Południe, okolice Konohy, Jiraya, Tsunade i Shizune

Zazwyczaj blisko Liścia panował spokój. Ale nie tym razem. Na drodze prowadzącej do Konohy trwała wściekła dyskusja pomiędzy dwójką Sanninów, którzy najwyraźniej o coś się wykłócali:

- ... w takim razie jak wyjaśnisz Jiraya, że nic nie pamiętamy z ostatnich trzech dni? - zapytała rozzłoszczona Tsunade.

- Nie wiem, ostatnie co pamiętam to podróż z taką pewną shinobi... - odpowiedział Pustelnik, a wściekła jasnowłosa krzyknęła na niego:

- Zboczeniec!

Ślimacza Księżniczka przyśpieszyła kroku ignorując jakieś irracjonalne do sytuacji, kłucie w sercu. Jej asystentka wzruszyła ramionami patrząc na białowłosego i dołączyła do swojej mistrzyni trzymając na rękach TonTon.

Zaś Żabi Mędrzec nie wiedział nawet o co dokładnie poszło. I właściwie jakim sposobem ich rozmowa na temat "dlaczego nic nie pamiętają" przerodziła się w zaciętą kłótnię o to, co się mogło wtedy stać. Nie pomogły nawet jego zapewnienia, że nic się nie wydarzyło, bo Tsunade twardo obstawiała na swoim. No i jak tu przekonać tę... kobietę... do swoich racji? Co gorsza, miał jakieś tak przebłyski, że użyli przywołania, ale niczego nie był wstanie dowieść, bo z jakiegoś powodu ani Gamabunta, ani Katsuyu nie pozwalali na swoje przyzwanie. A oni przydaliby się, żeby pomóc.

Dodatkowym powodem do niepokoju była krew na jego i jasnowłosej ubraniach. Żadne z nich nie było poważnie ranne po pobudce, jedynie lekkie poparzenia i problemy z kontrolowaniem swojego ciała.

Mimo wszystko Jiraya musiał przyznać, że kiedy jego przyjaciółka zachwiała się i upadła na niego, było mu to na rękę. Lecz jeszcze bardziej podobało mu się, że kiedy zaproponował, że ją poniesie, a ona uparła się, że będzie szła, to skończyło się to na pół-tuleniu, pół-opieraniu się na nim. I w momencie, gdy czuł się jak najszczęśliwszy człowiek na świecie, w jego pojawiło się zamazane wspomnienie, że ktoś pytał, kiedy się pobiorą. Czerwony na twarzy unikał patrzenia na Tsunade, która w tym momencie najwyraźniej zaczęła się ponownie wściekać myśląc chyba, że coś sprośnego sobie myśli.

Rozmyślania Pustelnika przerwał głos członkini klanu Senju, która powiedziała odrobinę spokojniejsza:

- No więc co ty z nią robiłeś?

- Nic - widząc niebezpieczny błysk w oczach żółtowłosej szybko dodał. - Tylko podróżowałem.

- Ty nie podróżujesz z nieznajomą bez jakiegokolwiek powodu - warknęła Sanninka. - Więc powiedz prawdę!

Białowłosy zaczął sobie powoli przypominać szczegóły z ostatniego, a po chwili otworzył szerzej oczy:

- Aoi Senko!

- Co: Błękitny Błysk? - zapytała blondynka krzyżując ręce na piersi.

- Spotkałem go, a potem... - Żabi Mędrzec przystanął przypominając sobie szczegóły z tego co zdarzyło kilka dni wstecz. - Ta dziewczyna... jak ona się nazywała? - Sannin dotknął palcami swoich skroni, ale nic mu się nie chciało przypomnieć. - Nieważne, ale bodajże mówiła coś o... no wiecie! O tych z... jak jej tam było? No wiecie! Em... skupisko ludzi...

- Organizacja? Wioska? Kraj? - podpowiedziała Shizune.

- O właśnie! Wioski Mroku - powiedział po przebłysku Konoszanin. - Kojarzycie ten ich autonomiczny oddział do zadań specjalnych? - widząc zmarszczone brwi kobiet dodał. - Ten co działał kilka lat temu, przed jakimiś zamieszkami w kraju?

- Cienie? - zapytała ostrożnie jasnowłosa. Pustelnik przytaknął jej, a Ślimacza Księżniczka zamrugała z zaskoczenia oczami, po czym rzekła. - Przecież to...

- ... niemożliwe, wiem - dokończył Jiraya. - W końcu wszyscy podobno zostali zabici.

