Glittery Angel: TAK! TAK! TAK! Oczywiście zgadzam się z twoją wersją, że Magnus powinien mu tam skopać dupę no ale niestety plan tego nie obejmował... Co do powinności zejścia się Malec'a hymmm zobaczymy, zobaczymy :)

Nicki:Ja nie wiem co wy macie do Michaela, chłopak też się zakochał! A skoro się zakochał to dlaczego mu w tym przeszkadzać? ^^ No i dziękuję bardzo:)

I nadszedł ten czas - epilog. Oczywiście, wiem, że miał się pojawić już dawno temu, ale było tyle wersji do przeanalizowania, że sama się w tym pogubiłam, ale w końcu z pomocą Intoxic, która stworzyła pierwsza część epilogu, udało mi się go poskładać :)

A więc przechodząc do sedna: Miłego czytania ostatniego rozdziału Zaczarowałeś mnie!


Epilog

W takie noce jak ta, Magnus lubił patrzeć w gwiazdy świecące jasnym blaskiem. Zawsze sobie wyobrażał, że to jedna z piękniejszych rzeczy na świecie. Taki mały cud, który każdy mógł zobaczyć, którego każdy mógł doświadczyć. Szkoda tylko, że nie miał już go z kim dzielić.

Już dwa miesiące minęły od tego feralnego wieczoru, kiedy to zakończyła się najlepsza rzecz w życiu młodego Magnusa Bane'a. Dwa długie miesiące, wypełnione łzami, smutkiem, przygnębieniem i tęsknotą za niebieskookim Aniołem, który kiedyś wypełniał szczęściem każdą minutę w życiu Bane'a.

Gdyby Magnus miał się przyznać, jak się czuł po rozstaniu z Alec'iem, nie umiałby tego dobrze opisać. Czuł pustkę w sercu, jakby coś tam w środku przestało dobrze pracować. Sam nie wiedział, dlaczego poddał się pokusie pocałunku z Camille. Czy była to tęsknota, do czegoś, co kiedyś między nimi było? Czy zwykłe, chwilowe zauroczenie? Nie miał pojęcia, ale wiedział, że tym, zdawać się mogło, prostym uczynkiem zniszczył to, co napawało go radością.

Nigdy przedtem nie czuł nic takiego, jak czuł do Alec'a. To było, to jest jak…nie…za każdym razem kiedy Magnus patrzy na Alec'a ma wrażenie, że nie ma nic innego poza tym pięknym chłopcem. Widzi tylko jego, jakby był jedyną rzeczą na świecie. W brzuchu ma wtedy całe stado motyli, jego kolana są z waty. I wszystko staje się żywsze, bardziej kolorowe, jaśniejsze.

A teraz te kolory stały się zwykłą, paskudną szarością, która ostatnio gościła w nadmiarze w życiu chłopaka. Motyle, niegdyś żywe w brzuchu Bane'a, zdawały się zapaść w zimowy sen. I zdawało się, że nic tego już nie obudzi.

Nie widział już go dwa miesiące, nawet go nie słyszał. Magnus był zdeterminowany by naprawić wszystko z Alec'iem. Był skłonny nawet zapomnieć o tym pocałunku z Michaelem, bo wiedział, że to nie była wina jego ukochanego. To wszystko było zaplanowane. Te potwory zabawiły się jego kosztem, rujnując mu to, co uwielbiał. Ale Magnus nie poddawał się. Próbował wytłumaczyć Alec'owi, że nie kocha Camille, że tak naprawdę nigdy nie czuł do niej nic tak silnego, jak do niego. Powtarzał, że kocha tylko jego i że zawsze będzie go kochał.

Lecz Alec Lightwood był nieugięty.

- Daj mi trochę czasu – powiedział tamtego wieczora, dwa dni po rozstaniu. Magnus dosłownie go nagabywał o rozmowę, cokolwiek. W końcu młody chłopak się zgodził chwilkę porozmawiać, tuż przed dwumiesięcznym wyjazdem do Callifornii, do kuzynostwa. – Muszę to sobie poukładać i ty też. Potrzebujemy trochę czasu osobno Magnusie.

- Ale proszę cię…nie przekreślaj całkowicie tego, co nas łączy – Bane otarł łzy – Obiecaj mi, że jeszcze nie wszystko stracone.

- Obiecuję…obiecuję, że jeszcze to przedyskutujemy…na razie…musimy przemyśleć to i owo.

