Las, Kanashi Inja i ?

Zamaskowana postać pędziła przez otaczający ją krajobraz i z każdą upływającą minutą wściekała się coraz bardziej. Z jej gardła wydobył się głuchy warkot, a ona sama zaczęła emanować groźną pomarańczową chakrą. Leśne zwierzęta, jeśli jakieś napotkał, uskakiwały mu z drogi, nie chcąc spotkać się z tą czerwoną furią. Po chwili zamaskowany biegł już na czworaka, a za nim dumnie powiewał rudy ogon. Jinchuuriki przyśpieszył powodując, że wokół niego zerwał się silny wiatr. On sam zaś, tchnięty naiwną wiarą, że zdąży na czas, krzyknął na cały głos. Chociaż ten krzyk bardziej przypominał ryk Lisa.

W pewnym momencie z głowy biegnącego spadł kaptur odsłaniając zjeżone blond kosmyki i przesycone nienawiścią, czerwone oczy. Ich właściciel wyskoczył w górę i zaczął wspinać się po skałach stojących na drodze do jego celu przy użyciu swojej chakry i długich białych pazurów. Po jakimś czasie do pierwszej kity dołączyła druga, a blondynowi wyrosły sporych rozmiarów kły. Mniej więcej wtedy teren, po którym jasnowłosy biegł, zaczął ponownie przekształcać się w las.

Powietrze wokół chłopaka zaczęło się elektryzować, a z końcówek ogonów wystrzeliwała co chwilę wiązka błyskawic i niszczyła trasę za nim. Żółtowłosy warknął głośniej, a jego oczy błysnęły dziko. Już był blisko, jeszcze tylko kilka kilometrów.

Przed nim w oddali zamajaczyła jakaś postać, bez namysłu ruszył na nią. Wystarczył mu moment żeby znaleźć się przy człowieku, a jeszcze mniej potrzebował, żeby uderzyć go w brzuch i odrzucić w stronę drzew. Obrócił się, szukając innych przeciwników i nie zwracając uwagi na trzask łamanych kości dochodzący zza niego.

Jego ogony zafalowały kiedy zobaczył kogoś stojącego nad jego przyjaciółką. Rzucił się w stronę człowieka i przygwoździł za gardło do ziemi, po czym zacisnął rękę, rozrywając tym samym szyje przeciwnika.

Następnie obrócił się w stronę zachodzących go od tyłu wrogów i zamachnął się pomarańczowymi kitami. Jeden z ogonów zdołał złapać jednego z ludzi, ale dwaj pozostali odskoczyli na bezpieczną odległość przy okazji rzucając w niego kilka kunai z wybuchowymi notkami.

Wybuch, które wywołały, nie był wstanie go zranić, lecz zmusił go do wypuszczenia atakującego.

Na nieszczęście jego przeciwników, pył, który powstał po eksplozji skutecznie ukrył jego ruchy i wrodzy shinobi nie byli wstanie zauważyć nagłego ataku. Czerwona chakra wystrzeliła w kierunku ninja i uderzyła w nich wywołując kilka wybuchów, po których zostały sporej wielkości powoli odwrócił się w stronę swojej szarowłosej przyjaciółki i zaczął do niej iść. Przecież na pewno może jej jakoś pomóc!

Nagle, kilka metrów od dziewczyny na ziemi pojawiło się kilkadziesiąt czarnych znaczków. Nastolatek momentalnie zmrużył czerwone oczy, w swoim obecnym stanie nie za bardzo rozumiejąc co to jest, po czym ryknął i spróbował oddalić się po za zasięg pieczęci.

Niestety, było już za późno.

Po chwili zza drzew wyskoczyła dwójka shinobi, zielonowłosy oraz szatyn, i ze złośliwymi uśmiechami obserwowali wyrywającego się chłopaka. W końcu jeden z nich zbliżył się do leżącej szarowłosej składając jednocześnie kilka pieczęci, które zniszczyły jej ciało, a drugi odezwał się z pogardą:

- Nareszcie cię złapaliśmy, Inja - żółtowłosy tylko warknął w odpowiedzi.

