Żółto-włosy poczekał, aż jego przyjaciel przejdzie przez bramę i zaczął szukać tej Matsuri. Niezadowolony z braku informacji gdzie mieszka i jak wygląda, biegał po wiosce szukając dziewczyny, przy okazji kryjąc się przed Anbu pilnującymi porządku. Wzdychając cicho, przysiadł pod osłoną genjutsu na jakimś budynku i zdając się na swoje zdolności sensoryczne, poszukał Gaary.

Zorientowawszy się, że jest na skraju wioski razem z Czwartym Kazekage(który najprawdopodobniej prawił mu kazanie), uśmiechnął się złośliwie. Przywódca Suny nie pogniewa się przecież, jeśli pożyczy sobie kilka dokumentów, prawda?

Skacząc po dachach w kilka minut znalazł się przed siedzibą Kage. Strażnicy porzucili swoje stanowiska by zobaczyć cyrk z udziałem Jinchuuriki Ichibiego i jego ojca, więc spokojnie wszedł do środka. Schodząc po schodach prowadzących do archiwum, nasłuchiwał, czy aby na pewno nikogo nie ma, w końcu ostrożności nigdy za wiele.

Wślizgując się do pomieszczenia, blondyn poprosił Lisa, żeby udzielił mu trochę chakry. Moment później otworzył oczy, ukazując światu czerwone tęczówki z pionową źrenicą. Zamrugał kilka razy, po czym się zapalił światło i rozejrzał się.

Archiwum było wyłożone kremowym piaskowcem na którym wyraźnie odznaczały się szare szafki poustawiane rzędami. Zbliżając się do jednego z nich, zauważył małą tabliczkę z napisem "H-I".

Kręcąc z poirytowania głową niebieskooki zaczął szukać czegoś o dziewczynie. Z użyciem kilku klonów znalazł o niej dane w którejś z szuflad przyporządkowanych do kolumny "P-R"

Wyciągając dokumenty usłyszał jak ktoś zbliża się do drzwi. Szybko zgasił światło, dezaktywował klony i ukrył się w kącie pomieszczenia, maskując jeszcze bardziej chakrę. Chwilę później do archiwum weszła jakaś kunoichi i nucąc pod nosem dziwną melodię, zaczęła wkładać papiery do segregatorów, a te, na swoje miejsca w szeregach szarych szafek.

Blondyn z doświadczenia wiedząc, ile to może zająć czasu, a on nie zamierzał tyle czekać. Wyciągnął z kieszeni w kamizelce kilka jadowicie zielonych igiełek. Wybrał tą z najsłabszą trucizną i skradając się pomiędzy rzędami, przygotowywał do ataku.

Kiedy archiwistka odwróciła się aby włożyć kolejne dokumenty, rzucił w jej kark szpikulec. Dziewczyna nawet nie poczuła ukłucia, po prostu zakręciło się jej w głowie i upadła na otwartą szufladę. W ostatniej chwili żółtowłosy ją złapał i położył na podłodze, po czym zajął się czytaniem "pożyczonych" kartek z informacjami. Po chwili zaklął i popatrzył na brązowowłosą spoczywającą na piaskowcu.

Chłopak skrzywił się nieznacznie po kapturem, po czym przykląkł przy nastolatce. Więc to była ta cała Matsuri! Zastanawiało go, co Gaara w niej widział? A mówiąc o nim, następnym razem wyciągnie z rudowłosego jakiekolwiek informacje przed ewentualną zgodą. Gdyby wiedział, jak wygląda obiekt miłości szmaragdowookiego to by go nie atakował. A tak? Zamiast obserwacji będzie zmuszony użyć swoich umiejętności w dziedzinie przesłuchań i aktorstwa. No, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, w końcu nie na darmo przeszedł szkolenie Anbu, nie?

Lazurowooki lekko dotknął głowy archiwistki i skupił się, wchodząc do umysłu dziewczyny. Po pewnym czasie otworzył oczy i ruszył przed siebie po białej pustce, która go otaczała. Nagle niebyt zaczął zmieniać się w szeroki korytarz z setkami drzwi. Nie zwracał na żadne uwagi, wiedział, że tam nie ma tego, czego szuka. Szybko dotarł do dziwnego pokoju, gdzie w powietrzu lewitowały różne przedmioty, a na kanapie, która jako jedyna stała na podłodze, siedziała brązowowłosa.

Kiedy się do niej zbliżył, otworzyła piwne oczy, obserwując go podejrzliwie. Widać było, że jest zaskoczona. Niebieskooki zignorował jej spojrzenie i przywołał do siebie fotel, który opadł ze hukiem. Nie przejmując się wywołanym hałasem, rozsiadł się wygodnie na meblu i zapytał jak gdyby nigdy nic:

- Co sądzisz o Jinchuuriki Ichibiego, Matsuri? - dziewczyna zamrugała ze zdziwienia, po czym wyjąkała:

- Skąd zna...

- Ja tu zadaję pytania! - powiedział do niej zimnym tonem. - Odpowiadaj!

- Nic ci nie powiem! - oświadczyła twardo brązowowłosa.

