Kilka godzin później wciąż lekko śpiący Minato ziewnął i zamrugał powiekami próbując się dobudzić. Jego przyćmiony umysł powoli przypominał sobie, co się działo. Ciekawe, kim była ta dziewczynka?

Wzdychając, Kage przetarł oczy, przy okazji zauważając ze zdziwieniem, że jego lewa ręka jest częściowo obśliniona. Co było niepokojące. Zamglonym wzrokiem spojrzał w dół, w nadziei, że dowie się czegoś z tym faktem związanego. Jakież było jego zaskoczenie, kiedy na swoich kolanach zobaczył śpiącego Lisa.

Musiał mieć jakieś halucynacje. Przecież Kyuubi od tak, nie położyłby mu się na brzuchu, prawda?

W tym czasie obiekt zainteresowania Namikaze przeciągnął się, łaskocząc przy okazji blondyna swoim puszystym ogonem. Następnie Demon oblizał swój pyszczek i spróbował się wygodniej ułożyć. Chwilę mu to zajęło, ale w końcu Ogoniasty wcisnął swoją mordkę pod prawą dłoń jasnowłosego, łapy zacisnął na jego koszuli, a ogon okręcił wokół lewej ręki i zadowolony dalej spał.

Hokage wpatrywał się z niedowierzaniem w Dziewięcioogoniastego. W ogóle nie przypominał tej bestii, która zaatakowała Konohę, właściwie to wydawał się być tylko zwykłym liskiem. Rozmyślając nad tym, Minato zaczął głaskać futrzaka po grzbiecie. Zaś moment później usłyszał ciche mruczenie.

Żółtowłosy natychmiast zabrał rękę, co spowodowało niezadowolony jęk Kyuubiego:

- Nie przestawaj, Naruto...

Yondaime zamarł zszokowany. Jakim cudem Biju było wstanie pomylić go z jego synem?

Zanim jednak rozgryzł, o co w tym wszystkim chodzi, Lis otworzył oczy. Czerwone patrzałki nieprzytomnie wpatrywały się w jasnowłosego, a ich właściciel, choć nie chętnie, budził się. Jeszcze przez chwilę spoglądał na niebieskookiego, jedynie machając delikatnie swoim ogonem, aż w końcu Namikaze zapytał:

- Kyuubi...? - Demon ziewnął, wciąż będąc śpiący, i odpowiedział:

- No co chcesz? - shinobi zmarszczył brwi. Dziewięcioogoniasty nie pamiętał, co moment wcześniej do niego powiedział? Czy może nie chciał nic na ten temat mówić? - Jak nic to świetnie!

Ogoniasty zeskoczył z blondwłosego ninja na podłogę i ruszył w stronę leżącej na kanapie Mikiyo. Nie wyglądała za dobrze. Spróbował obudzić małą szturchając ją nosem, ale to nic nie dało. Lis poruszył nerwowo swoją rudą kitą, nie powinien zasypiać tylko się nią opiekować! Ze zdenerwowania wbił pazury w drewnione panele. Musiał jej jakoś pomóc, nawet jeśli nie wiedział jak. Zazwyczaj używał swojej chakry, żeby leczyć jakiekolwiek zranienia, ale im ktoś był słabszy, tym jego lisia moc działała na niego agresywniej, więc ten sposób odpadał, a poza tym bez Jinchuuriki był niewykonalny. A on nie znał żadnej innej techniki! Nie były mu one do tej pory potrzebne!

Niespodziewanie Kurama poczuł, jak czyjeś palce chwytają go za skórę na karku i unoszą w górę. Chwilę później Dziewięcioogoniasty wpatrywał się w błękitne oczy Kage. I z zaskoczeniem zauważył, że coś się w nich zmieniło. Nie wiedział co, ale z jakiegoś powodu poczuł się dość niepewnie. Podwinął pod siebie ogon, a w tym samym czasie odezwał się blondyn:

- Gdzie jest Naruto? - tylko cicha furia w głosie Yondaime wskazywała na to, jakie targają nim emocje. Najwyraźniej zaczął się domyślać, że Lis może mu powiedzieć bardzo dużo na ten temat. A bez chakry Biju mogło powiedzieć wszystko. Wystarczyłoby tylko dobrze je przycisnąć.

Momentalnie Kyuubi zdał sobie sprawę, że ma przed sobą człowieka, który zniszczyłby każdego, kto zagrażałby jego rodzinie. I tylko wrodzone poczucie obowiązku powstrzymywało go przed tym, a i to nie do końca.

