Cztery lata później, Shimogakure

Ciemna noc rozpościerała się nad Shimogakure. Większość mieszkańców tej wioski już dawno spało, nie licząc wartowników, paru ninja, którzy patrolowali ulice i... czteroletniego blondynka w pomarańczowej piżamie, który przez okno wpatrywał się w gwiazdy. Jego mamy znowu nie było w domu tylko na misji przez co mieszkanie, zwykle wesołe, wydawało się zimne i nieprzyjazne.

Ale chłopcu to nie przeszkadzało jakoś nadzwyczajnie. Dopóki wiedział, że jego opiekunka wróci, czuł się prawie dobrze. Prawie. Bo w głowie co jakiś czas odzywał się dziwny "głos", który mówił mu różne rzeczy. Czasami jak coś powinno wyglądać, kiedy indziej jak coś zrobić, a kilka razy jak się zachować w danej sytuacji.
Jednak nigdy nie mówił kim jest i to właśnie męczyło chłopca w tę noc. Co ciekawe, jega matka nie słyszała go, i kiedy jej o tym powiedział, to ona tylko wzruszyła ramionami. A on tak bardzo chciał wiedzieć, kim jest ten "głos"!

Jego myśli zostały przerwane przez słowa "głosu", który zapytał:

- Nie daje ci to spokoju, prawda?

- Tak, ale... mama mówiła, że jak ktoś nie chce czegoś powiedzieć to znaczy, że nie chce i już - chłopiec zmilkł patrząc teraz na biały śnieg pokrywający dachy domów w wiosce, a głos po jakimś czasie powiedział:

- A chciałbyś się dowiedzieć? - chłopiec niepewnie pokiwał głową, rozglądając się po swoim pokoju i próbując wypatrzeć, skąd przyjdzie "głos".

Jednak nikt się nie pojawił, natomiast w głowie ponownie odezwał się rozbawiony "głos":

- Tak mnie nie zobaczysz - błękitnooki zamrugał ze zdziwienia, a potem już kompletnie nie wiedział o co chodzi, gdy usłyszał. - Połóż się na łóżku, - malec niepewnie zbliżył się do swojego posłania w chmurki i nerwowo się na nim usadowił. - Spokojnie, nie zjem cię! - powiedział głos, uspokajając chłopca. - A teraz zamknij oczy i skup się - czterolatek przymknął swoje błękitne patrzałki jak mu kazał "głos". - Spróbuj iść za moim głosem.

Inja usiłował to zrobić, jednak nic się nie stało. Już miał zrezygnować, gdy usłyszał ciche kapanie wody. Nie będąc pewnym, co wywołuje te dźwięki uchylił ostrożnie powieki. Miejsce w którym się znajdował na pewno nie było jego pokojem. Pomalowane na kolor starego złota z wielką, czerwoną kratą przecinającą jego środek nie przypominały mu niczego, co widział w swoim krótkim życiu.

Malec, wpatrując się w bramę, zapytał niepewnym głosikiem:

- Jesteś tu?

- Tak - padła odpowiedź i z cienia za wrotami wynurzyła się olbrzymia istota, przypominająca z wyglądu lisa tyle, że z dziewięcioma ogonami. Stworzenie wyszczerzyło kły w coś co przypominało po bliższej obserwacji uśmiech i zamachało swoim puszystymi kitami. - I co powiesz? Nadal tak chętnie będziesz mnie słuchał? - dodał z goryczą po chwili milczenia stwór.

- Jakiś ty piękny - powiedział lazurowooki i bez zastanowienia zaczął zbliżać się do pieczęci.

Kitsune obserwował w szoku młodego Jinjiuriki. Nie spodziewał się takiej reakcji dziecka. Przecież był Demonem! Bestią, której należało się obawiać!

Z tego stanu wyrwało go dopiero uczucie, że ktoś wspina się po jego łapie. Odwrócił łeb i zobaczył, jak chłopiec próbuje wdrapać się na jego rękę. Posłuszny jakiemuś wewnętrznemu instynktowi, położył się na podłodze i przesunął się tak, aby chłopiec mógł bez problemu wejść mu na głowę.

Po chwili malec usadowił się na nosie stworzenia i zaczął wpatrywać się w niego ciekawskim spojrzeniem, a w jego głowie kłębiły się setki pytań, na które chciał poznać odpowiedź. Dziewięcioogoniasty czekał, aż Inja zacznie się pytać, ale widząc, że dzieciak nie ma zamiaru zaczynać rozmowy, postanowił wykonać pierwszy krok:

- Więc... co chcesz o mnie wiedzieć?

