Konoha, Kamiru
Paździenik w Konohagakure nie był najwspanialszą porą roku. Często padało i wiał silny wiatr, przez co było jeszcze zimniej niż wskazywała na to temperatura na termometrach. Jednak Kamiru była wstanie znieść te wahania pogody, ale za to niezwykle wkurzało ją przebywanie w Wiosce. Nie chodziło nawet o to, że była stale kontrolowana, tylko o brak Itachiego u jej boku. A to, że mieszkańcy Dzielnicy Uchiha po cichu z niego szydzili doprowadzało ją do szału!
Nie powinna się zgadzać na przybycie tutaj. Przynajmniej ma nauczkę na przyszłość. Jak Naruto następnym razem powie, że czegoś ma nie robić to się go posłucha. A tak? Musi siedzieć w głównej siedzibie klanu Uchiha i użerać się z jej mieszkańcami. Całe szczęście, udało jej się znaleźć jakieś spokojne miejsce na piętrze na parapecie przy oknie i mogła ignorować resztę Sharinganowców, i wpatrywać się w spływające po szybie krople wody, bo na zewnątrz nie było nic ciekawego poza gęstą mgłą.
Obserwując ten jakże emocjunujący wodny wyścig, usłyszała głos pani domu, Mikoto:
- Kochani, chodźcie na obiad!
Chwilę później z dołu dobiegł dźwięk odsuwanego krzesła, obwieszczając wszem i wobec, że w kuchni jest przywódca klanu, Uchiha Fugaku. Potem już wszystko zostało zagłuszone przez dyskusję na temat... . Właściwie, Kamiru nie wiedziała na jaki temat, coś o kłopotach na misjach. Czyli również nic interesującego.
Kichając od wilgoci panującej w budynku przez deszcz, brunetka spojrzała na swoje odbicie w szkle, po czym cicho jęknęła. W jej włosach pojawiło się kilka białych pasemek, które pojawiały się tuż przed pierwszymi śniegami. Po nich można też poznać osobę z jej klanu. Ciekawe, jak zareagują jej strażnicy, kiedy dowiedzą się kim jest? Będzie musiała zobaczyć ich minę!
Z odrobinę lepszym humorem chuchnęła na szybę, a spływająca po niej woda w ułamku sekundy zamieniła się w kryształki lodu, tworząc finezyjny wzór z kropli. Prawie zachichotała, widząc z jaką łatwością udało jej się to zrobić, gdy kilka metrów od niej zaskrzypiały deski.
Spojrzała spod przymrużonych oczu na przybysza i omal nie jęknęła. Stał tam nie kto inny niż brat Itachiego, Uchiha Sasuke. W oczach bruneta błyszczał Sharingan, który w momencie, gdy nastolatek zaczął się do niej zbliżać przekształcił się w Mangekyo Sharingan. Czarnowłosy zatrzymał się kilka kroków od starszej kunoichi, a następnie cicho zapytał:
- Jak to zrobiłaś?
- Nie musisz tego wiedzieć - odburknęła mu Kamiru zeskakując z parapetu. Chciała odejść, ale Uchiha jej na to nie pozwolił, po czym powtórzył pytanie. W odpowiedzi usłyszał jedynie. - Ciekawość to pierwszy stopień do grobu, nie sądzisz? - zgracją wyminęła szesnastolatka i ruszyła w głąb korytarza.
- Jak na kogoś, kto jest na łasce lub niełasce Hokage, jesteś bardzo pewna siebie - powiedział z pogardą chłopak.
Brunetka zatrzymała się, obróciła głowę w stronę ciemnowłosego, a następnie rzekła:
- Jak na kogoś, kto mnie nie zna, rzucasz lekkomyślne opinie - popatrzyła nieco złośliwie na shinobi. - Co tam u Orochimaru?
- I ty podobno zaliczałaś się do Cieni? - zakpił Sasuke. - Każdy wie, że...
- Orochimaru żyje i ma się dobrze - wtrąciła długowłosa szokując nastolatka, po czym ruszyła dalej, rzucając na odchodnym. - I ty się zaliczasz do Anbu? Dobre sobie! - zmrużyła oczy. - Każdy wie, że ten gad żyje - zniknęła za rogiem korytarza.
