Ciemnooka ścigała swojego uciekającego przyjaciela i z każdym kolejnym krokiem zdawała sobie bardziej sprawę z tego, że blondyn jej się wymknie. Rozzłoszczona kobieta przyspieszyła i z frustracją wyczuła, że jasnowłosy zrobił to samo. Co było dość dziwne jak na niego, zważywszy na to, iż woli walczyć.

Długowłosa zaczęła nad tym rozmyślać i dopiero po chwili zorientowała się, że blondyn teleportował się. I to dość daleko.

Zaskoczona jego zachowaniem, czarnooka szybko złożyła skomplikowane pieczęcie, by moment później zniknąć w ogłuszającym huku, który wstrząsnął lasem. Technika przez nią użyta, była bardzo podobna do jutsu Szybującego Boga Piorunów, którego używał Hokage, poza kilkoma szczegółami. Jednym z nich było to, że zadawała rany nieobeznanym z tą formą użycia chakry shinobi.

Tak, więc poraniona Kamiru pojawiła się nad niebieskookim wśród szalejących błyskawic i spadła mu na głowę. Dosłownie.

Nastolatek zdołał uskoczyć, ale kiedy zobaczył wściekłą długowłosą, która stała chwiejąc się lekko na nogach, odechciało mu się zostawać w okolicy. Jednak zanim spróbował się uciec, ciemnooka rzuciła się na niego z senbon w dłoniach.

Piętnastolatek natychmiast stanął w pozycji bojowej, a moment później oboje zderzyli się. W powietrzu pojawiły się iskierki z trącego o siebie metalu, po czym brunetka kopniakiem odrzuciła blondyna w stronę drzew. Ten nic z tym nie zrobił i z wielką siłą uderzył w nic niewinną roślinę, a następnie usunął się na ziemię.

Zdziwiona jego zachowaniem kobieta podeszła i zapytała:

- O co chodzi? - lecz chłopak nic nie powiedział tylko się zgarbił, a spod czarnego kaptura dobiegł ciemnooką odgłos pociągania nosem. - Powiedz!

- Odejdź! - jęknął blondyn.

- My się chyba nie rozumiemy - mruknęła czarnowłosa kucając przy blondynie, dotknęła ręką jego ramienia. - Dlaczego uciekasz?

- Proszę cię, Kamiru! - błękitnooki przetarł oczy. - Naprawdę nie chcę o tym mówić.

- Ale ja chcę! - warknęła długowłosa. - To ma coś wspólnego z Hokage, tak?

- Może - odezwał się jasnowłosy kuląc się w sobie na dźwięk słowa "Hokage". - Daj mi spokój! - dodał już podenerwowany.

- Nie! - syknęła rozzłoszczona zachowaniem przyjaciela brunetka, po czym przygarnęła go do siebie i łagodniej powiedziała. - No już, będzie dobrze, zobaczysz!

- Nic nie będzie dobrze - nastolatek przytulił się do Kamiru i zaczął się bawić jej włosami. - Nie potrzebnie go do mnie przynieśliście... . Właściwie, po co w ogóle go ratowaliście?

- Oj Naruto... - szepnęła czarnooka. - czy to teraz jest ważne?

Piętnastolatek przez chwilę nie odpowiadał, patrząc w niebo, a następnie rzekł głosem wypranym z emocji:

- Tak, bo nie będę pomagał komuś, kto o mnie zapomniał.

Długowłosa pokręciła głową i oświadczyła:

- To nie ma teraz znaczenia! On jest twoim ojcem i...

- Był nim piętnaście lat temu, - warknął niebieskooki odsuwając się od towarzyszki. - wtedy i tylko wtedy!

Nastolatek odepchnął Kamiru, po czym wstał i zaczął odchodzić.

- Naruto! - krzyknęła ciemnooka doskakując do niego i odrzucacając kaptur z jego głowy. - Naruto? - zdziwiony głos kobiety niósł się wśród lasu wywołany wyglądem blondyna. - Coś ty ze sobą zrobił? - zapytała długowłosa wpatrując się w Jinchuuriki.

A piętnastolatek rzeczywiście nie prezentował się zbyt dobrze. Wychudzona twarz, zaczerwienione oczy i przerzedzone żółte włosy. To na pewno nie był wygląd kogoś kto był uważany za silnego ANBU.

Czarnowłosa widząc takiego lazurowookiego, złapała go za rękę i podwinąwszy na niej rękaw zamarła w szoku. Przed ramię było poznaczone wieloma różnymi ranami i siniakami, które najwyraźniej nie zamierzały się goić.

- Dlaczego? - spytała cicho ciemnooka, ale chłopak nic nie odpowiedział. - Chcesz się zabić?!