Blondyn uśmiechnął się pod kapturem, ale jego głos wciąż był oziębły:

- W tym wypadku... - żółtowłosy zrobił dramatyczną pauzę. - zabiję go.

Brązowooka na moment zamarła z szoku, po czym w jej oczach pojawił się dziwny błysk. Przez chwilę wpatrywała się w niego z wściekłością, po czym wycedziła z furią w głosie:

- Nie. Odważysz. Się! - chłopak prychnął, udając, że kpi sobie ze słów dziewczyny.

- A kto mi zabroni? Ty?

Nastolatka zerwała się na równe nogi i rzuciła na zakapturzonego. Gdy już miała mu przyłożyć, usłyszała:

- Zobaczymy, kto będzie szybszy, ja czy ty - i zniknął w błękitnym błysku.

Jakiś czas później Matsuri ocknęła się w archiwum. Przez chwilę nie wiedziała, co się stało, ale szybko sobie przypomniała. Krzyknęła wtedy "Gaara!" i pobiegła do wyjścia.

Na zewnątrz panował mrok, rozświetlany tylko przez gwiazdy i księżyc. Silne podmuchy wiatru ciągnęły za sobą chmury pyłu, zapowiadając nadciągającą burzę piaskową. Wtem jakiś cień zamigotał na dachach budynków i wskoczył do jednego z domów. Ze strachem nastolatka zdała sobie sprawę, że ten dom należy do rudowłosego.

Błyskawicznie przemknęła przez okryte mrokiem uliczki Suny, kierując się w stronę domu zamieszkiwanego przez Jinchuuriki. Kiedy tam dotarła, drzwi były lekko uchylone, tynk odpadał ze ścian, a szyby w oknach wyglądały na potrzaskane. Nie wiele myśląc, weszła do środka.

Mieszkanie wewnątrz wyglądało jeszcze gorzej niż sądziła. Po podłodze walały się potłuczone naczynia, shurikeny i kawałki materiału ubrudzonego krwią. Dużą ilością krwi.

Przerażona brązowowłosa ruszyła po śladach, czując przenikliwy chłód w sercu. Weszła do salonu i tam go zobaczyła. Leżał pod ścianą w kałuży krwi, a na jego całym ciele widniały długie rany. Ubranie miał podarte, a w niektórych miejscach dodatkowo nadpalone. Wyglądał jakby ktoś chciał zrobić z niego jeża, w połowie się rozmyślił i postanowił spalić.

Szybko podeszła do zielonookiego i przytuliła do siebie, szepcząc jego imię. Rozpłakała się i nie usłyszała, jak w pokoju pojawił się nieznajomy. Zorientowała się, że ktoś jest poza nią i Gaarą w pomieszczeniu dopiero, gdy usłyszała cichy chichot. Odwróciła głowę w stronę śmiejącego się zakapturzonego i popatrzyła na niego ze złością mówiąc:

- Dlaczego? - w odpowiedzi usłyszała jeszcze głośniejszy śmiech. - Dlaczego go zabiłeś?!

- On jeszcze żyje, ale nie długo. Zdążysz go uratować? - odrzekł jej obcy.

Brązowooka drgnęła zaskoczona i położyła głowę w okolicach serca szmaragdowookiego, usłyszała cichutkie tum-tum. Po chwili oderwała głowę i przyłożyła ręce do najpoważniejszej jej zdaniem rany. Nie była może medykiem, ale znała kilku leczniczych jutsu. Moment później z pomiędzy jej palców zaczęło prześwitywać delikatne zielone światełko. Zadowolona Matsuri spojrzała ponownie w stronę nieznajomego, ale jego tam już nie było.

Dziewczyna niepewnie rozejrzała się po całym pokoju, ale nigdzie nie dostrzegła obcego. Przestając się nim interesować, wysłała więcej chakry do techniki i jednocześnie rozmyślając nad tym, co by tu zrobić z rudowłosym. Zostawić go nie mogła, bo by się wykrwawił, ale ciągnięcie zielonookiego przez pół-wioski też nie było zachęcającą perspektywą.

W końcu się zdecydowała, przełożyła sobie rękę Gaary przez ramię i ruszyła do swojego domu. Dobrą godzinę zajęło jej zatarganie Jinchuuriki do mieszkania, ale wreszcie stanęła przed drzwiami. Otworzyła je i wciągnęła do środka rudowłosego. Drewniana podłoga zaskrzypiała pod ich ciężarem, ale Matsuri tego nie usłyszała, zbyt przejęta stanem czerwonowłosego. Położyła chłopaka na tapczanie znajdującym się w salonie-sypialni i poszła do kuchni po bandaże. Kiedy wróciła, zdała sobie sprawę że będzie musiała spać na podłodze albo... prześpi się z Gaarą.

Myśląc o tym owijała chłopaka w biały materiał, a gdy skończyła, podjęła decyzję. Położyła się obok rudowłosego i naciągnęła na ich oboje kołdrę. Niech się dzieje co chce, nie będzie spała na podłodze tylko dlatego, że kochany zielonooki... "Chwiiila! Kochaaany?" pomyślała ziewając "Nieeeważne... kochany... " i zasnęła zmęczona dzisiejszym dniem.