Rozzłoszczony Uchiha patrzył jeszcze przez chwilę w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu stała długowłosa, po czym odwrócił się i ruszył do kuchni. Bez słowa usiadł na machoniowym krześle i nie interesując się rozmową dorosłych, bił się z myślami. Bo ta kobieta MUSIAŁA kłamać! Zabił Wężowego Sannina. Pamiętał nawet, jak wbijał wzmocnione Chidori Kusanagi w jego serce i jak iskra życia gasła w oczach Orochimaru. To niemożliwe, żeby przeżył! Prawda?
Dobę później, Minato i Naruto
Obudził go dźwięk płynącej wody. Nawet nie chciał otworzyć oczu spodziewając się co zastanie. Dopiero podłuższej chwili zrozumiał, że nastąpiła jakaś zmiana. Jego rozgorączkowany umysł zorientował się, że chłod towarzyszący mu od czasu jego pobytu w jaskini, ustąpił. Niepewny czego się spodziewać, leżał w bezruchu, czekając na dalszy rozwój wypadków.
W między czasie skupił się na wyczuciu chakry otaczających go osób. Wyczuł dwie w całej okolicy, a jedna z nich była mu niepokojąco znajoma. Kilka długich minut poświęcił na przypomnienie sobie, kto był jej właścicielem, a następnie zamarł zszokowany. Ta energia mogła należeć tylko do jednej istoty. Do Kyuubiego. Moment później uspokoił się i spróbował jakoś racjonalnie wyjaśnić, skąd Demon mógł się tu wziąć.
Nim jednak do tego doszedł, szum wody ustał, a on usłyszał jak ktoś niedaleko przechodzi po drewnianych panelach. Dopiero teraz zwrócił uwagę na tą drugą chakrę. Była dużo mniejsza od poprzedniej, ale, z jakiegoś powodu, nie mniej groźna. Co ciekawe, wydawała mu się też taka jakaś krucha. Próbował się zorientować dlaczego tak jest, ale nic z tego nie wyszło. Odetchnął głębiej wiedząc, że nic z tym teraz nie zrobi.
W następnej chwili omal nie dostał zawału serca, kiedy to dziwna chakra znalazła się przy nim. Potem jej właściciel dotknął ręką jego czoła, a później powiedział:
- Jak się czujesz? - nieznajomy miał dziwny głos, jakby kiedyś zdarł sobie gardło, które nie zupełnie wyzdrowiało.
- Dobrze - wychrypiał. Od czego ma taką chrypę?
- To świetnie - usłyszał w odpowiedzi. - Możesz otworzyc oczy? - z trudem pokręcił przecząco głową, dowiadując się przy okazji, że każdy ruch jest strasznie męczący. - Rozumiem - mruknął nieznajomy, po czym odszedł.
Przez kilka następnych godzin był pogrążony częściowo w śnie, leniwie przypominając sobie co się ostatnio działo. Trucizna w kawie i jego porwanie. Zimna jaskinia ze skał wysysających chakrę i strzykawki z mętną substanscją. Hałas. A co było dalej? Niebo i szum wiatru. Głosy. Ta dziwna energia. A w końcu pobudka tutaj.
Ocknął się słysząc trzask zamykanych drzwi. Czyli ten ktoś musiał wyjść, kiedy mocniej mu się przysnęło. Ponownie coś zaskrzypiało i zadźwięczała stal. Chyba o kafelki. Potem niezadowolone prychnięcie i zbyt ciche by je rozróżnić, słowa. Później już dobiegły go odłosy kuchennej krzątaniny, przy której zasnął.
Obudziło go potrząsanie za ramię. Zajęczał, bo ten ruch powodował dość duży ból. Na szczęście, nieznajomy najwyraźniej zależało na wybudzeniu go i nie próbował dalej tego robić. Nie na długo miał jednak święty spokój. Moment później do jego ust została przystawiona łyżeczka i na siłę wepchnięto mu jej zawartość. Cokolwiek to było, nie było zbyt smaczne przez leki, które zostały do tego dodane, ale nie miał szans na sprzeciw. Nieznajomy karmił go tym czymś, a on przecież nie był głodny!
Między dziewiątą, a dziesiątą łyżeczką zacisnął usta na znak protestu. Kto by pomyślał, że jest w tym tyle satysfakcji?
