8 lat później

Na granicy pustyni, na której znajdował się Wiatru, wędrował młody chłopak. Jego czarny płaszcz z kapturem i niebieskimi płomieniami u dołu, nie pozwalał niepożądanym spojrzeniom ujrzeć właściciela. Jednak, jeśli komuś udałoby się przejrzeć cień, który go okrywał, zobaczył by wysokiego piętnastolatka, ubranego w czarną bluzę oraz spodnie. Młody mężczyzna miał oczy koloru nieba, żółte włosy sięgające ramion i sześć, najprawdziwszych lisich wąsików na policzkach. Gdyby nie one, to ich właściciela można by wziąć za młodszą wersję Żółtego Błysku Konohy. Na szczęście młodego shinobi, mało kto go widział bez maskowania.

Jednym z takich wyjątków był lis wielkości sporego wilka idący tuż obok. Futro zwierzaka było zabarwione na kolor czerwony, tak samo jak tęczówki oczu. Ale jeśli ktoś wciąż uważałby futrzaka za zwykłego, to lekko błękitne znaczki ciągnące się od czubka jego nosa do końcówki ogona załatwiały sprawę. Sama bestyjka też potrafiła "dać w kość", jeżeli jakiś niedowiarek chciał sprawdzić czy legendy krążące wokół niej(i jej towarzysza) są prawdziwe. A tych było nie mało! W końcu, jak się było jednym z potężniejszych shinobi na świecie to trzeba było dbać o reputację. Chociażby od czasu do czasu pozabijać jakichś silniejszych nukeninów czy wykraść zwój ze ściśle strzeżonego miejsca. Jednakże, ta wycieczka nie była związana z tymi sprawami.

Powodem, dla którego niebieskooki podążał w stronę Sunagakure, były niepokojące wieści odnośnie Akatsuki. Organizacja zaczęła polować na Jinchuuriki, co bardzo niepokoiło zainteresowanych tą sprawą osoby, w tym i blondyna. Martwił się on o mieszkającego w Kraje Wiatru przyjaciela, Gaarę. Przywódca wioski, w której on mieszkał, już dawno pokazał własne intencje wobec rudowłosego i jeśli ten zostałby porwany, to Kage nie wysłałby nikogo na pomoc. I dlatego żółtowłosy postanowił osobiście się pofatygować do Suny.

Słońce powoli zachodziło, oświetlając niebo i ziemię krwisto-czerwonymi promieniami, ale postacie idące przez gorące piaski nie przejmowały się tym. Przez wszystkie lata jakie ze sobą spędziły, nauczyły się doceniać chwile, wiedząc, że jutro któreś z nich może zginąć. W pewnym momencie żarząca się kula znikła za horyzontem, a kilkanaście minut później powietrze ochłodziło się po upalnym dniu. Zdawało się, że okolica zaczęła żyć, zresztą, nie tylko ona.

Niebieskookiemu wyrwało się westchnienie, a chwilę później on sam odezwał się cicho:

- Kurama... idziemy dalej czy obozujemy? - lisek lekko prychnął, dając do zrozumienia, że niewiele go to obchodzi. - Dob... - chłopak urwał zatrzymując się gwałtownie.
Wokół niego momentalnie zebrała się zimna i wroga chakra, a sam blondyn wysyczał. - Zabiję - i pomknął przed siebie. Demon, widząc zachowanie towarzysza pokręcił głową, po czym zniknął w kłębie czerwonego dymu i wrócił do swojego Jinchuuriki. Wiedział, że dziwne zachowanie blondyna może mieć związek tylko i wyłącznie z jego przyjacielem.

Żółto-włosy biegł przez całą noc i ranek następnego dnia. Odległość którą zwykłemu shinobi przebycie zajęło by dwa tygodnie, on pokonał w ciągu półtora dnia. I dalej biegł, nie zważając na skwar, który wokół niego panował. W pewnej chwili lazurowooki zauważył słup dymu unoszący się nad pustynią, chciał go minąć, ale po krótkim namyśle skierował się w jego stronę. Po krótkim czasie znalazł się w zrujnowanej wiosce. Nie znał jej nazwy, ale to się teraz nie liczyło. Przedtem czuł stąd chakrę Gaary, ale teraz ona znikła. Próbował ją wyczuć, ale to nic nie dało. Rozdrażniony niepowodzeniem, ruszył wgłąb osady. Szedł przez główną ulicę, która była w najgorszym stanie. Wszędzie były tylko szczątki dawnych budowli i ciała ich właścicieli, uciekających przed śmiercią. Blondyn pokręcił głową, wiedział, co tu się stało. Akatsuki wybiło całą wieś.

