Las, Kamiru, Mikiyo i Jiraya
Potężny las przeszył radosny krzyk czarnowłosej dziewczynki, która ciągnąc za włosy białowłosego Sannina darła się:
- I wtedy... I wtedy tata powiedział, że idzie na zakupy, mama kazała mu przed wyjściem założyć czapkę i żeby kupił pomarańcze bo chciała... Mama, co chciałaś zrobić?
Kobieta idąca obok uśmiechnęła się lekko i rzekła:
- Deser, ten co mówiłaś, że nie będziesz jeść.
- Ale zjadłam! Szkoda, że nie zrobiłaś więcej - zapiszczała Mikiyo. - Mama, a pamiętasz jak tata pobił się z wujkiem?
- Trudno o tym zapomnieć - zachichotała Kamiru wspominając tę bitwę.
Jiraya pokręcił lekko głową co spowodowało wyrwaniem z niej paru włosów i zapytał:
- A o co poszło?
- Nic takiego - ciemnowłosa machnęła ręką. - Po prostu rachunek za ramen był... niezwykły, a Tachi (Itachi) zakładał, że to nie będzie nic nadzwyczajnego. Z drugiej strony, to ciekawe ile zmieściło się w brzuchu Inji. Dwanaście dużych misek z Ramenem, jak on to wcisnął?
- I tylko dlatego się tłukli? - powiedział rozbawiony Sannin.
- Nie... Na...sz przyjaciel zapomniał przynieść ze swojej spiżarni słoik z wiśniami. A mój mąż je po prostu uwielbia!
- Mamusiu? - zawołała czarnowłosa.
- Tak?
- Tata wróci? - zapytała dziewczynka wpatrując się w matkę.
- Ależ oczywiście, kochanie! - Kamiru wzięła z barków Pustelnika dziecka i pochwyciła w ramiona. - Przecież wujek obiecał, że go przyprowadzi...
- To samo mówiłaś o cioci Jurori, zanim poszła do szpitala i... i nie wróciła!
Kobieta przytuliła do siebie czterolatkę, mrucząc przy tym uspokajająco.
Konoszanin przypatrujący się całej sytuacji uśmiechnął się z rozczuleniem, lecz ostry wzrok matki dziewczynki doprowadził go do porządku. Ciemnowłosa delikatnie się kołysząc powiedziała:
- Mikiyo, czy wujek kiedyś cię okłamał?
- Nie wiem... zawsze mówił, kiedy... za-zabierał ciasteczka babci, że-że je tylko pożycza, a potem babcia goniła go z kijem i mó-mówiła, że znowu ją okłamał - wyjąkała Mikiyo.
- Babcia ma własny system oceniania - mruknęła Kamiru. - A tak poza tym?
- N-nie - pisnęła czarnowłosa i objęła matkę rękoma.
Pustelnik przysłuchiwał się dalszej części rozmowy i zastanawiał się jak zerwać nałożoną na niego pieczęć. Był jednym z ludzi lepiej poinformowanych o Fuinjutsu, ale przerastało to jego możliwości.
Po raz któryś z kolei spróbował ją usunąć. Delikatnie przekierował chakrę do dłoni i kiedy stwierdził, że ciemnowłosa nie patrzy w jego stronę, zaczął przełamywać blokadę. Przez moment sądził, że mu się uda i wtedy znaczki zasyczały. Cofnęły się do swojej początkowej pozycji, przy okazji wywołując piekący ból. Niezrażony chciał kontynuować, lecz coś zmusiło go odwrócenia głowy.
Ciemnowłosa wpatrywała się w niego z gniewem w oczach. Podniosła rękę do góry jakby chciał pogłaskać córkę, ale w ostatniej chwili zatrzymała ją przy swoim gardle i przejechała palcem po szyi.
Jiraya zmrużył oczy oceniając umiejętności przeciwniczki i własne możliwości. Nie wyglądało to dobrze, on nie mógł się posłużyć chakrą, a kobieta mogła kontrolować pieczęcią jego ruchy. Na jej nieszczęście miała ze sobą dziecko, jednak z doświadczenia wiedział, że atak na kobietę chroniącą swoje maleństwo nie był dobrym pomysłem.
Porzucił, więc myśl z walką i postanowił wypytać swoją "strażniczkę" o kilka ważnych dla niego spraw:
- Kim jesteś? - kobieta odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili zajęta uspokajaniem małej:
- A po co ci to wiedzieć?
- Nie będę przecież mówił "Ej, ty..."
Ciemnowłosa przez pewien czas się zastanawiała, czy powiedzieć Pustelnikowi o sobie. Stwierdziła, że skoro już dawno nie było słychać o ich drużynie to może to w miarę bezpiecznie powiedzieć:
- Niech ci wystarczy wiedza, że byłam członkiem Cieni.
Jej słowa skutecznie powstrzymały następne pytania Żabiego Mędrca. Staruszek zamrugał oczami i tylko to było oznaką w jak wielkim szoku się znajdował."Chyba nie te Cienie!" pomyślał białowłosy "Podobno wszyscy, którzy byli powiązani z nimi zostali wybici do nogi... Ciekawe jak ona przeżyła... a może oni?"
