Zakapturzony szedł powoli przez las otaczający wioskę, rozmyślając jednocześnie nad własną głupotą. Z Senninem mógł znaleźć się w wiosce w kilka minut, a tak? Do północy zostało, tak z grubsza licząc, siedem godzin. I co on będzie w tym czasie robił?
Wskakując na drzewo, do głowy wpadł mu pewien pomysł. A gdyby tak rzucić na mieszkańców wsi genjutsu? Nie, jeszcze jakiś ninja się przypałęta i będzie rozróba na całą okolicę. Z drugiej strony, jeśli by się tak stało to jeden problem miałby z głowy. Mimo wszystko nie miałby zakwaterowania. Co prowadzi do stwierdzenia, że jest głupi.
Opadając na ziemie, popatrzył na Pustelnika i w jego głowie zakiełkowała myśl o wkradnięciu się do hotelu. Wszystko pięknie, ale jak będą musieli coś do końca przygotować to trzeba będzie wybyć z pomieszczenia, a Żabi Mędrzec potrzebował spokoju.
Wzdychając ciężko podszedł do białowłosego i wykonał kilka pieczęci, po czym dotknął jego ręki. Na dłoni Erosennina pojawiła się mała pieczęć, a sam staruszek zaczął spokojniej oddychać. Przez to jutsu nie obudziłby go nawet atak ogoniastej bestii.
Uśmiechając się żółto-włosy usiadł przy Pustelniku i naciągnął mocniej kaptur na głowę. Przynajmniej się trochę zdrzemnie nie niepokojony przez koszmary. Westchnął, popadając w lekki sen. Z letargu wyciągnęły go czerwono-pomarańczowe promienie świecące mu prosto w ukryte pod powiekami oczy. Zakrywając je dłonią, odwrócił głowę w stronę swojego towarzysza. Wyczuł, że ciało Sennina lekko drżało, czyli mężczyzna próbował przełamać pieczętowanie.
Niebieskooki wstał i się przeciągnął, wiedział, że powinien zachować czujność podczas tego pół-snu, ale wciąż był zmęczony po walce, a i utrzymywanie Lisa poza klatką wymagało od niego trochę energii.
Pochwycił w ramiona staruszka i po chwili szedł w kierunku wioski. Nie spieszyło mu się i na obrzeża lasu ją otaczającego dotarł akurat w momencie, gdy słońce schowało się za horyzontem. Położył Pustelnika na trawie i minimalnie otworzył swoje oczy. Bolało, a z ich kącików pociekła krew, jednak teraz był wstanie zobaczyć zamazane kontury.
Las pogrążał się w ciemnościach. To, co zazwyczaj nie niepokoiło za dnia, było przerażające w nocy. Skrzypienie olbrzymich drzew, szum wiatru pośród listowia czy tańczące cienie mogły przestraszyć ludzi, a nawet shinobi. Jednak nie blondyna. Dla niego to była cicha muzyka, subtelna, odrobinę straszna, lecz całkiem miła. Bardziej martwiłby się, jeśli by tego nie było.
W wiosce powoli zapaliły się światła, blado oświetlając budynki i wtedy żółto-włosy postanowił, że już dość czekania. Jego płaszcz zmienił kolor, teraz był jednolicie czarny, taki jak w chwili, gdy lazurowooki otrzymał go od przedostatniego głównego kapitana Anbu w wiosce Mroku. Tuż przed...
Nie, lepiej o tym zapomnieć. To co się wtedy wydarzyło musi pozostać w tajemnicy. Zamaskowany lekko się wzdrygnął się i skrzyżował ramiona. Nie można pozwolić żeby to się powtórzyło, zbyt dużo ludzi by zginęło.
Blondyn otrząsnął się z ponurych myśli i uchylił odrobinę bardziej powieki. Zalała go fala bólu, więc natychmiast je zamknął i starał się nie jęczeć. Po kilku długich minutach tortury zadawane przez własne oczy osłabły na tyle, by przypomniał sobie, że ma iść do hotelu. Przerzucił sobie Sennina przez ramię i pobiegł do wioski.
Przekroczył jej granicę w ułamku sekundy, po czym błyskawicznie znalazł się przed wejściem do hotelu. Z środka dobiegały odgłosy rozmowy jakiś ludzi. Lazurowokiemu nie bardzo to odpowiadało, ale jak mus to mus. Nałożył na Pustelnika genjutsu i wkroczył do pomieszczenia.
Przy barze w słabo oświetlonym lokalu siedziała jakaś brunetka z dzieckiem na kolanach i cicho rozmawiała z barmanem. Słysząc, że ktoś wchodzi do pomieszczenia obróciła się i przypatrzyła przybyszowi, po czym powiedziała głośno:
- Na... Inja!
Blondyn skupił się na chakrze krążącej po barze i uśmiechając się rzekł:
- Kamiru! - szybko podszedł do lady i położył Sennina na krześle obok. - Co ty tutaj robisz? - kobieta posmutniała, więc niebieskooki dopowiedział. - Zaczekaj zaniosę DZIADKA do pokoju i porozmawiamy.
