Miesiąc później, Naruto

Zrobił to. Zemścił się. Nie spodziewał się nawet, że pójdzie tak łatwo i szybko. Mrok był silny, gdy odchodził, a w chwili, gdy go niszczył nic nie znaczył i dla okolicznej polityki, i dla niego. Tylko dlaczego w takim razie, czuł taką pustkę? Jakby... wszystko, po co żył, już nie miało znaczenia. Właściwie, czy jego życie miało kiedyś jakiekolwiek znaczenie? Przecież jest nikim. Nukeninem bez wioski, sądzącym świat według własnych zasad. A może od zawsze nim był? Przecież nigdy nie miał domu, do którego wracałby wiedząc, że ktoś tam na niego czeka. Nic takiego nie miało miejsca od śmierci Katsu. Reszta Cieni się nie liczyła, to byli przyjaciele, nie rodzina. Nawet teraz, pomimo bycia chrzestnym Mikiyo nie czuł się jak ktoś, kto należy do jakiejś większej całości. Zawsze sam. A może nie potrafił docenić tego, co miał?

Fala wody przetoczyła się nad nim, mocząc to, co zdążyło wyschnąć w czasie, gdy dryfował. Od jakiegoś czasu był gdzieś na morzu i unosił się na wodzie, niesiony przez nią w niewiadomym kierunku. Nie wiedział, jakim cudem jeszcze oddychał, ale było mało prawdopodobne, że przeżyje jeszcze kilka godzin. Nie z tak poważnymi ranami. Jego chakra była na wykończeniu, a moc Kyuubiego, która została w nim po zatopieniu wyspy i najwyraźniej do tej pory utrzymywała go w świecie żywych, skończyła się. Zginie tutaj. Sam.

Zamknął niewidzące oczy, przeciążone po ataku. Strasznie go teraz bolały, czuł też spływające mu po twarzy krwawe łzy, będące jednym z efektów uszkodzenia Kekkei Genkai. A bez niego nie był wstanie się teleportować. Gdyby miał czas, pewnie nauczyłby się Hiraishin no Jutsu i uciekł z tego morskiego piekła. A może nie?

Ale to nie jest ważne. Nic już nie jest ważne. Może jeśli teraz zaśnie to, to wszystko się skończy? Zwłaszcza, ta piekielna samotność? Czy może po śmierci nic się nie zmieni? Miał tak wiele pytań i ani jednej odpowiedzi. Śmierć najwyraźniej nie lubiła zdradzać swoich tajemnic.

Nagle Naruto usłyszał cichy szept w swojej głowie, a przynajmniej coś, co to przypominało. Nie był to Kurama, bo wciąż pilnował Kage. Więc co? Dźwięk powtórzył się.

Zaciekawiony, pomimo swojego stanu, jasnowłosy zmaterializował się we własnym umyśle. Przez chwilę stał w znajomym, zalanym pomieszczeniu z klatką, by moment później zostać wciągnięty przez ciemność. Znalazł się w dziwnym miejscu, nic tutaj nie było. Tylko pustka, czarna przestrzeń bez początku i końca. Niebieskooki rozejrzał się, ale nic się nie pojawiło. W końcu zawołał:

- Co jest? - z coraz większym podenerwowaniem obrócił się wokół własnej osi. - Gdzie ja jestem? - Nikt mu nie odpowiedział.

Wtem coś dotknęło twarzy Jinchuuriki. Nastolatek jakimś sposobem odskoczył w tył, a w jego dłoniach pojawiły się kunai'e. Jednak w następnym momencie zostały mu one wytrącone, a przed nim pojawiła się mała, świetlista kulka. Chłopak z niepokojem zaczął ją obserwować, ale kiedy nic się nie wydarzyło, odetchnął cicho z ulgą.

