Naruto pewnie dalej wpatrywałby się w swój ogród, gdyby w jego głowie nie odezwał się Lis:
- Naruto, co zamierzasz zrobić? - cichy głos Demona sprowadził go na ziemię.
Blondyn ciężko westchnął, po czym odpowiedział w myślach:
- Dobrze wiesz co, opiekować się moim... nie, Yondaime - nastolatek szybko zamrugał i zaczął się wpatrywać w ćwierkające za szybą wróble.
- Nie o to mi chodzi! - warknął Dziewięcioogoniasty szczerząc kły za swoją klatką. - Jeżeli dalej chcesz tam iść...
- Kurama! To nie tak, że ja coś chcę! - powiedział ostro niebieskooki materializując się przed pieczęcią. - Ja muszę to zrobić. Po prostu muszę - dodał już ciszej spoglądając w czerwone oczy przyjaciela.
Ogoniasty prychnął, a jego kity gwałtownie zamachały w powietrzu, gdy rzekł:
- Na pewno jest jakiś inny sposób - żółtowłosy słysząc odwrócił się do niego tyłem i usiadł poturecku na zalanej podłodze, by zaraz oświadczyć szeptem:
- Nie ma.
Kyuubi warknął słysząc jego słowa, a następnie zamigotał i przedostał się przez klatkę. Już jako dużo mniejsza wersja samego siebie zbliżył się do Jinchuuriki i otarł się o niego. To pomagało, a przynajmniej wtedy, gdy jasnowłosy był młodszy. Dziewięć puchatych ogonów otuliło się wokół chłopaka, a ich właściciel pomyział mokrym nosem twarz niebieskookiego.
Po chwili Lis usadowił się wygodnie na nogach blondyna i rzekł filozoficznie:
- Zawsze jest jakieś wyjście.
- Nie w moim przypadku - mruknął piętnastolatek drapiąc Demona delikatnie za uszami.
- Ej! Gdzie się podziała twoja wesoła wersja? - zawołał Ogoniasty nie mogąc znieść nastroju, który zapanował.
- Została w tej sali tortur, gdzie byłem przetrzymywany.
- Ty znowu o tym? - zawarczał Dziewięcioogoniasty. - Zapomnij, że cokolwiek się tam wydarzyło i co powiedzieli!
- Nic nie rozumiesz - oświadczył żółtowłosy i wrócił do świata rzeczywistego.
Kurama jeszcze przez chwilę czekał, upewniając się, czy aby na pewno blondyn nie wróci i podszedł do jednej z popękanych, złotych ścian tworzących sklepienie prowadzące do pieczęci. Przyjrzał się jej z bliska, dostrzegając siateczkę ledwo widzialnych szczelin i ze smutkiem zgodził się z tym, co powiedział mu wcześniej Jinchuuriki. On musi dostać się do Wioski Ukrytej w Mroku. Musi zmierzyć się ze swoim lękiem.
Demon dotknął pazurem jednego z pęknięć w kamieniu i prawie usłyszał zdławiony krzyk bólu jasnowłosego, który po raz kolejny miał rację. Tego nie da się zapomnieć, ani wyleczyć. A przynajmniej on nie jest wstanie tego dokonać. Uszkodzenia były pomimo swej wielkości, zbyt głębokie.
Przybity wrócił za klatkę, żałując, że nie jest wstanie pomóc swojemu przyjacielowi. Dokładnie tak samo, jak półtora roku temu.
Kilkadziesiąt dni później, Kamiru i Itachi
W spokojnej do tej pory Konohagakure panowało niezłe poruszenie, wywołane przez schwytaną dwójkę shinobi, znajdujących się akurat w Wieży Hokage i czekających na werdykt przywódcy wioski, a raczej przywódczyni.
To była pierwsza kwestia, na którą zwrócił uwagę Itachi spoglądając hardo w oczy blondynki czekającej na jego odpowiedź. Jako, że wciąż nic mnie mówił, nowa Hokage zmrużyła swoje oczy i warknęła:
- Odpowiadaj, Uchiha! - brunet prychnął, a następnie gładko skłamał:
- Nie, nie wiem gdzie teraz jest Aoi Senko.
