Zmierzch, Kyuubi i Naruto

Kyuubi patrzył na rzucającego się we śnie blondyna i czekał. Kilka godzin temu udało mu się namówić chłopaka, aby odpoczął, a sam zdołał wrócił do swojej normalnej postaci. Choć wyrwanie się z uścisku Jinchuuriki było dość trudne.

Prychnął, a podmuch powietrza sprawił, że niebieskookim wstrząsnęły dreszcze. Nastolatek błyskawicznie otworzył oczy i rozbieganym wzrokiem próbował zorientować się, gdzie się znajduje. Lis obserwował go z niepokojem, wyczuwając przerażenie jasnowłosego, który po chwili zaczął w skupieniu wpatrywać się w Ogoniastego, po czym odezwał się cicho:

- Kurama, oni tu są...

Ogoniasty zjeżył się i warknął z wściekłości. Jego kity zaczęły wściekle uderzały o wodę, a samo Biju zaczęło się podnosić, uprzednio odrzuciwszy swojego Jinchuuriki pod ścianę klatki. Dziewięcioogoniasty zbliżył się do pieczęci i ryknął rozeźlony. Jego oczy zajarzyły się na czerwono i technika pieczętująca, utrzymująca go w ciele żółto-włosego zaczęła się zmieniać. Klatka stała się czarna, a pomieszczenie, w którym się znajdowała, przybrało ciemnoczerwoną barwę.

W świecie rzeczywistym powietrze się ochłodziło, a niebo pociemniało. Moment później w powietrze wzbiła się chakra, która w ułamku sekundy uformowała się w potężne ciało pokryte rudym futrem. Po raz drugi w ciągu ostatnich lat Lis był tak bardzo złakniony zemsty. Za to, co zrobiono jego Jinchuuriki.

Demon obrócił głowę w stronę więzienia, gdzie wyczuwał energię, która doprowadzała go do wściekłości. Ruszył po wodzie w jego stronę, z każdym krokiem mocniej szczerząc zęby. Nie musiał się spieszyć, zamek mu nie ucieknie, a on będzie mógł się odpłacić za cierpienie przyjaciela.

Kyuubi czuł jak wewnątrz murów wrze walka pomiędzy jego załogą, a Anbu Mroku. Oburzony tym, że nikt nie zwraca na niego, najpotężniejszego z demonów uwagi chlasnął ogonem, wywołując ogromną falę, która zalała twierdzę.

W jego głowie pojawiła się natrętna myśl, która dopytywała się "Co z Itachim?", zignorował ją i stanął kilkadziesiąt metrów od wyspy z szarym budynkiem, następnie zaczął tworzyć małą Bijiu Damę. Nie chciał marnować mocy, później ją wykorzysta.

Wystrzelił atak i patrzył z zadowoleniem, jak wybuch pochłania część lądu i dwie wieże zamku.

Pokręcił głową, widząc jak ocalali ludzie uciekają. Ryknął, zmiatając część uciekinierów do morza. Fala wiatru z jego pyska zachwiała już i tak naruszoną konstrukcją. Część jej murów zsunęła się do wody, spieniając ją.

Dziewięcioogoniasty rozejrzał się, poszukując denerwujących go energii. Jedną z nich ujrzał na falującej tafli niedaleko od siebie. Zamachnął się łapą i zmiótł ją z powierzchni ziemi w łoskocie wypychanej w górę wody.

Pozostali ludzie chyba zorientowali się, że mogą skończyć podobnie i wycofali się. Niewiele im to pomogło, bo Demon stworzył wokół siebie kilkanaście błyskawic, które uderzyła w uciekinierów. Zadowolony zawarczał i wskoczył w gruzowisko, którym kiedyś był Zamek Hōzuki. Jego ogony niszczyły resztki budynku i zabijały ludzi znajdujących się wewnątrz. Jednak jeden z nich uniknął jego ataków.

Zirytowany swoim niepowodzeniem, uderzył ogonem w miejsce, gdzie człowiek się znajdował. Coś błysnęło na niebiesko i jego atak został powstrzymany przez migoczącą osłonę, która ochroniła postać.

W myśli Demona wdarło się "Nie mogę go zabić!", co spowodowało wściekły ryk Biju. W szale zaczął koncentrować chakrę w kulę nad swoją głową, po czym uformowaną połknął. Jego futro zajarzyło się, a w następnej chwili energia z jego ciała starła wszelkie życie w okolicy, oprócz tego ukrytego pod osłoną.

Osobnik wskoczył mu na ramię i po chwili stanął na jego nosie.

Kyuubi potrząsnął głowę chcąc zrzucić irytującego go człowieka, który krzyknął "Naruto!". Bezskutecznie.

