Retrospekcja, czyli wspomnienia według Itachiego
Czarnowłosy chłopak leżał na polu treningowym numer dziewięć, wpatrując się w zabarwione przez zachodzące Słońce niebo i rozmyślał... .
Tyle rzeczy się wokół działo, a on zadawał sobie pytanie, dlaczego? Dlaczego Konoha, pomimo władającego nią Yondaime jest taka... ciemna, tak to słowo idealnie oddawało atmosferę w wiosce. A przynajmniej jak on to odbierał. W miejscu, w którym się urodził mimo, iż świeciło Słońce, tak właśnie było. Przecież kiedyś Liść był inny; wesoły, nawet wtedy, gdy zbierało się na burzę. Teraz burza jest nawet podczas najbardziej spokojnych dni! Czy może z nim jest coś nie tak? Nie, to nie to.
Obserwował co się dookoła niego wyprawia i gdziekolwiek by nie spojrzał, nie ważne czy Sharinganem, czy swoim zwykłym, czarnym wzrokiem widział mrok, nie zło, po prostu czarną przepaść bez dna. Jakby ludzie o czymś zapomnieli. Owszem dalej zachowywali się po swojemu, jednak wydawało mu się, że tutaj czegoś brakuje. Jakiegoś promyka nadziei.
Co prawda wiedział, że mieszkańcy Konohy ufają rodzinie Czwartego i to jest ich nadzieja, jednak jemu coś nie grało. A dokładniej ich córka. Może i była dwa lata młodsza od jego brata, ale miał przeczucie, że on jest przy niej nikim nieznaczącym, marionetką poruszaną na wietrze. Dlatego właśnie uważał, że dziewczynka jest w pewnym sensie pusta. Nie wiedział skąd się ta myśl względem dziecka wzięła, jednak odpowiadała również za coraz większą chęć opuszczenia wioski. Próbował temu zaradzić biorąc dłuższe misje i wypoczywając poza nią, niestety, bez skutecznie.
"Jak tak dalej pójdzie będzie musiał odejść z Konohy, bo w końcu tu oszaleje! Nie bardzo uśmiechał mu się ten pomysł, ale... nie mógł zostać, po prostu nie mógł. Czy jest gotów to zrobić? Nie, jeszcze za wcześnie, zaczeka kilka dni, może uda mu się zmienić zdanie? Tak, to dobry pomysł!"
Na tej myśli Itachi urwał swoje rozważania, wstał z trawy i ruszył w stronę rezydencji klanu, uważnie się przy tym rozglądając spod przymkniętych oczu, kiedy wszedł do wioski. Dzięki zapadającym ciemnością mógł uważnie obserwować otaczających go mieszkańców. Spiął się wewnętrznie widząc rzucane w jego stronę nieprzychylne spojrzenia. O ironio, ludzie nienawidzą jeden z dwóch klanów, które założyły wioskę. Ciekawe, czy kiedyś zrozumieją swój błąd?
W ponurym nastroju wkroczył na teren posiadłości oświetlanej przez ostatnie promienie słońca i wschodzący Księżyc. Zwykle wpatrywałby się przez długi czas w jego srebrną twarz aż nie poczułby się zmęczony. Jednak od tej pory, to on będzie go obserwował, jak krąży po świecie i próbuje pogodzić się z samotnością. Nie powinien przechodzić przez wioskę, ale pomogła mu ona podjąć decyzję w sprawie, czy musi odejść.
Itachi spuścił głowę, wchodząc do domu, miejsca, gdzie się urodził i skąd teraz odchodził. W budynku panowała nieznośna cisza co oznaczało, że Sasuke jeszcze nie ma, a rodzice są na misji. Może to i lepiej, będzie mu łatwiej.
Pobiegł bezszelestnie do swojego pokoju, po drodze włączając Sharingan, aby zapamiętać jak najwięcej szczegółów ze swojego ostatniego pobytu w tym miejscu. Minął salon i kuchnię, po schodach do góry, zajrzał do pokoju brata i wreszcie stanął przed własnym pokojem. Cicho nacisnął klamkę i wszedł do środka.
Z zewnątrz przez okno wpadało odrobinę bladego światła, oświetlając pomieszczenie. Zaś wewnątrz walały się brudne ubrania, zwoje i różne pamiątki z misji. Nie wiedząc właściwie od czego zacząć pakowanie, wziął do ręki najbliższy, leżący na podłodze zwój. Niby nic ważnego, ale może się przydać. Brunet pokręcił głową w której przemknęło "Jak tak dalej pójdzie to wezmę ze sobą pół domu i będę uważał, że jest mi to absolutnie potrzebne.". Uśmiechnął się na tę myśl i zabrał się za zbieranie zwojów w jedno miejsce, szukając przy tym tego jednego, zwoju w którym można było zapieczętować przedmioty. Znalazł go pod łóżkiem, między różowym, pluszowym misiem, a niebieską kulką(którą postanowił zabrać). Po aktywacji pieczęci na zwoju, wrzucił do niego czyste ubrania(w tym jakąś broń), zwitki z jutsu, jakieś książki traktujące u transformacji i naturze chakry oraz... pamiątki z misji.
