A/N: Łał, chyba pierwszy raz wyrobiłam się na czas :D Ale mniejsza z tym. Rozdział jest krótki i szczerze mówiąc z kosmosu wzięty. Ale trzeba było dać jakąś namiastkę co będzie później. Otóż, zbliżamy się już małymi kroczkami do końca, a co za tym idzie i do mini dramatu :d A więc, żeby nie mówić już nic więcej:
Intoxic: Hahaha no ba! Zabieramy się za pisanie światowego bestselleru :D
Gllittery Angel: 1. Słodko, słodko, ale nie długo się z tym pożegnamy 2. Cóż... brak dokładnych szczegółów i opisów, jest spowodowany tym, że trzeba było przypominać Intoxic aby zbytnio się nie rozpisywała. Ale myślę, tak jak mówisz, że dało wam to do myślenia :)
Kokosz: Odnośnie siodełka... Nurtują mnie pytania, jednakże oszczędzę ci tego i nie będę pytać o nic więcej! omniomniom wcale nie brzmi głupio! (to wyraża więcej niż tysiąc słów po prostu XD ) Co do Aleca i Magnusa. Alec zawsze jest nie pewny w końcu, co tu dużo mówić, to ALEC! A Magnus to Magnus, też nie ma o czym mówić XD
Życzę miłego czytania :)
Rozdział XXIV
Alec jest lepszy w te klocki
Wchodząc do stołówki, od razu skierowałem się w stronę „naszego" stołu, przy którym zasiedli już Cate z Ragnorem, Izzy z John'em, Jace i Clary. Wszyscy oprócz jednego.
-Hej– rzuciłem rozglądając się za Alexandrem. Nie dostrzegłszy go nigdzie, usiadłem naprzeciwko Ragnora i poczęstowałem się jego jabłkiem. Chłopak łypnął na mnie groźnie, lecz wywróciłem tylko oczami ignorując jego sprzeciw. – Wiecie może gdzie jest Alexander? – zapytałem spoglądając na każdego z nich.
Wszyscy wymienili ze sobą podejrzliwe spojrzenia, lecz żaden z nich mi nie odpowiedział. Kiedy miałem zapytać, o co im chodzi, poczułem, że ktoś za mną staje. A po chwili poczułem miękkie wargi na swoim policzku.
-Cześć wszystkim – przywitał się czarnowłosy siadając tuż obok mnie. Bliżej niż zwykle. Spojrzałem na niego zdziwiony jego zachowaniem. Alexander nigdy nie całuje mnie w pobliżu większego tłumu, nawet w policzek. Chłopak czując moje spojrzenie na sobie, spojrzał na mnie z uśmiechem i wzruszył lekko ramionami. Odwzajemniłem jego uśmiech i objąłem go w pasie. Po czym wróciłem do konsumowania czerwonego jabłka.
Ponad ogryzkiem ponownie zauważyłem dziwne wymiany spojrzeń naszych przyjaciół. Alexander zapewne też to zauważył, gdyż wyczułem na sobie także i jego pytające spojrzenie. Lecz nim zdążył o coś zapytał, rozległo się ciche chrząknięcie. Wszyscy spojrzeli na Cate, która wydała z siebie owe chrząknięcie.
-Czy wy…– zaczęła łagodnie, spoglądając to na mnie to na Alec'a. – No wiesz, czy wy…
Nie dane było jej skończyć, gdyż w pół zdania wtrącił się nagle ożywiony Ragnor.
-Jezu… Zrobiliście to prawda?! – zapytał podniesionym głosem.
Wszyscy jak na znak zaczęli lustrować nas ciekawskim wzrokiem. Alec wypluł wodę z ust, opluwając przy tym połowę stołu, natomiast ja zakrztusiłem się kawałkiem jabłka, który zdążyłem ugryźć, za nim Ragnor się odezwał. Kiedy w końcu udało mi się odkaszlnąć i odzyskać mowę, kątem oka zauważyłem, że Alexander jest cały czerwony i na pewno ma ochotę zapaść się teraz pod ziemię.
-Że co? – wydusiłem z siebie, patrząc na Ragnora, jakby był jakimś kosmitą. Chłopak wywrócił tylko oczami i podparł się na rękach patrząc na mnie wymownie.
-No wiesz, kiedy dwoje ludzi się kochają, i to naprawdę mocno i chcą…
-No przecież wiem jak to działa! – oznajmiłem wywracając oczami z dezaprobatą. – Ale skąd wy…
-Przecież to widać – rzuciła Cate, a reszta jej przytaknęła. Widziałem jak Alexander szuka jakiegoś bezpiecznego miejsca, aby się schować. Złapałem go za rękę i ścisnąłem lekko, dając mu znak aby się uspokoił. Chłopak westchnął ciężko, ale uspokoił się nieco, lecz rumieńce z jego twarzy ani trochę nie chciały zblaknąć.