Niespodziewanie Lis zamarł, a jego "Ja" zostało przeniesione przed pieczęć. Kraty jarzyły się na błękitno, a moment później zza nich do Dziewięcioogoniastego dobiegł głos mrożący krew w żyłach:

- Kurama...

Kyuubi ryknął i skoczył w szale w kierunku prętów, wyczuwając za nimi groźnego przeciwnika. Jednym susem przeniknął wrota klatki i warknął, wyzywając właściciela chakry, która go otaczała, na pojedynek. Teraz nie postrzegał tej postaci jako przyjaciela, a raczej jako kogoś, kto chce go uwięzić. Nienawidził tego.

Z ciemności wyłoniła się postać o żywo lazurowych oczach. Człowiek zbliżył się do Lisa krokiem sugerującym wyszkolonego wojownika i odezwał się:

- Nie chcę z tobą walczyć.

Lecz Biju zignorowało jego słowa i jeden z ogonów pomknął w stroną niebieskookiego. Wtem, z ciała Jinchuuriki wysunął się srebrno-czerwony łańcuch i po wbiciu się w posadzkę, rzucił się w kierunku zbliżającej kity, po czym ją oplótł.

Demon chciał wycofać swój ogon, lecz technika nie zamierzała się łatwo poddać.

Blondyn spojrzał ze smutkiem na Kyuubiego i powiedział:

- Kurama, obudź się...

Lis nie zareagował i zaczął tworzyć Bijiu Damę. Żółtowłosy westchnął cicho i rzekł:

- Nie dajesz mi wyboru, Kodai Gēto: Myōjinmon (Wrota Starożytnych: Brama Wszechmocnego Boga)

Nad Ogoniastym zmaterializowało się kilka bram Tori i błyskawicznie na niego opadły, przygniatając go. Istota z chakry wrzasnęła z furią:

- Zniszczę cię!

- Tak, tak futrzaku. Ja ciebie też kocham - lazurowooki pomachał na pożegnanie Lisowi i ruszył w stronę pieczęci.

Ta błysnęła w odpowiedzi, a na jej powierzchni pojawiły się drobne, lecz ostre igiełki. Nastolatek pokręcił sfrustrowany głową i złożył serię znaków. Oczy chłopaka zaświeciły się, a on sam zaczął szybciej oddychają, czując jak dużo jego chakry ubywa, jednak nie przerwał jutsu.

Klatka drgnęła i rozpoczęła powolną transformację w nieco zmodyfikowaną wersję Pieczęci Ośmiu Trygramów.


Itachi na nosie Lisa

Uchiha wpatrywał się w oczy Kyuubiego próbując dostrzec ten dziwny błysk sugerujący, że ma do czynienia z myślącym trzeźwo stworzeniem, a nie bestią. Na swoje nieszczęście, niczego takiego nie dostrzegał.

Dobrze przynajmniej, że nie ma na sobie tej idiotycznej pieczęci ograniczającej chakrę. Jeśli Lis się wkurzy to MOŻE uda mu się zwiać z tą odrobiną chakry, którą odzyskał. Przynajmniej nie musi się martwić o to, że Demon go zniszczy, technika Dwóch Elektrycznych Księżyców była wystarczająco silna by wytrzymać napór Ogoniastego. No fakt, jak po jakimś czasie przestanie działać to prawdopodobnie skończy jako zakąska.

Itachi ukrócił swoje pesymistyczne przypuszczenia, gdy zobaczył jak tęczówki Dziewięcioogoniastego robią się fioletowe, a w następnej chwili on sam znika w pomarańczowym dymie. Czarnooki zamortyzował za pomocą chakry swój upadek i rozejrzał się w poszukiwaniu swojego przyjaciela.

Wypatrzył go kilka metrów dalej leżącego twarzą do ziemi. Podbiegł do niego i obrócił na plecy, po czym sprawdził czy oddycha. Klatka piersiowa chłopaka poruszała się z trudem i Itachi zaczął się martwić, że nastolatek nie będzie wstanie się w ciągu następnych minut podnieść na nogi.

Aktywował Sharingana i pobieżnie obejrzał okolicę. Żadnej żywej istoty.

Zadowolony ściągnął kaptur z głowy piętnastolatka, odsłaniając blond kosmyki. Potrząsnął żółtowłosym. Ten po dłuższej chwili otworzył oczy i łapiąc się za głowę, powiedział zmęczony:

- Hej Itachi, nic ci nie jest?

- Biorąc pod uwagę twoją głupotę? Nie - rzekł sarkastycznie brunet, po czym dodał z troską. - Możesz chodzić?