Jego towarzysz prychnął i zbliżył się do Jinchuuriki mówiąc:

- Nie było trudno cię złapać - obejrzał się na martwych towarzyszy. - Wiesz, w pewnym sensie nam pomogłeś, nie będziemy musieli dzielić się nagrodą za twoją głowę! - szatyn odwrócił się od blondyna i zapytał swojego znajomego. - To teraz tylko ta lodowa i Sharingan, nie?

Naruto na moment zamarł. Oni chcieli zabić jego przyjaciół! Nie mógł na to pozwolić!

Z trudem podniósł się i popatrzył wściekle na ninja, wycofując powoli chakrę Lisa. Dwójka, która go schwytała, popatrzyła na niego, a zielonowłosy powiedział:

- Spójrz, zwierzątko postanowiło się wstać - mężczyzna zaśmiał się nieprzyjemne. - Bieda... - i w tym momencie został odrzucony kilka metrów w tył.

Jego towarzysz zastygł w szoku widząc co się dzieje. Blondyn stał poza pieczęcią, a jego oczy stały się całe niebieskie, ukazując w pełni aktywnego Aoimokugana. Włosy blondyna stały się nieco mniej nastroszone, a lisie wąsiki zmieniły się w blizny znaczące policzki.

Jego przeciwnicy szybko się otrząsnęli i zaatakowali żółtowłosego. Ten tylko na to czekał, z jego rąk wysunęły się czarne pręty, a ich twórca dzięki zgrabnemu manewrowi, uniknął posłanych w jego kierunku kunai. Następnie rzucił jednym prętem w zielonowłosego i wybił się w powietrze, żeby uniknąć ognistej kuli posłanej w jego kierunku przez szatyna.

Widząc, że nadciąga kolejna technika, tym razem oparta na Raitonie, jasnowłosy zniszczył drugi z prętów i szybko się przeteleportował. Opadł lekko na ziemię i szybko złożył kilka pieczęci, samemu atakując Futon: Eamisairu (Uwolnienie Wiatru: Powietrzne Pociski). Jutsu poleciało w stronę szatyna, jasnowłosy w tym momencie spojrzał w kierunku zielonowłosego. Z zadowoleniem zauważył, że ten nie będzie wstanie walczyć z wbitym w brzuch prętem i unikając kilku shurikenów rzuconych w jego stronę, skierował trochę swojej chakry błyskawicy w wykluczonego z walki ninja.

Szatyn, widząc co się stało, postanowił się wycofać. Nie będzie walczył w pojedynkę z Cieniem. Nie zdołał jednak zrobić kilku kroków, kiedy przed nim pojawił się blondyn i z uśmiechem na twarzy chwycił go za gardło. Ciemnowłosy próbował się wyrywać, ale to na nic się zdało. Po chwili został odrzucony w stronę drzew. Spróbował się podnieść, ale błękitnooki mu na to nie pozwolił. Silnym uderzeniem przewrócił mężczyznę i rzucił w niego kunai'em.

Obrócił się, ignorując konającego przeciwnika i spojrzał na miejsce, gdzie leżało ciało Sakeri. Teraz tam była tylko kupka popiołu.

Jasnowłosy zamknął oczy, czując, że zaczyna płakać i zacisnął dłonie w pięści. Dlaczego nigdy nie udawało mu się przybyć na czas?! Szatyn za nim umarł, ale jasnowłosy jeszcze długo po jego śmierci i zapadnięciu zmroku, rozpaczał nad swoimi błędami.


Kilka dni później, Itachi, Kamiru i Mikiyo

Młode małżeństwo leżało na hotelowym łóżku wtulone w siebie i cicho rozmawiało. Chociaż ten pozorny spokój nie zwiódłby żadnego ninja. Bo coś się tutaj ewidentnie działo. W pewnym momencie w pokoju, w którym znajdowała się ta dwójka, pojawiła się mała istotka i z cichym pacnięciem uderzyła o podłogę.

