Wieczór, Gurasshīhiru (Trawiaste wzgórza), Itachi i Kamiru
Dwoje shinobi przemykało skrajem skrajem lasu kryjąc się pośród coraz ciemniejszych cieni. Chowające się za horyzontem słońce prześwitywało słabymi promieniami korony drzew i to dzięki niemu, od czasu do czasu można było dostrzec jak powiew wiatru, wywoływany przez biegnących, porusza liśćmi. Jednak to też było trudne, ze względu na to, że nukenini się ukrywali.
W pewnym momencie ninja zatrzymali się, a jedno z nich odezwało się szeptem:
- Jesteś pewien, że to tutaj?
- Oczywiście, Kamiru - odpowiedział równie cicho Itachi wychylając się lekko do przodu.
Przez moment na jego ubranie padło słabe światło, dzięki czemu można było zobaczyć, w co był ubrany. Mężczyzna miał na sobie ciemną kamizelkę shinobi, a na nią nałożoną czarny płaszcz, który zlewał się kolorystycznie ze spodniami. Twarz była ukryta chustą, a na plecach miał przewieszoną katanę.
Jego towarzyszka, która była ubrana w podobny sposób tylko, że zamiast przekreślonej opaski ze znakiem wioski na ramieniu jak miał Itachi, to była ona zawiązana na czole i częściowo schowana pod chustą z finezyjnymi wzorami na brzegach.
Niespodziewanie coś zaszeleściło przed nimi, a Itachi mruknął:
- Patrz!
Ziemia kilkadziesiąt metrów za lasem, gdzie się chowali, rozstąpiła się, ukazując wejście do podziemi, z którego wyłoniła się piątka ninja z Konohagakure.
Małżeństwo popatrzyło na siebie w milczeniu, po czym Kamiru skinęła lekko głową. W następnej chwili Uchiha zamienił się w stado kruków, które rozleciały się w różnych kierunkach. Nowo-przybyli shinobi zaskoczeni pojawieniem się ptaków nie zwrócili uwagi na to, że jeden z nich wleciał w korytarz, którym przed chwilą wyszli. Zaś inny z kruków został przy ciemnowłosej, obserwując swoimi ciemnymi oczami zachowanie ninja.
Kiedy przejście się zamknęło, Kamiru zwróciła swoją uwagę na Konohańczyków. Żeby Itachi miał szansę cokolwiek zdziałać, musiała kupić mu trochę czasu. Krzywiąc się przestała częściowo ukrywać swoją chakrę, wyjawiając wrogom swoją pozycję. Moment później ninja zaczęli biec w jej kierunku, to było banalnie proste. Przewróciła w myślach oczami, jednocześnie składając szybko pieczęcie. Gdy jej przeciwnicy byli już blisko, uśmiechnęła się pod chustą i ukończyła jutsu, zamieniając się w wodę. Spłynęła pod korzenie drzewa, pod którym wcześniej stała i ukryła się tam.
Nie musiała się martwić, że ją wykryją. Tylko sensor mógł ją wykryć, a oni w swej grupie osoby z takimi zdolnościami nie mieli. Za to bardziej interesowało ją, co się stało z krukiem od Itachiego. Pewnie gdzieś się skrył, śledząc shinobi.
W tym samym czasie Uchiha w postaci kruka leciał przez wilgotne korytarze, wypatrując Sharinganem innych ninja. Nie potrzebował większej ilości problemów. Wreszcie, upewniwszy się, że nikogo niema, wylądował na jednym z korzeni wyrastających ze sklepienia i zaczął się rozglądać. Jak dobrze pójdzie to nie będzie musiał lecieć dalej, żeby się przekonać o co w tym wszystkim chodzi. Niespodziewanie zobaczył coś dziwnego. Aby lepiej się temu przyjrzeć, wrócił do ludzkiej postaci opadając na ziemię i zmrużył oczy.
Tak, na pewno coś widział w jednym z więzień... a właściwie kogoś. Skupił się na tym kimś, jednocześnie kryjąc się w jednym z bocznych tuneli. Po chwili z szokiem zorientował się, że to Hokage.
Na chwilę aktywował Mangekyo, chcąc upewnić się, że to nie Genjutsu. Ze niepokojem zdał sobie sprawę, że to co widzi jest prawdziwe. Pytanie, co Yondaime tam robił?