Chłopak zabrał Pustelnika i odprowadzany zdziwionym spojrzeniem kobiety, zatargał go do izby na górze. Tam zmodyfikował pieczęć Żabiego Mędrca, żeby mógł się obudzić, ale go nie zaatakował i nie zwiał. Chciał się dowiedzieć co się stało.
Po chwili pojawił się na dole i przysiadł do Kamiru mówiąc:
- Czyli co się stało?
- Itachi... - żółto-włosy zmrużył oczy i przerwał jej z niepokojem w głosie:
- Jest ranny?
- Nie, na szczęście nie. Ale - kobieta przerwała aby uspokoić śpiącą w jej ramionach czteroletnią brunetkę. - jest w Zamku Hōzuki.
- To niedobrze - mruknął blondyn myśląc przy okazji o tym, gdzie się podziewa Kurama.
- Wyciągniesz go stamtąd? - wyszeptała Kamiru z prośbą w oczach.
- Eh... przyjaciołom się nie odmawia - oświadczył z uśmieszkiem błękitnooki, po czym dodał. - Ale ty zaopiekuj się moim DZIADKIEM.
Kobieta pokiwała głową i powiedziała:
- My już idziemy spać - czarnowłosa ostrożnie wstała i trzymając córkę na rękach, ruszyła w stronę pokoi.
- Odprowadzę was do pokoju - oboje weszli na schody, znikając z oczu właściciela lokalu.
Kamiru sprawdziła, czy nikt ich nie podsłuchuje i rzekła:
- Kim on tak naprawdę jest?
- Senninem z Konohy - w oczach kobiety po usłyszeniu tych słów pojawił się stalowy błysk.
- I ty myślisz, że ja go upilnuję? - blondyn złożył kilka znaków i dotknął ramienia kobiety.
- Teraz już tak - obrócił się i podszedł do okna znajdującego się nad stopniami.
Tuż przed tym jak wyskoczył na zewnątrz, Kamiru powiedziała z uśmiechem:
- Nie daj się zabić, wariacie jeden i uratuj mojego męża - niebieskooki pokiwał rozbawiony głową i wyskoczył na zewnątrz. Kobieta patrzyła jeszcze przez chwilę w okienko, po czym westchnęła, idąc do swojego pokoju.
Następnego ranka Kamiru obudziła się w dość znośnym nastroju, o ile można tak określić osobę, której dom został zmieciony z powierzchni ziemi, ukochany uwięziony, a ona sama została wrobiona w pilnowanie w Pustelnika.
Marudząc o tym, dlaczego musi tak wcześnie wstawać, ruszyła się ze swojego łóżka i ziewając powiedziała:
- Mikiyo... (ziew)... wstawaj! - lecz czterolatka dalej spała.
Jej matka widząc, że to nie daje efektu nie zamierzała się jednak tak łatwo poddać. Zaczęła ją łaskotać, jednak to też się nie sprawdziło. Następnie spróbowała ją obudzić śpiewając jakąś piosenkę i strasznie przy tym fałszując, z podobnym skutkiem. Potem użyła kilku sekretnych technik budzących (pobudka! wstajemy!, zaraz będą naleśniki itp.), które również nie zadziałały. W końcu skorzystała z broni ostatecznej. Wybyła na chwilę do łazienki i wróciła z szklanką zimnej wody. Lekko polała nią dziewczynkę i zachichotała kiedy ta z głośnym "Mamoo!" uciekła pod kołdrę.
Kamiru pokręciła z lekkim uśmiechem głową i rzekła:
- Wstawaj kochanie!
- Nie chce... - dobiegł zduszony przez materiał głos dziewczynki.
Jej matka westchnęła, po czym znowu spróbowała obudzić śpiącą:
- Wiem, mi też się nie chce, ale wczoraj wpadł do nas wujek...
- Wujek! - wykrzyknęła Mikiyo i wychyliła swoją czarnowłosą główkę z kołdry, rozglądając na wszystkie strony. - Nie ma wujka! - zapiszczała z wyrzutem.
- To prawda, ale poprosił abyśmy się opiekowały... yyy... takim jednym panem, a on wróci z tatą.
Kamiru wyciągnęła swoją pociechą z łóżka i poszła do łazienki. Po kilku długich minutach, bitwie na mydło oraz pastę do zębów, obie wyszły z pomieszczenia, a matka brunetki oświadczyła:
- Mikiyo, zabierz swoje zabawki, dobrze? - dziewczynka popatrzyła na nią roztrzęsiona i wyjąkała:
- A-le wróciś, plawda?
Matka czarnowłosej uśmiechnęła się i złożyła kilka znaków. Obok niej pojawił się klon, który podszedł do czterolatki i ją przytulił, a w tym czasie oryginał wyszedł z pokoju. Rozumiała strach swojej córki po niedawnym ataku na nie, ale takie już było życie shinobi.