- Częściowo - chłopak kichnął od kurzu unoszącego się w powietrzu. - Ale na razie wolę pójść spać.

- Zrobisz to później - czarnowłosy zmusił niebieskookiego do wstania, przełożył sobie jego rękę przez ramię i ruszył w kierunku urwiska.

- Mów sobie co chcesz - mruknął lazurowooki.

Uchiha prychnął podirytowany i zeskoczył z nowo powstałej skarpy wprost na powierzchnię wody. Spacerowym krokiem ruszył przed siebie, kierując się w stronę wypatrzonego stałego lądu. Po chwili wziął sobie młodszego chłopaka na plecy i powiedział do niego:

- Naruto...

- Mhm? - odpowiedział mu zaspany nastolatek.

- Podeślij mi trochę chakry - zażądał brunet.

Jinchuuriki pokiwał zmęczony głową i złożył kilka znaków. Moment później Itachi przecinał morskie fale z zawrotną szybkością, a jego towarzysz smacznie sobie chrapał mając za łóżko plecy bruneta.


Poranek, Jiraya, Kamiru, Mikiyo i Sakeri

- Oddawaj mi tę kanapkę! - wrzasnął ktoś na dworze budząc całą okolicę ze snu.

W odpowiedzi nastąpił kolejny krzyk:

- To moja kanapka!

Jiraya ostrożnie wychylił się poza fragment namiotu i zaczął obserwować dwie, drące ze sobą koty, kobiety. A sytuacja pomiędzy nimi nie była za ciekawa.

Nastolatka, Sakeri jak sobie przypomniał po chwili Pustelnik, stała na gałęzi drzewa i wykłócała się z Kamiru o jakąś kanapkę.

- Ja ją zrobiłam, więc jest moja! - wrzasnęła ciemnowłosa.

- A ja ją tobie zabrałam, czyli należy do mnie! - oświadczyła podniesionym głosem szmaragdowooka, a jej szare włosy się nastroszyły.

Młoda wyjęła skądś nadgryziony przedmiot sporu i rzekła:

- Zdobyłam ją uczciwie wyrywając ci ją z zębów! - jej przeciwniczka prychnęła ze złością, po czym obróciła się i ruszyła do swojego namiotu, a na odchodnym dodała:

- Dobrze, w takim razie życzę ci smacznego pasztetu. - kobieta schowała się pod zielonym materiałem, z poza którego można było usłyszeć marudzenie o niewdzięcznikach i złodziejach.

W tym samym czasie Sakeri postanowiła sprawdzić, czy to co powiedziała matka Mikiyo jest prawdą. Na jej nieszczęście było.

Z grymasem obrzydzenia zielonooka odrzuciła od siebie kanapkę i jęknęła:

- Blee... nie ma nic gorszego od pasztetu. - jak na zawołanie od strony namiotu zabrzmiały słowa:

- Na obiad będzie szpinak! - a wkurzona nastolatka odrzekła:

- No chyba nie! Nie zjem tego!

Kamiru wyszła razem z dreptającą za nią Mikiyo spod namiotu i stwierdziła:

- Nikt ci nie każe tego jeść. Ale pamiętaj! Deseru też nie dostaniesz!

- To sama go sobie zrobię! - warknęła dziewczyna.

- Proszę cię bardzo!

- No i świetnie! - prychnęła Sakeri.

- Cieszę się, że ci się podoba! Inja też będzie zachwycony tym, że będzie ci pomagał - powiedziała złośliwie ciemnowłosa. - A później po sobie posprzątacie.

- W twoich snach.

- Z pewnością - szarowłosa chciała coś odpowiedzieć, ale cichy głosik przerwał słowną potyczkę pomiędzy obiema paniami:

- Mamoo, jestem głodna! - pisnęła Mikiyo do ciemnowłosej.

Ta westchnęła cierpiętniczo i z miną osoby idącej na ścięcie zapytała:

- A co chcesz zjeść?

- Płatki! - odparła entuzjastycznie czterolatka. - Te czekoladowe! I mleko!

- Niech ci będzie - zdecydowała zrezygnowana matka małej gromiąc wzrokiem szarowłosą.

- Ej to nie fair! - wtrąciła się Sakeri. - Dla mnie szpinak i pasztet, a dla niej czekoladowe płatki z mlekiem?

- Taak. Masz coś do tego? - rzekła Kamiru z groźnym błyskiem w oczach.

- Nie, nie - zaprzeczyła ze strachem szmaragdowooka. - Masz rację!

- Na ja myślę - burknęła pod nosem ciemnowłosa, po czym skierowała swe słowa do Sannina. - A ty co chcesz na śniadanie?