Chciał od razu pobiec do Kage, w końcu przez pewien czas mu podlegał, ale w jego głowie odezwał się instynkt shinobi. Teraz był nukeninem, a dostanie się na tak niski poziom, gdzie leżały więzienia nie było łatwe. Przez dłuższą chwilę podejmował decyzję, co zrobić w tej sytuacji, kiedy przypomniał mu się Naruto. Moment później już z obmyślonym planem, ruszył w dół korytarza, starając się nie pobłądzić. Kilka razy natknął się na innych ninja i musiał się nieźle na trudzić, aby nie wpadli na jego ślad. A schodząc coraz niżej, zauważył na ścianach i podłodze ślady wilgoci, które utrudniały mu przemieszczanie się.
W końcu korytarz przerodził się w wąskie przejście i musiał się zacząć przez niego przeciskać. Otarł sobie ręce na chropowatych skałach, jednak nadal szedł naprzód. Po jakimś czasie znalazł się w sporych rozmiarów jaskini. Rozejrzał się swoim Kekkei Genkai po miejscu, w którym się znalazł, po czym skierował się do najdalej położonej wyrwy w skałach, za którą widział przywódcę Konohy.
Zatrzymał się tuż przed wielkim kamieniem tarasującym wejście do groty. Już miał dotknąć skały, kiedy coś zatrzymało jego rękę. Ciężko wzdychając z irytacji przesłał do dłoni trochę złocistej chakry otrzymanej od swojego niebieskookiego Jinchuuriki, gdy był jeszcze członkiem Cieni.
Następnie wiedziony intuicją uderzył w głaz. Odłamek skalny zabłysł na jadowicie zielony kolor, odsłaniając dziwną pieczęć, w następnej sekundzie została ona rozerwana wraz z bryłą, na której się znajdowała.
Ziemia zadrżała od wibracji wywołanych hukiem, a hałas powiadomił wszystkich w tunelach, że jest w nich ktoś obcy. Prawie wszystkich, gdyż blondyn znajdujący się w grocie nie zwracał uwagi na nic, ponieważ był nieprzytomny.
Brunet szybko znalazł się przy Yondaime, przykucnął przy nim i sprawdził puls. Jednocześnie z przerażeniem patrzył na obrażenia zadane mężczyźnie. Jego jasne włosy były ubrudzone zaschniętą krwią, która prawdopodobnie wypływała ze zranienia nad lewą brwią. Ale to było nic w porównaniu z rękoma i klatką piersiową Hokage. Były one poznaczone różnymi ranami, a z części z nich wciąż sączył się życiodajny płyn i spływał na ziemię. Nie mówiąc już o ogólnym wychłodzeniu ciała.
Zdenerwowany Itachi szybko wstał i zaczął czegoś szukać po kieszeniach. Lecz zanim to coś znalazł, do groty wpadła czwórka shinobi. Jak im się teraz Itachi przyjrzał, to bez zdziwienia zorientował się, że należeli do Korzenia.
Uchiha przychnął rozbawiony, po czym powiedział zimnym głosem:
- Jesteście pewni, że chcecie ze mną walczyć?
Ninja nie odpowiedzieli tylko zaatakowali czarnowłosego. Jednak nie byli dla niego zbytnim utrudnieniem i po kilku ciosach Taijutsu i użyciu Katona wygrał tą drobną potyczkę. Nie bez powodu uważano, że klan Uchiha był niebezpieczny. Potem użytkownik Sharingana powrócił do szperania po kieszeniach i wygrzebał z jednej z nich zestaw wytrychów. Brunet podszedł ponownie do blondyna i go rozkuł.
Już miał go podnieść, gdy usłyszał szelest za sobą. W ostatnim momencie zdołał się uchylić i tuż nad jego głową przeleciał kunai i wbił się w skałę za nim. Itachi szybko się odwrócił, dobywając katanę i stając pozycji bojowej z włączonym trzecim poziomem Sharingana.
Widząc nowych przeciwników oraz tych co zmierzali na miejsce walki brunet skrzywił się. Moment później wokół niego zaczęło formować się Susanoo.
