W tym samym czasie, palma na ulicy w Sunie
Naruto siedział na ogromnym, palmowym liściu i spoglądał czerwonymi oczami na śpiące postacie w salonie. Aż dziw, że udało mu się załatwić tę sprawę w kilka godzin, a wystarczyło tylko przestraszyć Matsuri, podać lekką truciznę Gaarze (będzie musiał go za to przeprosić), dyskretnie namówić Kazekage żeby wysłał zabójcę na syna (Czcigodny, ten demon zniszczył mi ogród...) i dopilnować, żeby rudowłosy przeżył (Anbu skończył gdzieś pogrzebany pod piaskiem). Teraz, to co się stanie zależy od Pustynnego.
Zadowolony skoczył z drzewa na budynek i po chwili był poza wioską, przez moment biegł lekko zapadając się w piasek, po czym zatrzymał się na jednej z wydm i powiedział, zamykając oczy:
- Możesz wyjść - Z ciała chłopaka zaczęła ulatywać czerwona chakra, która uformowała się w lisa wysokości człowieka. Demon prychnął i patrząc rozeźlonym wzrokiem na wpół-ślepego jinjiuriki, oświadczył wściekle:
- Mocniej poharatać się nie mogłeś, tak?
- Ale o co ci chodzi? - odpowiedział mu wesoło żółtowłosy schodząc z w dół i nie przejmując się pretensjami Lisa.
- Nie denerwuj mnie, dobrze ci radzę! - warknął ze złością futrzak. - Jestem Kyuubi no Kitsune, największy...
- ... pieścioch wszech czasów i władca ogrodu, kanapy oraz - niebieskooki zawiesił głos. - łóżka podczas burzy.
Lis po usłyszeniu tej parodii prezentacji, chciał rzucić się blondyna, lecz rozmyślił się i z diabelskim uśmiechem rzekł:
- Oczywiście, jego towarzysz, niekwestionowany władca mokrej pieluszki, arcy-przeogromny mistrz kuchni zdolny spalić wodę, nie ma sobie nic do zarzucenia...
- Ej, nie spaliłem wody! - krzyknął lazurowooki.
- No tak, ciekawe tylko, kto potem skrobał garnek - wymruczał Kyuubi spoglądając wymownie w stronę nastolatka. - I musiał przyrzec, że więcej nie zbliży się do kuchni...
- Czyli, to moja wina, że musiałem pomagać w... w to tam to no tego... wiesz o co mi chodzi!
- Nie, nie wiem, powiesz mi? - zapytał Kurama z błyskiem w oczach.
- Noo, więc... yyy... tego... eee... nie interesuj się! - wymamrotał błękitnooki.
- Co mówi... - niespodziewanie Ogoniasty przerwał przekomarzanki i spojrzał w prawo, po czym prychnął. - Idziemy stąd!
- Zapomnij! - i pobiegł w kierunku z którego wyczuwał delikatne drgania chakry.
Moment później stał nad starym białowłosym mężczyzną leżącym na piasku. Oddychanie wyraźnie sprawiało staruszkowi dużo trudności, jednak był świadomy swojej sytuacji. Również własnego położenia względem nieznanego shinobi, który pojawił się znikąd. Z wysiłkiem, niedoszła ofiara pustyni wycharczała:
- Zabij mnie i będzie po sprawie...
- Sądziłem, że jesteś mądrzejszy... - padła odpowiedź obcego, który przykucnął obok wpatrującego się z konieczności w gwiazdy jasnowłosego. - Żabi Pustelniku.
- Czego... (kaszel)... chcesz? - wykrztusił Jiraya.
- Ja? Niczego - przyłożył ręce do klatki piersiowej ninja z Konohy.
Po chwili noc rozświetlił delikatny złoty blask spod dłoni błękitnookiego.
- To... dlaczego mnie ratujesz? Jestem tylko... - białowłosy zamilkł, wspominając słowa córki Minato, Naruko, na swój temat.
Blond-włosy słysząc ból w głosie rozmówcy, powiedział:
- Wstawaj staruszku...
- Nie nazywaj mnie tak! - oświadczył głośniej autor "Icha Icha Paradise".
- Dobrze... Erosennin.
- Zawsze taki jesteś? - powiedział z rezygnacją Żabi Mędrzec podnosząc się powoli z piachu.
- To zależy - odrzekł żółtowłosy biorąc po rękę Pustelnika i ruszając na wschód. - czy ktoś jest rozsądny czy nie...
- Młody... - zaczął Sennin, ale przerwała mu miniaturowa burza piaskowa w postaci jednoogoniastego Lisa.
Białowłosy zmrużył oczy, kojarzył skądś tą chakre, tylko wtedy było jej więcej i...
