Inja otworzył szybko oczy, zaniepokojony dźwiękami, które do niego dochodziły. Nie powinien słyszeć w swoim pokoju szumu wiatru, ale, co dziwne nie był w swoim pokoju! Blondynek powoli wstał, rozglądając się po miejscu, w którym się znajdował. A było na co patrzeć. Po raz pierwszy w swoim życiu, widział takie miejsce. Pełną niezapominajek łąkę. Rozejrzał się w poszukiwaniu źródła światła, które oświetlałoby okolicę, ale nic takiego nie zobaczył. Tak, jakby to niebo samo świeciło. To by wyjaśniało, dlaczego wszystko ma różne odcienie błękitu.

Obrócił się, patrząc na kwiaty. Rośliny rosły aż po horyzont i nie widać było nic poza nimi. Tylko nieprzebrane ilości niebieskiego kwiecia i... . Coś cicho zaskomlało za blondynkiem. Chłopiec odskoczył przestraszony od istoty i stanął w pozycji bojowej. Zaraz jednak się rozluźnił. Zwierzę, które zobaczył nie sprawiało wrażenia groźnego. Przynajmniej jak na standardy niebieskookiego. W końcu, czy taki mały wilczek może być niebezpieczny?

Uspokojony żółtowłosy podszedł do szczenięcia, które niezgrabnie skakało po kwiatach. Kiedy był już blisko, czarna bestyjka wyszczerzyła białe kiełki i z podkulonym ogonem zaczęła się cofać. Blondynek zatrzymał się, przysiadł i wyciągnął rękę, po czym uśmiechnął się przyjaźnie do wilczka.

Mały zamerdał ogonem, a następnie niepewnie zbliżył się do jasnowłosego. Obwąchał jego dłoń, a potem ostrożnie ją polizał. Już pewniej otarł się o nią i pozwolił się podrapać za uchem, pewnie podchodząc do Jinchuuriki. Jednak nagle wilczek skoczył na żółtowłosego i przygniótł go do ziemi. Teraz nie zachowywał się tak przyjacielsko. Szczeniak patrzył dziko w oczy Inji, który z każdą upływającą sekundą był coraz bardziej przerażony.

Młody wilk swoje ważył, a zęby, które znajdowały się przy jego gardle, nie dodawały otuchy. Futrzasta bestyjka zawarczała, po czym bezczelnie położyła się na nim i spojrzała mu w oczy. Blondynek z zaskoczeniem zauważył, że są całe niebieskie i mają na swojej powierzchni czarne linie tworzące okręgi. Chłopiec wpatrywał się w nie zafascynowany, nie mogąc oderwać od nich wzroku.

Niespodziewanie wilczek zaskomlał, a moment później jasnowłosy poczuł, jak ostre kiełki zagłębiają się w jego szyję. Chciał krzyknąć, ale z jego ust nie wydobył się najcichszy dźwięk. Spróbował zepchnąć zwierzaka, ale nie mógł się ruszyć. Pozostało mu jedynie w milczeniu cierpieć.

Kiedy wreszcie czarna bestyjka odsunęła się od niego, ból trochę zelżał, jednak moment później znowu zaatakował ze zdwojoną siłą. Blondynek nie wiedział, ile to ma jeszcze trwać i westchnął z ulgi, gdy zaczął tracić przytomność. W ciemnościach, które go otaczały, nie odczuwał tego bólu. Ciekawe, czy mógłby zostać tutaj dłużej?


Następnego dnia, gdy tylko Słońce zaczęło wstawać, ze snu wybudził się Lis. Przez jakiś czas wylegiwał się w łóżku , nie chcąc budzić niebieskookiego, ale w końcu mu się znudziło i postanowił wstać. Aż się zdziwił, kiedy zaburczało mu w brzuchu. Demony przecież nie potrzebują jeść! Co nie zmieniało faktu, że był głodny. Nie miał niczego w zębach od kilkudziesięciu lat i zamierzał to teraz nadrobić.

Zszedł leniwie do kuchni i zobaczeniu, co jest w lodówce, aż jęknął frustracji. Nie widział tutaj nic zdatnego dla niego do jedzenia. Nie pocieszony tym faktem warknął i po dłuższej chwili wybrał sobie jakąś sałatę i z niechęcią ją zjadł. Następnie niezbyt zadowolony swoim śniadaniem, wrócił na górę z zamiarem obudzenia swojego Jinchuuriki. Jednak chłopiec nie chciał się ocknąć. Widząc, że pobudka nie daje efektów, ułożył się do dalszego snu.

