Kilka minut później nad lasami Kraju Ognia skakała ogromna ropucha kierująca się w stronę Wioski Ukrytego Liścia. Na jej głowie znajdowało się czworo shinobi, którzy uparcie starali się na niej utrzymać. Widać było, że się spieszyli.

W pewnym momencie, gdy płaz wylądował na ziemi, wokół niego pojawiły się lodowe szpikulce i omal nie nadziały na siebie żaby. Przywołaniec szybko wyskoczył w górę, unikając śnieżnych igieł, lecz i tutaj coś go zaatakowało. Sporych rozmiarów kula ognia rozgrzała zimne powietrze i zmusiła Summon'a do gwałtownego uniku.

Jego pasażerowie nie mieli tyle szczęścia, jeden z nich został zepchnięty przez potężny podmuch powietrza z głowy stworzenia i zaczął spadać w dół. Pozostali ninja chcieli go złapać, lecz z dołu nadleciały wodny pociski. Ropucha w odpowiedzi dobyła miecza i zaczęła je odbijać. Jednak kilka przedarło się przez jej obronę i uderzyły w płaza, spychając go w bok.

Białowłosy shinobi stojący na głowie żaby złożył kilka znaków i wypluł w kierunku nadciągającej salwy lodowych igieł kilka błotnych pocisków. Techniki zderzyły się ze sobą rozpryskując wokół siebie krople błota i kawałki lodu. Lecz kilka śnieżnych ataków przedarło się przez wodną kontrę ninja i pomknęło w stronę Summon'a. Ten broniąc się uderzał w nie mieczem, powodując zmianę ich kierunku lotu.

Jeden z pocisków został odbity w stronę spadającej postaci i wbił się w jej bark ściągając ją szybko na ziemię. Upadek spadającego wywołał falę uderzeniową, odepchnęła ona ognisty atak nadciągający na płaza, który wylądował moment wcześniej na ziemi.

Inny ninja, również znajdujący się na ropusze zeskoczył niespodziewanie na ziemię, a po chwili w powietrze wzbił się biały dym odsłaniając ogromnego biało-niebieskiego ślimaka. Oba Przywołańce rozglądały się, szukając tych, którzy zmusili do walki Sanninów, ale nikogo takiego nie znaleźli.

Żabi Mędrzec i Ślimacza Księżniczka mieli już odetchnąć z ulgą, gdy usłyszeli odgłos tarcia metalu, który rozchodził się po okolicy. Nagle przed nimi pojawiły się srebrzysto-czerwone łańcuchy i zaczęły oplatać Summony. Jednak nie szło im to zbyt dobrze. Ropucha blokowała chakrowe więzy swoim mieczem, a ślimak rozbił się na wiele mniejszych i ni jak nie można go było spętać.

Niespodziewanie powietrze przecięły smugi pomarańczowej i niebieskiej chakry, a ułamek sekundy później z nieba uderzyły potężne błyskawice. Trafiły w rozbłysku światła w najwyższe punkty w okolicy, czyli dwójkę przyzwanych istot i tych, którzy je przywołali.

Niesamowity grzmot wstrząsnął okolicą wprawiając w drgania liście drzew, a między samymi roślinami przemknęły ładunki elektryczne rozsadzając je od wewnątrz. W naładowanym powietrzu błyskały groźnie iskry, rozsiewając złowrogie błyski pośród lasu.

Summony zniknęły, pozostawiając po sobie kłęby dymu, które powoli opadły, ukazując trójkę nieprzytomnych Konohańczyków. Każde z nich było mocno poparzone, a ich skóra miała kolor jasnoczerwony i w niektórych miejscach była spalona.

Atakujący shinobi powoli wyszli zza drzew i zbliżyli się do leżących ninja. Obserwując, czy aby na pewno są nieprzytomni, zaczęli składać skomplikowane pieczęcie. Pod koniec oboje wykrzyknęli:

- Suiton: Monowasure no Kiri (Uwolnienie Wody: Mgła Zapomnienia)!