Nastolatek przymknął oczy i pokiwał głową, by następnie powiedzieć:

- Nie mam po co żyć... A wspomnienia nadal wracają!

- Wiem - mruknęła Kamiru i drugą ręką przejechała mu po lisim wąsiku. - Ale trzeba żyć dalej!

Jasnowłosy opuścił głowę, po czym szepnął:

- Nie... a nawet jeśli, to niby z jakiej racji?

- Eh... tak to do niczego nie dojdziemy. - mruknęła czarnooka, po czym dodała już głośniej, patrząc w niebieskie oczy rozmówcy. - Uspokój. Się. - nie widząc jednak reakcji na swoje słowa powiedziała. - Zaopiekuj się nim. Tylko tyle chcę, żebyś zrobił.

Lazurowooki spoglądał kobiecie w oczy jeszcze przez chwilę, po czym jego tęczówki zrobiły się granatowe, a z jego ciała zaczęła się wydobywać Lisia chakra pomieszana z jego własną. Wirując chakra uleczyła blondyna i przy okazji Kamiru, a następnie wróciła do swojego właściciela, który ciężko westchnął i rzekł:

- Dobrze, - brunetka uśmiechnęła się lekko. - ale w zamian chcę, żebyście się wybrali do pewnego miejsca - to już się mniej Kamiru podobało, ale nie chętnie skinęła głową.

Granatowooki zamrugał, nie spodziewał się tak łatwej zgody, po czym rzekł:

- W takim razie idziemy!

Kilka minut później Naruto wraz z Kamiru pojawił się przed Itachim. Widząc ich brunet chciał coś powiedzieć, lecz zrezygnował, gdy spojrzał w oczy blondyna. Kłębiące się w nich emocje i kamienna twarz ich właściciela zazwyczaj zwiastowały nie przyjemną śmierć.

Ciemnowłosy cofnął się z Mikiyo na rękach, byle tylko z dala od nastolatka, który powoli zbliżył się do nieprzytomnego Hokage. Przykucnął przy nim i pustym wzrokiem spojrzał na rany i w końcu powiedział chłodno:

- W jakim stanie był jak go znaleźliście?

Brunetka, która aktualnie stała obok swojego męża rzekła niepewnie:

- Noo, był nieprzytomny - kobieta wzruszyła ramionami. - podczas podróży też się nie obudził... chyba - kobieta spojrzała na Itachiego, który pokręcił głową i odezwał się:

- Raz... na może dwa się ocknął na chwilę. Próbowaliśmy mu dać coś do zjedzenia, ale... nic z tego - czarnowłosy podrapał się po głowie pod spojrzeniem niebieskich oczu, których właściciel nie wyglądał na zadowolonego, więc dodał na swoją obronę. - Nie pił też za dużo...

- No co ty nie powiesz - oświadczył pogardliwie Jinchuuriki. - A poza tym?

- Naruto! - zawołała oburzona zachowaniem nastolatka Kamiru, ale spojrzenie, które rzucił jej chłopak, powstrzymało ją od dalszych słów.

Piętnastolatek omiótł wzrokiem swoich towarzyszy, po czym zadecydował:

- Na waszą usilną... prośbę, zaopiekuję się nim - widząc jak Uchiha wzdycha z ulgą szybko dodał. - Wy zaś dowiecie się, co się dzieje w Konoha. I nie obchodzi mnie co macie dopowiedzenia - powiedział widząc sprzeciw w oczach długowłosej.

- Dobrze wiesz, że nie mogę tam wrócić - mruknął Itachi do podnoszącego z ziemi Yondaime blondyna.

- Trzeba było myśleć nad tym wcześniej - prychnął niebieskooki. - I jeszcze jedna sprawa, nie będę się teraz opiekował waszą córką - z tymi słowami żółtowłosy zaczął odchodzić w głąb lasu, by po chwili zniknąć z oczu dwojga shinobi.

Dwójka dorosłych, która pozostała na drodze aż trzęsła się ze złości, wreszcie czarnooki wziął głębszy wdech i zapytał:

- Nie mogłaś tego załatwić inaczej?

- A ty wiesz co on tam bełkotał? - warknęła podenerwowana kobieta. - Takich bzdur w życiu nie słyszałam!

- Może - zgodził się brunet. - Jednak jeśli to co powiedziała Mikiyo jest prawdą to mamy większe kłopoty - widząc podejrzliwy wzrok żony pokiwał głową. - Naruto ma depresję

- Ty żartujesz sobie, co nie? Pewnie ma jakieś tam problemy, ale chyba nie aż takie! - zawołała zaskoczona długowłosa, lecz kiedy czarnooki pokręcił głową dodała pewnie. - To najsilniejsza psychicznie osoba jaką znam! Nie, to niemożliwe!

- A jednak - powiedział cicho Itachi. - Bo jak inaczej wyjaśnisz myśli samobójcze?