Nie potrafił się jednak zdecydować, co wziąć. Obrazek pochodzący z Kraju Księżyca czy napełnioną wodą i cekinami kulkę z Yukigakure, lub małego pluszaka, kupionego w Kraju Wodospadów, a może zestaw do parzenia napoju z fusów, prosto z Kraju Herbaty? Tyle tego było, że nie mógł wybrać.
W końcu wrzucił wszystko to do pieczęci i ją dezaktywował, po czym włożył zwój do kieszeni i podszedł do szafy, otwierając w niej ukrytą ścianę. Ze skrytki wyciągnął czarny komplet ubrań i założył na siebie, a następnie wyskoczył przez okno.
Przemknął przez ogród otaczający posiadłość, wybiegł poza część wioski nadzorowaną przez jego klan i przysiadł na murze obronnym Liścia, bezszelestnie niczym cień. Dopiero tu stojąc, w pełni zdał sobie sprawę z tego co naprawdę zamierza zrobić. Nie bardzo uśmiechała mu się rozmowa z Yondaime jeśli go złapią, ale... jeśli uda mu się zwiać to... Co dalej? Co zrobi po odejściu z wioski? Przecież nie wróci tu, mówiąc "Zrobiłem to dla żartu." Będzie musiał podróżować... jednak gdzie? I dokąd? Nie miał miejsca w które mógłby się udać, więc pozostało mu iść przed siebie - na północ.
"Ciekawe czy w Kumo-gakure mnie przyjmą?" - pomyślał, wbiegając w ciemny las.
Pędził przez resztę nocy i cały następny tydzień, obawiając się czy aby ktoś go nie ściga. W tym czasie krajobraz wokół niego uległ drastycznej zmianie, wysokie liściaste drzewa otaczające Konohę zmieniły się w niskie iglaki, przykryte lodem i śniegiem. Niedługo przekroczy granicę Kraju Ognia i stanie się zbiegiem, shinobi bez wioski.
Zmęczony chciał już się zatrzymać, gdy poczuł chakrę Anbu. Aktywując Sharingana, pomknął w stronę białej przestrzeni przed sobą, uznając, że ma większe szanse w starciu na lodzie niż skutej zimnem ziemi. Lecz za nim tam dotarł, goniący go ninja zaatakował. Od jego strony pędziło jutsu oparte na futonie, potężny podmuch wiatru. Widząc to, Itachi zamachnął się ręką z której wyleciały ogniste pociski, skierowane w stronę Anbu. Ten w ostatniej chwili zdołał ich uniknąć, ale następy atak Uchihy omal go nie zabił. Zdążył się uchylić przed strumieniem zimnej wody i zanim dopadła go kolejny atak, złożył kilka skomplikowanych pieczęci, po czym dotknął wyjętego wcześniej zwoju, aktywując swoją specjalną technikę. W stronę uważającego, że już po walce Itachiego, pomknęło potężne, złożone z kilku innych technik jutsu.
Były kapitan Anbu szczęśliwym trafem uniknął części ataku, opartej na wodzie i ogniu. Gorzej było z wymiganiem się od raitonu, od którego włosy na głowie stanęły mu dęba, a serce zaczęło kołatać mu w piersi, ale... kiedy ratował skórę przed łańcuchem błyskawic, uderzyła w niego technika fuutonu. Wiatr w jednej chwili doprowadził do tego, że brunet wylądował na ziemi. Całe jutsu zakończyło się ostrymi palami z dotonu, które wbiły się w poharatane przez chakrę ciało Itachiego.
Nastolatkowi z przebitym bokiem, lewym płucem i uszkodzoną nogą, zajęło chwilę aby się podnieść. Obrzucił przeciwnika rozeźlonym wzrokiem i kulejąc, ruszył na lodową pustynie. To było samobójstwo, ale co teraz nim nie jest? Szedł przez nią całą noc i następny dzień, z każdym przebytym kilometrem dotkliwiej odczuwając zimno. Ale to go już nie interesowało, zapomniał nawet dlaczego idzie. Po prostu wędrował przed siebie, ignorując wszystko wokół. W końcu jego ciało tego nie wytrzymało i runął na ziemię.