Znikąd pojawiły się wielkie ilości pary wodnej zabarwionej na fioletowo, które spowiły tę część lasu i skryły atakujących oraz ich ofiary, wymazując im pamięć. Na jakiś czas w lesie zapadła złowroga cisza, a on sam skrył się w kolorowej mgiełce. Dwoje shinobi, którzy użyli techniki, również byli cicho, przynajmniej przez chwilę. Zza mgły dobiegły dwa głosy, które oddalając się od pola walki zażarcie się ze sobą kłóciły:

- ... mówię ci powinniśmy ich zabić. Trzech shinobi w tą czy w tamtą stronę, dla mnie bez różnicy!

- Może dla ciebie. Zresztą, wiesz dobrze co by się potem stało, a mi się osobiście nie chce walczyć z rozsierdzonym Jinchuuriki'm. Wystarczy mi już wrażeń jak na ten dzień - powiedział niższy z głosów.

- Oj Itachi, w razie czego powiedzielibyśmy, że to jutsu, które nam dał ich zabiło.

- I ty myślisz, że by nam uwierzył? Bo ja nie bardzo! - prychnął brunet.

Oboje zamilkli biegnąc przed siebie, ale kiedy przed nimi niespodziewanie wyrosła zakapturzona postać zostali zmuszeni do zatrzymania się. Nieznajomy stanął przed nimi i przez chwilę cała trójka się obserwowała. Następnie odezwał się wyższy z głosów:

- Naruto, nie strasz nas tak!

Postać zachichotała i odsłoniła twarz, po czym powiedziała rozbawiona:

- Dobrze wiesz Kamiru, że lubię to robić.

- Nie możesz robić żartów? Było wtedy o wiele zabawniej.

- Dobrze wiesz, że nie - powiedział blondyn ze smutkiem. - No, ale nie o tym chciałem porozmawiać! Wiecie, co mogę kupić waszej córce na piąte urodziny? Bo nie mam pomysłu co jej dać!

- Pomyśl chwilę! - zawołała z uśmiechem Kamiru podchodząc do chłopaka, a gdy już przy nim stanęła, szybkim ruchem uderzyła go w głowę.

Niebieskooki odskoczył i popatrzył na nią z miną zbitego szczeniaka, po czym powiedział żałośnie:

- Za co?

- Nie przywitałeś się kilkanaście dni temu, a teraz wróciłeś poważnie ranny i nic nie mówiąc odciągnąłeś od nas Sannina, potem wzywasz nas, żebyś my cię uratowali! I masz jeszcze czelności pytać za co?

Jinchuuriki cofnął się przed rozzłoszczoną kobietą i jednocześnie powiedział do Uchihy błagalnym tonem:

- Itachi ratuj! - żółtowłosy w ostatniej chwili rzucił się do ucieczki, a za nim pognała wściekła Kamiru.

Czarnooki uśmiechnął się lekko rozbawiony i ruszył za oddalającą się od niego dwójką, zastanawiając się przy okazji co jego przyjaciel wymyśli za prezent dla Mikiyo. Miał tylko szczerą nadzieją, że to nie będzie zestaw do malowania. Mocno się na trudził, żeby doprowadzić swój dom do porządku po I Wielkiej Wojnie na Farby i Pędzle.

Wciąż pamiętał wygląd salonu jaki zastał po wejściu do niego. Na podłodze walały się puste pojemniczki na farby, a ona sama była w częściowo wymieszanych barwach tęczy. Żółte ściany miały na sobie różowe plamy, a na białym suficie widniały podobne tylko jaskrawo-zielone. Meble były popaćkane odciskami rąk i maźnięciami pędzla. A najgorsze było to, że sprawcy tej kolorowej katastrofy siedzieli pośrodku pomieszczenia i malowali sobie przeróżne esy-floresy na twarzy. Coś makabrycznego.

Brunet pokręcił głową i przyśpieszył kroku w nadziei na zapobiegnięcie podobnym wydarzeniom.