- To radzę się tobie dowiedzieć, waszej dwójce - jasnowłosa rzuciła okiem na ciemnooką stojącą obok Itachiego i rzekła do niej. - Od tej pory będziesz przebywała w kompleksie Uchiha i podlegała przywódcy klanu Uchiha.
Czarnowłosa wzruszyła ramionami i mruknęła ironicznie:
- Jakby mnie to obchodziło...
- Od teraz jesteś shinobi naszej wioski i będziesz wykonywała rozkazy jakie dostaniesz - powiedziała chłodna Sanninka.
Ciemnowłosa chciała jej coś odpowiedzieć, ale widząc ostrzegawcze spojrzenie Itachiego zrezygnowała. Zadowolona Hokage skinęła lekko głową i jeden z Anbu przebywający w pomieszczeniu wyprowadził brunetkę z biura.
Gdy drzwi zamknęły się za wychodzącymi Hokage odezwała się:
- Na razie nie wiem, co z tobą zrobić i aby zapobiec twojej ewentualnej ucieczce będziesz tymczasowo mieszkał w kwaterach Anbu - widząc sprzeciw w oczach mężczyzny dodała. - Gdy upewnię się, że ani ty, ani twoja koleżanka nie chcecie tutaj nic zniszczyć, wtedy rozważę wcielenie was do Anbu.
- Nie! - sprzeciwił się ciemnowłosy, a w jego oczach zamigotał Sharingan.
Widząc to blondynka ostrzegła go:
- Za atak na Hokage jest kara dożywocia lub natychmiastowej śmierci - Itachi popatrzył na nią zimno i odpowiedział, dezaktywując Kekkei Genkai:
- Jak sobie życzysz.
- Zabierzcie go stąd! - pozostała dwójka Anbu stanęła po bokach Uchihy, po czym cała trójka zniknęła w kłębie dymu.
Jasnowłosa wstała z fotela i podeszła do okna. Rozejrzała się po wiosce leżącej poniżej i patrząc na idącą kilka ulic dalej schwytaną ciemnowłosą, zastanawiała się, czy postąpiła dobrze. No cóż, takich spraw się na trzeźwo nie zrozumie.
Z lepszym humorem wyciągnęła ze skrytki butelkę z sake na czarną godzinę. Teraz wszystko będzie zrozumiałe.
W tym samym czasie, Naruto i Minato
Kuchnia nie była mocną stroną Naruto. Właściwie, to nie za bardzo umiał obchodzić się z akcesoriami wewnątrz niej. Na pocieszenie mógł dodać, że tym razem nie wysadził w powietrze mikrofalówki. Lodówka też jest cała. Nawet piekarnik nieźle się trzyma. Co innego toster
Blondyn spojrzał na resztki spalonego urządzenia z zaskoczeniem. Przecież zrobił wszystko tak jak trzeba! Ustawił na maksimum pokrętła i włożył tosty. Troszkę mocno się przypaliły.
Niebieskooki pokręcił głową i zostawił w spokoju zniszczoną rzecz i wyciągnął z lodówki masło oraz dżem, a z szafki chleb. To było dużo prostsze niż obsługa elektronicznego ustrojstwa.
W tym samym czasie do pomieszczenia wszedł Lis i westchnął wskakując na stół:
- Znowu? To już będzie dziesiąty w tym roku! - Demon zamachnął się ogonem, a tosty wraz z tosterem zniknęły. - I zostaw ten nóż!
- Kurama, umiem się posługiwać... - ostrze, którym się bawił, wymsknęło mu się z ręki i wbiło w podłogę.
- Właśnie widzę - powiedział Kyuubi patrząc na pozostałe przedmioty na stole jak na karteczki wybuchowe z opóźnionym zapłonem. - Idź stąd, jeszcze coś się stanie.
- Jak sobie chcesz - blondyn wstał od stołu i wyszedł z pomieszczenia.
Moment później jednak wrócił i zapytał:
- Yondaime się obudził? - przez przypadek trącając wiszący na ścianie kuchni obraz.
- Nie - powiedział futrzak nawet nie patrząc w stronę Jinchuuriki.
- Aha - niebieskooki wyszedł na korytarz, a kilka sekund później w kuchni spadło malowidło.
Dziewięcioogoniasty obrócił tylko głowę w stronę roztrzaskanego przedmiotu i poprzysiągł sobie, już któryś raz z rzędu, że nie wpuści do kuchni blondyna. Choćby nie wiem co!
