Noc, Kamiru, Jiraya, Mikiyo i ?
Małe ognisko płonęło pośród ciemnego buszu, oświetlając polankę, na której znajdowały się trzy postacie. Dwie z nich cicho ze sobą rozmawiały, a trzecia, smacznie spała, opierając się o ramię jednej z nich. Ludzie najwyraźniej rozbili tutaj obóz, bo na skraju miejsca oświetlanego przez ogień były rozstawione dwa namioty. Ale nie to wyróżniało tych podróżnych, co ciekawe, nikt nie strzegł koczowiska w tych niespokojnych czasach. Zwłaszcza, że ktoś przypatrywał się zza krzaków postaciom.
Niespodziewanie na skraju obozowiska pojawiła się zielonooka nastolatka, rozejrzała się szybko po okolicznych drzewach jakby czegoś szukając i zaczęła powoli zbliżać się do rozmówców, którzy przerwali swoją rozmowę. Wkraczając w krąg światła, nieznajoma zapytała bezceremonialnie:
- Gdzie kapitan?
Jedna z postaci uśmiechnęła się i powiedziała wesoło:
- Miło, że nas odwiedziłaś. Siadaj tutaj - poklepała ręką trawę obok siebie. - nie chce mi się gadać z tobą jak tak stoisz nade mną - obca uważnie obserwując starszego człowieka podeszła bliżej. - Co tam u ciebie, Sakeri? - zapytała Kamiru.
Zielonooka pokręciła z irytacją głową, ale rzekła:
- Wszystko dobrze, dziękuję. No więc, gdzie on jest?
- Ratuje mojego męża - ciemnowłosa wzruszyła ramionami budząc przez przypadek córkę. - Ale powiedz coś więcej! Tak dawno cię nie widziałam.
- Skąd? - prychnęła zirytowana przybyszka ignorując prośbę czarnookiej.
- Z więzienia Hōzuki - westchnęła matka Mikiyo.
Szmaragdowooka zastygła w szoku, po czym mruknęła:
- Cholera! - już miała wstać, kiedy za nią zawołała Kamiru:
- Co się dzieje?
Dziewczyna wzdrygnęła się i wyszeptała:
- Mrok postanowił pozbyć się Itachiego.
- Żartujesz, prawda? - powiedziała z dziwną miną ciemnowłosa.
Sakeri pokręciła przecząco głową, po czym wzruszając ramionami dodała nieco weselszym głosem:
- No cóż, dopóki kapitan tam jest, nic im się nie powinno stać - przeciągnęła się obok Kamiru i zapytała. - Właściwie, to co ty tu robisz z nim? - wskazała na białowłosego.
Staruszek prychnął ze złością, ale dawne przyjaciółki to zignorowały i dalej rozmawiały:
- Łażę po lesie i cierpliwie czekam aż ci cholernicy wrócą - powiedziała matka czterolatki machając ręką. - A! Miałam się ciebie zapytać. Lepiej będę wyglądać w błękitnej sukience na granatowych szpilkach czy w zielonej z cekinami w tych skórzanych sandałach, które kupiłyśmy jakieś pół-roku temu?
- Nie wiem, a co powiesz na...
Żabi Mędrzec zadrżał mentalnie i przygotował na najgorsze. W pewnym momencie wtrącił do pogaduszek dwóch plotkar krótkie "dobranoc" i ukrył w namiocie z nadzieją na szybkie zaśnięcie. Wiedział, że jak panie zaczną mówić o zakupach to nic nie będzie wstanie ich uciszyć.
Cztery kilometry od więzienia, Naruto
Blondyn przysiadł na jednej z wystających spoza słonej wody skał i przyjrzał się uważnie stojącego w oddali zamkowi, oceniając swoje szanse na ucieczkę z niego. Może to dziwne, że nie myślał o tym, jak się do niego dostać tylko wydostać, taka lekka paranoja. Robił tak od tej pamiętnej nocy, podczas której ulice zabarwiły się na czerwono krwią... Nie, nie może do tego wracać! To już się wydarzyło i nic tego nie zmieni.
Nastolatek chwycił się za głowę drżąc na wspomnienie tamtych wydarzeń. Zacisnął powieki omal się nie zataczając, gdy bolesne wspomnienia zalewały jego umysł.
