Niebieskooki zadrżał, kiedy obaj przeciwnicy starli się ze sobą. Wydawało mu się, że coś w nim niebezpiecznie zatrzeszczało. Następna wymiana ciosów i trzeszczenie przybrało na sile. Czuł, że jakaś część w nim łamała się coraz bardziej z każdym uderzeniem Kanashiego i Naruto.
Po chwili blondyn zauważył, że złote ściany pomieszczenia zaczęły pękać. Na ich powierzchni pojawiło się wiele szerokich szczelin, z których sypał się pył. Nie dolatywał on jednak do podłogi, tylko rozpływał się w locie. Było coś przerażającego w tym widoku, ale błękitnooki nie wiedział co. Uniósł rękę, żeby złapać kilka spadających drobinek, jednak zamarł, widząc swoją dłoń. Na skórze widać było pęknięcia, co upodabniało ją do ściany!
Szybko spojrzał w dół na swoje odbicie w tafli wody zalegającej w pomieszczeniu i aż się zachłysnął. Gdyby ktoś go teraz zobaczył, pomyślałby pewnie, że został wskrzeszony przy pomocy Edo Tensei. Chociaż nie, ożywieńcy się nie rozpadali, a on tak. Co samo w sobie było dziwnym uczuciem.
Z fascynacją zacisnął dłoń w pięść i obserwował spadający z niej jasny proszek. Ciekawe, czym on był?
Wreszcie oderwał wzrok od tajemniczego zjawiska i powracając do problemu, jakim było wybranie Podświadomości. Jeżeli ich walka tak na niego wpływała to musiał się pospieszyć. Ponownie spojrzał w kierunku walczących blondynów.
W powietrzu między nimi latała broń i, co jakiś czas, różne destrukcyjne jutsu. Obaj najwyraźniej chcieli siebie zniszczyć.
Wreszcie jeden z ataków czerwonookiego przedarł się przez obronę obronę przeciwnika. Ramię białookiego zostało rozcięte, a podłogę zabarwiła krew. Następny cios i blondyn padł na kolana, a Inja z wściekłością przymierzył się do zadania ostatecznego cięcia. I wtedy wszystko zamarło, jakby czas stanął w miejscu.
W tym właśnie momencie niebieskooki zorientował się, co powinien zrobić. Obie Podświadomości były nim, przedstawiały jego podejście do życia i zachowania. Nie mógł zniszczyć jednego z blondynów, nie wpływając przy tym na siebie samego. Jednak skoro ich śmierć nie wchodziła w rachubę, to trzeba było coś innego wymyślić.
I po krótkiej chwili wymyślił. Obaj mogli się pogodzić.
Niespodziewanie walczący zniknęli, a ktoś za nim zaklaskał.
Błękitnooki szybko obrócił się do tyłu. Nikogo tam nie było. Chociaż już nie powinno go to dziwić, bo to miejsce było już i tak zaskakujące. Jedyne, co widział poza mokrymi ścianami i podłogą, to strasznie zamazany cień, który pojawił się kilka sekund wcześniej. I to on najwyraźniej klaskał. Nawet jeżeli to nie było możliwe. Zaś po chwili powiedział:
- Dużo czasu zajęło ci dojście do tego – głos był nie głośniejszy od szeptu, ale jakimś sposobem było go słychać pomimo odległości. - Nie sądziłem, że tyle ci to zajmie, ale w końcu to zrozumiałeś.
- To znaczy? - zapytał chłopak.
- Widziałeś walkę, co nie? - rzekł cień niczym do małego dziecka. - I doszedłeś do wniosku, że trzeba się... ich pogodzić, prawda? - blondyn powoli pokiwał głową. - W takim razie spróbuj jakoś połączyć życie Kanashiego z życiem Naruto.
- A mogę wiedzieć, po co?
- Jesteś nimi oboma - odpowiedziało tylko widmo.
-To niemożliwe! - oświadczył gwałtownie nastolatek. - Nie mogę być jednocześnie tym i tym!
- A to dlaczego?
- To proste, „Inja" morduje, a „Naruto" ratuje.
- Ale podczas ich walki stwierdziłeś, że muszą się pogodzić. Dlaczego więc ty tego nie zrobisz? - zaciekawiony cień lekko zadrżał.
- To zbyt skomplikowane! - wykrzyknął nagle jasnowłosy. - I nie umiem tego wyjaśnić – chłopak zamilkł, po czym dodał szeptem. - Tego nawet nie da się wyjaśnić.
- Wszystko da się wyjaśnić - rzekł filozoficznie cień, po czym mruknęło. - Chyba się nie poddasz?
- A jest inne wyjście? - niebieskooki popatrzył na swojego rozmówcę z niedowierzaniem.
- Oczywiście, że tak! Co to za głupie pytanie? - widząc, że żółtowłosy mu nie wierzy, dodał. - Sam stwarzasz sobie ograniczenia i się dziwisz, że czegoś nie możesz zrobić.