Zbierając siły na ewentualną potyczkę słowną, ruszyła przez korytarzyk. Po chwili stanęła przed drzwiami do pomieszczenia wynajętego przez blondyna i biorąc głęboki wdech, wkroczyła do środka.
Izba była utrzymana w kolorach żółci i zieleni zaś podłoga została wykonana z drewna. Wewnątrz stały dwa łóżka, z czego na jednym siedział białowłosy Sennin, ukryty pod genjutsu i rzucał złowrogie spojrzenie na nieznajomą.
Kamiru zmrużyła oczy i bez słowa wyjaśnienia rzekła:
- Zbieraj się, za dwadzieścia minut stąd wyruszamy - odwróciła się i tuż przed jak zamknęła drzwi, usłyszała:
- Kim jesteś?
Żabi Mędrzec miał ciężki orzech do zgryzienia. Spodziewał się, że nieznajomy shinobi, który go uratował, zacznie go o coś wypytywać, a tu, zostaje przekazany ciemnowłosej piękności.
Jiraya przymknął oczy i spróbował po raz kolejny użyć chakry, ale bezskutecznie. Najprawdopodobniej miało to związek z pieczęcią na ręce i to właśnie nad nią głowił się przez większość czasu. Jednak ktokolwiek ją zrobił, wykonał solidną robotę, bo Pustelnik nie był wstanie jej zniszczyć.
Zirytowany osiadł w pozycji Lotosu i zaczął wchodzić w Tryb Mędrca. Z trudem kontrolował energię naturalną, lecz po kilku miarowych wdechach uspokoił się. Skumulował chakrę i wykonał Przyzywanie. Tera to był szczyt jego możliwości.
Przed nim pojawiła się żaba w szaro-fioletowym płaszczyku. Rozejrzała się po pomieszczeniu i powiedział:
- W coraz dziwniejsze miejsca mnie przywołujesz, Jiraya - Sennin niespokojnie spojrzał w stronę drzwi, po czym odpowiedział:
- Przekaż Czwartemu, że spróbuję się czegoś dowiedzieć o Aoi Senko(Błękitny Błysk) i... - zza drzwi dobiegły słowa "Pospiesz się".
Białowłosy zmrużył oczy i dodał ciszej:
- Fukasaku, będziesz wstanie mnie odnaleźć? - żaba kiwnęła głową i rzekła:
- Uważaj na siebie! - po czym zniknęła w dymie.
Chwilę później do pokoju weszła ciemnowłosa i powiedziała złośliwie:
- No cóż, skoro nie jesteś jeszcze spakowany to mi pomożesz.
Szybko biegł po nabrzeżnych kamieniach wypatrując kłopotów i potencjalnej kryjówki. Do więzienia się za dnia nie dostanie, ale przynajmniej się wyśpi. Mimo wszystko, całonocna podróż wyczerpywała.
W końcu przystanął nad skupiskiem białych skał, u których stóp znajdował się żółtawy piasek. Małe fale rozchlapywały się o brzeg z charakterystycznym "pfuu". Blondyn zeskoczył na dół i ruszył do ich podnóża, rozglądając się czerwonymi oczami za odpowiednim miejscem do odpoczynku. W tym wypadku były to dwa głazy, z czego jeden opierał się na drugim. Fragment którym się stykały został wygładzony przez wiatr i powstało tam sporych rozmiarów zagłębienie, w którym znajdowała się woda.
Żółtowłosy mruknął coś pod nosem i za pomocą chakry wiatru wyżłobił w skale lekkie wgłębienie, którym nagromadzona ciecz spłynęła. Następnie użył Katonu i pozostała wilgoć wyparowała. Zadowolony chłopak wyciągnął z kamizelki zwój i przywołał z niego śpiwór. Położył go na podłożu i traktując płaszcz jako koc, nakrył się nim, po czym zasnął.
W konoszańskiej Wieży Hokage nic się nie zmieniło od ostatniej wizyty Fukasaku. Wciąż te same góry dokumentów i człowiek z nimi walczący. Tak, biurokracja skutecznie zniechęcała do siebie Minato Namikaze, który uzbrojony w długopis pokonywał kartkowego wroga.
Już miał skończyć z wypełnianiem druczku o przydzieleniu na misję kilku Anbu, kiedy na jego biurku zmaterializował się Ropuszy Mędrzec. Yondaime popatrzył na niego zaskoczony, po czym uśmiechnął się i powiedział:
- Co cię do mnie sprowadza, przyjacielu? - żaba popatrzyła na niego poważnym wzrokiem i rzekła:
- Jiraya ma jakieś kłopoty - Hokage zmarszczył brwi zaniepokojony i zapytał:
- To znaczy?
- Wydaje mi się, że ma dość duży problem. Przyzwał mnie w Trybie Mędrca, jakby nie mógł użyć chakry - Fukasaku przymknął oczy przypominając sobie ich rozmowę. - Mówił, że dowie się czegoś o jakimś Błękitnym Błysku.
Namikaze dotknął swoich skroni, po czym poprosił:
- Fukasaku-sama, postaraj się ich śledzić.
