Przeczytaj mnie! Żeby wiedzieć, co się dzieje w końcówce tego rozdziału, radzę sobie przypomnieć 26-stą część opowiadania.
Morze Lazurowe, niedaleko granicy z krajem Mroku, Naruto
Obudziło go lekkie kołysanie. Czyli musiał być dalej na morzu. Ale nie czuł drgań wody, co było zaskakujące. Czyżby nadal był w swoim umyśle? Nie będąc pewnym, co jest prawdziwe, a co nie, zakrył ręką oczy i spróbował ponownie zasnąć, chociaż słońce świecące mu w twarz w tym przeszkadzało. To wszystko mogło dziać się zarówno w jego głowie, jak i w rzeczywistości, bo już wcześniej miał halucynacje od gorąca. Ciekawe, czy można zobaczyć fatamorganę na oceanie? Jednak nie zastanawiał się długo nad tym, bo w końcu zmęczenie zrobiło swoje i zapadł w drzemkę.
Już prawie spał, gdy usłyszał czyjś chichot. Nie wiedział do kogo on należał i postanowił go zignorować, nawet jeżeli nie zgadzało się to z tym, jak postępują shinobi. Chciał tylko spać! Kiedy jednak zorientował się, że ktoś do niego podchodzi, szybko uchylił powieki, chcąc zobaczyć, kto to. I od razu tego pożałował, wszystko kręciło mu się w głowie błyskając szaleńczo, a od bujania miejsca, w którym się znajdował, poczuł nudności.
Człowiek, który na początku się śmiał, podbiegł do niego, podstawiając mu pod nos miskę.
Naruto ledwie widząc to, pokręcił głową. Jeżeli wcześniej cokolwiek miał w brzuchu to już dawno to zniknęło i na pewno nie mógł tego zwrócić. Skrzywił się, czując gorzki posmak w ustach. Najwyraźniej jego ciało miało za nic logikę i nadal próbowało wyrzucić wszystko co miał w żołądku.
- Aleś się urządził, Inja – odezwał się ktoś, podając jednocześnie nagiemu od pasa w górę niebieskookiemu chusteczkę.
- Nie musisz mi o tym przypominać – wykrztusił blondyn, wycierając usta i spojrzał na swojego rozmówcę. - Akihito? - zapytał zaskoczony. Czy on przypadkiem nie był martwy?
- Mnie też miło cię widzieć, stary! - zawołał brązowowłosy. - Ile to już czasu minęło, od kiedy ostatni raz się widzieliśmy? Rok? Dwa?
- Dwa – potwierdził niebieskooki. - Możesz mi powiedzieć, co się stało?
- Trochę to zajmie – powiedział Akihito, siadając na hamaku niebieskookiego. - Od czego by to zacząć?
- Może od początku? - wymruczał sarkastycznie w nie najlepszym nastroju żółto-włosy. - Gdzie ja jestem?
- Na statku, oczywiście! - odrzekł drugi chłopak, pokazując ręką wykonane z połączenia drewna i metalu pomieszczenie. - Nawet nie wiesz, ile się ciebie na szukaliśmy! Ze dwa razy opłynęliśmy okolice tych małych wysepek, co leżą na wschód od stałego lądu. Wiesz, o których mówię? - jasnowłosy potwierdził to skinieniem głowy. - Byłeś całkiem niedaleko jednej z nich!
Nagle ktoś zapukał w drzwi. Szatyn uniósł zaskoczony brwi, ale zanim zdążył coś powiedzieć, usłyszał:
- Mogę wejść?
- Oczywiście, Yorukage(Cień Nocy)! - odkrzyknął brązowowłosy, klepiąc niebieskookiego po plecach, który lekko pobladł.
Do kajuty weszła wysoka brunetka w białym kapeluszu obwiedzionym na krańcach czarną nitką. Na moment zatrzymała się, bo w środku było o wiele ciemniej niż na pokładzie statku. Następnie ruszyła powoli, pewnym krokiem w stronę Akihito i Naruto.
Blondyn niepewnie obserwował podchodzącą Kage. Mimowolnie zacisnął dłonie. Pomimo tego, że nie znał tej kobiety, to miał awersję co do urzędu, jaki piastowała. Taki prezent po martwym Kage. Zmrużył oczy, starając się swoimi zmysłami sensora zorientować się, jak dużą chakrę ma stojąca przed nim osoba. Wolał wiedzieć, z kim ma do czynienia. Po chwili ze zdziwieniem pokręcił lekko głową. Może i nowa przywódczyni Mroku nie miała takiej ilości energii jak jej poprzednik, to nie można jej było uznać za słabą.
Kobieta uśmiechnęła się delikatnie do niego, po czym spojrzała na brązowowłosego:
- Zostaw nas samych – rozkazała.
Akihito bez zbędnych słów wstał z hamaku i skłonił się brunetce, by kilka sekund później wyjść z pomieszczenia. Zanim zamknął drzwi, pokazał jeszcze jasnowłosemu uniesione kciuki.
- Cieszę się, że wreszcie mogłam cię poznać, Kanashi Inja – odezwała się cicho Yorukage, kiedy nie było już nikogo poza nimi. Naruto spuścił w odpowiedzi głowę i wymamrotał:
- O co w tym wszystkim chodzi? - moment później zaśmiał się. - Zresztą, nie ważne. Rób co masz zrobić i tyle – jednak nic się nie stało. Po dłuższej chwili milczenia, zapytał. - Dlaczego mnie nie zabijesz? Masz do tego pełne prawo... jak każdy w całym kraju.