Z zamyślenia wyrwały go kolejne słowa ciemnowłosej:
- Jeżeli zaprzestaniesz prób złamania pieczęci to powiem ci kto jeszcze przeżył...
Sennin popatrzył na nią z zainteresowaniem, po czym rzekł:
- Co by się stało gdyby, któreś z nas nie dotrzymało warunków umowy? - kobieta uśmiechnęła się do niego i stwierdziła:
- Przezorny zawsze ubezpieczony, co? - ciemnowłosa przymknęła oczy myśląc. - Sądzę, że ty byś skończył porażony chakrą Raitona, a ja miałabym poważną rozmowę na temat dotrzymywania złożonych obietnic... chyba.
Jiraya uniósł brew i odezwał się:
- Niech ci będzie, ale powiesz mi jeszcze kto wami dowodzi.
- A ty będziesz bez gadania robił co ci każę - delikatny śmiech poniósł się po okolicy. - O ile oczywiście się zgodzisz...
Pustelnik przez chwilę rozważał wszystkie za i przeciw, aż wreszcie się zdecydował i oświadczył cicho:
- Dobrze, ale zdradzisz mi swoje imię!
- Ostatecznie - powiedziała z rezygnacją kobieta i podała rękę Konohańczykowi.
Ten ujął ją w mocnym uścisku, a na ich dłoniach pojawiły się skomplikowane pieczęcie sięgające aż łokcia. Białowłosy błyskawicznie zorientował się, że jest teraz wstanie używać chakry.
Już mniej zadowolony przypatrzył się nowym znakom i z niechętnym podziwem przyznał, że prezentowały jeszcze wyższy poziom niż przedtem. Można by powiedzieć, że ten kto to skonstruował, dorównywał umiejętnościami w pieczęciach mieszkańcom Uzushiogakure.
Żabi Mędrzec pewnie dłużej by nad tym myślał, gdyby nie słowa ciemnowłosej:
- Eh... nazywam się Kamiru Yuki - kobieta zabrała rękę i ruszyła dalej przed siebie zaś zaskoczony Jiraya podążył za nią. - Po za mną żyją jeszcze trzy Cienie, co do naszego przywódcy... znasz go.
- Jak się nazywa?
- Przedstawi ci się jak będzie chciał - zbyła go pani Yuki.
Późny wieczór, Naruto
Zimna bryza znad morza obudziła blondyna ze snu. Porywisty wiatr i dudnienie kropel wody o skały dodatkowo wzmagały chłód wyczuwalny w powietrzu.
Chłopak szybko wstał i zbliżył do krawędzi skały na której spał. Wyglądając poza nią, w ciemnościach zamiast piachu, ujrzał wzburzone morze. Spienione fale roztrzaskiwały się z furią o nabrzeże i "łóżko" lazurowookiego.
Silny podmuch powietrza zerwał kaptur z głowy nastolatka odsłaniając jego żółte włosy. Jednak ich właściciel zignorował ten pokaz sił natury przypatrując się chmurnemu niebu i błyskawicach po nim szalejących. W pewnym momencie uśmiechnął się smutno, aby w następnej chwili zaśmiać się histerycznie.
To co robił, wydało mu się niesamowicie zabawne. Zamierza uwolnić z więzienia swojego przyjaciela, pilnować, żeby oddział Anbu wysłanych przez Hokage-sklerotyka ich nie złapał, o ile jeszcze żyją, i się dowiedzieć od Senseia Yondaime, co mu strzeliło do głowy.
Wciąż się śmiejąc skoczył w dół, we wściekłą kipiel. Akurat wtedy, inna fala uderzyła o pobliską skałę i kaskada wody oblała niebieskookiego, który prędko wyniósł się z tego miejsca, nie chcąc zaliczyć powtórnej kąpieli.
W między czasie odezwał się Lis:
- Już dobrze? - cichy głos Demona przypomniał chłopakowi o zdarzeniu sprzed kilku godzin.
Piętnastolatek pokiwał głową pędząc po tafli wody i powiedział:
- Przepraszam za tamto - zamrugał pozbywając się łez napływających do oczu. - Po prostu... martwiłem się.
- Czy ty aby nie przesadzasz? - rzekł odrobinę rozbawiony Kyuubi. - Mało osób jest wstanie mnie zranić, a jeszcze mniej pokonać.
- Kurama, doskonale wiesz, że to jest niezależne ode mnie - jęknął chłopak. - Zawsze niepokoję się o moich przyjaciół. A ty często wpadasz w kłopoty.
- Przynajmniej Anbu Konohy nas nie zaskoczy.
- A jeśli coś by ci się stało? - zapytał niebieskooki ignorując nie dawne słowa futrzaka.
Biju westchnęło, czasami do jego Jinchuuriki nic nie przemawiało. Wciąż dyskutując żółto-włosy biegł w stronę Zamku Hōzuki.