- Kyuubi - wyszeptał ledwo słyszalnym głosem.
- Mówiłeś coś? - zapytał zakapturzony osobnik.
- Tak, to twój lisek? - powiedział Konohańczyk.
- Można to ująć w ten sposób... - padła wymijająca odpowiedź.
Pomiędzy podróżnymi zapadła cisza przerywana jedynie przez szum wiatru i chrzęst piasku.
Przez pewien czas tak szli i blondyn niepokojąc się o Pustelnika, kilka razy niezauważalnie teleportował ich o wiele kilometrów dalej. Słońce już wstało i zaczęło powoli górować, kiedy krajobraz wokół nich zaczął się zmieniać. Znikła pustynia, a w jej miejscu pojawił się bujny las, ciągnący się przez większą część Kraju Rzek. Potężne drzewa rzucały cień na ziemię, zaś w powietrzu wyczuwało się przyjemny chłód. Nie to, co na pustyni.
Blond-włosy westchnął, po czym oświadczył:
- Nie ma sensu iść dzisiaj dalej - Pustelnik pokiwał tylko głową, tak był zmęczony. Błękitnooki położył go pod jednym z drzew, gdzie mężczyzna momentalnie usnął.
Jego towarzysz uśmiechnął się pod kapturem i przykucnął obok białowłosego. Zastanawiał się, dlaczego Żabi Mędrzec postąpił w ten sposób. Wzruszając ramionami, podniósł go i wskoczył na drzewo. Miał już dalej ruszać, kiedy ciche warknięcie z dołu zwróciło jego uwagę na Lisa.
Żółtowłosy obrócił głowę w jego stronę i powiedział:
- Kurama, możesz powiedzieć Itachiemu, że się spóźnię?
- Grrrr! Idziesz ze mną! Nie będziesz ratował nikogo z Konohy tylko dlatego, że napotykasz go na swojej drodze! Nie ważne, kim on jest!
- Kurama...
- Nie zamierzam dopuścić, żeby coś ci się stało!
Niebieskooki przez chwilę w milczeniu stał, po czym rzekł zrezygnowany:
- Po prostu to zrób - Kyuubi w odpowiedzi wyszczerzył kły i zjeżył sierść.
- Nie mów mi co mam robić, Naruto!
- Dobrze - odrzekł rozzłoszczony blondyn i zniknął z konara. - Nie pokazuj mi się na oczy!
Lis prychnął z irytacją i jeszcze przez chwile wpatrywał się w miejsce, gdzie stał niebieskooki, po czym ruszył przed siebie, mamrocząc pod nosem coś o głupocie i szaleństwie. Jednym słowem, był zły. "Jeżeli Naruto chciał tak bardzo opiekować się Pustelnikiem to niech odrazu pójdzie do Konohy. Zaoszczędzi wszystkim czasu i nerwów. Albo, jeśli tak bardzo garnie się do pomocy to założy organizację i się bije z kim popadnie. A nie, pomaga swojemu wrogowi.
I co z tego, że jest jego ojcem chrzestnym? Nic! Pomaga nam? Nie. Podlega Hokage? Tak!
Wszystko jasne. Yondaime nie pamięta, że ma syna-Jinchuuriki, więc po co oni mają pomagać komuś z jego ludzi?"
Kyuubi nie mógł tego zrozumieć, no bo, dlaczego mają pomagać Senninowi (który pośrednio przyczynił się do wyszkolenia Żółtego Błysku i jego zapieczętowania) skoro on nie dość, że przywołuje żaby (trzeba wyrównać rachunki z Gamabuntą), to jeszcze przeszkadza w... różnych sprawach. A tak przynajmniej uważał Dziewięcioogoniasty. Piekląc się, na czym świat stoi, wściekle machając ogonem skoczył w krzaki i warcząc na każdą istotę, która się do niego zbliżała, pobiegł do Raimigakure.
Zaś w zupełnie odmiennym kierunku pędził żółto-włosy. Nie był zachwycony postawą Demona, ale rozumiał go. Pewnie postąpiłby tak samo, gdyby nie to, że był chrześniakiem Jirayi i... go polubił. Co prawda, po raz pierwszy spotkał się z nim twarzą w twarz, jednak kilka razy obserwował go podczas swoich podróży po świecie. Z nich jak i z opowieści krążących o Pustelniku, dowiedział się, że to potężny ninja. Dziwiło go jednak, dlaczego zastał go na pustyni, na dodatek w takim stanie.
"No dobrze, białowłosy mógł zostać zraniony zatrutą bronią, ale to odpada, staruszek jest doświadczonym wojownikiem, znał się na odtrutkach.