-Odkąd wróciliście z waszego weekendu, dziwnie się zachowujecie – wyjaśnił Jace. – Chodzicie cali w skowronkach. Jakby… no właśnie. Więc albo to zrobiliście, albo byliście świadkiem czegoś bardzo niesamowitego, jak najazd lamorożców pod dowództwem Lorda Vader'a
Spojrzenie jakim obdarowałem w tamtym czasie blondyna, sugerowało, aby wybrał się na konsultację do dobrego psychologa.
-Że co? – w końcu głos zabrał Alexander. Spoglądał na brata, a jego spojrzenie mówiło „Chyba będę musiał wezwać kolegów z kaftanami." – Jace, majaczysz?
-Za dużo czasu spędzał z Simonem – odezwała się Clary, a kiedy napotkała pytające spojrzenie Alexandra, wzruszyła niedbale ramionami. – Gwiezdne Wojny, chyba mu się spodobały. To chyba stąd ten Lord Vater.
-A lamorożce? Co to w ogóle jest? – zapytał Alec nadal wpatrując się w brata z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy, na której czerwone rumieńce, zblakły, pozostawiając delikatne zaróżowienie.
Tym razem to Jace, z błyszczącymi oczyma wzruszył lekko ramionami i machnął lekceważąco ręką.
-No wiesz, to takie tęczowe zwierzęta. Połączenie jednorożca z lamą. Nic specjalnego.
-Jace ty…
-Ej! Zbaczamy z tematu chłopcy! – upomniał ich Ragnor, po czym wszyscy utkwili w nim swoje spojrzenia. A Alexander ponownie nabrał kolorów buraka. Spiorunowałem wzrokiem Ragnora, ale on jakby nie zdawał sobie z tego sprawy ciągnął dalej. – To jak? Zrobiliście to w końcu czy nie?
-Nie twoja sprawa Rags – warknął Alexander. Ścisnąłem jego rękę aby się uspokoił.
Oczy Ragnora rozbłysły, a na ustach pojawił się szeroki uśmiech. Opadł na krzesło, odchylając się na nim do tyłu i zakładając ręce na kark.
-Wiedziałem.
-Ragnor – syknęła Cate, zdecydowanie zirytowana zachowaniem chłopaka. – Nie powinieneś…
-Nie wszystko w porządku –zapewniłem pewnym głosem. Mój wzrok napotkał niebieskie oczy Alexandra, który spoglądał na mnie z podniesionymi brwiami i zażenowaniem wymalowanym w błękitnych tęczówkach. Wzruszyłem ramionami, a po chwili moich na ustach wykwitł chytry uśmieszek. – Owszem zrobiliśmy to. Lecz muszę cię zawieść Ragnor. Z tego co opowiadała mi Cate, muszę zdecydowanie stwierdzić, że Alexander jest o niebo lepszy w łóżku od ciebie.
Ragnor usłyszawszy moje słowa, zakrztusił się, jak poprzednio Alexander, swoim sokiem, po czym niezdarnie odchylił się do tyłu i poleciał z głośnym hukiem razem z krzesłem na podłogę. Wszyscy w stołówce, skierowali zaciekawione oczy ku niemu, a nasz stolik wypełnił szczery śmiech.
-Że co? – oczy mojego przyjaciela, o mało nie wyszły z orbit, kiedy ledwo podniósł się z podłogi, otrzepując ubranie. Podniósł krzesło i ponownie usiadł na nim, tym razem nie odchylając się do tyłu. Spojrzał z niedowierzaniem na swoją dziewczynę. – Rozmawiałaś z Magnusem o naszych sprawach?
Dziewczyna przytaknęła tylko, wpatrując się w swój talerz, jakby był najciekawszą rzeczą na świecie.
-Cate… - zaczął, lecz nie dane mu było skończyć, gdyż Alec wtrącił mu się w pół zdania.
-Dobra. Dajcie już spokój. Zmieńmy temat, na mniej żenujący – oznajmił cicho, lecz wszyscy go usłyszeli i przytaknęli na jego propozycję. Chyba już nikt nie chciał słuchać o naszym życiu miłosnym, a zwłaszcza Ragnor. A szkoda, bo miałem jeszcze kilka intrygujących anegdot na ten temat. Westchnąłem zrezygnowany, ale żeby nie wpuszczać Alec'a, w niezręczną sytuację, zgodziłem się na jego propozycję.
Zapadła niezręczna cisza. Wszyscy błądzili pustym wzrokiem po ścianach stołówki, albo bawili się jedzeniem, które leżało przed nim na plastikowych tackach.