Dwójka shinobi natychmiast się podniosła szukając zagrożenia czającego się w pomieszczeniu, po chwili usłyszeli tupot małych łapek i coś wskoczyło na ich łóżko. Dorośli zareagowali instynktownie, oczy mężczyzny błysnęły szkarłatno, a na rękach kobiety pojawił się lód, obniżając temperaturę w całym pomieszczeniu o kilka stopni. Następnie ręka użytkownika Sharingana złapała wspinające się po ich kołdrze stworzenie i je uniósła.

W odpowiedzi usłyszał rozzłoszczone miauknięcie.

Ninja westchnęli ciężko, po czym odezwała się mniejsza z postaci z łóżka:

- Cholerny kocur!

Ale zanim zdążyła dodać coś więcej futro zwierzaka zalśniło na niebieski kolor, a przed nimi pojawił się mały zwój. Kobieta wzięła go do ręki i po zapaleniu lampki nocnej zaczęła czytać. Chwilę później przyłączył się do niej mężczyzna, który został moment wcześniej zmuszony przez wyrywającego się kociaka do wypuszczenia go. Wraz z każdym przeczytanym słowem oboje robili się coraz bardziej markotni.

Drodzy Przyjaciele!

Mam nadzieję, że nic Wam nie jest. Ja niestety nie będę mógł się z Wami spotkać, bo *zamazana czymś kontynuacja* Tak, więc jak znajdę chwilkę to do Was wpadnę.

Ostatnio mam urwanie głowy i muszę pozałatwiać parę spraw, ponieważ *rozmazane kilka słów* a nie wiem czy ktoś jeszcze tego nie planuje.

Pozdrówcie ode mnie Mikiyo!

I uważajcie na siebie, mogą się po okolicy kręcić jacyś *ledwo czytelne* łowcy głów.

Z poważaniem,

K. I./N. N. U.

Dorośli spojrzeli na siebie, po czym zamyślonym głosem odezwał się mężczyzna:

- Jak myślisz, co tam się stało, Kamiru?


Kilka tygodni później, lasy kraju ognia, Itachi i Kamiru

Dwoje shinobi przemierzało powoli bujny las i się ze sobą wykłócało. A co dziwniejsze, nie wykłócali się o jakiś zwykły dla nich sposób, tylko właśnie o rośliny. W pewnej chwili jedno z nich zawołało:

- A ten? - ciemnowłosy pokazał swojej żonie fioletowy grzybek. - Nada się?

- Nie - odpowiedziała mu brunetka.

- To może ten? - mężczyzna zamachał dłonią, w której trzymał pomarańczowego grzybka.

- Nie, ten też jest zły - po tych słowach Uchiha wyrzucił roślinkę.

Na chwilę między nimi zapadła cisza, przerywana tylko szumem wiatru i śpiewem ptaków. W pewnym momencie Itachi lekko się uśmiechnął i rzekł:

- No to może ten? - Kamiru obróciła się w jego stronę i popatrzyła na uciętego przez swojego męża grzyba, po czym westchnęła i powiedziała tonem sugerującym, że rozmawia z dzieckiem:

- Kochanie, my zbieramy ZIOŁA, więc wyrzuć tego muchomora sromotnikowego i zacznij zachowywać się jak dorosły, dobrze? - kobieta ruszyła wgłąb lasu, rozglądając się jednocześnie w poszukiwaniu jakiejś leczniczej roślinki.

Zaś Itachi przyjrzał się swojemu znalezisku, a po chwili krzyknął do oddalającej się towarzyszki:

- Ale on jest jadalny!

- Oo tak! Z pewnością! - odpowiedziała mu sarkastycznie Kamiru.

- Bo to prawda. Co z tego, że można go zjeść tylko jeden raz?

- Itachi! - ciemnooka popatrzyła groźnie na męża, po czym lekko się uśmiechnęła. - To może sam zechcesz go zjeść?

- Oj no dobra, dobra! - powiedział już normalnie czarnowłosy. - O co ty się złościsz?

- No pomyślmy... - mruknęła kobieta zrywając jakieś kwiatki.