Niepewny co zrobić, wyciągnął rękę i zbliżył ją do jasnego punktu. Palce zapiekły go, gdy tylko chciał pochwycić dziwny przedmiot. Cofnął się, wkładając do ust podrażnione opuszki. Ale dziwne mrowienie w nich nie ustało, wręcz przeciwnie, zaczęło ogarniać resztę ciała i przebrało na sile, powodując ból. W końcu żółtowłosy przygryzł język, byle tylko nie zacząć jęczęć. Skulił się, a po pustce nagle zaczęły rozbrzmiewać pełne żalu i złości głosy:

- Zabiłeś nas!

- Zamordowałeś! Dlaczego?

- Co ci takiego zrobiliśmy?

- Odpowiedz!

Błękitnooki wrzasnął, słysząc te nawoływania. Raniły go mocniej niż najostrzejszy shuriken i nie ustawały. Błyskawicznie podniósł się i zaczął na oślep uciekać, byle dalej od głosów. Jeden z nich krzyknął:

- Nie zwiejesz nam, potworze!

Jasnowłosy nie słuchał ich, chciał tylko jak najszybciej się stąd wynieść. Z jego oczu płynęły łzy, a on sam z trudem się poruszał. Długo biegł, aż w końcu upadł, chociaż to wydawało się niemożliwe w niebycie. Głosy nad nim zawirowały, śmiejąc się szaleńczo, by następnie wrzasnąć razem:

- Giń!

- Nie! - sprzeciwił się ktoś, a ciemność i pustka zniknęły.

Jinchuuriki znalazł się w miejscu przypominającym klatkę Lisa. Z popękanych rur skapywała woda i spadała na mokrą podłogę, a cichy plusk, kiedy zdarzała się z powierzchnią był zagłuszany przez szloch żółtowłosego. Chłopak drżał siedząc z podkulonymi nogami i kołysząc się w przód i tył. W końcu wyszeptał, jakby próbując siebie przekonać:

- Nie jestem... nie... jestem... p-potw... nie jestem, wiedziałbym... o tym, prawda? Wiedziałbym...?! - zacisnął powieki, w rozpaczliwej próbie odszukania czegoś, co zaprzeczyłoby słowom głosów. Ale nic tam nie było, jakby wszystko zostało skasowane.

- Oj nie płacz już! - zawołał ktoś przed nim. Blondyn otworzył oczy, chcąc się dowiedzieć kto to i w tym samym momencie zamarł. Przed nim stał... on sam! - Co? Zaskoczony? - zawołał drugi blondyn. Teraz widać było, że nie jest identyczny, miał czerwone tęczówki i czarne białka oczu. A dodatkowo złośliwy uśmiech na twarzy, tak nie podobny do uśmiechu oryginału.

Czerwonooki prychnął, jakby był czymś rozbawiony, a błękitnooki jakimś cudem wykrztusił:

- Kim jesteś?

- Tobą, - odpowiedział blondyn, bawiąc się kosmykiem włosów - ale też i sobą. Można by powiedzieć, że jestem twoją częścią - zaśmiał się. - Tą mroczniejszą, skrywaną - zaczął bawić się kunai'em, który nagle pojawił się w jego dłoni. - Możesz mnie nazywać Kanashim Inją i... - zawiesił głos. - Żegnaj!

Rzucił bronią w kierunku bezbronnego oryginału. Nim jednak sztylet wbił się w ciało nastolatka, został zatrzymany przez kogoś innego. Nowo-przybyły, wyglądający prawie tak samo jak krwistooki, tyle że z białymi oczami, pokręcił z niezadowoleniem głową i odezwał się:

- Zgłupiałeś do reszty? Jak zabijesz Świadomość to my też zginiemy!

- No i co z tego? To jakiś problem? - zapytał ze znudzeniem blondyn. - Bo z tego co wiem, nie ma niczego, co zabraniałoby mi go zabić.

- Nie, no ja z tobą nie wytrzymam! - zawołał nowy. - Czego nie rozumiesz w słowie "zginiemy"? - nie widząc reakcji na swoje słowa dodał. - Nie możesz mi spojrzeć prosto w twarz?

