Tydzień później, Jiraya, Kamiru, Sakeri i Mikiyo

- No, gdzie się oni podziewają? - warknęła ciemnowłosa. - Niech no tylko się pokażą to im tak porachuję kości, że ich własna matka nie pozna!

- Oj, już się tym tak nie przejmuj! - powiedziała spokojnie Sakeri. - Jestem pewna, że zaraz się tu będą.

- Mieli być godzinę temu!

Szaro-włosa rozejrzała się po okolicy, omiatając ze skarpy na której stali nizinę pod nimi i pobliskie drzewa. Dziewczyna westchnęła i pokręciła ze znużeniem głową:

- Mogliby się pospieszyć.

Na chwilę zapadło milczenie, które przerwała Mikiyo, mówiąc do swojej rodzicielki:

- Mamusiu?

- O co chodzi skarbie? - zapytała wciąż zdenerwowana Kamiru.

- Gdzie tata i wujek?

- Zaraz powinni tu być - ciemnowłosa pogłaskała uspokajająco córkę po głowie.

Czekali tak kilka godzin, podczas których Sakeri zdążyła pokłócić się z Pustelnikiem, Mikiyo wybłagać opakowanie lodów od matki, a Kamiru powiedzieć, co zrobi swojemu mężowi jak tylko on wróci.

Pod wieczór, kiedy już promienie słoneczne zaczęły zmieniać barwę na pomarańczową, pojawili się w błękitnym błysku spóźnialscy.

Ciemnowłosa, gdy tylko zobaczyła Itachiego, podeszła do niego z niepokojącym wyrazem twarzy i zaciśniętymi pięściami. Przez chwilę wpatrywała się w bruneta z furią, po czym niespodziewanie chwyciła go za gardło i spojrzała w jego oczy. Przez chwilę nic się nie działo, ale w końcu Kamiru puściła męża. Nie zwracając uwagi na ciche jęknięcie, gdy wtuliła się w jego klatkę piersiową i powiedziała:

- Nie zostawiaj mnie więcej, rozumiesz? - Uchiha pokiwał głową obejmując żonę. - Wiesz jak się martwiłam? Mieliście tutaj być dawno temu.

- Mieliśmy małe kłopoty - mruknął czarnowłosy.

Ciemnowłosa popatrzyła na bruneta pytająco. Ten pokręcił głową, dając jej do zrozumienia, że później jej to powie. Kobieta w odpowiedzi lekko obróciła głowę w stronę przyglądającemu się im Żabiemu Mędrcowi, którego z kolei obserwował Jinchuuriki Lisa stojący niedaleko pod brzozą.

Moment później w ich pogawędkę wtrąciła się Mikiyo, zwracając na siebie uwagę ojca po przez pociągnięcie go za nogawkę spodni. Itachi spojrzał na nią, po czym przysiadł przy dziewczynce i ją do siebie przytulił, szepcząc coś do ucha.

Po chwili wziął czterolatkę na barana i powiedział na głos:

- Będziemy już się zbierać - Kamiru uśmiechnęła się słysząc te słowa, jej córka wykrzyknęła "Taaa", a Sakeri pokiwała głową, jakby potwierdzili jej przypuszczenia.

Moment potem szaro-włosa oświadczyła:

- Idę z wami! - i mrugnęła do zamaskowanego.

Zakapturzony westchnął na to jawne zaproszenie, aby się do nich przyłączyć i rzekł:

- Może kiedy indziej.

- Ej, jak możesz nam to robić? - dziewczyna popatrzyła na niego błagalnie.

- Normalnie - blondyn wzruszył ramionami, po czym dodał. - Idziemy, Pustelniku Jiraya.

Białowłosy, który do tej pory się nie odzywał, popatrzył na niego dziwnie i spytał:

- Dlaczego to robisz?

- Czyli co? - powiedział markotny chłopak.

- Tak się zachowujesz, jakbyś już podjął co do mnie jakąś decyzję.

- A tak nie jest? - Żabi Mędrzec poczuł na sobie zimny wzrok zakapturzonego osobnika.