- Kocham Cię Alexandrze – Magnus zarzucił ramiona na szyję Alec'a, nie przejmując się czy ten tego chciał, czy nie. Jego usta zatrzymały się dłużej na chłodnym policzku chłopaka – I przepraszam, że cię skrzywdziłem. Nie chciałem…Kocham cię.

Magnus Bane dał mu ten czas, przez całe wakacje nie kontaktował się z nim, tak, jak tego sobie Alec życzył. Matka zabrała go w podróż do dalszej rodziny w Indonezji, gdzie Magnus miał choć na chwilę zapomnieć o niebieskookim chłopaku. Jednak i to nie pomogło. Bane w kółko myślał o nim, tęsknił za nim, ale był bezsilny. Nic nie mógł zrobić, to był czas by Alec zadecydował o ich przyszłości.

Magnus miał tylko nadzieję, że Alec nie zażyczy sobie zerwania kontaktu ostatecznie, bo tego by nie zniósł. Myśl o tym, że czekał ich definitywny koniec, powodowała u niego uczucie mdłości, które nie chciało odejść po kubku miętowej herbaty. Nie było nic, co by mogło mu pomóc, uspokoić serce i umysł.

Nic oprócz tej nadziei, która wypełniła jego serce, po telefonie Alec'a w zeszłym tygodniu.

- Halo? – odebrał, kiedy nieznajomy numer wyświetlił się na telefonie. Kierunkowy z Californii.

- Cześć – po dłużej chwili odezwał się znajomy głos, który Magnus pragnął usłyszeć od tak dawna. Natychmiastowo jego serce wypełniło się radością, by chwilę później zamarznąć w napięciu. Nie miał pojęcia, co chłopak chce mu powiedzieć. – Co słychać?

- U mnie…dobrze – Magnus przeciągał – A u ciebie?

- Też dobrze – i znów nastała chwila ciszy. Magnus słyszał przyspieszony oddech Alec'a przez słuchawkę, kiedy sam starał się opanować własne bicie serca i oddech.

- Posłuchaj – odezwali się w tym samym momencie, wywołując u siebie nawzajem śmiech.

- Ty pierwszy – Magnus powiedział z odrobiną niepewności w głosie.

- Chciałbym się z tobą spotkać…- zaczął napawając złamane serce Magnusa nadzieją – Musimy porozmawiać…o wszystkim.

- Dobrze, kiedy chcesz się spotkać?

- Wracam do domu w przyszłym tygodniu…Może w piątek? W parku? Na naszej ławce?

- Będę czekał – Magnus odpowiedział, ściskając zdjęcie Alec'a, które chwycił z szafki nocnej w odruchu. – Do zobaczenia Alexandrze.

- Do zobaczenia Magnusie…

I w końcu nadszedł ten dzień, dzień w którym ponownie spotka się z Alexandrem, z miłością jego życia. Cały dzień nerwy go zjadały, jego żołądek wykonywał istne rewolty. Ale i tak poszedł na spotkanie z nim.

Ławka wyglądała tak samo, a jednak zdawała się być równie smutna jak Magnus, ostatnimi czasy. Magnus niepewnie usiadł na niej, zamykając oczy i przypominając sobie, jak wielokrotnie całował się na niej z Alec'iem.

I czekał. Czekał na to, co miało się stać z nim i Alexandrem.


31 sierpnia 2008 roku. Ta data prześladowała Alexandra Lightwooda już od dłuższego czasu. Codziennie od tygodnia skreślając kolejne dni w swoim kalendarzu, tym samym przybliżając się do dnia, zakreślonego czerwonym kółkiem, przeklinał się w duchu, za to, że postanowił w końcu zadzwonić do Magnusa i ustalić datę spotkania.

I to nie tak, że bał się samego spotkania. Przecież Alexander Gideon Lightwood, najlepszy futbolista „Dzikich Kotów" nie mógł bać się czegoś tak banalnego jak spotkania ze swoim byłym. To, co go tak na prawdę przerażało, to to, co może się tam wydarzyć.

Co się stanie kiedy spojrzy Magnusowi w twarz? Czy wszystkie wspomnienia wrócą? Czy będzie wstanie spojrzeć mu prosto w oczy? A co najważniejsze czy jego serce choć raz zabije mocniej na jego widok? Te same pytania nawiedzały nostalgicznie głowę Alec'a, kiedy tylko spojrzał na kalendarz, licząc pozostałe dni do spotkania.