Obcy tylko westchnął na tę demonstrację i powiedział:
- Albo będziesz się zachowywał jak przystało na Hokage i bez marudzenia zjesz tę mieszankę leków i rozgotowanego ryżu, albo będziesz się dalej starał o to, bym był na ciebie zły. A mam wiele powodów do tego. I wyładuję to na Konoha!
Jak on śmie grozić jego wiosce?!
Czując narastającą w nim wściekłość wychrypiał:
- Nie pozwolę ci! - nieznajomy lekko się zaśmiał w odpowiedzi, po czym rzekł:
- Najpierw wyzdrowiej, bo w tym stanie nie stanowisz zagrożenia nawet dla komara!
Zabolało. Pokonał Kyuubiego, a ten człowiek mówi, że nie pokona byle owada?
Chciał coś powiedzieć, ale znowu został zmuszony do jedzenia. Gdy już myślał, że więcej już nie będzie wstanie przełknąć, nieznajomy oświadczył, że zjadł wystarczająco dużo, a później podniósł go do pionu i namówił do wypicia herbaty.
Potem obcy na chwilę gdzieś odszedł, a on miał troszkę czasu, który poświęcił na myślenie. Jednak jego głowa zaczęła powoli robić coraz cięższa i gdy wrócił nieznajomy, on już sobie smacznie spał.
Tymczasowy lekarz Yondaime uśmiechnął się, widząc, że leki zaczęły już działać, po czym odłożył na stolik trzymaną apteczkę. Zrzucił koce z blondyna i zaczął mu zmieniać opatrunki. Następnie ponownie wybył z pomieszczenia i udał się do swojej sypialni na drugim końcu domu. W pomalowanym na niebiesko pokoju szybko odszukał jakiś luźny, gruby sweter zabarwiony na biało i długie spodnie, tym razem w kolorze granatu. Obie te rzeczy wreszcie na coś się przydały, bo były na niego o wiele za duże i nie bardzo chciał w nich chodzić.
Zadowolony wrócił do salonu i przebrał mężczyznę w nowe ubranie, a następnie z lekkim uśmiechem poszedł na dach i wygodnie się na nim wyłożył. Dopiero tam zorientował się, że szczerzy się jak głupi.
Pokręcił głową z niedowierzaniem, po czym już w gorszym humorze spojrzał na swoją dłoń. Pieczęć, która się na niej znajdowała, była symbolem jego przywiązania do Mroku, dopóki go nie zniszczy, nie będzie miał czego szukać na świecie.
Trzy tygodnie później
Naruto siedział sobie wygodnie na fotelu czytając jakąś książkę o pieczęciach i wsłuchując się w ciche tykanie zegara. Cały czas tylko tik-tak. Zwariować idzie. Ale ten odgłos był co chwilę przerywany przez chrapanie dobiegające z pokoju dla gości, do którego dużo wcześniej przeniósł Yondaime. A jako, że mężczyzna dużo spał(zwłaszcza jak dosypało mu się proszki na sen), to mógł w spokoju sobie odpocząć.
Nastolatek ziewnął ze zmęczenia i zamrugał, kiedy obraz rozmazał mu się przed oczami. Sam będzie musiał zacząć brać te tabletki nasenne, bo inaczej się nie wyśpi. Leczenie Kage jest strasznie męczące, zwłaszcza jeżeli pacjent uparł się, że odkryje jego prawdziwą tożsamość. Całe szczęście, że jego pokój miał silne zabezpieczenia w postaci kilkunastu pieczęci i stróżującego Kuramy, więc osłabiony Cień Ognia nie miał na to szans.
Jinchuuriki westchnął odwracając kartkę tomu. Zapowiadał się kolejny ciężki dzień, trzeba będzie pilnować Kage i Lisa, by się nawzajem nie pozabijali, chociaż... Blondyn zerwał się z fotela czując dreszcze na całym ciele. To było dziwne, zazwyczaj działo się to, gdy ktoś mu bliski mógł zostać zabity. Czyżby jego "rodzina" była w niebezpieczeństwie?