- Może... - lecz zanim zdążył dokończyć odezwała się żona Itachiego:

- W tym wypadku dostaniesz to samo co Sakeri, kanapkę z pasztetem i szpinak. - Kamiru pstryknęła palcami i namioty zniknęły.

Po chwili powtórzyła gest, a przed nią zmaterializował się zwój przewiązany pomarańczową wstążką. Kobieta postawiła córkę na ziemi, po czym złożyła kilka pieczęci i dotknęła papieru mówiąc "Przywołanie!".

Na trawie pojawiło się kilka naczyń, pudełko ze szpinakiem, zapakowane w woreczki kanapki, mleko oraz płatki.

Kamiru popatrzyła na to z zadowoleniem, po czym wzięła do ręki kartonik z białym płynem i przeczytała datę ważności. Moment później rzekła zachwycona:

- Wreszcie! Przywołałam coś zdatnego do zjedzenia.

- To zwykle tak nie jest? - zapytał Żabi Mędrzec patrząc lekkim przestrachem na kobietę.

- A i owszem, to - wskazała na "śniadanie" - ma jeszcze dokładnie jeden dzień do przeterminowania.

Sakeri i Jiraya spojrzeli po sobie, po czym szarowłosa wypaliła:

- Nie chcesz nas otruć, prawda?

- Postaram się - powiedziała Kamiru z uśmiechem.


Rano, Itachi i Naruto(Inja)

"Za co?" - pomyślał blondyn, kiedy ciepłe promienie słońca zaczęły oświetlać jego twarz. Obrócił głowę tak, że teraz złociste światło odbijało się od jego włosów i westchnął w myślach "Dużo lepiej."

Nie na długo, kilka minut później coś strasznie zazgrzytało i niebieskooki został zmuszony do wstania. Chłopak rozejrzał się, skąd mógł dobiegać dźwięk, a jego oczy natknęły się na Uchihę, który...

skkhhriiiiiiiiiii

... tępił kunaie na jednej ze skał.

- Itachi! - jęknął lazurowooki zakrywając uszy.

- No nareszcie! - burknął brunet, po czym dodał. - Wstawaj! Musimy już iść.

- Sam sobie idź - warknął niewyspany żółto-włosy.

- Dobrze - powiedział rozbawionym głosem czarnooki. - I wiesz co?

- No co? - prychnął nastolatek.

- Zabiorę sobie te zupki w proszku.

- Ani się waż! - powiedział ze strachem w głosie. - Chcesz mnie skazać na głodówkę?

- Jeśli to zmusi cię do ruszenia się stąd, - Uchiha rozejrzał się po małej jaskini z widokiem na morze. - to tak.

- Sadysta, - mruknął niebieskooki. - zdrajca i skąpiec!

- Dziękuję za te komplementy!

Niebieskooki zamilkł na chwilę, by zaraz potem kontynuować rozmowę:

- Ja wiem, że ty musisz się dowartościowywać. - rzekł z miną znawcy Jinchuuriki wstając.

- Powiedz mi coś o czym nie mam pojęcia. - Itachi zaśmiał się, po czym dodał rozbawiony. - Chodź już.

Blondyn jeszcze chwilę zamarudził i poszedł za zbliżającym się do wyjścia brunetem. Jednak chwilę później zatrzymał się kręcąc głową i zawołał:

- Mogłem to inaczej rozegrać.

Czarnowłosy idący przed nim zatrzymał się i odwrócił w stronę jasnowłosego. Popatrzył na niego przez chwilę, po czym szybko do niego podszedł i przytulił do siebie mówiąc:

- Naruto, to nie twoja wina.

- Dobrze wiesz, że tak nie jest - mruknął blondyn wtulając się w przyjaciela.

- Postaraj się zapomnieć o tamtym zdarzeniu - powiedział brunet odsuwając się od nastolatka.

- A jak według ciebie mam to zrobić? - zapytał rozgoryczony niebieskooki. - Gdyby nie "tamto zdarzenie" jak to ładnie określiłeś, Zamek nie byłby ruiną. - chłopak spojrzał w oczy Uchihy. - Gdybym tylko potrafił nad sobą panować!

Zaciskając dłonie w pięści, ruszył szybkim krokiem do wyjścia, nie oglądając się za Itachim. Zaś brunet spojrzał ze smutkiem w stronę żółto-włosego i poszedł za nim.


Dobra, a teraz takie pytanie do was. Co sądzicie o tym opisie walki? Jeśli macie co do niego jakieś uwagi to powiedzcie, no nie wiem, co powinnam zmienić, co wam się nie podoba.