- To nie do końca prawda – powiedziała czarnowłosa i podeszła jeszcze bliżej. - Ale jak chcesz uparcie trzymać się zasady, że za zabójstwo Kage jest śmierć to możemy to załatwić – kobieta umilkła na moment. - Spójrz mi w oczy – blondyn przez chwilę zastanawiał się, czy wykonać polecenie, ale w końcu uniósł głowę, a Yorukage kontynuowała. - Możemy też zrobić tak, że anuluję tobie tę karę – przywódczyni wioski zawiesiła głos.
- Dlaczego miałbym się na to zgodzić?
- Z pewnością chciałbyś żyć i wrócić do Mroku, prawda? - zapytała łagodnie Kage.
Żółto-włosy zadrżał. Owszem, chciał tu kiedyś wrócić, ale nie w najbliższej przyszłości. W pamięci miał jeszcze całkiem żywe wspomnienia z tortur. Tylko podejrzewał, że drugiej takiej szansy niedostanie. Nikt nie dostawał. Jednak nie wiedział, na co ma się zdecydować.
- Masz godzinę, żeby podjąć decyzję – oświadczyła ciemnowłosa i ruszyła w stronę wyjścia. Zanim jednak dotknęła klamki usłyszała:
- A co z Itachim i Kamiru?
- Wszystko zależy od twojej decyzji – odpowiedziała Yorukage, zamykając za sobą drzwi.
Naruto nie miał pojęcia, co o tym myśleć. Byłoby wspaniale, gdyby nikt go nie ścigał i mógł sobie w spokoju gdzieś istnieć. Jednak z drugiej strony musiałby służyć nowej Kage. Nie był pewny, jak miałoby to wyglądać. Bo to, że chciałaby wykorzystać jego umiejętności było jasne jak słońce. Tylko kim miałby być?
Zabójcą na jej skinienie? Był już wcześniej i nie chciał z tego powtórki.
A może zostałby Anbu? Chociaż z jego umiejętnościami trudno byłoby znaleźć dla niego partnera, więc co tu mówić o drużynie.
Trzeba jeszcze dodać, że był Jinchuuriki. Co stanowiło nie lada problem i mogło sprowadzić na niego śmierć. Rzadko kto lubił takich jak on. Wystarczy spojrzeć na sytuację pozostałych osób z Demonami. Nie było u nich za różowo. Nie chciał skończyć w podobnej sytuacji.
Istniała też możliwość, że Yorukage chciała go w Mroku dla jego Kekkei Genkai. Nie zdziwiłoby się, gdyby tak było. Wioski od dawna starały się przyciągnąć osoby z potężnymi umiejętnościami i jego dawny dom nie był tu wyjątkiem.
Musiał się dobrze zastanowić, zanim coś zrobi. I błagać któregokolwiek z bogów, żeby jego decyzja była dobra.
Miesiąc wcześniej, Kurama, Minato i Mikiyo
Lis już jakiś czas temu wrócił do swojej zwierzęcej, jednoogoniastej formy. Zmęczony sprzątaniem bałaganu, jakiego narobił wraz z Yondaime w salonie, wskoczył na kanapę, na której leżała Mikiyo i delikatnie się obok niej położył. Nie chciał, żeby dziewczynka się obudziła. Sam też chciał przez chwilkę zdrzemnąć.
Niestety, jego prosty plan się nie powiódł i brunetka się ocknęła. Pomimo zaspania, sześciolatka z paniką rozglądała się po pomieszczeniu i wciskała w Dziewięcioogoniastego, który znajdował się między nią o sofą. Nie po to tu się kładł, by po kilku minutach zostać zmiażdżony.
Demon chciał uspokoić kruszynę i potarł ją nosem po policzku. Ale uzyskał efekt przeciwny do zamierzonego. Czarnowłosa z dzikim piskiem zleciała z puchatego mebla i zaczęła na czworaka cofać się.
Kyuubi pognał za nią na podłogę i obserwując uważnie zapytał:
- Mikiyo? - ale ciemnooka nie odpowiedziała. - To ja, Kurama – rzekł łagodnie. A w myślach zastanawiał się, co się stało dziecku.
- Kurama? - wyszeptała użytkowniczka Hyotona. - Kurama! - nieświadomie korzystając z chakry, w ułamku sekundy zbliżyła się do Biju. - Kurama, Kurama, Kurama! - zawołała brunetka ściskając Lisa, a z jej oczu popłynęły łzy.
- Jestem przy... tobie – wykrztusił dusząc się. - Chcesz... jeść? - dziewczynka po chwili pokiwała lekko głową. - No to... chodź.
Córka Itachiego trzymając Ogoniastą Bestię niczym dużą przytulankę, powoli wstała i chwiejąc się lekko na nogach, poszła do kuchni, a Demon wskazywał jej drogę.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że długowłosa kilka razy się po drodze wywróciła i Kyuubi, docierając do pomieszczenia z lodówką, czuł się jakby na jego karku kilkakrotnie podskoczył Gamabunta.
W paskudnym humorze Lis, szukając czegoś do zjedzenia w szafkach i przy okazji znajdując pajęczynę, której nie powinno tutaj być, zastanawiał się, gdzie jest jego Jinchuuriki, kiedy jest potrzebny?
Sakuja 3: Oczywiście, że nie. Po prostu miałam jeszcze kilka innych rzeczy na głowie, ale dziękuję, że mi przypomniałaś.
A! I jakby się zdarzyło, że rozdziału nie ma przez dłuższy okres czasu, to mruknijcie coś w stylu "Amaterana, cholera, gdzie się podział rozdział? Już, już daj go tu!". Ewentualnie nawrzeszczcie za znęcanie się nad czytelnikami. Można też pogrozić, co też mi zrobicie, jak mnie znajdziecie.
