Dwa dni po tym, jak się do wiedział, co się stało z Katsu, siedmioletni blondynek wędrował po śnieżnych zaspach otaczających wioskę, w której się wychował. Przemarznięty i głodny wpatrywał się załzawionym wzrokiem w czyste niebo, myśląc nad tym, dlaczego go to spotkało? Nie przekonywały go wyjaśnienia znajomych jego matki i Kuramy, który po kilku próbach rozmowy z nim zamilkł mówiąc coś o opiece. No cóż, nim się od teraz nie zamierzał nikt zajmować, więc mógł obie robić co chce. Nawet iść w przemoczonym ubraniu po śnieżnej pustyni.
I pewnie chodziłby dalej, gdyby nie to, że nagle zgiął się wpół, chwytając za pieczęć na brzuchu. Chłopiec upadł na kolana ciężko dysząc, a z jego ciała wymknęły się czarne znaczki, tworząc wokół niego ciasny krąg, niepozwalający na wyczucie targającej nim energii. Z ciała młodego Jinchuuriki zaczęła wydobywać się chakra Dziewięcioogoniastego, powoli formując obok blondynka małego, rudego liska o jednym ogonie.
Po całkowitym uformowaniu się postaci, żółtowłosy zachwiał się i gdyby nie pomoc futrzaka, skończyłby z głową w śnieżnym szaleństwie. Kręcąc głową zwierzak popatrzył przez moment na niebieskookiego i zapytał:
- Młody... nic ci nie jest? - na odpowiedź lisek musiał poczekać, aż siedmiolatek przestanie tak ciężko dyszeć, ale w końcu się doczekał:
- Nie... hyhy... chyba nie, co...?
- ... ja tutaj robię? - dokończyło zminiaturyzowane Bijuu. - Powiedzmy, że postanowiłem przez pewien czas po opiekować się tobą, bo najwyraźniej nie potrafisz zrobić tego sam. - malec chciał coś wtrącić, lecz Demon to zauważył i dodał. - A poza tym, nie zaszkodzi mi pobyt na zewnątrz.
Błękitnooki przez chwilę milczał łapiąc oddech, po czym powiedział pretensjonalnie:
- Nie mogłeś mnie ostrzec przed tym?
- Nie, ale... ja po prostu... - Kurama nie potrafił się wysłowić, jednak w tej chwili wtrącił się niebieskooki:
- Nudziło ci się? - lisek niechętnie skinął mu głową. - Mogłeś mi to powiedzieć! Coś byśmy razem wymyślili! - chłopiec chciał kontynuować swoją wypowiedź, lecz przerwał mu Lis:
- Czekaj! Razem? - Kyuubi pomimo trzyletniej znajomości z Inją, wciąż nie był pewny jak się ma przy nim zachowywać.
- Oczywiście że razem, w końcu jesteś moim najlepszym przyjacielem - odrzekł spokojnie blond-włosy orientując się w rozterkach towarzysza. - Od trzech lat ci to powtarzam!
Dziewięcioogoniasty prychnął w odpowiedzi i coś do siebie mruknął, ale malcowi udało się to usłyszeć i spytał:
- Mówiłeś coś?
- Nie, tylko... - rudzielec zamilkł wyczuwając częściowo znaną mu z Konohy chakrę i warcząc poinformował o swoim odkryciu lazurowookiego. - Ktoś się do nas zbliża, nie możemy to zostać! - Lis skoczył w stronę wioski, ale zatrzymały go słowa jasnowłosego:
- Najpierw dowiedzmy się kto to jest.
I wtedy właśnie rozpoczęła się długa kłótnia, podczas której obcy coraz bardziej zbliżał się w ich stronę. Wreszcie Lis, zirytowany zażartą "dyskusją" jak i bliską odległością nieznajomego, uciszył chłopca, po czym pociągnął go w zaspę, a ogonem zatarł swoje oraz dziecka ślady.
Przez chwilę obaj w milczeniu wsłuchiwali się w dobiegające ich odgłosy. Moment później usłyszeli głuchy dźwięk upadającego ciała. Zaniepokojony tym Kyuubi powiedział cicho do wyrywającego się chłopca, który nie zamierzał siedzieć w śniegu:
- Podejdę tam i zobaczę co się stało, jeśli uznam, że jest bezpiecznie to cię zawołam, jasne? - poczekał, aż niechętnie blondynek pokiwał głową i dodał. - Uważaj na siebie - I wybrnęli z białej kryjówki.
Kurama chuchnął na Inję, aby go trochę rozgrzać, a potem zadowolony z efektów, ostrożnie ruszył w stronę pogłosów dobiegających zza zaspy. Gdy był już bardzo blisko niznajomego, jego futro zmieniło kolor z czerwonego na mlecznobiały. Dzięki temu, dużo lepiej się maskował i szorując brzuchem po zimowym puchu, zbliżył się do postaci, którą widział przy śnieżnej wydmie.
Był to czarnowłosy trzynastolatek. Chłopak nie wyglądał zbyt dobrze, do prawego boku przyciskał dłoń, spod której ciekła krew zabarwiając śnieg na czerwony kolor, a on sam, jak wyczuwał Demon, nie miał zbyt dużo chakry. Nagle brunet podniósł głowę i popatrzył na liska swoimi ciemnymi oczami, które momentalnie zmętniały. Widząc to Dzięwięcioogoniasty warknął i zawołał:
- Inja, możesz tu przyjść - i zbliżył się do nieznajomego, przyglądając się twarzy obcego, który miał urodę podobną do tej, jaką cechują się członkowie bardzo nielubianego przez niego klanu. Chwilę później dołączył do niego Jinjiuriki, który obserwując z ciekawością obcego, zapytał Lisa:
- Co mu jest?