- Hmpf... byłbym szczęśliwy, gdybym nie musiał cię więcej oglądać i mam zamiar robić to tak długo, ile się da. Poza tym mam ważniejsze sprawy na głowie – czerwonooki przyjrzał się swoim paznokciom, po czym mruknął po nosem. - Chyba będę musiał je obciąć.

- Nie ignoruj mnie! - krzyknął przybysz celując palcem w Kanashiego.

- A co innego mam, według ciebie, robić? Normalnej rozmowy nie da się z tobą przeprowadzić – prychnął blondyn, po czym obrócił się tyłem do jasnookiego. - Jak będziesz chciał coś związanego ze mną to wołaj – i ruszył w ciemniejszą stronę pomieszczenia.

- Normalnej, czyli związanej z planowaniem zniszczenia całego świata? - nie doczekał się jednak odpowiedzi. - Wracaj tu! - zawołał po chwili białooki, zaciskając dłonie.

- Gadaj zdrów! - jedynie odkrzyknął mu Inja.

Jego rozmówca prawie pisnął ze złości i pewnie rzucił się w pościg za krwistookim, gdyby nie to, że za jego plecami odezwał się błękitnooki:

- Mogę wiedzieć, co się tutaj dzieje?

- Chodzi to, że ja też za bardzo tego nie rozumiem – mruknął drugi blondyn drapiąc się po karku. - Właściwie, to chyba nawet nie powinieneś tu trafić, Świadomość...

- Oczywiście, że nie powinien tu trafić bałwanie! – wrzasnął ze swojego kąta Kanashi. - Świadomość nigdy nie zapuszcza się na tereny Podświadomości i odwrotnie!

- To jak on się tu znalazł?

- Pomyśl przez chwilę! - jęknął Inja, po czym jego zachowanie momentalnie się zmieniło. - A może nie umiesz, Naruto? - zaszydził.

- No pięknie, znowu mu odbiło – westchnął jasnooki i po chwili zwrócił się do wciąż klęczącego na podłodze niebieskookiego, który wpatrywał się w niego ze zmarszczonymi brwiami. - Gdybyś był teraz przytomny miałbyś jeden z napadów szału, wiesz o tym?

- Co przez to rozumiesz? - zapytał Jinchuuriki, podnosząc się z kolan.

- Z tego co zdążyłem wywnioskować przez piętnaście lat istnienia w tym miejscu to wszystko, dosłownie wszystko, co tutaj zrobimy, odbija się na tobie, Świadomość. Takie ataki – wskazał na czerwonookiego - są wywoływane przez szaleństwo mojego towarzysza – westchnął blondyn. - Chociaż to też częściowo twoja wina.

- Dlaczego? - zapytał cicho błękitnooki.

- Nie ma konkretnej przyczyny, dlaczego tak się stało. Może było to spowodowane służbą w Anbu? Oskarżeniami wobec nas za czyny, których się dopuściliśmy? Czy może torturami? Bez względu na powód, w rezultacie twojego obwiniania się, pewnego dnia obudziłem się z Inją i jego szaleństwem na karku - białooki zadrżał. - Od tej pory walczymy tutaj ze sobą o władzę, przez większość czasu to ja mam kontrolę, ale czasami... zdarzają się wypadki.

- Napady szału – mruknął w zamyśleniu drugi blondyn.

- Tak – zgodził się jasnooki. - Silne emocje doprowadzały do sytuacji, w której Kanashi był ode mnie silniejszy, pomimo tego, że nie był dominującą Podświadomością. A teraz stoimy przed problemem – żółtowłosy dobył broni. - Mój towarzysz nie ma już punktu zaczepienia, który by go tutaj utrzymywał, ale jednocześnie jest też częścią ciebie – spod ściany dobiegł dziwny dźwięk ni to warknięcie, ni to prychnięcie. - Musisz zdecydować, który z nas jest teraz twoją główną Podświadomością! - białooki pomknął błyskawicznie do przodu, zderzając się z atakującym go krwistookim. - Pospiesz się! - tylko tyle zdążył wykrzyczeć, zanim walka całkowicie go pochłonęła.


Rozdział z lekkim poślizgiem, ale jest!