- Myślisz, że ci to powiem? - warknął Lis. Gdy tylko to powiedział, został gwałtownie przyciśnięty do podłogi. Z tą ilością chakry, którą posiadał, nie był wstanie nic zrobić.

- Zapytam jeszcze raz, - rzekł żółtowłosy jedną ręką przytrzymując Demona. - Gdzie jest mój syn?! - Lis zamknął oczy, błędem byłe jego wczorajsza rozmowa z jasnowłosym. Nie powinien poruszać przy nim tematu z Aoi Senko w roli głównej.

Palce na szyi Dziewięcioogoniastego mocniej się zacisnęły, ponaglając go do odpowiedzi. W końcu wystękał:

- Nie znam... nikogo kto... uważałby się... za twojego... syna...!

Żółty Błysk Konohy drgnął słysząc te słowa, po czym zapytał:

- W takim razie, gdzie jest osoba, w której cię zapieczętowałem? - powiedzenie o swoim synu, jakby był tylko jakimś nieznajomym nie było przyjemne.

- Nie wiem - odrzekł po chwili namysłu Kyuubi. - I nie chcę się tego dowiedzieć.

Namikaze chciał się dowiedzieć dlaczego, ale przeszkodził mu w tym hałas za jego plecami. Szybko obejrzał się za siebie, chcąc zorientować się, co się dzieje. Dziewczynka, którą wczoraj położył na kanapie, płakała przez sen.

Ten moment rozproszenia wystarczył Ogoniastemu, by mógł się uwolnić. Zmienił się w chmurę chakry i uciekając, zmaterializował koło fotela. Zawarczał, szczerząc ze złości kły, po czym zaślepiony wściekłością, rzucił się w kierunku blondyna. Zamierzał się zemścić. Hokage uskoczył przed zębami Kyuubiego i cofnął się w stronę kuchni, atak Demona zaskoczył go. Nie tracąc jednak czasu, na przemyślenia nad dziwnym zachowaniem Bestii, zaczął formować w dłoni Rasengan'a. Lis "uśmiechnął się" zimno w stronę żółtowłosego, któremu jutsu rozpłynęło się w dłoni. Wygrał.

Demon widząc, że niebieskooki zaczyna drżeć, kiedy fale cierpienia ogarniały jego ciało, powiedział:

- Z pieczęcią ograniczającą nie jesteś wstanie walczyć.

Kage padł na kolana, kiedy ból sprawił, że nie był wstanie stać. Wszystko zaczęło mu się mieszać i znikać, pochłaniane przez katusze. Przez zamazany wzrok z trudem dostrzegał, co się wokół niego działo, ale tuż przed tym, jak stracił przytomność, spojrzał w zimne oczy Kyuubiego, a następnie na swoje przedramiona, dostrzegając na nich ciemne kreski, które najprawdopodobniej tworzyły jakiś wzór.

Kurama prychnął, widząc nieprzytomnego Yondaime leżącego na podłodze. A tak dobrze zaczynała im się układać współpraca. Najwyraźniej z tym człowiekiem nie dało się pracować. Wciąż zły na Namikaze, rozejrzał się po lekko zdemolowanym pokoju. Trzeba było tu posprzątać, a on, nie będąc człowiekiem, raczej tego nie zrobi. A Żółty Błysk raczej mu w tym nie pomoże w stanie, w jakim się znajduje teraz znajdował.

Mrucząc coś pod nosem z niezadowolenia, Biju usiadło na podłodze, skupiając się. Po kilku minutach jego futro delikatnie się zajarzyło, po czym całe ciało uległo gwałtownej transformacji i na miejscu lisa znalazł się nagi, rudowłosy mężczyzna. Przez chwilę siedział nie ruchomo, po czym przeciągnął się od niechcenia i mrużąc czerwone oczy wymamrotał:

- Nienawidzę tej formy! - z niezadowoleniem obejrzał swoje ciało i dodał. - Naprawdę jej nienawidzę.

Chwiejąc się, z trudem wstał i - nie przejmując się swoim brakiem ubrań - podszedł do błękitnookiego, a następnie zarzucił go sobie na ramię. Musiał w końcu sprawić, żeby wszystko tutaj wyglądało jak przedtem. A Hokage na pewno nie był częścią rzeczy, które powinny znajdować się w tym pomieszczeniu.


Powiem tak, ten rozdział pisało mi się bardzo ciężko i to jest jeden z powodów, dlaczego jest taki krótki. A kolejne dopowiedzcie sobie sami. Mam też wrażenie, że (rozdział) wyszedł mi trochę sztucznie, a wy co o tym sądzicie?