- Nieprawda!
- Taak? - powiedział z sarkazmem cień. - W takim razie powiedz mi, dlaczego ukrywasz swoją tożsamość?
- Nie ukrywam! - warknął niebieskooki.
- Mam co do tego wątpliwości – zaśmiało się widmo, następnie rzekło już całkiem poważnie. - Zaprzeczasz samemu sobie.
- Nie... to nie...
- Widzisz? - zapytał cień. - Eh... same z tobą problemy – okrążył milczącego blondyna. - Pogódź się z tym, że niektóre rzeczy się nie zmieniają. Nie cofniesz czasu i nie zmienisz tego co się wydarzyło. Wykorzystaj to, co teraz masz i stań się lepszym! A nie, sam pozbawiasz się...
- Zamknij się już! - mruknął nastolatek, próbując zaatakować cienia, ale jego ręka przeniknęła przez niego i nic się nie stało.
- No jak z dzieckiem!
- Odczep się ode mnie! - zajęczał chłopak.
- Nie, dopóki nie przestaniesz zachowywać się jak kompletny kretyn – odpowiedziało widmo. - Do momentu, aż nie stwierdzisz, że jesteś jednocześnie Inją i Naruto, będziesz tutaj siedział.
- Niech ci będzie, jestem i Inją, i Naruto, zadowolony?
- Nie – cień nagle się rozpłynął.
Niebieskooki rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu swojego rozmówcy, jednak nikogo już tutaj nie było. Wzruszając ramionami, usiadł na podłodze, musiał jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. Najlepiej nie prowadząc przy tym dyskusji filozoficznej z jakimś widmem.
Siedział już tak od wielu godzin, ale nie wymyślił jeszcze, w jaki sposób mógłby się stąd wyrwać. A próbował już wielu rzeczy, od zniszczenia tego miejsca do medytacji i nic. Przy tym mimowolnie zastanawiał się nad słowami cienia. Tylko jak miał je rozumieć? Że miał być jednocześnie Inją i Naruto? To było proste do zrozumienia, ale, niestety, niemożliwe. Nie mógł być jednocześnie zimnym zabójcą i nastolatkiem, który chciał, żeby ludzie wokół niego nie byli smutni. Nie dało się pogodzić tych dwóch jego twarzy.
Z westchnieniem pokręcił głową, przypominając sobie jednocześnie, że cień mówił coś o stwarzaniu sobie problemów. Podobnie mówił jego mistrz, że kłopoty są tylko w głowie. Trzeba było tylko umieć je rozwiązywać. A tego nie potrafił.
Sensei pewnie wiedziałby, co ma zrobić, żeby było dobrze. Szkoda tylko, że leży teraz dwa metry pod ziemią.
Ocierając łzy płynące mu po policzkach, niebieskooki przeczesał dłonią swoje włosy i spróbował zapomnieć o ostatnich wspomnieniach związanych ze swoim nauczycielem. Doskonale pamiętał, jak martwy mężczyzna uczył go walki i jak pokazywał mu różne sposoby szpiegowania. Jak kiedyś stwierdził, że ma spory talent, ale powinien przestać być aktorem, chociaż nie miało to wtedy nic wspólnego z tematem lekcji.
Właśnie, co on miał wtedy na myśli? Przecież nigdy nie grał... chyba. A jeśli tak, to kiedy by się to mogło zacząć? W Mroku, czy jeszcze wcześniej? Zresztą to teraz nie było ważne. Liczyło się to, co ta gra aktorska symbolizowała. Bo to by znaczyło, że on nigdy tak naprawdę nie istniał, byłyby tylko maski, które zakładał przy ludziach. Maska-Naruto i maska-Inja. Ale co by się pod nimi kryło?
I wtedy błękitnooki zrozumiał, że to co mówiło widmo miało sens. Jeżeli jego zachowanie było uwarunkowane maską, jaką w tym momencie miał na sobie, to znaczy, że był jednocześnie Inją i Naruto. A bez nich, kim był?
Zanim jednak zdążył odpowiedzieć sobie na to pytanie, poczuł, że spada. A później nic już nie było.
Zaś cień ze stoickim spokojem obserwował, jak żółtowłosy rozpływa się niczym dym. Czyli musiał w końcu zrozumieć, że twierdzenie, iż Naruto i Inja nie mają ze sobą nic wspólnego jest błędne. Chociaż powinien pomyśleć o tym od razu podczas walki stworzonych przez widmo postaci. Wtedy ono nie musiałby się ujawniać. Ale i to miało swoją dobrą stronę.
Cień uśmiechnął się z zadowoleniem, wiedział, że teraz wiele się zmieni.
Na swoje usprawiedliwienie za takie opóźnienie mogę tylko powiedzieć, że mam w tym tygodniu konkurs i bardzo mało czasu, żeby się do niego przygotować.