Po kilku niespokojnych godzinach Kurama znowu wyrwał się z objęć Morfeusza. Jak tylko udało mu się skupić wzrok, zauważył, że Inja nie wstał, chociaż powoli dochodziło południe. Zaniepokojone tym stanem rzeczy bijiu postanowiło dowiedzieć się, co jest jego młodemu towarzyszowi. Lisek zamienił się w czerwoną chakrę i wniknął w ciało siedmiolatka, lądując w swoim stałym miejscu za pieczęcią.

Od razu poczuł, że coś jest nie tak. Jego moc była pobierana przez klatkę i zużywana do podtrzymania życia blondynka. Instynktownie spróbował przerwać przepływ energii między nim a żółtowłosym. Bezskutecznie. Dziewięcioogoniasty zdał sobie sprawę, że do czasu, gdy jego Jinjiuriki przestanie pobierać od niego chakrę, nie będzie mowy o wyjściu poza pieczęć. Musiał więc czekać.

Po raz pierwszy Lisowi czas aż tak się dłużył, minuty były jak godziny, owszem był przyzwyczajony do samotności, jednak to było coś innego. Niepokój o niebieskookiego powodował, że ledwo był wstanie wytrzymać w jednym miejscu i żeby nie wyć z frustracji, zaczął nerwowo chodzić przy pieczęci w nadziei, że się przez nią przedostanie. Co jakiś czas spoglądał na leżącego w wodzie po przeciwnej stronie blondynka, ale nic się nie zmieniało.

Po pewnym czasie wyczuł mniejszy upływ energii, a sam chłopiec zaczął się rzucać. Nagle zwinął się w kłębek i krzyknął rozdzierająco, a wokół niego zebrała się chakra. Kitsune drgnął niespokojnie, chciał pomóc lazurowookiemu, lecz przeszkadzała mu w tym klatka. Nie mogąc przedostać się przez jutsu, warknął do siedmiolatka:

- Inja, zbudź się! - jednak ten nie zareagował.

Przez kilka godzin po złotawym pomieszczeniu rozlegały się jęki bólu, które ucichły dopiero nad rakiem kolejnego dnia. Wtedy też blondynek się obudził. Z trudem usiadł z zamkniętymi oczami przed pieczęcią i odezwał się zachrypniętym od ciągłych krzyków głosem:

- Co... (kaszel)... się stało? - Lis tylko lekko prychnął, po czym odpowiedział sarkastycznie:

- Właściwie to nic, tylko przez półtorej doby byłeś umierający i korzystałeś z mojej chakry. Nie mówiąc już o tym, że z twoją pomocą ponownie wróciłem do klatki. Ledwo z niej wyszedłem i znowu zaliczyłem do niej powrót! Życie jest piękne! - zdenerwowany Demon zawarczał, machając ogonami, a w tym czasie niebieskooki dochodził do siebie i w końcu powiedział trochę rozkojarzony:

- Musze odwiedzić tego bruneta w szpitalu - chłopiec wrócił do rzeczywistości, ignorując monolog o swoim zdrowiu od Kyuubiego, który w pewnym momencie zmienił się w oświadczenie, że jasnowłosy zostaje w domu:

- ... i dlatego zostajesz w łóżku, poza tym, jesteś do niego spóźniony o cały dzień, więc...

- Idę go czym prędzej odwiedzić - dokończył wypowiedź Lisa chłopiec i otworzył oczy.

Świat wydał mu się taki jakiś dziwny, wyraźniejszy. Wszystko wokół niego było ostro zarysowane, a mimo to zamazane. Tylko tak mógł określić, to co widział. Jakby patrzył jednocześnie przez wodę i mocne okulary. Jeszcze dziwniejsze było to, że czuł swoje najbliższe otoczenie. To było niepokojące uczucie, bo o ile w jego domie nikogo nie było to poza nim już ktoś był i trochę się bał tego, że wyczuwa co ten ktoś zaraz zrobi.