Prychnął, po czym szybkim ruchem włożył zakładkę między strony i odłożył książkę, po czym na wyciągniętym z kieszeni skrawku papieru nabazgrał krótką informację dla Hokage i wybiegł na dwór zabierając przy okazji swój płaszcz z kapturem.
Wskoczył na pobliskie drzewo i ruszył w kierunku, z którego wyczuwał zagrożenie, zarzucając jednocześnie na siebie ubranie. Z ogromną szybkością pędził przez las i starając się nie myśleć, co zastanie na miejscu.
W pewnej chwili, w jego głowie zabrzmiał zaspany głos Lisa, który został w domu i leżał sobie na miękkim łóżku:
- Gdzie się... (ziewnięcie)... wybierasz?
- Po Mikiyo, coś się dzieje, a ja nie potrafię dokładnie określić co.
- Aha - mruknął Demon ponownie zapadając w drzemkę. - Wracaj szybko.
- Niech ci będzie - blondyn uśmiechnął się. - A ty pilnuj Kage.
Niebieskooki nie usłyszał odpowiedzi od Kuramy, który najwyraźniej już wrócił do spania i zachichotał. Ciekawe, jak będzie wyglądał jego dom jak wróci?
Kilka godzin później
Jasnowłosy stał pośrodku doszczętnie zniszczonej wioski. To stąd wyczuwał zagrożenie, bo chociaż najgorsze już przeszło, to co którzy to zrobili dalej się tu kręcili. I mieli jego chrześniaczkę.
Wściekły nastolatek aktywował Aoimokugana i przypatrzył się uważnie całej okolicy. Nikogo nie zauważył. Czyli jego wrogowie byli gdzieś dalej.
Blondyn zmrużył oczy, po czym szybko złożył kilka pieczęci i dotknął ziemi mówiąc:
- Kuchiyose no jutsu! Okaminaru!
Z kłębów rozwiewanego dymu wyłonił się ogromny, czarny wilk. Ten sam, który go ugryzł, gdy miał siedem lat. Ninken spojrzał w oczy przyzywającego, a następnie warknął. Widać było, że jest z jakiegoś powodu niezadowolony.
Jego właściciel lekko się uśmiechnął i pogłaskał zwierzę po pysku, po czym powiedział:
- Znajdź Mikiyo! - bestia wyszczerzyła kły w odpowiedzi, a w następnej sekundzie obróciła się i pobiegła w kierunku żółtawego morza trawy ciągnącego się w okolicach wsi.
Blondyn skoczył za nią, co raz bardziej zaniepokojony. Nie zrobił jednak nawet pięciu kroków, kiedy fragment noszonego przez niego kryształowego naszyjnika gwałtownie się rozgrzał. Czyli było coraz gorej. Niewiele myśląc teleportował się do chrześniaczki, nie zważając na przyszłe tego konsekwencje i ból w oczach.
Pojawił się na skraju jakiegoś obozu. Już z tej odległości słyszał dobiegające z niego krzyki. W tym i Mikiyo. W jej głosie pobrzmiewało ogromne cierpienie. Szybko wyskoczył zza drzewa, gdzie się teleportował. Nie pozwoli, żeby coś zrobili dziewczynce!
To jednak okazało się fatalnym błędem, bo strzegący obozowiska shinobi dostrzegli go i zaatakowali. Uniknął nadlatujących w jego stronę kunai rzuconych przez jednego z przeciwników, a z drugim starł się w walce na sztylety. Jednym szybkim ruchem podciął mu nogi i odskoczył przed rzucającym się na niego drugim strażnikiem. Jednocześnie rzucił shurikenem w leżącego wroga, uśmiercając go. Następnie uchylił się przed kopniakiem jego partnera i uformował ostrze z chakry, po czym wbił je w serce przeciwnika.
Ale szkody już zostały poczynione. Shinobi z obozu już wiedzieli, że ktoś ich zaatakowałi kilkoro z nich już przybyło na miejsce walki.
Blondyn uśmiechnął się widząc kolejnych przeciwników, po czym złożył kilka pieczęci i otoczyła go zbroja z błyskawic. Następnie rzucił się na wrogów. Za każdym razem, gdy któregoś dotknął, błyskawice zatrzymywały uszkadzały nerwy agresora i ten padał bez życia na ziemię. Inni nieprzyjaciele szybko zorientowali się, że trzeba się trzymać od niego z daleka i zarzucali go kunai z notkami wybuchowymi oraz technikami dalekiego zasięgu. Jednak to im niewiele pomogło.