W jego głowie odezwał się zatroskanym głosem Lis:
- Spokojnie Naruto - jego ogon przeniknął przez pieczęć i złapał żółtowłosego, po czym przeciągnął do klatki.
Ruda kita położyła chłopaka na łapie Kyuubiego, który wpatrywał się w swojego Jinchuurikiego. Chuchnął powietrzem w stronę chłopaka, a ten odskoczył jak oparzony. W jego oczach błyszczał nie w pełni uformowany Aoimokugan (poza tęczówką pojawiała się niebieski okrąg).
Piętnastolatek rozejrzał się w z paniką po pieczęci, jednak wyglądało na to, że nie wie gdzie się znajduje, uwięziony przez własną przeszłość, zmuszony oglądać swoje wspomnienia i odczuwać ból tortur...
Kurama warknął i spróbował zbliżyć się do lazurowookiego. Nastolatek znowu odskoczył i ze strachem zaczął mamrotać:
- Zostaw mnie... Proszę, zostaw mnie... Nie rób tego... - a po jego policzkach spłynęły łzy.
Bijiu zacisnęło zęby orientując się, że blondyn na tę chwilę nie jest wstanie czegokolwiek zrobić, przejęło kontrolę nad ciałem nosiciela.
Zeskoczył w dół i zanurkował w wirującą wodę. Prąd był tutaj silny i kilka razy go podtopił, ale z pomocą dwóch chakrowych ogonów, które się po chwili uformowały, dostał się do podwodnej groty. Wyskoczył nad ciemną taflę i w ułamku sekundy znalazł się na suchej części wapiennej wypustki. Umościwszy się na niej, wrócił przed pieczęć.
Niebieskooki podkulił nogi i bujał się na zatopionych płytkach, którymi wyłożono klatkę, w tył i w przód, nie zwracając większej uwagi na otoczenie.
Lis prychnął i ponownie spróbował zbliżyć się do żółtowłosego, lecz nie udało mu się to. Gdy tylko drgnął, chłopak cicho krzyknął i popatrzył na niego dzikim wzrokiem. Demon pokręcił głową i zamigotał, zmniejszając się do wielkości sporych rozmiarów kota. Zdając sobie sprawę z tego iż jego Jinchuuriki przechodzi teraz ostry napad stresu pourazowego, postanowił zaczekać w tej formie aż blondyn się odrobinę otrząśnie.
Po jakiejś godzinie lazurowooki wyciągnął ostrożnie rękę w jego kierunku. Kyuubi lekko się uśmiechnął i powoli ruszył w stronę nastolatka. Dłoń piętnastolatka pogłaskała go po głowie, by zaraz potem zacisnąć się na karku i przyciągnąć do swojego właściciela. Kurama został dość brutalnie przytulony do jasnowłosego, a moment później jego sierść została zmoczona przez łzy.
Ogoniasty westchnął, zapowiadało się długie czekanie.
Dzień w Konoha, Wieża Hokage
- ... misji, musicie dostarczyć ten zwój... - Yondaime urwał widząc wbiegającego do jego gabinetu Anbu w masce psa.
Shinobi skłonił się i powiedział:
- Hokage-sama, oddział wysłany do kraju Herbaty został rozbity. Część członków jest wstanie krytycznym, a pozostali mają rozległe rany.
Blondyn zmrużył oczy i rzekł do stojącej przed nim Drużyny Ósmej:
- Wyjdźcie!
- Jak sobie życzysz, Yondaime-sama - przytaknęła Kurenai i moment później ona i jej podwładni przekroczyli próg drzwi, które zamknęły się za nimi z cichym kliknięciem.
Żółtowłosy spojrzał na Psa i zapytał głosem wypranym z uczuć:
- Co się stało?
- Podobno zostali zaatakowani przez Lisa... - wypowiedź człowieka w masce została przerwana przez zaniepokojonego Czwartego:
- W której sali leżą?
- Pierwsze piętro, pokoje 125, 126, 127... - odpowiedział Anbu, lecz nim zdążył dokończyć Kiroii Senko zniknął.
Pies tylko pokręcił głową i ulotnił się z pomieszczenia, nie chcąc być o coś posądzony w razie zniknięcia jakiś rzeczy.