Wtem przechodząc obok jednego ze spalonych budynków usłyszał bardzo dziwny odgłos. Jasnowłosy ostrożnie podszedł do domu i zaczął nasłuchiwać. Teraz dźwięk przypominał płacz dziecka i dobiegał spod zawalonych na podłogę belek. Nastolatek popatrzył na nie po czym cofnął się kilka kroków i zamknął oczy, aktywując swoje Kekkei Genkai, Aoimokugan.

Wokół niego drobiny pyłu zaczęły się szybko wznosić, ale to było za mało. Po dłuższej chwili niezbyt duże kawałki ścian unosiły się w powietrzu. Jednak dopiero godzinę później, najcięższe elementy stropu poszybowały w górę. Chłopak, wciąż z zamkniętymi oczami, ruszył przez uniesiony gruz. Pod nim znajdowała się drewniana klapa, lekko popękana od ciężaru, który leżał na niej. Żółtowłosy uchylił delikatnie powieki, po czym przykucnął i ręką dotknął pokrytej farbą powierzchni. Ta, pod jego naciskiem od razu zajęczała, by ułamek sekundy później zamienić się w drzazgi.

Niebieskooki wskoczył do środka i rozejrzał się. Znajdował się w sporej piwniczce z sake ułożonym na półkach mebli, a w całym pomieszczeniu słychać tłumione łkanie. Jinjiuriki Kyuubiego powoli zbliżył się do źródła tego dźwięku. W ciemnym kącie siedziała mała, na oko ośmioletnia, dziewczynka. Ubrana była w podartą beżową bluzkę i żółte spodnie, które były mocno przybrudzone. Mała miała białe włosy związane w kucyk, szmaragdowe oczy i trzymała się za kolana. Widać było, że z jakiegoś powodu nie może się ruszyć. Kiedy tylko blond-włosy się do niej zbliżył, zaczęła mocniej płakać. Chłopak wyczuwając, że ośmiolatka jest przerażona i się nie uspokoi, złapał ją w ramiona i wyszedł na zewnątrz. Opuszczając budynek, pstryknął palcami i lewitująca zawartość runęła na dół, wzniecając tumany kurzu.

Położył białowłosą na piachu i zaczął się jej przyglądać. Dziewczynka, wylewając z siebie łzy, wykrztusiła:

- Ki-kim je-jes-t-teś? - ale zakapturzona postać nie odpowiedziała tylko dotknęła lekko jej nogi. Zielonooka krzyknęła z bólu i wybuchnęła kolejną falą łez. Obraz przed oczami małej się zamazywał, jednak zobaczyła jeszcze czerwoną chakrę wypływającą z ręki nieznajomego, po czym straciła przytomność.

Zaś niebieskooki w duchu wściekał się coraz bardziej. Ktoś najwyraźniej połamał tej dziewczynce nogi, a później je podleczył bez uprzedniego nastawienia kości. "Kto mógł jej to zrobić? Będę musiał je znowu połamać, a potem dopilnować aby właściwie się zrosły! Wrr... Niech ja tylko..." Rozszerzył zakres działania Lisiej chakry, żeby szybciej uleczyć dziewczynkę i dalej nad czymś intensywnie rozmyślał. Po pewnym czasie zakończył leczenie i podniósł ośmiolatkę z ziemi.

Wypatrzył najmniej zniszczony budynek i po krótkim spacerku z małą na rękach, zatrzymał się przed budowlą. Ułożył ją przy ścianie sprawdzając jednocześnie czy się nie obudziła, ale nie, spała jak suseł. Zadowolony Jinchuuriki "rozejrzał się", czy gdzie indziej nie ma jeszcze kogoś żywego. W wiosce znalazł jeszcze dwoje dzieci, bruneta o szarych oczach oraz czarnooką szatynkę i po wyciągnięciu ich z ruin własnych domów, zatargał do tego samego miejsca, w którym ulokował białowłosą.
Widząc, że słońce już zachodzi, niebieskooki wykonał Kage Bunshin no jutsu, które poznał dzięki Lisowi, stwarzając dwa klony i wysyłając je po drewno z okolicznych domów. Wróciły moment później i ułożyły kawałki drzew w stosik i tuż przed zniknięciem podpaliły.