Żółto-włosy pokręcił głową, ale to nie pomogło, to co widział się nie zmieniło. Ale to go i tak nie powstrzyma. Powiedział, że pójdzie do czarnookiego i zamierzał to zrobić, nawet jeśli będzie zmuszony iść tam wstanie w jakim się teraz znajduje. Zaczął powoli wstawać z łóżka, czując się tak, jakby każdy jego mięsień był pomalutku rozrywany na strzępy. Pociemniało mu w oczach i wylądował na legowisku ciężko dysząc.

Moment później, kiedy udało mu się pokonać ból, ponownie spróbował wstać. Nie udało się, lecz tym razem upadł na podłogę i zawył, odczuwając ogromną falę cierpienia. Kitsune, widząc katusze swojego Jinjiuriki, przesłał mu trochę chakry i powiedział:

- Nie ruszaj się to nie będzie boleć - ale blondynek zignorował to i chociaż tego nie wiedział, jego oczy delikatnie się zajarzyły przesyłając odrobinkę swojej mocy właścicielowi.

Chłopiec podparł się na rękach, a chwilę później stanął na kolanach. Nie mogąc stać, ruszył w tej pozycji do łazienki, ale dojście tam zajęło mu sporo czasu. Gdy w końcu wszedł do pomieszczenia, udało mu się (przy pomocy zlewu) wstać i zobaczyć się przed lustrem.

Wyglądał na trochę niedożywionego, policzki w pewnym stopniu się zapadły, a jego oczy wydawały się być zbyt duże w stosunku do twarzy. Zresztą, one się zmieniły, stały się całe niebieskie z liniami zataczającymi okręgi na ich powierzchni i trzema magatama(taki niebieski Rinnegan .). Blizny na jego policzkach znikły, zastąpione lisimi wąsikami. Dodatkowo włosy Inji, już z własnej natury "kolczaste", urosły i spotęgowały dziki wygląd swojego właściciela. Żółto-włosy, dokonując uważnych oględzin siebie samego, zapytał przyjaciela:

- To... ja?

- A niby kto? - odparł zirytowany Lis, a chłopiec w tym czasie przyglądał się sobie.

Po chwili powiedział, zbliżając dłoń do oczu:

- Dlaczego one takie są?

- Hmpf... aktywowałeś czwarte dojutsu - odpowiedział Dziewięcioogoniasty uderzając za pieczęcią ogonami. - Sharingan, Byakugan i Rinnegan, te trzy Kekkei Genkai istnieją według ludzi. W praktyce są cztery - urwał i moment później dodał. - Chłopak, którego tak ochoczo ratowałeś ma Sharingana.

- Aa... wymieniłeś tylko trzy dojutsu czy jak je tam nazwałeś. Jak się nazywają moje oczy? - zapytał zaciekawiony Inja.

- Co ja, encyklopedia?! Nie mam o tym zielonego pojęcia. Powiedziałem ci tylko o tych, które spotkałem. - zawarczał Lis, po czym już troszkę spokojniejszy dodał. - Chociaż, z tego, co się orientuję, bodajże, jeśli twoje Kekkei Genkai jest aktywne, to żadne genjutsu nie jest wstanie cię złapać. Em... było jeszcze coś, ale nie pamiętam co...

- Nie bardzo mnie to teraz interesuje, nie wiesz przypadkiem jak je wyłączyć? - zapytał siedmiolatek, ignorując wcześniejszą wypowiedź Kitsune, który odparł:

- Jak przestaniesz wysyłać do nich chakrę, powinny przestać być widoczne.

- Aha - odrzekł zajęty żółtowłosy.

Po dezaktywacji nowo odkrytej zdolności, chłopiec błyskawicznie uwinął się z poranną toaletą oraz ubieraniem i wychodząc z domu około południa, udał się do pobliskiego baru na śniadanie. Później poszedł do szpitala. Wchodząc do budynku wpadł w istny cyklon. Medycy i ninja ganiali po głównym holu, wyraźnie kogoś szukając. Blondynek ostrożnie wymijając ludzi dobrnął do recepcjonistki i zapytał się:

- Co się tu dzieje?

- Ten brunet, co leżał u nas od przedwczoraj, zwiał - odpowiedziała roztargniona pielęgniarka.


Kolejna drobna informacja

Rozdziały powinny ukazywać się w niedzielę o ile nie wydarzy się nic niezwykłego