Przez chwilę cała trójka szła w milczeniu, zbliżając się powoli do Konohy, którą było widać z poza drzew. W pewnym momencie kilka metrów przed bramą odezwała się Tsunade:

- Zdajesz sobie sprawę, co się stanie jak Minato się o tym dowie?

- Owszem - zgodził się białowłosy. - Ale z tego co pamiętam to oni nie są tacy jak ich przedstawiają - Sanninka popatrzyła zdziwiona na przyjaciela, który po kilku minutach zastanowienia dopowiedział. - Przecież tu stoję prawda?

Żółtowłosa prychnęła, a jej asystentka powiedziała:

- O shinobi należących do tej jednostki krąży, nawet po śmierci, wiele ponurych opowieści. Niektórzy do tej pory sądzą, że ich dowódca żyje i zabija ninja walczących przeciwko wiosce. Albo shinobi z wioski? Nie pamiętam dokładnie.

- Za to ja słyszałem, - zaczął Pustelnik. - że zostali zdradzeni przez kogoś tam i wybici. Ciekawe co tak naprawdę się tam stało, jak sądzicie?

Podróżni przekroczyli bramę Konohy po u przedniejszym wylegitymowaniu się u strażników i znaleźli się wewnątrz murów obronnych Konohy. Zewsząd dobiegał harmider spowodowany przekrzykującymi się sprzedawcami ze sklepików i hałasem powodowanym przez bawiące się dzieci.

Tak, więc shinobi zostali zmuszeni przez wszechobecny gwar do przerwania rozmowy i dopiero przed wieżą Hokage, strzeżoną przez parę Anbu mogli ją kontynuować. Ale nim w ogóle zdążyli coś powiedzieć przez drzwi budynku wyszedł wściekły Danzou. Obrzucił niechętnym spojrzeniem przybyszów i ruszył w swoją stronę mrucząc coś pod nosem.

Sannini popatrzyli na siebie, po czym wzruszyli ramionami i weszli do siedziby przywódcy krótkiej wspinaczce po marmurowych schodach znaleźli się przed wejściem do gabinetu Kage.

Jiraya bez pukania nacisnął klamkę i wszedł do środka, a zanim w pomieszczeniu stanęła Tsunade wraz z Shizune. Na przeciwko nich, przy sporych rozmiarów biurku siedział prawie czterdziestoletni blondyn i mozolnie podpisywał jakieś papiery. Po chwili spojrzał na gości i uśmiechnął się. A przynajmniej na jego twarzy pojawiła się marna imitacja tej miny.

Oczy Yondaime zdawały się puste, włosy były mniej nastroszone, a on sam wyglądał na chudszego i bledszego niż zwykle. Zaniepokojony zachowaniem jak i brakiem "tego czegoś" w spojrzeniu swojego ucznia białowłosy zapytał:

- Minato, o co chodzi? - żółtowłosy pokręcił głową i zabrał się za dalszą robotę.

Sannin westchnął ciężko, po czym podszedł do biurka przy którym siedział Namikaze i powtórzył pytanie. Coś tu było mocno nie tak.

Również tym razem Hokage nie odpowiedział. W końcu lekko zdenerwowany Pustelnik powiedział:

- Mów, że co się stało!

Yondaime wzruszył ramionami i cicho mruknął:

- On nie żyje... - to zaskoczyło białowłosego, jego uczeń nigdy nie wspominał swojego syna, a przynajmniej nie tak od razu.

Żabi Mędrzec zamarł na moment, przez jego głowę przemknęło jakieś rozmazane wspomnienie, ale je zignorował i odezwał się łagodnie do blondyna ukrywając swój niepokój:

- Minato... rozumiem twój ból, ale... dobrze wiesz, że była bardzo mała szansa na to...

- Ale była! - wybuchł niebieskooki, obrócił głowę i popatrzył wściekle na swojego rozmówcę. - Gdybym wtedy coś zrobił! - Jiraya lekko zmrużył oczy, żółtowłosy nigdy się tak nie zachowywał.

- To w niczym by nie pomogło - powiedział Pustelnik.

- Skąd ty to możesz wiedzieć?! - rzekł jasnowłosy gwałtownie wstając. - Jeślibym wyruszył od razu, kiedy dostałem informację, że go nie ma to może udałoby mi się go uratować!

Sannin nie odpowiedział, ale jego przyjaciółka, która przypatrywała się ich rozmowie rzekła:

- Później będziesz myślał nad tym "co by było gdyby...", teraz mamy ważniejsze sprawy na głowie - Tsunade poczekała, aż lazurowooki obróci się w jej stronę i kontynuowała. - Na przykład dlaczego straciliśmy pamięć o kilku ostatnich dniach. - "Czyżby Tsunade tego nie zauważyła?" pomyślał Jiraya.

