba interesującą was częścią jest stworzony wraz z Intoxic, za co wielkie dzięki :)
Następny rozdział pojawi się w sobotę (i to już na pewno)
Pozdrowienia
Ola