Półtora dnia później, Kamiru, Itachi, Mikiyo i Naruto

Po lesie niósł się śmiech czterech osób, które szły przed siebie nie zwracając uwagi na otoczenie wokół nich. Dwójka dorosłych z rozbawieniem obserwowała jak niebieskooki nastolatek i ciemnowłosa pięciolatka ganiają się wśród drzew grając w berka. Dziewczynka dogoniła chłopaka i dziko krzyknęła:

- Berek! - w podskokach uciekła od lazurowookiego, który z uśmiechem na twarzy powiedział:

- Osz ty! - rzucił się w pogoń za ciemnooką, która pisnęła i odskoczyła poza zasięg jego rąk.

Rodzice wybuchli śmiechem, kiedy chrzestny czarnowłosej zarył nosem w ziemię po nie udanym skoku na pięciolatkę. W końcu odezwał się ojciec Mikiyo:

- Naruto, jesteś niemożliwy! - pokręcił głową mrużąc oczy.

Już dawno nie widział tak beztroskiego piętnastolatka i cieszył się, że trauma, którą przeszedł odchodzi, choć częściowo w niepamięć. Blondyn tylko popatrzył na niego z uśmiechem i podniósł się. Następnie mrugnął w stronę ciemnowłosego małżeństwa i wskoczył na drzewo, za którym ukrywała się pięciolatka. Po chwili rozległ się krzyk niedowierzania i dwoje shinobi zobaczyło wybiegającą zza krzaków córkę oraz zwisającego z konara głową do dołu nastolatka.

Moment później niebieskooki zeskoczył na ziemię i zaczął ścigać małą Uchihę. Ta z radosnym śmiechem uczepiła się nogi swojej matki i pisnęła:

- Wygrałam!

Żółtowłosy popatrzył na nią z udawanym oburzeniem i odpowiedział:

- Nie, to ja wygrałem!

- Mamo! Prawda, że to ja wygrałam?! - powiedziała głośno pięciolatka patrząc na matkę.

- Oczywiście, że tak skarbie - rzekła z czułością w głosie Kamiru i wzięła brunetkę na ręce. - A twój wujek nie umie przegrywać.

W odpowiedzi na słowa ciemnowłosej jasnowłosy wystawił jej język, informując ją tym samym, że jest na nią obrażony. Nie trwało to jednak długo i cała czwórka roześmiała się. Po chwili lazurowooki pokiwał głową i przywołał do siebie dziewczynkę. Mała poprosiła rodzicielkę, żeby ją postawiła na ziemi. Jej matka pogłaskała ją po policzku, a potem wypuściła ze swych objęć pięciolatkę. To od razu podbiegła do wujka, który przykucnął, dzięki czemu oboje mogli bez problemu spoglądać sobie w oczy.

Nastolatek z mrugał wywołując uśmiech u ciemnowłosej i sięgnął do kieszeni ze zwojami, po czym wyciągnął zwitek papieru opatrzony szarą pieczęcią i podał chrześniaczce.

Dziewczynka popatrzyła na niego ze zdziwieniem, potrząsnęła nim, chcąc sprawdzić czy coś jest w środku, ale nic nie nie wskazywało na to, że zwój ma jakąś zawartość. W końcu ciemnowłosa złamała pieczęć i jej oczom ukazał się skomplikowany system znaków i lini.

Kruczowłosa wpatrywała się przez chwilę nic nie rozumiejącym wzrokiem w papier, po czym powiedziała:

- Co to jest, wujku?

Blondyn popatrzył na nią z zaskoczeniem, rzucił okiem na zwój i wrócił spojrzeniem na pięciolatkę. Zamyślił się na chwilę, lecz potem jego twarz znowu się rozjaśniła i odrzekł:

- Daj to rodzicom, oni będą wiedzieli co z tym zrobić.

Dziewczynka obróciła się w stronę dorosłych, którzy spojrzeli po sobie zastanawiając się jednocześnie, co tym razem wymyślił chrzestny ich córki. W końcu odezwała się Kamiru:

- No dobrze - kobieta przykucnęła i wyciągnęła rękę po zwój. - Podaj mi go!

Mikiyo rzuciła trochę krzywo zwitek papieru w jej stronę. Matka pięciolatki go złapała i zaczęła przyglądać się wraz ze swoim mężem skomplikowanemu systemowi znaków i linii.