- Wszystko! - powiedział uradowany blondynek, ale widząc spojrzenie jakie rzucił mu Lis skorygował swoją wypowiedź. - No... Kim jesteś, skąd pochodzisz i takie tam.

- Hmpf... powiem ci to, o ile będziesz mnie traktował tak jak do tej pory.

- Dlaczego miałoby się to zmienić? - zdziwił się blondynek bawiąc się miękkim futrem.

- Dowiesz z mojej opowieści - powiedział Kitsune, jednak widząc jak chłopiec zbiera się by zadać pytanie, dodał. - Tylko mi nie przerywaj - poczekał aż niebieskooki skinie głową i rozpoczął swoją historię. - Kiedyś, wiele lat temu żyła potężna istota, która miała niewyobrażalną dziś moc.

- A jaką? - zapytał jasnowłosy ignorując prośbę istoty.

Demon tylko prychnął i odpowiedział:

- Widzisz moje ogony? - błękitnooki pokiwał głową. - To tamto stworzenie miało ich dziesięć.

- Prawie tyle samo co ty! - wykrzyknął chłopiec. - Jesteście rodziną?

- Powiedzmy - warknął Demon. - I mi nie przerywaj! Pewnego dnia stanęło z nią do walki dwóch braci i zapieczętowali ją w sobie.

- A co to znaczy? - zapytał Inja.

- Później ci wyjaśnię! - powiedział stwór już lekko zniecierpliwiony. - Jeden z nich podzielił energię tego stworzenia na dziewięć mniejszych części i nadał im imiona. Były to ogoniaste demony - widząc, że chłopiec otwiera usta by zadać pytanie, Demon warknął. - Daj mi skończyć! - jasnowłosy popatrzył na niego smutnym wzrokiem próbując wymusić na nim, żeby mógł zadać pytanie, ale istota kontynuowała. - Przez pewien czas one i ludzie egzystował w pokoju, ale po pewnym czasie wśród tych drugich doszła do głosu żądza mocy i zaczęli łapać owe bestie. One zaś znienawidziły ich za to, zresztą z wzajemnością - Kyuubi zamilkł, zagłębiając się we wspomnienia.

Ale moment później wrócił do rzeczywistości, gdy malec zapytał:

- Czyli, że jesteś jedną z tych części?

- Owszem, jestem najpotężniejszym z demonów, a moje imię to Kurama.

- Kurama... ładnie. - powiedział Jinjiuriki, po czym dodał. - Ale jak to możliwe że mogę z tobą rozmawiać?

- Ech... nie słuchałeś mnie uważnie. Przecież mówiłem, że ludzie na nas polowali. - widząc zamyślony wzrok młodego, dodał. - Zamykali nas w niektórych przedstawicielach swojego ludu za pomocą pieczęci - przestał mówić, gdyż chłopiec uniósł bluzę, odsłaniając brzuch ze znakami pochodzącymi od jutsu ośmiu Trygramów.

- To masz na myśli? - zapytał, pokazując na swój brzuch.

- Między innymi - odparł Lis, jednak widząc smutną minę dziecka rzekł. - Nie miałeś wpływu na to co się stało. Poza tym, mogłem poznać ciebie.

- Co przez to rozumiesz? - ton, z jakim wypowiedział te słowa malec wskazywały na jego ogromne zdziwienie.

- Jesteś jedną z niewielu osób, a moim pierwszym Jinjiurikim, który mnie nie nienawidzi. - oświadczył Kurama przymykając oczy.

- Dlaczego? - pytanie blondynka sprowadziło na Kitsune aurę żalu.

- Widzisz, chodzi o to, że... ja robiłem różne rzeczy, niekiedy bardzo złe, a mało kto w ogóle dociekał, jaki miałem w tym cel. Nawet w swej złości nadali mi przezwisko, Kyuubi. A później wrogość do mnie została przeniesiona na Jinjiurikich... - lazurowooki wtrącił się:

- Jinjiurikich? Kim oni są?

- To ktoś taki jak ty, osoba w której zamknięto istotę podobną do mnie.

- Czyli, ludzie będą...? - powiedział drżącym głosem czterolatek, ale Kitsune nie pozwolił mu dokończyć zdania mówiąc. - Nie, nie będą, nie wiedzą kim jesteś, a ci którzy by mieli o tym pojęcie nie żyją w tej wiosce. Poza tym, obroniłbym cię.