Pozostali w ciszy obserwowali rozwój sytuacji i coraz bardziej chcieli opuścić to miejsce. Jakby w odpowiedzi na ich niewypowiedziane prośby nastolatek przeniósł całą czwórkę kilka kilometrów dalej, po czym odpowiedział Konohańczykowi:

- Jeszcze nie - odwrócił się plecami do Pustelnika i ruszając w kierunku przeciwnym od tego w jakim wysłał swoich znajomych dodał. - Wszystko zależy od ciebie.

Jiraya zmrużył oczy, Aoi Senko najwyraźniej coś gryzło. Postanowił się tego dowiedzieć:

- Co się stało? - zapytał łagodnie.

Zakapturzony drgnął, po czym odpowiedział:

- Nie twoja sprawa.

- Mnie możesz powiedzieć - przekonywał go dalej Sannin. - Nikomu nic nie powiem.

W odpowiedzi dostał pogardliwe prychnięcie pomieszane ze śmiechem i słowa:

- I ty myślisz, że ci uwierzę? To, że nic nie powiesz nie oznacza jeszcze, że sam nie wykorzystasz tej wiedzy.

- Być może - powiedział ostrożnie Pustelnik. Czuł, że stąpa po cienkim lodzie.

- No właśnie - rzekł ukryty pod kapturem blondyn.

Chłopak uchylił się przed wystającą gałęzią i skręcił w kierunku Kraju Ognia, po czym warknął:

- Idziesz?!

Żabi Mędrzec z ciężkim westchnieniem powlókł się za postacią w ciemnym płaszczu z zaciekawieniem zauważając, iż robi się on coraz bardziej niebieski i nie ma to najwyraźniej nic wspólnego z wolą jego niezadowolonego właściciela.


Słońce już dawno schroniło się za horyzontem, a oni nie przerywali marszu. Jiraya obserwował zakapturzonego, który był troszkę ciemniejszy od otaczających ich cieni i rozmyślał. Z tego co zdołał się zorientować po kilkukrotnym zadaniu pytań, Aoi Senko walczył z łowcami głów i dowiedział się czegoś co go rozzłościło. Dodatkowo, od czasu do czasu zatrzymywał się jakby nie był wstanie iść za szybko. Wywnioskował z tego, że nieznajomy musi być poważnie ranny. Albo, co było równie prawdopodobne, zostało mu mało chakry.

Pustelnik przerwał swoje rozmyślania, gdy niespodziewanie zamaskowany stanął, po czym powiedział:

- Idź już.

Żabi Mędrzec zmrużył oczy, ewidentnie sprawa miała drugie dno. Nikt nie puszcza od tak sobie swojego wroga. Po chwili milczenia odezwał się:

- Dlaczego to robisz?

- A czy to ważne? - padła ledwie słyszalna odpowiedź i moment później jej autor runął nieprzytomny na ziemię.

W ostatniej chwili białowłosy złapał go i przez przypadek strącił z głowy chłopaka kaptur, który zsunął się i odsłonił żółte kosmyki Aoi Senko.

Jiraya drgnął zaskoczony i wyszeptał:

- Niemożliwe...

Sannin wyciągnął dłoń i przejechał palcami po włosach nieprzytomnego. Wyglądał jak Minato! Tylko na policzkach jego byłego ucznia nie było tych lisich wibrysów. Trącił jeden z nich i wąsik zamienił się w bliznę. To przypomniało białowłosemu o słowach Namikaze, kiedy opisywał mu zaginionego syna. Mówił, że urodził się z bliznami na twarzy. Czyżby to był Naruto?

Podniósł blondyna i już chciał z nim ruszyć do Konohy, gdy jego dłonie otarły się o coś mokrego, a lazurowooki w jego rękach jęknął z bólu. Jirayi udała się wyswobodzić jedną rękę i przyjrzał się substancji, która się na niej znalazła. Wiedział, co to jest, krew.

Zaniepokojony rozchylił płaszcz żółtowłosego i zamarł, ilość czerwonej cieczy jaką zobaczył była zatrważająca. A co gorsza wciąż wypływała z rany przecinającej punkt witalny.

Nie namyślając się długo, Konohańczyk przerzucił sobie chłopaka przez ramię, po czym szybko zaczął biec w kierunku leżącego dużo bliżej niż Konoha, Tanzaku Gai. Niedawno dowiedział się, że przebywa tam jakaś kunoichi-hazardzistka o niespotykanej sile.