Oryginał w tym czasie opatrzył dzieci i z wyciągniętego zwoju przywołał kiełbaski i patyki do ich pieczenia. Po wbiciu ich w ziemię, aby się upiekły, usłyszał cichy jęk.
Brunet zaczął się budzić i po jakimś czasie otworzył oczy, po czym spróbował się podnieść, ale skończyło się to na głośniejszym jęku.

Niebieskooki mógł tylko zastanawiać jakim cudem przeżył mając pogruchotane żebra, zmiażdżone nogi i połamany kręgosłup. Obserwując przez ogień jak ten ponownie stara się wstać, powiedział:

- Nie ruszaj się, bo będzie bardziej bolało - szarooki słysząc jego głos zamarł, a w tym czasie blond-włosy podszedł do niego z upieczoną kiełbaską. Po uprzednim podleczeniu chłopaka, wręczył mu jedzenie i wrócił na swoje miejsce za ogniskiem. Czarnowłosy spoglądał na niego podejrzliwie przez chwilę, by moment później zacząć niepewnie jeść.

Pozostała dwójka dzieci obudziła się kiedy na niebie już jasno świecił księżyc i gwiazdy mu towarzyszące. Niebieskooki wiedział, że oboje są głodni, więc podał im kolację i wrócił do poprzedniego zajęcia, patrzenia w migające języki ognia. Młodzi przez długi czas obserwowali go z niepokojem, lecz widząc, że nic nie robi, zjedli upieczone mięsko.

Wokół nich panowała nieprzyjemna cisza, przerywana odgłosami trzaskającego ognia. W końcu czarnooka dziewczynka nie wytrzymała napięcia i powiedziała głośno:

- Powiedz coś wreszcie! - zakapturzony rzucił jej zimne spojrzenie, ale widząc, że ono nie działa na szatynkę, westchnął i zapytał:

- A o czym mam według ciebie mówić?

- Nie wiem, może o tym, dlaczego nas uratowałeś? - odpowiedziała ośmiolatka.

- Miałem taki kaprys - oświadczył niebieskooki.

- A to, że byłeś akurat blisko wioski? - drążyła dalej czarnooka, a brunet i białowłosa się jej przyglądali.

- Czysty przypadek.

- No jaasne, tyle że ci nie wierzę! - rzekła z sarkazmem szatynka i kontynuowała. - Jeśli byłbyś tu przypadkiem to byś nam nie pomógł!

- I? - powiedział obojętnie żółtowłosy.

- I dlatego uważam, że specjalnie tu przechodziłeś!

- No co ty nie powiesz... Dobra, ja muszę się zbierać, a wy tu zostańcie - zadecydował blondyn podnosząc się.

- Nie jesteś naszą matką żeby nam rozkazywać! - dołączyła do rozmowy zielonooka.

- Owszem, dlatego daje wam wybór albo zostajecie tu dobrowolnie, albo przymusowo. Wasza decyzja.

- A jest trzecie wyjście? - zapytał się brunet.

- Właściwie to tak - powiedział po chwili niebieskooki zaglądając w oczy dzieci. - Zabieram was ze sobą i nie przejmuję się, jeżeli członkowie Akatsuki zaczną zabijać każdego na swojej drodze, czyli was.

- Nie mógłbyś nas odstawić do jakieś wioski? - jęknęła białowłosa bojąc się, że zakapturzony jednak tak zrobi.

- I przy okazji tłumaczyć się skąd się wzięliście? Dziękuję bardzo! Poza tym, to mi nie po drodze.

Ośmiolatki popatrzyły po sobie i w końcu brunet, przełykając głośno ślinę, rzekł:

- Jak długo tu zostaniemy?

- Z dwa dni, - poinformował z zadowoleniem zakapturzony. - a później będzie tędy przechodziła jakaś karawana i zabierzecie się z nią - zaczął odchodzić, lecz wtedy szatynka zawołała:

- Przecież, nie przeżyjemy bez jedzenia ani picia!

- To prawda - przyznał niebieskooki. - Trzymajcie - rzucił im suchy prowiant, po czym ruszył w oświetlaną przez srebrny glob pustynię.

Zanim zaś patrzyły trzy pary oczu, których właściciele po chwili wdali się w kłótnię o to, co mają zrobić. Zostać tutaj czy iść przed siebie w nadziei, że ktoś ich znajdzie.


No i jak wam się podoba?