- A tak właściwie to... - niespodziewanie dwudziestojednolatek zamilkł.

- Itachi? - zapytała zaniepokojona kunoichi obracając się w stronę męża. -Itachi?!

Ale brunet nie zareagował, a w jego oczach pojawił się Mangekyo Sharingan. Po chwili mężczyzna się uspokoił, lecz Kekkei Genkai nie zniknęło, a on sam dopiero kilka minut później powiedział do Kamiru:

- Wydawało mi się... Nie, to niemożliwe!

- Co jest niemożliwie? - długowłosa zbliżyła się do męża i zażądała. - Powiedz mi, Itachi!

Uchiha pokręcił głową chcąc zignorować to, co podpowiadał mu instynkt, ale w końcu rzekł:

- Mam takie odczucie jakby gdzieś tutaj był Yondaime... ale to jest niemożliwe! Inaczej po całej okolicy krążyło by ANBU!

- Tu się z tobą zgodzę, jednak ty nigdy się nie mylisz w swoich przeczuciach - powiedziała Kamiru rozglądając się na boki. - Hm... może to samotny wypad? Jesteś wstanie to sprawdzić?

Brunet zmarszczył brwi, po czym odpowiedział siadając:

- Chyba tak - zamknął oczy skupiając się. - Dopilnuj, żeby nikt mi nie przeszkadzał.

Ciemnowłosa skinęła głową, a następnie złożyła szybko kilka znaków, po czym ledwie słyszalnie szepnęła:

- Hyoton: Hyogan Domu (Uwolnienie Lodu: Kopuła Lodowych Skał Wspaniałej Nicości)

Wokół dwojga shinobi powstała złożona z lodu kopuła. Nie wyglądała na niebezpieczną, ale gdyby ktoś się do niej zbliżył, aura chłodu która unosiła się tuż nad powierzchnią jutsu, zamroziła by go.

Wewnątrz kopuły panowała zaś całkiem znośna temperatura, jak na taką technikę, kilku stopni poniżej zera. Twórczyni osłony uśmiechnęła się widząc swoje dzieło, po czym odwróciła się do siedzącego bruneta i obserwowała obłoczki pary wodnej wydostające się z ust mężczyzny.

Po kilkunastu minutach czarnooki poruszył się lekko i mruknął:

- Ten sygnał jest bardzo słaby.

- To znaczy? - zapytała ciemnowłosa.

- Yondaime musi być albo mocno wyczerpany, albo w sporej odległości od nas - użytkownik Sharingana wstał i się przeciągnął. - Co powiesz na to, żeby zobaczyć co się z nim dzieje?

Kamiru przez chwilę nie odpowiadała, rozważając wszystkie za i przeciw, aż wreszcie powiedziała z zadowoleniem w głosie:

- Zawsze chciałam się dowiedzieć jak wygląda ojciec naszego narwańca!

- No to za mną - rzekł Itachi i pobiegł w kierunku porośniętych gdzieniegdzie drzewami, łagodnych wzniesień.


W mniej-więcej tym samym czasie, Naruto, Mikiyo i Kurama

- Wujku? - zawołała pięciolatka siedząca na ogromnym lisie. - Gdzie idziesz?

- Tam - blondyn wskazał na słabo widoczną wioskę kilka kilometrów dalej. - Chcesz coś? - dziewczynka popatrzyła na niego z zupełnym brakiem zrozumienia, więc piętnastolatek dodał. - Cukierka, lizaka...

- Rożka! - krzyknęła mała.

- A jakiego? - zapytał jasnowłosy, zapisując jednocześnie coś na kartce, która pojawiła się jakimś sposobem w jego rękach.

- Cytrynowego!

- Okeej - powiedział blondyn skrobiąc długopisem po kartce. - A ty co chcesz, Kurama?

- Hm... to co zwykle, jakieś mięso - mruknął Demon machając ogonem.

Niebieskooki pokiwał głową, po czym rzekł:

- Dobra, to wy tu zostańcie, a ja zaraz wracam - i już go nie było.