Jasnowłosy uformował coś na kształt elektrycznej Biju Dama i wystrzelił ją w stronę wrogów, po czym nastąpiła dość silna eksplozja. Moment później stał sam pośrodku pola bitwy wśród martwych shinobi.
Popatrzył w stronę obozu, gdzie stała już reszta ninja. Nie wyglądali na zbyt pewnych siebie po tym pokazie siły. Tak samo jak kilka związanych osób znajdujących ię w centrum obozu.
Niebieskooki zimno się uśmiechnął i powiedział:
- Ktoś jeszcze? - z krzaków zanim wyskoczył czarny wilk i zawarczał.
Wrogowie popatrzli na niego niepewnie, a kilku z nich się cofnęło. Jednak ich dowódca tylko zmrużył oczy i powiedział, wychodząc na przeciw:
- Ta... Odejdź stąd po dobroci, - mężczyzna uderzył pięści o otwartą dłoń. - albo pożegnaj się z życiem!
Blondyn prychnął w odpowiedzi i zaczął zbliżać się to wojowniczego kapitana. Z jego plecami pojawiły się czarne kule z chakry i wibrując przylgnęły do ciała oraz ubrań nastolatka. Chłopak zamrugał, rzucając jednocześnie ostrzem z chakry, a w następnej chwili dowódca shinobi trzymał się za gardło, zaś z pomiędzy jego palców wypływała krew. Moment później upadł martwy na ziemię,
Niebieskooki spojrzał szalonym wrokiem na resztę ninja, którzy zaczęli się powoli wycofywać.
Za wolno!
Jinchuuriki warknął gardłowo, skacząc w stronę przeciwników. Czarna materia zamieniła jego paznokcie w szpony, które gdy tylko na trafiły na ciało pod sobą rozrywały je niczym papier. I nikt nie mógł się przed nimi obronić.
Kilka minut potem w obozie nie było już żadnego shinobi prócz blondyna, uwięzieni ludzie też nie żyli, nie licząc nieprzytomnej Mikiyo trzymającej w swoich objęciach prychającego Amaidesu. Sam sprawca ludobójstwa stał wyprostowany, wpatrując się w granatowe niebo, a obok niego znajdował się jego wilk. Bestia przez jakiś czas w ciszy wpatrywała sie w przyzywającego, po czym uniosła łeb i smutno zawyła.
Gdy tylko pierwsze tony wilczego śpiewu rozbrzmiały po okolicy, żółtowłosy chwycił się za głowę i opadł na kolana drżąc. Zamknął oczy, z których zaczęły lecieć łzy i wyszeptał sam do siebie:
- Jestem potworem... przeklętym potworem! - czarna istota za nim zaskomlała i spróbowała polizać chłopaka, który szybko cofnął się i zawołał ze strachem, wyciągając przed siebie rękę. - Odejdź! Odejdź Okaminaru! Zabierz Mikiyo i odejdź! Nie chcę cię skrzywdzić...
Przywołaniec jeszcze raz spojrzał na niebieskookiego, a następnie podszedł do dziewczynki, chwycił ją delikatnie zębami za podarte ubranie i zniknął, pomimo tego, że nie chciał zostawiać jasnowłosego samego.
Pozostały na miejscu nastolatek odetchnął z ulgą, wiedząc, że więcej nikogo nie zabije. Po chwili zachwiał się, czując jak jego pozytywna chakra jest przytłaczana przez negatywną i gwałtownie rozbita. Jasnowłosy krzyknął z bólu, by moment później zamilknąć. Już nie był Naruto, a jego częścią napędzaną przez zemstę, zwaną też ciemną stroną wicekapitana Cieni Kanashiego Inji, Aoimoku no Akuma (Niebieskooki Demon).
Kekkei Genkai blondyna rozbłysło, kiedy ten gwałtownie wybił się w powietrze. Chłopak uśmiechnął się złośliwie lekko opadając kilka metrów dalej. Miał kilka rzeczy do zrobienia.
Z szaleństwem w oczach ruszył na południe po część upragnionej zemsty.