- A czy to ważne? - widząc złe spojrzenie, jakie posłał mu blondyn prychnął lekceważąco, ale odpowiedział. - Wygląda mi na poważnie rannego i wyczerpanego. A poza tym, wyczuwam w nim... smutek. Tak to można nazwać.
- Em... to nie to! - rzekł jasnowłosy mrużąc oczy. - Nie czujesz tego? Jakby coś go otaczało... Nie wiem jak ci to wyjaśnić! - w oczach Jinchuuriki coś błysnęło na niebiesko. - Najbardziej stąd... - błękitnooki odsłonił ubranie czarnookiego i dotknął miejsca, w którym powinno znajdować się serce.
- Ja tam nic nie wyczuwam - mruknął Kurama przypatrując się poczynaniom żółtowłosego.
Natomiast blondyn próbował zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Czuł, że z tym miejscem na ciele bruneta jest coś nie tak, nawet bardziej niż z raną, którą wyziębiony czarnowłosy próbował ucisnąć. Niebieskooki chciał coś z tym zrobić, ale nie wiedział co. W akcie desperacji przesłał chakrę do dłoni, byle tylko to niepokojące uczucie zniknęło.
Jakież było jego i Lisa zdziwienie, kiedy wokół jego ręki powstała złotawa poświata, która powoli wniknęła w ciało trzynastolatka. Zaskoczony niebieskooki zakończył dziwną kurację bruneta, po czym spojrzał w zaniepokojone oczy Kyuubiego i zapytał:
- Co to? - ale Bijuu tylko pokręciło głową, nie wiedząc do końca, co się dzieje.
Zresztą, nawet jeśli chciałby coś powiedzieć to by nie mógł tego zrobić, bo obok nich pojawili się dwaj shinobi strzegący wejścia do Shimogakure i zabrali czarnowłosego ze sobą, na odchodnym mówiąc, że mogą się z nim spotkać w szpitalu, po tym, jak zostanie przesłuchany. Inja tylko pokiwał głową i patrzył jak zabierają nieznajomego ze sobą. Odczekał, aż ninja oddalą się na odpowiednią odległość, po czym odezwał się do stojącego obok Lisa:
- Chodź, odwiedzimy go!
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł - odparł Kurama przeciągając się.
- Oj tam! Nie chcesz się dowiedzieć, kto to jest? - zawołał blondyn, po czym chwycił Kyuubiego za kark, przytulił do piersi i zaczął iść.
Oczywiście Demonowi się to nie spodobało, więc postanowił się wyrwać. Tak było w teorii, bo w praktyce lazurowooki podrapał liska za uszami, co spowodowało serię pomruków, które nie ustały nawet po przekroczeniu bramy Shimo. Nosiciel owego mruczącego stworzenia kilka uliczek za wejściem, skierował się do szpitala, lawirując przy okazji pomiędzy zamkami ze śniegu. Wchodząc do budynku, ostrożnie postawił liska na podłodze i podszedł do wypełniającej jakiś druk pielęgniarki, mówiąc:
- Przepraszam... - lecz kobieta to albo zignorowała albo nie usłyszała, więc chłopiec powtórzył swoją wypowiedź, z podobnym skutkiem. W końcu wrzasnął. - PRZEPRASZAM!
- O co chodzi? - pisząca ledwie zwróciła na Inję uwagę.
- Może mi pani powiedzieć, gdzie leży brunet, którego nie dawno tu przynieśli? - zapytał dobitnie blondynek, zastanawiając się czy przypadkiem zaraz nie oszaleje.
- Sala 248. - poinformowała lazurowookiego recepcjonistka po wcześniejszym przeszukaniu pliku dokumentów i wróciła do poprzedniego zajęcia.
Jednak siedmiolatek już tego nie wiedział, pognawszy chwilę wcześniej na trzecie piętro budynku, a za nim powlókł się lisek. Ostrożnie otworzył drzwi i wkroczył wraz z towarzyszem do pomieszczenia będącego w kolorze chmur. W środku stało kilka łóżek, ale tylko dwa, były zajęte. Na jednym leżał jakiś starszy mężczyzna, a na drugim, znajdującym się przy oknie, czarnowłosy nastolatek.
Jinchuuriki nie chcąc niepokoić drugiego pacjenta, bezszelestnie podszedł do nieprzytomnego trzynastolatka. Z jękiem zawodu wpatrywał się w nieruchomą postać, w duchu zdając sobie sprawę z tego, iż chłopak się tak szybko nie obudzi. Nieszczęśliwy wyszedł wraz z Lisem z sali, a później z budynku, obiecując sobie, że odwiedzi go jutro.
Lecz czując w drodze powrotnej coraz silniejsze podmuchy wiatru, zorientował się, że to może nie być możliwe. Przystając przy należącym teraz tylko do niego domku spojrzał w kierunku, skąd wiał wiatr. Ciemne chmury, które zobaczył nie napawały zbytnim optymizmem, że burza jaka się rozpęta, gdy tutaj dotrą szybko przejdzie.
Wchodząc do mieszkania zatarł ręce w marnej próbie rozgrzania się, po czym ściągnąwszy z siebie mokre ubranie poszedł do kuchni. Zjadł z Kuramą pierwsze co znalazł w lodówce, a następnie nie przebierając się poszedł na górę, do swojego pokoju i padł zmęczony na łóżko, błyskawicznie zasypiając. Kilka chwili później dołączył do niego Kyuubi, który stał się odrobinę większy i przytulił się do swojego Jinchuuriki tworząc swojego rodzaju kołdrę.
Ale ten dzień się jeszcze nie skończył, przynajmniej nie dla Inji, a sen, w którym się pogrążył, nie jest senną marą.