Znał tylko jedną osobę, która pasowała do tego opisu, Tsunade Senju, Sanninkę z Konohy. Kobietę, którą kochał przez większość swojego życia. I tylko ona mogła pomóc w tym momencie chłopakowi.


Kilka godzin później znalazł się przy wejściu do Tanzaku Gai. Prędko przeszedł przez bramę strzegącą tego miejsca i skierował się do najbliższego baru. Istniała spora szansa, że znajdzie tam Ślimaczą Księżniczkę.

Wędrował przez szare uliczki wymijając pijanych maruderów i rozglądał się w poszukiwaniu blondynki, ale nie bardzo mu to szło. Chłopak na jego rękach nagle się rozkaszlał, a w kącikach jego ust pojawiła się krwawa piana. Nie zostało mu zbyt dużo czasu.

Sannin wskoczył na dach pobliskiego budynku i przeskoczył na następną uliczkę. Na niej też nie było jego przyjaciółki.

Już chciał się stąd iść, kiedy drzwi znajdującego się obok wyleciały z zawiasów, przemknęły przed nim i uderzyły w ścianę znajdującą się na przeciwko. Ze środka dobiegały jakieś krzyki, a jeden z nich był wystarczająco wyraźny by go zrozumieć:

- Jaa? Niee umieem śpie-śpiewaać? Jaaa? Zaraaz wam uu-udowoodnie, żee umieem!

Jiraya uśmiechnął się pod nosem i podszedł do knajpy, po czym zajrzał do środka. W centrum pomieszczenia znajdowała się Tsunade stojąca na stole i wymachująca rozbitą butelką na wszystkie strony.

Patrzyła na klientów zamglonym wzrokiem i szykowała się do koncertu. Tuż przy niej, na drewnianej podłodze stała Shizune trzymając na rękach TonTon i próbowała uspokoić swoją mentorkę. Z marnym skutkiem.

Białowłosy wkroczył do środka i od razu musiał wycofać się pod ścianę by uniknąć nadlatującej butelki.

Blondynka zachwiała się na swoim "podeście" i omal nie upadła. Shizune pomogła jej utrzymać się na nogach, po czym powiedziała:

- Pani Tsunade, niech pani zejdzie.

- Niee... - odparła jej pijana Sanninka i zaczęła śpiewać. - Zostaała mii jeedna bu-butelka Sakee i jeeszcze mnieej! Chcęę mieeć goo więceej! Nieech mii ktooś jee daa!

Kilku pozostałych w lokalu klientów skrzywiło się słysząc tak fatalne wykonanie "piosenki".

Do Pustelnika na czworaka podszedł właściciel baru i powiedział ściszonym głosem:

- Zamykam ten interes, proszę stąd iść.

- Za chwilę - rzekł Żabi Mędrzec wpatrując się z rozmarzeniem w koleżankę.

- Jak pan sobie chce. Zostaje pan na własną odpowiedzialność - mruknął barman i skierował się do wyjścia.

Zaś Tsunade po dorwaniu w swoje ręce i wypiciu kolejnej butelki Sake postanowiła po raz kolejny zaprezentować swój talent wokalny. Na szczęście zanim to się stało Jiraya podszedł do niej i ściągnął ze stołu.

Jednak blond-włosa nie zamierzała tak łatwo się poddać i zaatakowała Pustelnika. Ten uniknął jej pięści, ale tak się niefortunnie złożyło, że Ślimacza Księżniczka poleciała do przodu i białowłosy musiał ją złapać w pasie, żeby nie upadła. Kiedy Żabi Mędrzec chciał się odsunąć nie ostrożnie stanął na porzuconej butelce i stracił równowagę. Tsunade, która w tym momencie podniosła głowę została pocałowana przez Jirayę.

Dwójka Sanninów odskoczyła od siebie jak by bali się, że coś im się stanie. Mistrz Czwartego Hokage uśmiechnął się, a jasnowłosa zarumieniła się widocznie pomimo wpływu alkocholu. Ten spokój nie trwał długo.

Moment później Tsunade wrzasnęła:

- Jiraya! - i tym razem skutecznie uderzyła Pustelnika.

Białowłosy zatrzymał się na ścianie, ale z jego twarzy wciąż nie znikała radosna mina. Obok niego osunął się na podłogę osunął się częściowo przytomny blondyn.