Wrodzy shinobi odskoczyli od niego, rzucając przy tym wybuchowymi notkami. Eksplozja, która została wywołana ich wybuchem zatrzęsła jaskinią. Jej sklepienie popękało, a w niektórych miejscach zaczęły spadać fragmenty ziemi.
Czarnowłosy widząc nowe zagrożenie, chwycił przy pomocy chakrowego wojownika Yondaime i wybił się w górę. Użył ręki Susanoo, aby zniszczyć skały, tym samym torując sobie drogę na powierzchnię i wyskoczył na zewnątrz.
W tym samym czasie, Kamiru
Długowłosej się nudziło. Ale nie tak zwyczajnie, jak to miała zazwyczaj czekając na walkę, bo jak się czeka to można popatrzeć na to, co cię otacza. Korzenie drzewa raczej się nie zaliczają do rzeczy, którym warto się przyglądać, bo ile można obserwować liczne rozgałęzienia i nie popaść w zadumę nad własnym żywotem? Dlatego właśnie długowłosa pod postacią wody postanowiła coś zrobić. W stanie w jakim aktualnie była, nie mogła używać pieczęci, ale pozostało jej kilka jutsu, które działały nawet teraz.
Uśmiechając się do siebie w myślach, skoncentrowała swoją energię i na shinobich krążących nad jej aktualną postacią pomknęły uformowane na powierzchni igły z lodu. Ninja próbowali się przed nimi bronić, jednak gdy tylko, któryś z nich został chociaż muśnięty przez zimne formacje, zamieniał się we własną śnieżną rzeźbę. Ciemnooka, nie musiała więc długo czekać, aż jej wrogowie zginą.
Kiedy już się upewniła, że wszyscy nie żyją, wypłynęła na powierzchnię ziemi i wróciła do ludzkiej postaci. Zadowolona z efektów techniki miała już wskoczyć na drzewo, kiedy pagórek przed zatrząsł. Zaniepokojona tym zamarła, a po chwili wzgórze znowu zadrżało. Przestraszona zaczęła się cofać, a wtedy ziemia została rozdarta przez kościaną rękę.
Przez wyrwę wyskoczyła ciemna postać targając kogoś ze sobą, a czerwony szkielet, który ją otaczał, niszczył wszystko na swojej drodze. Po chwili chakrowa istota zmniejszyła się tworząc coś na kształt pancerza na swoim twórcy, którym był Itachi. Uchiha położył na ziemi trzymanego przezeń człowieka, złożył kilka znaków i krzyknął uchylając chustę:
- Katon Gokakyu no jutsu! (Uwolnienie Ognia:Technika Wielkiej Kuli Ognia)
Z ust ciemnowłosego wyleciał ogromny płomień, który uformował się w ognistą kulę i poleciał na przeciwników wyskakujących z pod ziemi, spychając ich w dół.
Rozbawiona tym skromnym pokazem siły, Kamiru powoli zbliżyła się do pola walki. Z każdym jej krokiem powietrze ochładzało się, a gdy stanęła obok męża trawa w okolicy była pokryta była szronem.
Dwójka byłych Cieni spojrzała na zbierających się przeciwników, by w następnej chwili zaatakować ich za pomocą Ninjutsu. Itachi użył Katon:Gōryūka no Jutsu (Uwolnienie Ognia:Technika Wielkiego Smoczego Ognia), a Kamiru Bashōsen: Kaze no Maki (Dłoń Bananowego Wachlarza: Spirala Wiatru), obie techniki połączyły się i starły z nadciągającym na brunetów, Suiton: Suiryūdan no Jutsu (Uwolnienie Wody: Technika Pocisku Wodnego Smoka).
W momencie, gdy ataki się zderzyły powstała ogromna ilość gorąca ilość pary wodnej, który błyskawicznie się skropliła i opadła na ziemię pod postacią lodu. Konohańscy shinobi, którzy biegli na Uchihę i użytkowniczkę Hyotona niespodziewanie zaczęli ślizgać się i wywracać.
Pozostali ninja, którzy składali pieczęcie do innego wodnego jutsu dopiero po chwili zorientowali się, że coś jest nie tak, ale było już za późno. Lód podpełzł do nich pod postacią zimnych, białych węży i oplótł się wokół ich ciał, przeszkadzając im w wykonaniu technik. Szalę zwycięstwa ostatecznie przechylił atak właściciela Sharingana, który schwytawszy poprzednich shinobi w Genjutsu, podszedł do nich, starając się nie wywrócić i uwięził ich w świecie iluzji.