Brunetka słysząc to pokręciła z niedowierzaniem głową i rzekła ruszając w odwrotnym kierunku niż niebieskooki:

- Ja i tak nadal uważam, że to nieprawda! Nie zrobił by nam tego - Kamiru popatrzyła przed siebie rozmyślając nad tym co usłyszała, ale niedługo zrezygnowała i zmieniła temat. - Gdzie się podziała ta chole- znaczy się Amaidesu? - zanim jednak Mikiyo lub Itachi zdołali odpowiedzieć z góry dobiegł całą czwórkę niezadowolone syknięcie, a moment później na ramieniu długowłosej wylądował poszukiwany kot.

Kunoichi zachwiała się, a futrzak odruchowo żeby nie spaść przytrzymał się pazurami i głośnym miauknięciem obwieścił wszystkim wokoło, że tak się nie traktuje kota takiego jak on. W odwecie za udrapnięcie ją, Kamiru zrzuciła z siebie zwierzaka i wkurzona zaczęła go gonić krzycząc jednocześnie coś o zupie z kota.

W tym samym czasie Itachi myślał co w pierwszej kolejności należy zrobić i wreszcie powiedział do córki:

- Pamiętasz panią Inari? - odczekał aż pięciolatka pokiwa główką, po czym kontynuował. - A co powiesz na to, aby zostać z nią na jakiś czas?

- Muszę? - dziewczynka popatrzyła błagalnie na ojca. - Przecież wy tu jesteście

- To prawda kochanie, - rzekł Uchiha odgarniając ręką pięciolatce włosy z twarzy. - ale ja i twoja mama musimy coś załatwić i przez jakiś czas nas nie będzie. - "O ile wcześniej nikt nas nie zabije" pomyślał brunet.

Jego tok myślenia przerwały następne słowa małej:

- Wrócicie, prawda?

- No oczywiście, że tak! - zawołał mężczyzna ze śmiechem. - Dlaczego mielibyśmy nie wrócić?

- Nie wiem - odpowiedziała niepewnie długowłosa - tocząca się rozmowa została niespodziewanie przerwana przez nadbiegającą Kamiru, gnającą za ratującym swoje życie czarnym futrzakiem.

Jednak to co powiedział Itachi nie było pozostawiane samo sobie. Echo poniosło je daleko, a blondyn biegnący wiele kilometrów dalej przez las usłyszał to jako ledwie słyszalny szept i zatrzymał się.

W głowie chłopaka dźwięczały słowa Uchihy, jakby ten stał tuż obok niego i żądał odpowiedzi. Wreszcie wykrztusił:

- Bo nie będzie po co wracać - jak tylko to powiedział z jego oczu popłynęły łzy i niebieskooki zaczął pociągać nosem.

Obrócił się w stronę oddalonych od niego przyjaciół, po czym powiedział cicho:

- Żegnajcie - w miejscu, gdzie stał błysnęło, a on sam zniknął, wywołując tym samym lekki grzmot.

Pojawił się kilkanaście kilometrów dalej, przy starej chatce położonej w górach, otoczonej ze wszystkich stron lasem. Budynek był wyraźnie zamieszkany, gdyż z komina ulatywał dym, rozpraszany przez chłodne podmuchy jesiennego wiatru. Jeden z nich owiał niebieskookiego i Yondaime na jego rękach. Kage zadrżał z zimna i jęknął, na co błękitnooki pokiwał głową, po czym zaczął iść w kierunku drzwi, depcząc przy okazji opadłe z drzew kolorowe liście.

Stojąc przed wejściem bez wahania otworzył je i wszedł do środka. Wnętrze budynku było skromnie urządzone. Podłoga była z jasnych drewnianych paneli, a ściany miały kolor piaskowej żółci. Na korytarzu stała szafka, a obok niej znajdował się wieszak.

Jinchuuriki uśmiechnął się lekko i nie ściągając butów poszedł w głąb domu. Po kilkudziesięciu krokach znalazł się w przytulnym salonie i położył na sofie, która się tam znajdowała, niesionego Hokage.

Następnie wyszedł z pokoju, zdjął obuwie, które rzucił gdzieś w kąt i skierował się do kuchni. Zajrzał do niej, po czym powiedział do swojego klona krzątającego się tam:

- Znikaj! - klon tylko skinął głową i zamienił się w obłok białego dymu.

Zadowolony wrócił na korytarz i ściągnął płaszcz, po czym położył go na meblu znajdującym się za wejściem i obrócił się w stronę okna, za którym było widać ogród otaczający jego dom.

Niebieskooki z nostalgią wpatrywał się w opadające powoli liście, które w następnej chwili były porywane przez wiatr i zastanowił się, czy jego życie też jest jak to listowie?