Oczy chłopaka były zamglone, ale nie było wątpliwości co do tego, że jest przytomny.

W tym samym czasie do nich zaczęła zbliżać się wściekła Tsunade. Gdy była już blisko nich niebieskooki wycharczał:

- Dziwnie sobie okazujecie uczucia.

Blond-włosa zatrzymała się zaskoczona, po czym zapytała wciąż lekko wstawiona:

- A co ty możesz o tym wiedzieć? - technika, którą na sobie użyła doprowadziła ją do stanu jako takiej trzeźwości.

Nastolatek zakasłał i oświadczył słabszym głosem:

- Nie dalej jak miesiąc temu śpiewałaś, zacytuję "Jiraya, kocham cię"

Sanninka popatrzyła na chłopaka z głupią miną, a potem zawołała:

- Shizune! Czy to prawda? - jej pomocnica pokiwała twierdząco głową i powiedziała:

- Chciała pani iść go szukać, ale zasnęła pani na ulicy i zapomniała o tym.

Lazurowooki prychnął rozbawiony, co przerodziło się w ostry napad kaszlu. Ślimacza Księżniczka szybko podeszła do niego i sprawdziła jego stan. Z każdą chwilą jej oczy robiły się coraz większe ze zdziwienia. W końcu powiedziała:

- Jak ty możesz być przytomny? - Jinchuuriki popatrzył na nią z pytaniem w oczach, więc dodała. - Powinieneś już dawno leżeć w szpitalu.

- O to ci chodzi! Pytaj się jego - obrócił głowę w stronę wstającego białowłosego. - On mnie tu przyniósł.

Jasnowłosa rzuciła okiem w stronę Pustelnika, który zamarł ze strachu. Następnie westchnęła poirytowana i zaczęła leczyć chłopaka. Moment później przestała po usłyszeniu pytania nastolatka:

- Kiedy zamierzacie się pobrać?

- Co? - powiedzieli równocześnie Sannini.

- Wziąć ślub, połączyć się węzłem małżeńskim - zaczął wyliczać lazurowooki, ale ledwo już mówił. Chwilkę później stracił przytomność.

Dwójka przyjaciół popatrzyła na siebie, po czym odezwała się Tsunade:

- Jiraya, kto to jest?

Żabi Mędrzec rozejrzał się na boki czy nikt ich nie obserwuje, po czym zbliżył się do swojej koleżanki i wyszeptał jej do ucha:

- Naruto Namikaze-Uzumaki.

Blond-włosa pokręciła głową z niedowierzaniem i mruknęła "Nie wierzę". Następnie zakomendrowała:

- Weź go Jiraya i idziemy. Tutaj go nie wyleczę.

Sanninka ruszyła do wyjścia, a za nią poszedł białowłosy i jej pomocnica.

Stając na ulicy jasnowłosa skręciła w prawo i zaczęła szukać jakiegoś budynku szczycącego się nazwą "szpital". Jednak najwyraźniej ta dzielnica miasta nie posiadała czegoś takiego.

Tsunade westchnęła i popatrzyła wymownie na Pustelnika, po czym powiedziała:

- Połóż go na ziemi zabezpieczę tę ranę przed zakażeniem i musimy się dostać do jakiegoś miejsca, gdzie będzie można go właściwie opatrzyć.

Blond-włosa zaczęła czyścić za pomocą chakry rozległą ranę nastolatka, a Jiraya rozejrzał się po otaczających ich budynkach. Jego spojrzenie przykuł napis "Zakwaterowanie" na ścianie jednej z budowli.

Już chciał do niej podejść, kiedy Sanninka ponownie się odezwała:

- Musimy go zanieść do Konohy, Jiraya. Bez sprzętu podtrzymującego życie i operacji leczenie będzie bezskuteczne.

Żabi Mędrzec zmarszczył brwi, gdy usłyszał te słowa. Wiedział, że nawet z pomocą Gamabunty podróż zajmie im trzy dni. Zaczął szukać sposobu, żeby jakoś uratawać odnalezionego chrześniaka, ale nic mu nie przychodziło do głowy. W końcu powiedział zamyślony:

- Tsunade, byłabyś wstanie utrzymać go przy życiu do momentu, w którym znaleźlibyśmy w Konoha?