Chciał tak leżeć przez wieczność, ale z wysiłkiem podniósł się na kolana, a potem stanął chwiejnie na nogach. Chłopak powoli szedł po białym puchu pod rozgwieżdżonym niebem, a w głowie świeciła mu się czerwona lampka, mówiąca "Nie mogę się zatrzymać, nie mogę się zatrzymać...''. Wstał więc i z wielkim wysiłkiem ruszył dalej. Lecz kiedy nastał świt, nie miał już sił na dalszą podróż, przed oczami mu pociemniało i upadł na śnieg, oddychając chrapliwie. Dopiero teraz, z zaskoczeniem wyczuł, że w pobliżu jest wioska. Była tak blisko, a zarazem tak daleko! Zacisnął obie dłonie w pięści, zaczął się podnosić i... opadł na zaspę śnieżną, jęcząc cicho z bólu. Niespodziewanie stanęło nad nim jakieś zwierzę, ale Itachi nie zwrócił na nie uwagi. W końcu, jeśli go zabije to oszczędzi mu wątpliwej przyjemności zamarzania na śniegu, nie?
Jednak zwierzak jak na złość, nawet go nie tknął i najzwyczajniej w świecie odszedł. Po chwili podszedł do niego ktoś. Brunet chciał się dowiedzieć kto, lecz powieki były takie ciężkie i... co to za ciepło...? I w tym momencie Uchiha stracił przytomność.
Obudził się w jakimś miękkim miejscu, leżąc na nim z zamkniętymi oczami, pomyślał "Jestem w niebie?" i postanowił się poruszyć. Omal nie zawył z bólu, tak był on duży, ale członkowi jego klanu takie coś nie wypada, więc jedyne co zrobił to się skrzywił. Kiedy już katusze ustały postanowił odemknąć powieki, a ciążyły mu one nie miłosiernie.
"Dobra na trzy. Raz... Dwa... TRZY! No, nareszcie coś widzę!"
Znajdował się w białym pokoju, podpięty do kroplówki na łóżku stojącym najbliżej okna. Itachi z trudem wyjrzał przez nie i ujrzał dachy pokryte białym śniegiem. Innymi słowy, nic ciekawego.
Westchnął cicho i zdecydował, że musi usiąść. Prawie stracił przy tym przytomność, ale dopiął swego. Potem sprawdził swoje obrażenia i z zadowoleniem uznał, że są dobrze zabandażowane. Kiedy tak im się przyglądał, do pokoju weszła młoda pielęgniarka i zaczęła coś do niego mówić. Widząc ją, udał, że źle się czuje i ponownie położył na łóżku szpitalnym. Znał ten typ pań zauroczonych jego urodą i miał ich powyżej uszu.
Gdy kobieta odeszła mógł w spokoju odpocząć i pomyśleć. Z kalendarza wiszącego na ścianie wywnioskował, że przespał cały dzień. Miał tylko nadzieję, że nie wydarzyło się nic ważnego. Przetarł dłonią oczy, wiedząc, że nie może tutaj zostać i zaczął powoli planować ucieczkę.
18 godzin i 32 minuty później
"Dobra, teraz albo nigdy! Sayonara!" I wyskoczył przez okno szpitala na dwór. Cicho opadł na śnieg, po czym ruszył biegiem w stronę wyjścia z wioski. Umknął strażnikom i pomknął na północ. "Mam nadzieję, że ta wioska nie zostanie zniszczona" pomyślał zaniepokojony, ale nie odwrócił się i biegł dalej. I w ten sposób, Itachi Uchiha zwiał ze szpitala.
Koniec Retrospekcji.
Inja patrzył na chłopaka przymrużonymi oczami głaszcząc Kuramę, który wepchnął mu jeden ze swoich ogonów na ręce. Po chwili milczenia powiedział:
- A więc tak zwiałeś z Shimo. Trochę głupio.
- Tak sądzisz? - odrzekł zapytany.
- No, jakbyś się wyleczył to pewnie mógłbyś u nas zostać - rzekł blondynek.
- Nie bardzo - mruknął Uchiha, po czym dodał. - Dzięki za pomoc - wstał i starając się ominąć Kyuubiego, spróbował wyjść. Nim jednak tego dokonał drobna rączka zacisnęła się na jego ubraniu, a jej właściciel zapytał z nadzieją:
- Mogę iść z tobą? - brunet chwilę pomyślał nad odpowiedzią, po czym skinął lekko głową i wycofał się do wnętrza śnieżnej nory i powiedział:
- Ale masz się mnie słuchać! - jasnowłosy tylko roześmiał się w odpowiedzi drapiąc się po karku.
Rozumiem jeśli uznacie ten rozdział za nudny, ale proszę się nie zrażać. W następnych będzie więcej akcji.