I tym razem nie było inaczej. Stojąc oparty głową o kalendarz ścienny czarnowłosy przyglądał kartce z miesiącem SIERPIEŃ i wpatrywał się w upragnioną, jak i zarazem znienawidzoną przez siebie datą. 31 sierpnia. To dzisiaj Alexander Lightwood miał uzyskać odpowiedzi na nostalgicznie, nawiedzające go pytania, na które sam nie potrafił znaleźć odpowiedzi.

Zakreślając poprzedzający „wielka datę" dzień, niebieskooki skierował się do drzwi. Zamykając je, jeszcze raz odwrócił się aby spojrzeć na biała kartkę, na której jedynym kontrastem było czerwone kółko i uświadomił sobie, że być może będzie to jego jeden z najlepszych, albo najgorszych dni w jego życiu.


Alexander przemierzał kolejne alejki parku, próbując zwalczyć w sobie to silne uczucie, które nakazywało mu wziąć nogi za pas i uciekać gdzie pieprz rośnie. „No Alec weź się w garść, przecież to tylko spotkanie. Z Magnusem. Nic więcej", nakazywał sobie w duchu. Lecz z każdym krokiem, który przybliżał go do obranego celu spotkania, z każdą sekundą błąkania się po parku, pomimo wmawiania sobie od początku, że to nic wielkiego, że to tylko zwykłe, spotkanie, spotkanie ze swoim byłym, żołądek czarnowłosego podskakiwał mu wręcz do gardła, zewsząd otaczały go mdłości, a ręce pociły się mimo że na dworze nie było, nazbyt upalnie.

Denerwował się.

Z sercem trzepoczącym mu niczym po dziesięciu espresso, Alexander musiał przyznać się przed samym sobą, że się denerwował. Denerwował się, ponieważ w momencie, w którym przystanął, jego serce o mało nie wyskoczyło mu z piersi, gdy zobaczył przed sobą, siedzącą tyłem do niego, na ICH ławce, tak dobrze znaną mu postać. Serce Alexandra zadrżało, tak jak wtedy, kiedy ujrzał Magnusa po raz pierwszy, kiedy postać odwróciła się, a jej złotozielone oczy, niczym kocie, skrzyżowały się z błękitnym spojrzeniem czarnowłosego.

Wtem Alexander, zrozumiał, że denerwował się nie dlatego, że to było zwykłe spotkanie. Denerwował się bo to było spotkanie z NIM. Z Magnusem. Z jego Magnusem.


Kiedy tylko spojrzenie Magnusa utkwiło w tych niebieskich, jak ocean tęczówkach, za którymi tak tęsknił, natychmiast uniósł się z miejsca i ruszył w stronę Alexandra.

-Alec ja... - zaczął nie pewnie, robiąc krok w stronę czarnowłosego, na co ten ewidentnie spłoszył się i zrobił krok w tył, nadal nie odwracając wzroku od Magnusa. Kiedy tylko zielonooki spostrzegł jego reakcję, niemal natychmiast zatrzymał się w miejscu, próbując nie wykonać żadnego pochopnego ruchu. Odwzajemnił jedynie spojrzenie jego niebieskich oczu. – Ja, już myślałem, że nie przyjdziesz. Dziękuję, że zgodziłeś się ze mną spotkać. Obie...

-Magnusie – Alec przerwał niepotrzebne słowa kociookiego i nie pewnie, postanowił przejść do sedna sprawy – Musimy porozmawiać.

-T..Tak. Jasne – odpowiedział Magnus, potrząsając głową, jakby dopiero co przypomniał sobie cel tego spotkania. – To.. To może usiądziemy?

Alexander niezauważalnie skinął głową. I bez żadnego słowa zajął miejsce tuż obok Magnusa. Zapadła cisza. Niezręczna cisza, spowodowana tym, że żaden z nich nie wiedział od czego zacząć. Żaden z nich nie wiedział, jak zacząć bodajże najważniejszą rozmowę w ich życiu.

Cisza przeciągała się w nieskończoność. I ze wszystkich nieskończoności, ta zdawała się największa ze wszystkich. Pośród panującej wokół nich ciszy, mogło się usłyszeć ich ciche i płytkie oddechy oraz przyśpieszone rytmy serca wywołane obecnością tego drugiego.