Po niedługim czasie pozostała dwójka zaczęła się nudzić i żeby jakoś zabić czas zaczęli się bawić. Przynajmniej tak to wyglądało ze strony małej Uchihy przeskakującej nad puszystym ogonem Lisa.

W końcu zirytowane Biju wdrapało się na najniższą gałąź pobliskiego drzewa z zamiarem nie schodzenia na dół dopóki nie wróci jego Jinchuuriki. Jednak widząc zasmuconą brunetkę ciężko westchnęło, po czym zeskoczyło na ziemię i powiedziało:

- Chcesz się nauczyć włazić na drzewa? - pięciolatka szybko pokiwała głową i podekscytowana podbiegła do Ogoniastego. - No więc najpierw musisz skupić chakrę...

- A co to? - Kyuubi zamrugał zaskoczony, po czym mruknął cicho:

- Kami-sama... - jednak zaraz się opanował i zaczął opowiadać Mikiyo o chakrze.

W między czasie koło nich pojawił się wracający z łowów Amaidesu i czarnowłosa przestała słuchać Demona, który z zadowoleniem położył się na ziemi obserwując małą Uchihę i kociaka.

Sielanka tej trójki trwała by może dłużej, ale coś zaczęło się do nich zbliżać. Cichy szelest zaalarmował Lisa, który błyskawicznie wstał i zasłaniając swoim ciałem podopiecznych, wyszczerzył białe kły.

Moment później zza krzaków wyskoczyła ogromna brązowa puma i rzucił się na Biju. Rozzłoszczony Dziewięcioogoniasty prychnął i starł się z przeciwnikiem gryząc go w łapę i żałując, że nie został przywołany z większą mocą.

Powarkując Lis uwolnił swoją chakrę wywołując potężny podmuch i formując pozostałe osiem ogonów. Jego oczy błysnęły dziko, a on sam w następnej sekundzie ryknął rozdzierająco, płosząc przy okazji zwierzęta w okolicy. Nawet jak był wielkości dużego psa to potrafił przerażać.

Puma podkuliła pod siebie ogon, a potem szybko skoczyła w las, wycofując się z pola walki.

Kyuubi uderzył ogonami o ziemię wyrzucając w powietrze chmurę pyłu i już chciał skoczyć za uciekającym przeciwnikiem, kiedy coś błysnęło na błękitno, a w następnym momencie został przyciśnięty do ziemi. Demon poruszył puszystymi kitami, próbując trafić w siedzącego na nim przeciwnika, ale wywołało to tylko wybuch śmiechu i słowa:

- Oj Kurama, Kurama - powiedziała rozbawiona postać przygniatająca kark Lisa do ziemi. - No i co ty chciałeś zrobić?

- Spadaj! - warknął Dziewięcioogoniasty.

Po chwili jednak Biju zaczęło mruczeć z przyjemności drapane za uchem i ledwie zarejestrowało, kiedy człowiek powiedział:

- Dobra, idziemy!

- Dajże mi spokój, Naruto - mruknął futrzak i położył się wygodniej.

- O nie, nie, nie! - powiedział blondyn puszczając szyję Lisa. - Wstawaj.

Lecz Ogoniasty go zignorował i przymknął oczy. Jego Jinchuuriki obserwował go przez chwilę, po czym szatańsko się uśmiechnął i powiedział do czarnowłosej:

- Chodź Mikiyo! - dziewczynka podbiegła do niego, a po chwili siedziała na rękach niebieskookiego.

Kiedy blondyn upewnił się, że mała nie spadnie, złapał jeden z ogonów Kyuubiego i zaczął go ciągnąć.

Jednocześnie ciemnooka postanowiła zaśpiewać jakąś piosenkę i po chwili ona i żółtowłosy fałszowali tą dziwną melodię. A Demon próbował przetrwać tę kakofonie zatykając sobie uszy i mrucząc w myślach "Kami-sama ratuj!"

Zaś za całą tą orkiestrą szedł sobie czarny kot z myszą w zębach.