Ja także przeszukiwałem swoimi kocimi oczami, białe ściany pomieszczenia, w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Co chwila napotykałem kolorowe plakaty odnośnie różnych wydarzeń w naszej szkole. Dyskoteka, wybory do samorządu, kursy języków obcych, korki z matmy, nic ciekawego. I kiedy miałem odwrócić wzrok i zagadać Alexandra, moim oczom ukazał się wielki kolorowy plakat odnośnie balu maturalnego. Tegorocznego balu absolwentów. To dziwne, że wywiesili go już teraz, przecież zostało jeszcze kilkanaście miesięcy, dopiero początek szkoły. Ale może trzeba zacząć przygotowania już teraz?
Spojrzałem na Alexandra, a on jakby wyczuwając moje spojrzenie odwrócił głowę w moją stronę. Po czym uniósł brwi do góry, jakby chciał o coś zapytać, lecz nim zdążył coś powiedzieć, uśmiechnąłem się do niego szeroko i pocałowałem go w policzek, przyprawiając go tym samym o kolejne rumieńce. Zaśmiałem się cicho, przyciągając go za rękę bliżej siebie i szepcząc mu do ucha.
- Alexandrze, czy uczynisz mi ten zaszczyt i pójdziesz ze mną na bal absolwentów?
-Alec, mam! Znalazłam. Ten będzie idealny – zawołała z głębi sklepu Isabelle.
Chodziliśmy razem od sklepu do sklepu, w każdym przymierzając po kilkanaście garniturów, a żaden, zdaniem mojej siostry nie był dostatecznie dobry.
-Musisz wyglądać olśniewająco na balu. Chyba nie chcesz wypaść słabo przy Magnusie – powtarzała, kiedy próbowałem wymigać się od przymierzenia następnego.
To prawda. Nie chciałem wypaść przy moim ukochanym słabo. Ale nie rozumiałem, także sensu szukania garnitury miesiąc przed balem i zakończeniem roku szkolnego. Miałem jeszcze dostatecznie dużo czasu, aby się przygotować, choć wiedziałem, że Magnus kupił swój, błyszczący, jak milion cekinów, już na początku roku. I choć nie widziałem go w nim jeszcze, bo jak uważał zniszczyłoby to jego wejście smoka przed samym balem, wiedziałem, że na pewno będzie wyglądał bosko. Dlatego, nie chciałem go zawieść i także znaleźć coś równie wspaniałego dla siebie. Dlatego zgodziłem się na tortury Isabelle i przymierzanie różnych krojów, od różnych projektantów, których nazwiska było trudno wymówić, a o których nawet nie miałem pojęcia.
-Mówię ci, ten będzie idealny – oznajmiła Iz, tym razem stojąc tuż za kotarą przymierzalni, oddzielającą ją ode mnie. Wychyliłem się zza zasłony i spojrzałem na nią lustrując pokrowiec na ciuchy, który mi podawała.
-No nie wiem Izzy. Ten miał być idealny – stwierdziłem, wskazując na siebie. Dziewczyna przewróciła oczami i wcisnęła mi w ręce szary pokrowiec.
-Ale nie jest. A ten będzie. Zaufaj mi – powiedziała i zasunęła mi przed nosem ciemną zasłonę. Westchnąłem ciężko i odpiąłem pokrowiec, a moim oczom ukazał się idealny garnitur.
-Jednak miała rację, ten będzie idealny – szepnąłem sam do siebie, przyglądając się tkaninie.
-I jak? – zapytał Alec wychodząc z przymierzalni i okręcając się wokół własnej osi prezentując strój.
Na jego widok, o mało oczy nie wyszły mi z orbit. Wyglądał bosko.
Granatowy garnitur, który podkreślał jego kolor oczu, był wręcz stworzony dla niego. Do tego biała koszula z muszką, dodawały mu uroku. Wyglądał uroczo, ale zarazem i seksi.
Z rozmyślań, wyrwało mnie niecierpliwe chrząkniecie Alec'a. Potrząsnęłam głową i spojrzałam na niego z uśmiechem.
-wyglądasz olśniewająco. Jest idealny. Gdybyś nie był moim bratem, na pewno skusiłabym, aby cię…
-Isabelle – upomniał mnie z zażenowaniem. Wzruszyłam tylko ramionami i wstałam z fotela. – Przebieraj się. Bierzemy go.
Alexander pokiwał tylko głową i ruszył do przymierzalni. Czym prędzej wydobyłam telefon z torebki i wysłałam wiadomość do Magnusa.
„Miałeś rację. Alec wygląda zabójczo."
A/N: Tak wiem, rozdział niezbyt długi i niezbyt przekonujący, ale ALE!
W następnym rozdziale będziecie mogli się spodziewać czegoś więcej i czegoś mniej (ok niezbyt to błyskotliwe...)
A więc, następny rozdział pojawi się w piątek, mam nadzieję, lub w sobotę, lecz postaram się aby pojawił się już w piątek wieczorem.
Dziękuję za życzenia z weną!
Uściski
Ola