- Aha - odpowiedziało dziecko, jednak zastanawiało go, dlaczego tych osób, o których wspominał Kurama tutaj nie ma, więc dodał. - A co z tymi...? - niebieskooki znowu nie dokończył, gdyż Demon ponownie wciął mu się w zdanie:

- Urodziłeś się w innej wiosce, ale zostałeś z niej porwany. Osoba, która to zrobiła, zginęła próbując przejść przez terytorium Shimogakure. Twoja opiekunka przyniosła cię do szpitala, a później przygarnęła. - Lis, widząc nieszczęśliwą minę blondynka, dopowiedział. - Twoi rodzice cię kochali.

- To dlaczego mnie nie znaleźli? - spytał płaczliwie.

- Nie wiem - mruknął Lis. - Ale zwróć uwagę na to, że tutaj będziesz miał lepsze życie. - Kyuubi popatrzył na Inję, który uniósł głowę i pomimo spływających po jego policzkach łez zapytał:

- Dla-dlaczego?

- Jinjiuriki nie są traktowani zbyt dobrze - rzekł Demon, ale widząc, że ten argument nie przemawia do chłopca, dodał. - Nawet z pomocą rodziców miałbyś ciężko - malec tylko pociągnął nosem i dalej płakał, więc Lis postanowił zmienić częściowo temat. - Gdybyś tam żył, to miałbyś na imię Namikaze-Uzumaki Naruto.

- A jacy o-oni byyli? - zapytał blondynek ocierając łzy.

- Hm... odważni - widząc zaskoczenie na twarzy chłopca powiedział machając kitami. - W końcu nie każdy stanąłby przeciwko mnie do walki. I... chcieliby, żebyś był szczęśliwy.

- Kurama, a jak to się stało, że ty z nimi walczyłeś? - zapytał malec patrząc w czerwone oczy Lisa.

- Pewna osoba bardzo nie lubiła twojego ojca i zmusiła mnie do walki z nim - rzekł wymijająco Kyuubi. - A musisz wiedzieć, że żeby mnie pokonać, trzeba być bardzo silnym.

- Też chciałbym być taki jak on - powiedział Inja, po czym dodał. - Pomógłbyś mi? Proszę!

- Może, ale najpierw musiałbyś mi pokazać, że zasługujesz na moją pomoc. - padła odpowiedź bijiu, a chłopiec uśmiechnął się na te słowa i wykrzyknął:

- Udowodnię ci to! - i nadal z uśmiechem na twarzy zniknął z nosa Kyuubiego.


Następnego ranka Inję obudził zapach Ramenu. Uwielbiał to danie, ale jeszcze bardziej osobę która je przygotowywała. Wyskoczył z łóżka i po krótkiej toalecie oraz przebierance, zbiegł na dół, do kuchni. W środku już krzątała się kobieta o szarobiałych włosach i zielonych oczach. Blondynek podszedł do niej i mocno się przytulił, mówiąc:

- Kocham cię.

- Wiem - odpowiedziała Katsu i czochrając chłopca po żółtej czuprynie, rzekła:

- Usiądź przy stole, zaraz nałożę ci trochę Ramenu.

Malec niechętnie przestał się do niej tulić i usiadł na krześle. Wspominając nocną rozmowę z Lisem zapytał się swojej opiekunki:

- Mamo, co musiałbym zrobić aby zostać ninja? - kobieta nalewając zupy do talerzy powiedziała:

- Musiałbyś pójść do Akademii Ninja, zdać ją i przeżyć do końca życia na misjach - widząc rozjaśnioną nadzieją minę chłopca, podjęła ponownie temat. - A co, chciałbyś nim zostać? - skinięcie głową wystarczyło Katsu za odpowiedź. Ta uśmiechnęła się i podając danie przybranemu synowi rzekła. - Dobrze, ale pod dwoma warunkami.

- Jakimi? - zapytał zadowolony z jej decyzji chłopiec.

- Będziesz się uczył najlepiej jak będziesz umiał i nie dasz się zabić - oświadczyła poważnie zielonooka.

- Dobrze mamo! - zgodził się Inja, aby po chwili dodać. - A moglibyśmy zacząć już dziś?

- Owszem, ale najpierw zjesz śniadanie - powiedziała z rozbawieniem kobieta, co spotkało się z chichotem chłopca.