-No dobrze – Alec zaczął, westchnąwszy ciężko, w końcu zdobywając się na odwagę, aby przemówić pierwszy. W końcu im szybciej będą mieli to za sobą tym lepiej prawda? – Od czego by tu zacząć – zastanowił się na głos, nie przejmując się faktem, iż Magnus siedzący obok niego wyglądał mniej więcej, tak jak ofiara, czekająca na wyrok kata. „Najlepiej być szczerym... Ta, chyba tak", pomyślał. – A więc będąc szczerym. Na prawdę. Cholernie. Cholernie zabolało mnie to, że pocałowałeś Camille. I może nie chodzi o sam pocałunek. Lecz o tym z kim. Dlaczego z Camille, Magnus? Dlaczego musiałeś pocałować akurat ją?

-Sam chciałbym wiedzieć – mruknął cicho zielonooki, lecz widząc piorunujące spojrzenie Alexandra mierzone w swoją stronę, natychmiast się poprawił. – Na prawdę nie wiem Alexandrze. I choć wiem, że to żadna wymówka, to stało się tak nagle. Camille, była, jest i zawsze będzie ważnym elementem mojego życia. Była moją pierwszą dziewczyną, pierwszym zauroczeniem.

Alec otworzył usta, aby zapewne coś powiedzieć, lecz Magnus uciszył go gestem.

-Nie. Daj mi dokończyć. To prawda ona zawsze będzie częścią mojego życia Alec. Ale ona jest przeszłością rozumiesz? – Magnus spojrzał na niebieskookiego, doszukując się w jego oczach jakiejś wskazówki. Lecz ujrzał w nich tylko smutek. Westchnąwszy kontynuował patrząc mu tym razem prosto w oczy. – Ona jest przeszłością. Za to ty... Ty Alexandrze jesteś przyszłością. Moją przyszłością. To co wydarzyło się w przeszłości, to co czułem do Camille nie ma najmniejszego znaczenia. Teraz ważny jesteś tylko ty. Tylko ty się dla mnie liczysz. I tak to prawda, że Camille była moim pierwszym zauroczeniem, ale to ty jesteś moją pierwsza miłością Alexandrze.

-I..

-I nie ważne co się stanie zawsze nią będziesz – dokończył za niego Magnus.

Alexander otworzył szeroko swoje niebieskie oczy. Czuł jak pieką go od łez, które się tam zgromadziły, lecz nie pozwolił im wypłynąć, jeszcze nie. Chciał coś powiedzieć, lecz nie mógł. Wszystkie jego myśli. Wszystko co do tej pory zarejestrował to to, że Magnus go kocha, bez względu na wszystko on go kocha. I on sam.. czy on. Czy on też ciągle darzy go tym uczuciem?

-I tak zdaję sobie sprawę z tego, że nie możemy wymazać przeszłości. Ale nie wierzę, że już mnie nie kochasz. Ponieważ, ja, całym sobą nadal cię kocham. Nie potrafię o tobie zapomnieć. Nie potrafię zapomnieć twoich niebieskich jak ocean oczu, które wyglądają jak powrót do domu. Nie potrafię zapomnieć twojego szczerego uśmiechu, który rozpromieniał moje wszystkie – nawet te najbardziej ponure – dni. Nie potrafie zapomnieć twoich sprytnych ust, którymi składałeś na mnie pocałunki. Nie potrafię zapomnieć twoich uroczych rumieńców, które tak kochałem wywoływać. Nie potrafie zapomnieć twoich rąk, których dotyk był dla mnie niczym najlepszy balsam na wszystko. Nie potrafię. Po prostu nie potrafię o tobie zapomnieć. Dlatego proszę cię. Jeszcze raz proszę zaufaj mi.

-Ale Magnus – wyszeptał, próbując zapanować nad swoim głosem. – Ja nie potrafię zapomnieć. Nie tak łatwo. To był jak cios w samo serce. Kochałem cię, cholera, ja – zatrzymał się. Spojrzał głęboko w oczy Magnusa. W oczy, w których od zawsze mógł dostrzec tylko miłość, czystą miłość którą go obdarzył. Przez jego myśli, przebiegły wszystkie chwile spędzone razem z Magnusem. Ich pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwsza rocznica, pierwsza kłótnia i pierwsze przeprosiny. To wszystko przeżył z nim. Wszystko co pierwsze i niezapomniane wiązało się właśnie z nim. Z Magnusem. A co najważniejsze pierwsza miłość, także nosiła jego brokatowe imię. – ugh ... ja nadal cię kocham idioto! Kocham cię i nie potrafię tego zmienić. Po prostu cię kocham, ale nie potrafię zaufać osobie, która zrobiła coś takiego. Nawet jeśli ją kocham, po prostu nie potrafię zapomnieć.

