Biegli tak do końca dnia, przemierzając śnieżne zaspy, aż w końcu Sharinganowiec, który jeszcze do końca nie wydobrzał, potknął się i wylądował głową w białym puchu. Widząc to, Inja przyśpieszył kroku i po chwili znalazł się przy czarnowłosym. Chłopiec przewrócił go na plecy i dopiero teraz mógł mu się uważnie przyjrzeć. Miał dziwną bardzo jasną karnację co podkreślały długie, związane w kucyka ciemne włosy. Nigdy kogoś takiego nie widział, ale Lis najwyraźniej tak, bo mruknął:

- Stuprocentowy Uchiha.

- A skąd ty to wiesz? - zapytał z ciekawością blondynek.

- Nieważne - odparł markotnie Ogoniasty. - Jak chcesz z nim porozmawiać to się pospiesz, bo on już za długo nie pożyje - po czym warknął ciszej. - I dobrze.

Niebieskooki postanowił uznać, że nie słyszał tego ostatniego, a następnie dotknął czoła bruneta, tak jak robiła jego matka, kiedy wydawało jej się, że jest chory. Z zaskoczeniem wyczuł, że jest ciepłe, nawet cieplejsze niż jego, a on miał przecież zawyżoną temperaturę przez chakrę Lisa.

Zaniepokojony stanem nastolatka, wziął do ręki trochę zimowego puchu i położył na głowie bruneta, aby je trochę schłodzić. Skoro podziałało na jego złamaną rękę, to dlaczego nie ma działać na gorączkę? Błękitnooki uśmiechnął się, przypominając sobie, jak jego matka martwiła się o niego kiedy nieszczęśliwie wywrócił się na lodzie.

Nie długo jednak trwał w tym stanie, ponieważ czerwone promienie zachodzącego słońca zaczęły świecić mu w oczy. Przymrużył je, a moment później zorientował się co to oznacza. Dzień się kończył, a on jest prawie sam na pustyni. Wiedział, że w nocy robiło się dużo zimniej, a on nie miał ani jak wrócić do domu, ani jak znaleźć sobie jakieś miejsce do spania. Bo to, że nie mógł spać na płaskim terenie było oczywiste, silne wiatry i śnieg pogrzebałoby go w tym miejscu. Przestraszony rozglądał się za jakimś miejscem, gdzie można było się ukryć, ale nic takiego nie zobaczył. Spróbował nawet obudzić ciemnowłosego, ale to nic nie dało.

Nad przerażonym siedmiolatkiem w końcu ulitował się Kurama i przedostał się przez pieczęć, po czym, już w zminiaturyzowanej formie z dziewięcioma ogonami, wykopał w śniegu jamę. Następnie chwycił delikatnie za kark i tam go położył. Bruneta zamierzał zostawić tam gdzie leżał, ale spojrzenie, jakie rzucił mu jasnowłosy, zmusiło go do zmiany planów. Tak, więc czarnowłosy wylądował obok jego Jinchuuriki.

Upewniwszy się, że nic im nie grozi, Dziewięcioogoniasty pobiegł w kierunku najbliższej wyrwy w lodzie. Nie musiał długo szukać i po chwili już wracał do prowizorycznego schronienie z dwiema ogromnymi rybami w zębach. Na miejscu zastał śpiącego blondynka wtulającego się w czarnowłosego. Nie podobało mu się to, ale nic z tym nie zrobił. Chłopiec był bardzo zmęczony i musiał się wyspać. Chociaż mógł sobie wybrać inną poduszkę.

Zdegustowany położył się przy nich, owijając śpiącą dwójkę ogonami. Potarł mokrym nosem jasnowłosego, po czym popatrzył na zewnątrz. Dobrze, że się tutaj zatrzymali, bo inaczej nie było by z nimi dobrze. Kyuubi westchnął ciężko, po czym ruchem ogona sprawił, że ryby zaczęły unosić się w powietrzu. Lekko na nie chuchnął, pozbawiając je niejadalnych części i zaczął je piec.