W tym samym czasie niebieskooki udał się do salonu, gdzie w najlepsze spał Yondaime. Wszedł cicho do pomieszczenia i ignorując leżącego na kanapie mężczyznę podszedł do stojącego przy ścianie regału z książkami i zwojami.
Właściwie to była mała biblioteczka, różniąca się tym od innych tego typu rzeczy, że spora część literatury znajdowała się na podłodze poukładana w stosy, bo na półkach nie było już miejsca. Blondyna zresztą niespecjalnie obchodził ten bałagan, rzadko kogo zapraszał do swojego domu, a te kilka osób, które tu były znały go na tyle żeby wiedzieć, iż w jego otoczeniu zawsze panuje "artystyczny nieład".
Jasnowłosy ostrożnie zbliżył się do chwiejnych wież z papieru i lawirując pomiędzy nimi, szukał czegoś do poczytania. I po dłuższej chwili znalazł, książka była w jednej z dwóch, ułożonych z tomów, piramid. Dobrą chwilę zajęło mu wyciągnięcie lektury i gdy już myślał, że mu się udało... budowla zachwiała się. Blondyn odskoczył w tył, żeby nie oberwać spadającymi książkami.
Wpatrując się w zwalone woluminy niebieskooki cicho westchnął i odłożył na stolik stojący po środku pomieszczenia książkę i zaczął układać wszystko tak jak było. Prawie skończył, gdy Yondaime niespodziewanie poruszył się na kanapie i jęknął.
Jasnowłosy zamarł, po czym ostrożnie odłożył na miejsce jeden z ostatnich zwojów i podszedł do kanapy. Dopiero z tej odległości mógł dostrzec, że Hokage nie wygląda najlepiej. Szybko sprawdził, czy nie ma gorączki i syknął z niezadowolenia, kiedy okazało się, że się myli.
Niewiele myśląc pobiegł do łazienki, a moment później wrócił z mokrym ręcznikiem, który położył na czole chorego. Przez chwilę wpatrywał się w twarz Kage, tak podobną do jego samego. W pewnej chwili bezwiednie uniósł rękę i dotknął żółtych włosów Yondaime. Naruto uśmiechnął się lekko, ale jak tylko zdał sobie sprawę z tego, co robi, szybko zabrał dłoń i cofnął się. Lepiej, żeby nie zaczynał budować czegoś, co później będzie musiał zniszczyć. Za dużo by wtedy stracił.
Nie mógł, jednak odejść tak po prostu. Stał, więc nad ojcem, nie wiedząc jak pozbyć się tego uścisku w klatce piersiowej, który ogarniał go na samą myśl, że człowiekowi leżącemu przed nim może coś się stać. Kiedyś pożałuje, że tak łatwo przywiązuje się do praktycznie nieznajomych ludzi.
Wzdychając ciężko odwrócił się od chorego i napotkał na swojej drodze Lisa. Demon wpatrywał się w niego ze zrozumieniem w oczach, po czym przybrał wystarczająco dużą postać, by móc, nie spoglądając w górę, widzieć swojego Jinchuuriki, a następnie wyciągnął łapę i położył ją na ramieniu nastolatka. Chłopak w odpowiedzi tylko spuścił oczy i strącił rękę bestii, po czym powlókł się do swojego pokoju, zostawiając w salonie Kyuubiego i Yondaime.
Ogoniasty prychnął, kiedy jego przyjaciel wyszedł z pomieszczenia i jednocześnie patrząc na gorączkującego Hokage. Chciał mu coś zrobić. Żeby na cierpiał się tak jak on sam, kiedy był pieczętowany. Pragnął zadać mu taki ból, że do końca życia by się nie pozbierał. Ale... nie potrafił. Nie był wstanie skrzywdzić Kage, a powodem, dla którego to robił, był Naruto. Blondyn miał już wystarczająco dużo na sumieniu, a zabicie ojca pewnie by go złamało.
Co nie znaczyło, że zupełnie porzucił myśl o zemście. Z wrednym uśmiechem Demon wskoczył na kanapę, a potem, w mniejszej postaci, wygodnie umościł się na blondynie okazyjnie drapiąc go pazurami. W końcu nikt nie powiedział, że nie może mu uprzykrzyć życia.