Zwycięska dwójka upewniła się jeszcze, czy nikt ich nie obserwuje, po czym zbliżyli się do zostawionej przez Itachiego postaci. Stojąc nad nią, Kamiru zapytała ukrywając swoją chakrę:
- To on?
Itachi skinął głową z niepokojem obserwując Hokage. W końcu mruknął do żony:
- Trzeba by go zabrać do lekarza - brunet zaczął szybko składać jakieś pieczęci, a po chwili krzyknął. - Kuchiyose no jutsu!
Z kłębów dymu, które powstały po wykonaniu techniki wyłonił się olbrzymi, czarny ptak. Przywołaniec zamachał skrzydłami rozpraszając białą chmurę i spojrzał na przywołującego ciemnym, inteligentnym okiem.
Uchiha mrugnął do niego, po czym w drapał mu się na grzbiet. Ułożył tam nieprzytomnego blondyna przed sobą tak, aby nie spadł, a następnie wyciągnął rękę i pomógł wejść na czarnopiórą istotę Kamiru. Kobieta usiadła wygodnie, a jej mąż rozkazał stworowi startować.
Po chwili lotu długowłosa ściągnęła chustę i tuląc się do Uchihy powiedziała:
- Masz jakiś zapasowy płaszcz? - wskazując na żółtowłosego dodała. - Jeszcze się bardziej pochoruje.
- Niestety - odpowiedział Itachi, w myślach wyrzucając sobie, że nie wziął odpowiedniego zwoju. - Może nic się nie stanie - wyraził swoje przypuszczenie, kierując przywołańcem tak, żeby jak najszybciej znaleźć się w Kraju Warzyw.
Kilkanaście dni później, Naruto, Mikiyo i Kurama
- Leci motylek, leci - nawijał ukryty pod kapturem blondyn wymachując pałeczkami z kulką ryżową przed nosem pięciolatki. - i ląduje!
- Ałe ujku, a nechce eść - wykrztusiła z pełną buzią dziewczynka.
- Wiem, ja też - powiedział mało przytomnie niebieskooki, chwytając pałeczkami kawałek marchewki. - To co, teraz za tatusia?
Mała pokręciła buntowniczo głową w odpowiedzi. Jej opiekun tylko westchnął ze znużeniem, po czym rzekł:
- Jeżeli zjesz jeszcze dwie kulki ryżowe to dam ci spokój, dobrze? - niezadowolona dziewczynka prychnęła słysząc te słowa, a potem pisnęła:
- Nie jestem głodna!
Żółtowłosy popatrzył na nią z rezygnacją i oświadczył:
- Niedługo wrócą twoi rodzice i jak się dowiedzą, że prawie nic nie jadłaś, to zafundują mi długi pobyt w szpitalu. A tego chyba nie chcesz, prawda? - zapytał małą Uchihę.
- Wujku! - zawołała długowłosa wycierając buzię w rękaw swojego ubranka. - Ty też nic nie jesz i żyjesz!
Lazurowooki skrzywił się wewnętrznie i powiedział:
- To nie tak! Mikiyo, ja... po prostu nie mogę dużo jeść.
- Ha! To ja też nie będę jadła - wykrzyknęła z zadowoleniem pięciolatka.
Inni klienci baru, w którym się znajdowali popatrzyli na nią złym wzrokiem za to, że im przeszkadza. Lecz ciemnooka się tym nie przejęła i w końcu piętnastolatek musiał ją uciszyć.
Wzdychając ciężko, Naruto odłożył pałeczki i zadecydował:
- Niech ci będzie - wstając dodał. - Chodź, mamy jeszcze dużo do zrobienia.
Odniósł dwa talerze na ladę i skierował się z chrześniaczką do wyjścia, ignorując dziwne spojrzenie kucharki na widok prawie nie ruszonego zamówienia. Wychodząc na zewnątrz wziął pięciolatkę na ręce, popatrzył przez chwilę na błękitne niebo bez ani jednej białej chmurki i ruszył przed siebie.