Ich córka w tym czasie podeszła do blondyna i poprosiła go:

- Wujku! Powiedz mi co to jest!

Niebieskooki uśmiechnął się tajemniczo i powiedział:

- Zaraz zobaczysz.

I rzeczywiście. Moment później Itachi położył zwój na ziemi, złożył kilka pieczęci i wykrzyknął:

- Kuchiyose no jutsu!

W powietrzu pojawiły się kłęby dymu, z których po chwili dobiegło wściekłe prychnięcie. Pięciolatka niepewnie zbliżyła się do źródła odgłosu pokazującego się powoli z pod rozwiewanej białej chmury.

Na początku zobaczyła nastroszony ogon uderzający nerwowo na boki, potem parę zielonych ślepi i żółtawe od pyłu futer, a na końcu usłyszeli i rozzłoszczone miauczenie.

Brunetka opatrzył na chwilę zaskoczona na stojącą przed nią istotę, po czym krzyknęła szczęśliwa:

- Kotek! - złapała naburmuszonego zwierzaka i przytuliła do siebie. - Możemy go zatrzymać?

- Wiesz Mikiyo, to jest... - zaczął Itachi, ale przerwał mu lazurowooki:

- Ależ oczywiście! To twój prezent urodzinowy!

- Naruto! - odezwała się ostro Kamiru. - Miałeś nie dawać jej niczego takiego!

- Poprawka, powiedzieliście żadnego przedmiotu. Nie było mowy o zwierzakach.

Ciemnowłosa chciała mu już coś powiedzieć, ale Itachi położył swoją dłoń na jej ramieniu i zwrócił uwagę całej ich trójki na pięciolatkę tulącą kota, która wpatrywała się w nich z wyczekiwaniem w oczach. Matka dziewczynki westchnęła i zrezygnowana rzekła:

- No dobrze. Możesz go zatrzymać.

Mała krzyknęła ze szczęścia i mocniej przytuliła futrzaka, który miauknął ostrzegawczo. Jednak jego nowa właścicielka nie przejęła się tym i w podskokach zbliżyła się do rodziców. Po krótkiej chwili znalazła się w ramionach swojego ojca i ciągnąc go za włosy dla utrzymania równowagi pisnęła:

- A jak go nazwiemy?

I w ten oto sposób zaczęła się zażarta dyskusja nad imieniem dla młodego pogromcy myszy. Każde z czworga podróżnych chciało przeforsować swoją propozycje.

Posypały się takie imiona jak Kuroi(czarny), biorący swoją nazwę od, jak się okazało, czarnego futra zwierzaka, czy Kuso Nomi(cholerny pchlarz) zaproponowane przez Kamiru, ale żadne z nich nie zyskało akceptacji małej Uchihy. W końcu padło na imię Amaidesu(słodki), które narodziło się w momencie, gdy Itachi pogłaskał kociaka po łebku. I tak już zostało.

W pewnej chwili po nazwaniu zwierzaka niebieskooki się zatrzymał. Lekko drżąc obrócił głowę w południowo-zachodnim kierunku i wyszeptał przerażony:

- Nie...

Pozostała trójka znajdująca się teraz przed nim przystanęła, a Itachi zapytał blondyna:

- Co jest? - ale chłopak nie odpowiedział tylko chwycił się za głowę i przymknął zdezorientowany oczy. - Naruto?

- Zabili ją, oni ją zabili! - warknął z furią nastolatek.

W powietrzu zaczęły trzaskać wyładowania elektryczne, a ich twórca spojrzał na swoich towarzyszy z częściowoaktywowanym Aoimokuganem. Moment później zniknął w błękitnym błysku.

Dwójka dorosłych spojrzała na siebie z wymownym milczeniem, ale ich córka nie wiedziała o co chodzi i powiedziała przestraszona:

- Mamo, co się dzieje?

Ale jej matka nie odpowiedziała. Po chwili oboje shinobi wyraźnie posmutniało, a Kamiru mruknęła:

- Sakeri...


Nie wiem jak Wy, ale ja mam wrażenie, że ten rozdział powinien wyglądać trochę inaczej. Jak myślicie?