Alexander przyjrzał się twarzy ukochanemu i natychmiast został zbity z pantałyku. Nie takiej reakcji oczekiwał. Otóż cała twarz Magnusa, cóż praktycznie to cały Magnus począwszy od oczu, aż po brzuch śmiał się. Najzwyczajniej w świecie się śmiał.

-I z czego ty się tak cieszysz idioto! – W końcu Alexander nie wytrzymał i naskoczył na Magnusa, który próbując się powstrzymać, obdarzył go największym uśmiechem, na jaki było go stać.

-Bo powiedziałeś, że mnie kochasz! – wykrztusił i rzucił się na niebieskookiego, przygniatając go tym samym do ławki, i zapewne zabierając mu cały dostęp do powietrza swoimi ramionami, oplatając go nimi wokół szyi.

-Powiedziałem też, że jesteś idiotą! – odparował Alec, jednak nie widząc innego rozwiązania odwzajemnił uścisk, zatapiając twarz we włosach Magnusa i wdychając jego zapach, który od zawsze działał na niego jak afrodyzjak.

-Wiem, Alexandrze, wiem – oznajmił nadal się do niego przytulając. – Mógłbyś nawet nazwać mnie gorzej, ale to nie zmienia faktu, że mnie kochasz.

Alec westchnął cicho, wplątując dłoń we włosy Magnusa.

-Tak, kocham cię. Ale nadal nie potrafię zapomnieć.

Na te słowa Magnus oderwał się od ukochanego i nadal pozostając w nieznacznej odległości od niego chwycił jego dłonie w swoje.

-Wiem Alexandrze. Ale to nie znaczy, że nie możemy spróbować. Proszę, ostatni raz proszę cię o zaufanie. O nic więcej cię nie proszę tylko mi zaufaj.

Alexander po chwili skinął nieznacznie głową, utkwił swoje spojrzenie w kocich oczach Magnusa.

-A..a co dalej? – zapytał cicho, czując jak pojedyncza łza spływa po jego policzku. Magnus natychmiast otarł ją pocałunkiem.

-A dalej zostaje nam tylko nadzieja. Ale wiem, że nic nam nie grozi. Wiem, że z tobą nawet jeśli upadam, podnoszę się. Nawet jeśli przegrywam to i tak wygrywam bo mam ciebie. Bo mam twoją miłość. Twoje serce. Twoją duszę. Twoje ciało. Całego ciebie. Wiem, że wytrwamy, bo oddaję ci całego siebie i mam nadzieję, że i ty oddasz mi całego siebie.

-Zawsze byłem twój. I już zawsze będę. Po prostu: zaczarowałeś mnie.


A/N: I jak wrażenia? Mam nadzieję, że wszyscy zadowoleni XD

Chciałabym teraz serdecznie podziękować, wszystkim śledzącym, komentującym, ogółem wszystkim czytającym oraz tym, którzy są choć minimalnie związani z tym opowiadaniem.

Szczerze muszę przyznać, że (jak nie trudno się domyślić) było to moje pierwsze opowiadanie, jakiekolwiek kiedyś napisałam. Było to miłe doświadczenie, pisać dla Was.

I choć nie zawsze było kolorowo zważywszy na moje braki weny czy też luki w kalendarzu, powodujące tak długie przeciągnięcia się w czasie publikowania to i tak bardzo się ciesze, że nie zrezygnowałam z tego i jakoś dobrnęliśmy do końca!

A teraz WIELKIE podziękowania dla INTOXIC, która pomagała mi przy tym opowiadaniu niczym przy własnym! I znosiła moje marudzenia, dziwne pomysły, tęcze, jednorożce, anime i wiele innych czynników, które jakoś wpływały na to opowiadanie jak i za wiele więcej! :D

Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy czytali moje wypociny i nie poumierali XD

Mam nadzieję, ze jeszcze kiedyś się spotkamy!

Dużo uścisków i całusów!

Ola