Po zjedzeniu śniadania podekscytowany blondynek szybko pobiegł do przedsionka i zaczął się ubierać. A szło mu to dość nieudolnie, nawet z pomocą Kuramy. Gdy, więc pojawiła się jego opiekunka, miał na sobie jedynie szalik i czapkę. Rozbawiona kobieta pogłaskała przybranego syna po głowie i ubrała go

Chłopiec, nie czekając na matkę wybiegł z domu. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że całe podwórze było jednym wielkim lodowiskiem z rzeźbami, na którym z łatwością można było się połamać lub na coś nadziać. Jasnowłosy ślizgając się, dotarł do pierwszej lodowej figury i obrócił się w stronę budynku, z którego wychodziła szarowłosa.

Domek w jakim mieszkali nie był jakiś specjalny jak na wioskę położoną w tak zimnym klimacie. Ot, spiczasty dach i grube, białe ściany. Wszystkie budowle takie tutaj były. No, może poza tym należącym do zielonookiej. Co prawda on też miał kolor śniegu, ale jego ściany porastały jakąś mrozoodporną odmianą bluszczu o fioletowych liściach. Posadził je tam jaki przyjaciel matki Katsu i tak już zostało, wbrew sprzeciwom części sąsiadów.

Zresztą oni nie byli mili, a przynajmniej tak uważał niebieskooki, w przeciwieństwie matki, która dyplomatycznie twierdziła, że są surowi. Jednak blondynek i tak po cichu uważał inaczej. Poza tym, uwielbiali wtykać nos w nie swoje sprawy. A kiedy błękitnooki wraz z matką wyszedł z domu, jeden sąsiadów, niejaki pan Horu wykrzyknął zza płotu:

- Co tak wcześnie, pani Zaewari? Zwykle nie wychodzicie z domu przed dwunastą! Czyżby coś się stało? - byli też złośliwi.

- Nie - powiedziała Katsu i zawołała do Inji. - Chodź!

Żółtowłosy do ślizgał się do niej, a kobieta wzięła go na ręce i ruszyła w kierunku pól treningowych. Chwilę zajęło dotarcie im na miejsce, ponieważ wyminięcie wszystkich bałwanów ze śniegu nie było rzeczą łatwą, zwłaszcza, gdy trwała bitwa na nieżki. Ale w końcu dotarli na miejsce i mogli spokojnie zająć się treningiem chłopca. Szarowłosa postawiła jasnowłosego na ziemi, po czym zaczęła się nad czymś zastanawiać marszcząc śmiesznie brwi. W końcu rzekła:

- Dobra! - gwizdnęła na blondynka, który zaczął lepić bałwana. - Wiem od czego zaczniemy! - Czterolatek podbiegł do niej, a wtedy zielonooka zaczęła mu wyjaśniać, o co chodzi z chakrą. Widząc jednak, że nic nie rozumie oznajmiła. - Złóż ręce o tak - zademonstrowała Inji znak Tygrysa. - I spróbuj... em... przesłać do nich energię. - Katsu skumulowała w rękach trochę chakry, a wokół nich momentalnie zawirowały płatki śniegu porwane przez wiatr.

- Łał! - powiedział blondynek wpatrując się z zachwytem w kobietę. - To ma tak wyglądać?

- To znaczy jak? - zapytała zdezorientowana.

- No... nagle stałaś się cała niebieska - rzekł niepewnie chłopiec. - I tak jakby cię wiatr porywał.

- A to ciekawe! - mruknęła kobieta, po czym dodała. - Później o tym pomyślimy - szarowłosa wyciągnęła z kieszeni czarkę, po czym nasypała do niej sniegu i roztopiła. Następnie wrzuciła do wody kamyczek i powiedziała. - Pamiętasz, co ci mówiłam o energii? - zniecierpliwiony blondynek pokiwał głową. - No to spróbuj przy jej użyciu wyłowić kamyk. - i postawiła go na ziemi.

Kobieta odeszła kilka metrów dalej, by móc w spokoju pomyśleć nad co powiedział jej Inja, a co zobaczyłby tylko silny Sensor. Czyżby Inja był kimś takim?