Żółty Błysk pojawił się w szpitalu. Zaskoczone pielęgniarki pisnęły ze strachu, a jednej z nich z rąk wyślizgnęły się dokumenty i rozsypały po podłodze. Ich przełożona, która weszła do recepcji moment później rozejrzała się po rozgardiaszu i ze znużeniem rzekła:
- Hokage-sama, prosiłam żebyś się tak nagle nie zjawiał! - ale błękitnooki zignorował jej słowa i zapytał:
- Gdzie leży Hatake Kakashi? - jedna z pielęgniarek spojrzała na swoje papiery i odpowiedziała:
- Chyba w 126... - Kage od razu ruszył do wskazanego pokoju, nie słuchając reszty wypowiedzi kobiety.
Zatrzymał się tuż przed drzwiami, starając się uspokoić, po czym cicho wkroczył do środka. W białej sali na części łóżek leżeli podłączeni do przeróżnych urządzeń i kroplówek Anbu. Yondaime ominął większość z nich i podszedł do jedynej oprócz niego, przytomnej osoby na sali.
Szarowłosy widząc podchodzącego do niego swojego byłego Senseia, z trudem się uśmiechnął.
Czwarty przystawił sobie krzesło i siadając na nim, odezwał się:
- Kakashi... kto was zaatakował?
Oko Hatake przymknęło się, kiedy on sam przypominał sobie ostatnie wydarzenia. Po kilku długich minutach srebrnowłosy ochrypłym głosem powiedział:
- Lis... miał taką samą... chakre... jak wtedy... - mężczyzna rozkaszlał się, a na kołdrze pojawiło się kilka czerwonych plam.
Namikaze obserwował go z niepokojem wymalowanym na twarzy. Zaś jego były uczeń powoli uspokajał się. W końcu podjął przerwany wątek:
- ... z Kyuubim... .
- Nie zauważyliście trzydziestu-metrowej ogoniastej bestii? - brew blondyna powędrowała pytająco do góry.
- Był mniejszy... ale... - shinobi zgiął się z bólu i przycisnął rękę na złamanego barku, głośno przy tym dysząc.
Hokage zawołał przez całą salę po pielęgniarki, po czym zmusił srebrnowłosego, żeby położył się na plecach. Moment później do pomieszczenia wpadły dwie lekarki i używając medycznego jutsu uśpiły Hatake i rozkazały przenieść go na oddział intensywnej terapii.
Zanim jednak wyszły, żółtowłosemu udało się je zapytać:
- Co z nim? - jedna z medyczek odwróciła głowę i rzekła:
- Jego stan częściowo pogorszył się, wciągu najbliższych dni będzie musiał odpoczywać - i pobiegła za koleżanką, pomagając jej pchać łóżko.
Niebieskooki westchnął i z niezadowoleniem wyskoczył przez okno i skierował się do własnego biura. W między czasie głowił się nad słowami Kakashiego.
Z tego co wiedział, żadna wioska nie przyznawała się do tego, iż posiada Dziewięcioogoniastego. Te kilka organizacji, które chciały wyłapać bijiu też nie. A mimo to Lis, nawet jeśli w zmienionej formie, gania sobie swobodnie po świecie i nikt go nie kontroluje. Zaś jeśli to jest prawdziwe, to jego syn najprawdopodobniej nie żyje.
Wszedł do swojego gabinetu i zamknął drzwi na klucz. Następnie chwiejnym krokiem zasiadł przed biurkiem i zakrył twarz dłońmi.
Do tej pory żył z myślą, że jego syn jest gdzieś tam, daleko, ale jest. A teraz... świat zwalił mu się na głowę. Wiedział, że po wydobyciu z Jinchuuriki demona był on najczęściej zabijany, bo nie był już potrzebny. Jeśli dodatkowo założyć, że Naruto Kyuubi został odebrany, kiedy miał najwyżej miesiąc, jasne stawało się, że jego dziecko zostało zabite.
Ktoś uderzył w drzwi, a zza nich do biegło wołanie " Hokage-sama?". Blondyn zamrugał szybko i wszedł w rolę poważanego przywódcy wioski. Wstał i z zamiarem odemknięcia wejścia do pomieszczenia, przygotował się na kontynuację swojej pracy.
Jednak w jego sercu zaczęło się tłuc pytanie: dlaczego wszystko się tak potoczyło?