Wioska, do której zawitał wraz Mikiyo leżała na granicy z Krajem Ognia i była bardzo mała, ot, kilka domów i bar. A wokół tylko lasy i ani jednego wrogiego shinobi. Idealne miejsce, żeby odpocząć. I właśnie dlatego niebieskooki chciał tutaj przybyć.
Jasnowłosy minął ostatnie budynki i idąc przez okoliczne pola, zaczął rozmyślać nad tym z jakiego powodu jeszcze żyje. A gdyby dać sobie spokój i zginąć?
Te egzystencjalne myśli zostały odgonione przez nagłe poruszenie wśród łanów pszenicy. Moment później nad zbożem była widoczna mała ruda kita, a jej właściciel wyskoczył po chwili na trakt. Futrzak prychnął od kurzu unoszącego się w powietrzu i dogoniwszy blondyna powiedział groźnie:
- Lepiej, żeby ci nic głupiego nie wpadło do głowy.
- Eh... Kurama...
- Ty mi tu nie wzdychaj, tylko weź się w garść! - warknął Demon. - Później podyskutujemy o tym, czy powinieneś dać się zabić!
Błękitnooki tylko pokręcił głową, a chrześniaczka mocniej się do niego przytuliła i szepnęła:
- Ale ja nie chcę, żebyś ty umierał, wujku!
- Spokojnie Mikiyo, na razie nie zamierzam tego zrobić - żółtowłosy uśmiechnął się wkraczając do lasu i zrzucając z głowy kaptur. - Co powiesz na to, aby przejechać się na Lisie?
Jednak zanim dziewczynka zdążyła odpowiedzieć, z góry dobiegł trójkę podróżnych trzask łamanych i głośne krakanie. Po chwili przed nimi pojawiła się cała zdyszana Kamiru.
Jej córka, gdy tylko ujrzała matkę wrzasnęła:
- Mama!
- Ja ciebie... hyhy... też kocham - kobiecie dopiero udało się złapać oddech i wtedy powiedziała. - Naruto, masz coś do roboty w najbliższym czasie?
Blondyn zamyślił się, po czym odpowiedział:
- Nie, a co? - widząc podejrzany błysk w oczach przyjaciółki dodał. - Coś wam się stało?
- Yyy... nie! - rzekła Kamiru. - Itachi, możesz zejść! - krzyknęła ciemnowłosa w górę, a następnie spojrzała błagalnie na blondyna. - Tylko się nie złość, dobrze?
Jinchuuriki popatrzył na nią w oczekiwaniu na wyjaśnienia, więc czarnooka kontynuowała:
- No, więc jak zbieraliśmy zioła, to Ita wyczuł kogoś i... tak jakby go uratowaliśmy? - brunetka uśmiechnęła się przepraszająco. - A to był... ee...
- Tak? - zapytał blondyn.
- Znaleźliśmy twojego ojca, Naruto - rzekł Uchiha, ostrożnie zeskakując na ziemię i trzymając kogoś na rękach.
Lazurowooki popatrzył na przybyłych z niedowierzaniem, po czym bez słowa postawił Mikiyo na ziemi i zniknął wraz z Kyuubim.
Państwo Uchiha spojrzało na siebie zaniepokojeni, a Itachi mruknął:
- Można się było tego spodziewać... - brunet przykucnął i położył Yondaime na ziemi, po czym dodał. - Kamiru, idź go poszukać, zajmę się Mikiyo - długowłosa pokiwała głową, a w następnej sekundzie jej już tutaj nie było.
Jej mąż jeszcze przez moment patrzył w miejsce, gdzie stała, po czym wyciągnął rękę w stronę córki, która podbiegła do niego i mocno się przytuliła. Zdziwiony jej zachowaniem brunet zapytał:
- Coś się stało, kochanie? - pięciolatka przez chwilę pociągała nosem, by w końcu powiedzieć:
- Lisek po-powiedziaał, że wuujek chce się zaabić. - dziewczynka zaczęła płakać, a jej ojciec próbował ją uspokoić głaszcząc po plecach.
Jednocześnie analizował to, co usłyszał. A było to naprawdę niepokojące. Wreszcie szepnął:
- Wszystko w twoich rękach, Kamiru.
