Inja popatrzył zaskoczony na pielęgniarkę, po czym szybko wybiegł z budowli i szybko ruszył w stronę zasypanej bramy, jednocześnie mówiąc (w myślach) do Lisa:
- Musimy go znaleźć, bo zamarznie za wioską!
- A koniecznie? Na pewno sobie poradzi - odpowiedziało bijiu, absolutnie nieprzejęte losem czarnookiego.
- Kurama! - wydarł się żółto-włosy.
- No dobrze, już dobrze. Pomogę ci go znaleźć - powiedział niezbyt zachwycony tym pomysłem Dziewięcioogoniasty.
Inja wyszedł z Shimo i rozejrzał po okolicy. Nic tylko śnieg, śnieg i jeszcze trochę śniegu. Zasmucony tym, że nie znajdzie tak łatwo bruneta, skierował się w stronę najbliższych zasp. Ukrywając się za nimi powiedział do Kuramy:
- Od czego, więc zaczniemy?
- Od tego... - padły słowa Lisa, który zaczął przesyłać własną chakrę do Jinchuuriki. Nie było jej dużo, ale to wystarczyło. Chłopiec posiadał teraz o wiele bardziej wyczulone zmysły niż przedtem. Jego wygląd również uległ kilku zmianom, wydłużyły mu się kły, a oczy stały się czerwone z pionową źrenicą. - ... że określisz w jakim kierunku się udał.
- To znaczy... jak? - zapytał zdezorientowany nowymi odczuciami blondynek.
- Na teorii, którą kazała ci zapamiętać matka, była mowa o Lodowych Wilkach, tak? - Kurama nie czekając na odpowiedź podjął. - O tym jak znajdują swoją ofiarę prawda? - tym razem żółto-włosy skinął głową. - No więc, co masz teraz zrobić?
- Wywęszyć go? - zapytał z nadzieją, że jednak nie, niebieskooki, lecz słysząc prychnięcie w swojej głowie porzucił wiarę i powiedział. - Nie wiem jak się to robi. - na co odwarknął mu rozkazującym tonem Kitsune:
- Na czworaka, głowa do góry i wdychaj powietrze. Jeśli mnie pamięć nie myli, to ten Uchiha miał wiśniowy zapach.
Po chwili milczenia odezwał się Jinchuuriki:
- Nic nie... nie, jednak coś mam! - i pomknął przed siebie, przy okazji osiągając jednoogoniastą formę Lisa.
Pędził tak przez kilkadziesiąt minut, z każdym krokiem czując co raz silniejszą woń czarnowłosego. W pewnym momencie zorientował się, że niedaleko są Wilki. Chciał je zaatakować, ale wtedy odezwał się Demon:
- Jeśli chcesz go znaleźć, musisz się pospieszyć. Skoro one tutaj są, to ten brunet też musi tu być - i mruknął pod nosem. - Jak dla mnie to może zostać zjedzony.
Inja postanowił udawać, że tego ostatniego nie słyszał. Moment później, wbiegając na zaspę, dobiegło chłopca upiorne wycie, a to mogło mieć dwa znaczenia. Albo krwiożercze bestie miały prywatne porachunki do załatwienia, albo znalazły sobie następny obiad. Blondynek wiedział, która z tych opcji była bardziej prawdopodobna. Przyspieszył kroku, a z jego gardła mimo woli dobiegło głuche warczenie.
Stado, które okrążało człowieka, jak i on sam zamarli w bezruchu, nie chcąc przyciągnąć uwagi tego, co wydawało ten odgłos. A ono zmierzało w ich stronę nieubłaganie. Bestie szybciej otrząsnęły się ze strachu, porzuciły prawie złapaną postać i próbowały wyciem na odległość odstraszyć nowego przeciwnika. Zaś niedoszły posiłek był zbyt zaniepokojony chakrą, którą wyczuwał, ledwo mógł się ruszyć. Wiedząc jednak, że na otwartym terenie nie ma szans, schował się za śnieżną zaspę.
Zza góry śniegu wyłonił się pomarańczowy punkt i zaczął szybko zbliżać się do Wilków oraz bruneta. Przywódca sfory wyskoczył naprzód i nastroszył sierść, nie przepuści przecież obiadu, który ma w łapie, co nie? Ale istota zmierzająca w ich kierunku w ogóle nie przejęła się tym marnym dla niej pokazem siły i dalej mknęła w ich stronę. Wilcza alfa postanowiła więc działać. Kiedy przeciwnik był już bardzo blisko, rzucił się na niego.
Inja, który do tej pory biegł w ich stronę, wyszczerzył kły widząc skaczącą bestię. Korzystając z chakry Lisa, która "mówiła" mu co ma robić (w tym biec na czworaka), podskoczył i zamachnął się na Wilka, który został odrzucony na kilka metrów w tył. Jednak pozostałe bestie nie czekały biernie, kiedy ich przywódca został pokonany. Skoczyły na chłopca, który jednym ruchem chakrowego ogona odepchnął od siebie ludojady. Te jednak się nie poddały i zaczęły, wściekle warcząc, okrążać Jinjiuriki.
Wtem od strony przestraszonego bruneta dobiegło:
- Katon: Hosenka Tsumabeni! - z miejsca, gdzie stał nadleciały ogniste pociski kierujące się w stronę Wilków, które próbowały odskoczyć.
Niestety, pomimo swych morderczych zapędów, nie potrafiły uniknąć ataku czarnookiego i nawet jeśli bezpośrednio nie oberwały, płomienie i tak je dosięgnęły. Mocno podsmażone stado zaczęło uciekać, rozświetlając płomieniami na futrze okolicę.
Czarnowłosy, ukrywający się dotąd za wałem śniegu, ostrożnie zbliżył się do obłoku pary(wytworzonego podczas spotkania ognia oraz śniegu) i niepokojącej go chakry, a w jego oczach błyszczał Sharingan. Niespodziewany podmuch przepędził kropelki wody ukazując kucającego niebieskookiego w jednoogoniastej formie Kyuubiego. Jasnowłosy wpatrywał się w znikające pośród śniegu Wilki, kątem oka obserwując ciemnowłosego.
Brunet wciąż podchodząc bliżej, zapytał cicho:
- Dlaczego za mną wyruszyłeś? - jego głos zwrócił uwagę Inji, który powoli obrócił głowę i wpatrując się w swojego rozmówcę krwisto-czerwonymi tęczówkami, odpowiedział:
- Przecież to proste! Skoro cię uratowałem to jestem za ciebie odpowiedzialny! - machnął ogonem. - A właściwie, powiesz mi jak masz na imię?
- A jeśli nie powiem? - zapytał nieznanego blondyna. - Zresztą, nie wiem jak ty się nazywasz?
- Nie przedstawiłem ci się? - zdziwił się lazurowooki. - No nic! Mam na imię Kanashi Inja - powiedział uśmiechając się. - Teraz ty powiedz, jak masz na imię!
- Pffy... nie ma mowy! - warknął brunet, patrząc groźnie na jasnowłosego.
- W takim razie będę szedł za tobą, dopóki mi go nie zdradzisz - padła spokojna odpowiedź Jinchuuriki.
- O ile nadążysz - odparł lekceważąco czarnooki, po czym dezaktywował swoje Kekkei Genkai i ignorując siedmiolatka, ruszył dalej kierując się na północ, do Kraju Błyskawic.
- Jeszcze zobaczymy! - rzekł hardo niebieskooki, udając się za oddalającym się brunetem z zamiarem udowodnienia mu, kto ma rację.