Trucizna przyjęta nieświadomie? To też się nie zgadza. Większość specyfików miała skutki uboczne i było wielce nieprawdopodobne, żeby komuś aż tak zależało na śmierci Żabiego Mędrca aby wydawać fortunę na kilka kropli zabójczej substancji.
Czyli otrucie możemy wykluczyć.
Jutsu? Nie, nie przełamywał żadnej techniki aby uleczyć Erosennina.
Wychodzi, więc na to, że Pustelnika dopadła starość... czyżby stan przed zawałowy? Nie wiem!"
Niezadowolony z braku odpowiedzi na stan staruszka, zeskoczył z drzewa i po położeniu na ziemi białowłosego, wykonał Technikę Cienistego Klona. Obok pojawił się w niebieskawym dymie jego sobowtór, oryginał skinął mu głową, po czym pomknął do znajdującej się niedaleko wioski.
Przekraczając jej granicę, został obrzucony podejrzliwymi spojrzeniami mieszkańców, ale niespecjalnie mu to przeszkadzało. W pewnym sensie był do tego przyzwyczajony. Jego pozycja sprawiała, że ludzie się go bali, więc... nauczył się to ignorować. Zwłaszcza w wiosce Mroku...
Niebieskooki nie chciał tego wspominać, niosło to ze sobą zbyt dużo bolesnych chwil. Otrząsając się z zamyślenia, udał się do hotelu stojącego prawie w centrum wsi. Budynek wyglądał na stary i w kilku miejscach odłaziła z niego farba, jednak atmosfera jaką z niego wyczuwał, mówiła mu, że to odpowiednie miejsce. Wchodząc do środka blondyn udał, że się rozgląda po pomieszczeniu, w rzeczywistości sprawdzając za pomocą czułych wąsików, kto gdzie się znajduje. W takich chwilach żałował, że przeforsował swoje Kakkei Genkai. Musi zacząć uważać na swoje oczy, załatwianie czegokolwiek bez nich było... co najmniej uciążliwe.
Pewnie stąpając po bambusowej podłodze zbliżył się do właściciela przybytku i przywitawszy się, powiedział:
- Chcę zarezerwować jeden, dwuosobowy pokój...
- Aha... Tylko mi tam nie rozrabiajcie - wtrącił czarnowłosy barman polerując szklankę czystą ściereczką.
Żółtowłosego zatkało, po czym z trudem wykrztusił:
- Kiedy ja...
- Tak, tak każdy to mówił, a potem było...
- Podróżuję z dziadkiem! - oświadczył głośno zakapturzony. Inni klienci lokalu popatrzyli na niego nieprzychylnie i blondyn się uciszył.
Brunet na chwilę zamilkł z głupią miną, po czym odezwał się, gotowy do następnej rundy stawiania zarzutów przybyszowi:
- A to w takim razie gdzie on jest? Bo jakoś go tutaj nie widzę - mężczyzna rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Zasłabł w drodze...
- No, więc właśnie! Nie wciskaj mi kitu, że... Co? - przerwał swoją wypowiedź barman.
Lazurowooki prychnął i cierpliwie odpowiedział:
- Dziadek. Zasłabł. I. Nie mógł. Przyjść. Rozumie pan to?
- Oczywiście, młody, nie jestem przecież głuchy! - odparł właściciel hotelu.
- Mam co do tego wątpliwości. - mruknął cicho pod nosem blondyn, a na głos powiedział. - To dostanę ten pokój?
- Ależ, proszę bardzo. - rzekł ciemnowłosy podając mu klucz do wybranego pomieszczenia. - Należy się... - na ladzie wylądował woreczek z którego wysypały się pieniądze.
Barman szybko odliczył stosowną kwotę i już miał wydać resztę, gdy jasnowłosy dodał:
- Plus śniadanie, a reszta dla pana.
- To za dużo! Nie mogę tego przyjąć! - odpowiedział brunet lekko się jąkając. To co znajdowało się w sakwie wystarczyło by na mu na wykupienie połowy wioski.
- Później mi to pan powie - zadecydował blondyn. - Z dziadkiem będę tutaj około północy, więc proszę na nas nie czekać - i wyszedł z budynku.
Jeden z kilku klientów chwilę później zapytał się:
- Yasu, o co chodzi? - lecz barman nic nie powiedział, z szokiem wymalowanym na twarzy osunął się na podłogę jęcząc "Nie mogę... Nie mogę tego przyjąć."
Guest: Jeśli chcesz się dowiedzieć, co się tam dalej wydarzyło to przeczytaj Dodatek.
Random52: Cieszę się, że się tobie podoba. Mam nadzieję, że nie zmienisz zdania.
Dziękuję za komentarze.