Zaskoczony Hokage dopiero po chwili zdołał powiedzieć:

- Jakim cudem? - moment później zreflektował się. - Powiedz o tym coś więcej!

- Jakbym coś wiedziała to bym cię o tym poinformowała - prychnęła zirytowana Ślimacza Księżniczka. "Czyli jednak widzi dziwne zachowanie Minato" zamyślił się Sannin. - A jeśli już jesteśmy przy dziwnych sprawach, to nie wiesz przypadkiem co się dzieje z Summonami? Ani ja, ani Jiraya nie jesteśmy w stanie ich przywołać.

- Może obchodzą jakieś święto? - zapytał Czwarty. - Zobaczymy. Kuchiyose no jutsu!

W powietrzu pojawiło się mnóstwo dymu, który po kilku sekundach opadł, a na biurku pojawiła się mała żaba w wyblakłym fioletowym płaszczyku. Pan Namikaze uśmiechnął się znowu w ten dziwny, nienaturalny dla sposób i powiedział fałszywie radosnym głosem:

- Witaj Fukasaku!

- A tak, tak - mruknęła niewyraźnie zmartwiona czymś żaba. - Mogę wiedzieć po co mnie przyzwałeś?

- Czy możesz mi powiedzieć z jakiego to powodu Gamabunta nie odpowiedział na technikę Przyzywania Jirayi?

Fukasaku popatrzył na niego żółtymi oczami, po czym stwierdził krótko:

- Pochorował się - i zniknął.

Shinobi znajdujący w gabinecie popatrzyli na siebie zdziwieni. Następnie blondyn wzruszył ramionami i rzekł:

- Skoro już wszystko wyjaśniliśmy to wracam do swojej pracy, a wy róbcie sobie co chcecie - mężczyzna usiadł przy biurku i zabrał się za dalszą część dokumentów.

Zaś dwójka Sanninów na migi dała sobie znać, że muszą porozmawiać bez świadków i wyszli wraz z towarzyszącą im Shizune z gabinetu.

Gdy już oddalili się od pomieszczenia, w którym urzędował Hokage, białowłosy rozejrzał się czujnie czy nigdzie nie ma ANBU i powiedział cicho do Ślimaczej Księżniczki:

- Tsuna, zauważyłaś, że coś jest nie tak?

Nim jednak jasnowłosa zdążyła odpowiedzieć przed nimi pojawił się Fukasaku. Żaba wskoczyła na ramię Pustelnika i rzekła niespokojnie:

- To nie był prawdziwy Minato!

Sannini w milczeniu zgodzili się z ropuchą. Po chwili Shizune mruknęła:

- Więc kto to był?

- Nie wiem. Jednak był wystarczająca potężny by odebrać chakrę Minato i użyć jej do jutsu - odrzekł zmartwiony przywołaniec. - Uważajcie na siebie. Mam wrażenie, że dzieje się coś złego - Fukasaku, gdy tylko wymówił te słowa, zniknął w chmurze dymu.

Trójka podróżnych jeszcze chwilę wpatrywała się zamyślona w rozganiany przez podmuchy wiatru biały obłok, po czym Tsunade ciężko westchnęła i patrząc na okoliczne budynki powiedziała:

- Co się tutaj dzieje?


W tym samym czasie, kilkadziesiąt kilometrów od Konohy

Z sklepienia groty powoli skapywała woda, która rozbijała się w setki kropel uderzając o skały na dole i podsycając jednocześnie uczucie zimna panujące w jaskini. Dzwonienie towarzyszące spadającej cieczy było dodatkowo wzmacniane przez echo i tym bardziej przytłaczające, gdyż mówiło, że nikogo tutaj nie ma... choć to nie było do końca prawdą. Do jednej ze skał leżała przykuta jakaś postać.

Więzień był przywiązany wieloma łańcuchami do podłoża, które skrzypiały przy jego najmniejszym ruchu. Kajdany, które miał na rękach uniemożliwiały mu użycie chakry, a opaska na oczach dojrzenie czegoś w ciemnościach panujących w grocie.

Człowiek ledwo zauważalne drżał od chłodu, którym emanowały skały wokół niego i od którego nie chroniło jego podarte ubranie. W pewnym momencie uwięziony podniósł głowę, a chwilę później kamień zamykający jaskinie drgnął i odsunął się. Do środka wszedł członek Konoszańskiej rady i pogardliwym głosem powiedział:

- Konoha no Kiiroi Senkō...