W tym czasie lazurowooki próbował wymyślić w jaki sposób ma wyciągnąć fragment skały. Jego matka mówiła coś o tej dziwnej energii, którą poczuł po złożeniu rąk i pewnie to ją musiał do tego wykorzystać, ale Kurama nie chciał mu nic podpowiedzieć, tylko oznajmił, że ma sam to wykombinować.
Tak, więc wpatrywał się intensywnie w kamyczek i nic mu nie chciało przyjść do głowy, nie licząc zawodów w łowieniu ryb w przeręblach, które były, szczerze mówiąc, nudne. Tylko wędki, haczyki i jakieś strasznie długie niebieskie nitki niezwykle przypominające to, co pokazała mu jego matka. Tyle, że trochę zmienione.

"Czyli można z tego czegoś robić nitki" pomyślał chłopiec patrząc na swoje dłonie. "Ale jak?" Skupił trochę tej energii w palcach i przesunął nad czarkę. Nagle nitki wysunęły się z jego paluszków i błyskawicznie pomknęły w dół, a następnie zaczepiły się o kamyczek, który już po chwili znalazł się w jego ręce.

Uradowany chłopiec wstał i podbiegł do wpatrującej się w horyzont Katsu i wykrzyknął:

- Mamo, popatrz! - i pokazał jej okruch.

Zaskoczona szarowłosa chwyciła przez rękawiczki kamyczek i zapytała:

- Jak...? - i blondynek opowiedział jej jak wyciągnął kamyka z wody. Z każdym jego słowem zielonooka była coraz bardziej zdziwiona, ale w końcu uśmiechnęła się i przerwała jasnowłosemu mówiąc. - Następnym razem wymyślę ci co trudniejszego!

- Mamo! - wykrzyknął oburzony blondynek.

Po chwili oboje zaczęli chichotać jak szaleni, po czym Katsu powiedziała:

- Jesteś geniuszem, wiesz? - i przytuliła go do siebie. - Moim małym geniuszem!

I tak wyglądały treningi Inji, na które chłopiec tak bardzo się uparł i zawsze, kiedy jego matka nie była na misji, przychodzili na stare, zaśnieżone pole treningowe by ćwiczyć, aż do feralnego dnia, trzy lata później, kiedy szarowłosa nie wróciła do domu. Dopiero po przesiedzeniu całego dnia w zimnym domu ktoś się pofatygował i powiedział mu, że Katsu nie żyje.


Drobna informacja

W późniejszych rozdziałach będzie taka rozdzielność, że jak napiszę "Inja" to ma to jakiś pokręcony związek z przeszłością, a jak napiszę "Naruto" to z teraźniejszością, ok? Żeby nie było niezgodności. A jak się jakieś pojawią to piszcie! Ja wiem, że klawiatura i myszka chcą Was zjeść, ale jak w klepiecie mi jakie błędy robię to (chyba) nic Wam się niestanie.

Ps. Ten rozdział jest specjalnie dla Kazbiruk i odpowiedzi na jej pytania:

1. Tobi postanowił wychować blondyna na swoistego rodzaju broń. Tak nasłał tę kobietę, bo sam był zbyt osłabiony po walce z Minato by to sam zrobić. Zresztą, miał jeszcze inne sprawy na głowie. A kobiecie udało się wynieść Naruto z wioski tylko dlatego, że Konoha była zrujnowana po ataku Kyuubiego.

2. Po prostu urwał im się ślad, a kiedy zawitali do Shimogakure Naruto był już pod pieczą Katsu, czyli według przywódcy wioski nic się nie stało. A co do tego, dlaczego ani Kushina, ani Minato nie zrobili w tej sprawie to przyczyniła się do tego rada wioski, ale na razie nie powiem jak.

3. Tobi próbował wytargować sobie traktat z Kumo. Czy mu się udało? Zobaczymy.

4. No cóż, po tylu latach, podczas których był uwięziony najpierw w Mito Uzumaki, a następnie w Kushinie sprawiły, że czuł się trochę samotny.

Co do twojej prośby o kulturze to właśnie przeczytałaś to co na skrobałam w jeden dzień. Jeżeli dalej będziesz czytała mojego fanfica to (prawdopodobnie) przekonasz się, że pobyt poza Konohą go zmienił i to całkiem mocno, szczególnie po pewnym wydarzeniu. Ale co to było dowiesz się później.

Ps2. Dzięki za wskazanie błędów Aolyn! Cieszę się, że podoba ci się fanfic. Co do "Inja", też miałam swoje wątpliwości, czy czytelnicy nie będą uważali eo z pomyłkę w zapisie, ale w końcu stwierdziłam, że w razie czego coś wyjaśnię.