Niedługo potem obudził się Inja i obserwując śpiącym wzrokiem spowitą słabym ogniem kolację, rzekł:

- Kurama, kiedy te ryby będą gotowe?

- Zobaczysz - odpowiedział Demon kręcąc głową.

Moment później obie ryby omal nie wylądowały w śniegu, gdy czarnowłosy gwałtownie się poruszył. Nastolatek otworzył oczy, po czym zamarł przerażony. Istota, którą zobaczył, śniła mu się po nocach w koszmarach. Wciąż ze strachem wspominał jej warkot i ryki, kiedy atakowała Konohę. I tylko jedna rozsądna myśl przebiegła mu przez głowę, kiedy zaczęła go ogarniać panika, "skąd on się tutaj wziął?"

A sam Kyuubi zaczął warczeć, wyczuwając emocje Uchihy. Jeden z jego ogonów oplótł się wokół blondyna w obronnym geście, a moment później Lis skoczył na równe nogi i z wyszczerzonymi kłami przyparł do białej ściany bruneta. Wiedział, że jeżeli teraz nic nie zrobi z nastolatkiem, to on najprawdopodobniej go zaatakuje. Bo ludzie już tak mają, jak się czegoś boją to atakują.

Zmrużył wściekle oczy, wpatrując się w czarne tęczówki przeciwnika, kiedy zza niego Inja zawołał:

- Ej, co z wami jest? - i w tym momencie atmosfera się odrobinę rozluźniła. Ciemnooki wiedział, że teraz Demon go nie zaatakuje, a Kyuubi częściowo odpuścił decydując, że później zje bruneta.

Zaś siedmiolatek popatrzył to na jednego to na drugiego, po czym pokręcił głową i powiedział do bruneta karcąco:

- No wiesz! Żeby uciekać w taką pogodę ze szpitala? - rozgadał się chłopiec. - Lepiej byś zrobił gdybyś tam został, a nie wiejesz w taką pogodę! I...

- Dobrze już, dobrze - przerwał mu oszołomiony czarnowłosy. Nie dość, że wpatrywał się w niego Dziwięcioogoniasty, to jeszcze rozmawiał z kimś, kto wyglądał jak dziecięca wersja Yondaime! - Kim jesteś?

- Nie przedstawiłem się? - zawołał zaaferowany chłopiec drapiąc się po głowie. - Hm... może. W każdym razie, nazywam się Kanashi Inja.

- Ciekawe - mruknął cicho brunet przymykając oczy.

- Co jest takie ciekawe? - spytał blondynek zaskakując ciemnookiego.

- Nieważne - odpowiedział brunet, ale kiedy Lis zawarczał, odpowiedział na pytanie chłopca. - Przypominasz mi Hokage.

- A kto to? - zapytał Inja głaszcząc Kuramę po ogonie.

- Przywódca Konohy.

- No ale wyjaśniłeś! - zawołał siedmiolatek nie rozumiejąc oni słowa z tego co powiedział długowłosy. - A właśnie! Jak masz na imię?

- To nie powinno cię obchodzić - mruknął czarnooki, ale kiedy popatrzył na Lisa to powiedział niechętnie. - Uchiha Itachi.

- No proszę! I było się czego bać? - rzekł uradowany blondynek, a czego ciemnowłosy postanowił nie skomentować. - To jak się tu znalazłeś?

- Zwyczajnie, przyszedłem - odpowiedział Uchiha.

- No, Itachi! POWIEEDZ! PROOSZĘ! - krzyknął jasnowłosy.

- Niech ci będzie, tylko się nie drzyj - jęknął brunet zakrywając uszy. Po upewnieniu się, że Inja nie krzyknie ponownie, dodał. - Pochodzę z... - i Uchiha zaczął snuć historię o tym, jak i dlaczego się znalazł w Shimogakure.