Chcę wam teraz wszystkim podziękować za dziesięć tysięcy wejść na opowiadanie.
Morze Lazurowe, Naruto
Czas mijał nieubłaganie, a on wciąż nie podjął decyzji. Rozważył już wszystkie za i przeciw, i nic nie przeważało na tyle, by mógł się zdecydować. Miał za mało informacji o tym, co się dzieje w wiosce i za dużo wątpliwości, co do samej Kage. Bardzo przypominała swojego poprzednika, chociaż inaczej rządziła. Powinien dać jej szansę, chociaż coś się w nim zwijało na myśl o spotkaniu z tą kobietą. A wiedza, że go zabije, jeśli powie "nie" tylko dolewała oliwy do ognia.
Wzdychając ciężko, blondyn zakrył twarz dłońmi. To był jakiś koszmar! Cała ta sytuacja była jakaś chora. Ale przywódcy często stają przed takimi dylematami. A jego priorytetem była ochrona podwładnych, czyli Itachiego, Kamiru i ich potomka, nawet jeżeli sześciolatka nie była nawet shinobi. Pomimo tego za Mikiyo też brał odpowiedzialność, była członkiem jego nieoficjalnej drużyny i wymagała szczególnej ochrony – jak każde dziecko.
Żółto-włosy zamarł czując jak ktoś się zbliża. Drzwi do kajuty otworzyły się bezgłośnie i do środka weszła Kage, sprawiając tym samym, ze chłopaka ogarnął niczym nieuzasadniony strach. Kobieta spojrzała chłodno na niebieskookiego i zapytała:
- Jaka jest twoja decyzja? - jasnowłosy milczał przez chwilę, przypatrując się niezwykle interesującym deskom, z których zrobiona była podłoga i bujając lekko na hamaku, po czym wstał i patrząc prosto w oczy przywódczyni Wioski, odpowiedział:
- Dołączę do Mroku, ale pod pewnymi warunkami – brunetka uniosła brew chcąc, by żółtowłosy kontynuował. - Moi ludzie podlegaliby tylko mnie – zaczął wymieniać na palcach nastolatek. - Za ich niepowodzenia winę ponosiłbym ja i... - chłopak zawiesił głos. - W przypadku mojej śmierci, podlegające mi osoby otrzymują prawo do opuszczenia Wioski nie będąc ściganym, a w jeżeli zgodzą się pozostać w Wiosce, to ta zapewni im warunki życiowe.
- Kto miałby ci podlegać? - spytała brunetka wyciągając zwój z jednej z kieszeni po wewnętrznej stronie płaszcza.
- Itachi Uchiha, Kamiru Uchiha-Yuki i Mikiyo Uchiha – odrzekł szybko Jinchuuriki.
- Rozumiem - powiedziała Yorukage, myśląc przez chwilę. - Dwa pierwsze punkty twoich „wymagań" są do zaakceptowania. Ale co do trzeciego... Co dostanę w zamian za puszczenie ich po twojej śmierci? Tak silna dwójka shinobi, na dodatek posiadająca dziecko... To byłaby wielka strata dla Mroku, gdyby odeszli.
- To prawda – odpowiedział ostrożnie blondyn. - Dlatego chcę zaproponować coś innego.
- A co stanowiłoby równowartość tego, kim jest ta dwójka ninja? - blondyn zacisnął mocno zęby, przeklinając się w duchu za to, co teraz powiedział:
- Moje posłuszeństwo – brunetka kazała mu kontynuować i Naruto z ciężkim sercem wyjawił swój pomysł. - Jeżeli Wioska przestanie zabiegać o to, by Kamiru i Itachi Uchiha dołączyli do niej, wtedy... - błękitnooki nie był pewien czy to, co chce powiedzieć, przejdzie mu przez gardło.
- Wtedy co? - zażądała odpowiedzi Kage, kiedy nastolatek przed nią nic nie mówił.
- Będę jej ślepo posłuszny – wykrztusił jasnowłosy, czując jak wspomnienia sprzed kilku lat wracają.
- Tak, to zdecydowanie lepsza propozycja – rzekła z zadowoleniem kobieta rozwijając zwój i wyjmując długopis oraz opaskę ze znakiem Mroku. - Podpisz się!
Jinchuuriki pobieżnie przeczytał całą umowę, krzywiąc się mocno przy punkcie, w którym między wierszami dało się zrozumieć, że Yorukage może decydować od teraz o wszystkim za niego.
Z niechęcią złożył swój podpis i już miał się o coś zapytać w związku z tym, kiedy poczuł, jak ostrze kunai'a wbija się w jego krtań. Spojrzał z zaskoczeniem na czarnowłosą. Ta tylko zmrużyła oczy i cicho rozkazała:
- Od teraz nie odezwiesz się do nikogo, – przekręciła broń, poważnie uszkadzając przy tym struny głosowe żółto-włosego. - zapomnij o przyjaciołach, rodzinie czy kogo tam jeszcze masz. Od tej chwili służysz tylko i wyłącznie mnie. Zrozumiałeś? - kobieta wyciągnęła metal z ciała chłopaka, który upadł na kolana, trzymając się jedną ręką za szyję. - Za dziesięć minut widzę cię na pokładzie, Kanashi – Kage wyszła szybkim krokiem z kajuty, rzucając na hamak opaskę i pozostawiając okaleczonego niebieskookiego na podłodze.
Naruto patrzył z wściekłością pomieszaną z przerażeniem na swoją nową panią. Tak, panią. Bo jak inaczej nazwać Yorukage? Stał się właśnie jej psem na posyłki. A najgorsze było to, że sam się w to wpakował. Czyli ufanie przywódcom Wiosek nie jest dobrym pomysłem.
Pomimo czucia ostrego rwanie w gardle, przełknął ślinę. Z chakrą Lisa pewnie byłby już zdrowy, ale teraz musiał radzić sobie sam. I to przez długi czas, zorientował się blondyn. Bo to, że Kyuubi nie może wpaść w łapy Mroku było w tym momencie jasne jak słońce, które świeciło nad nim, gdy dryfował po morzu. A żeby się nie próbował zbliżyć do Wioski, to musiał o wszystkim się dowiedzieć. Tak samo jak Itachi i Kamiru.
Położył płasko dłoń na deskach i skupił się. Prawie wcale nie miał chakry, więc musiał za pierwszym razem wykonać perfekcyjnie technikę, bo drugiej szansy niedostanie. Poruszył ustami, jakby mówił „Kuchiyose no jutsu!". Z pod jego ręki wystrzeliły czarne znaczki, błyskawicznie tworząc okrąg, a po chwili pomieszczenie wypełniło się białym dymem. Trochę trwało, zanim zniknął, a w tym czasie Jinchuuriki zdążył się ubrać, nakryć kapturem głowę i zawiązać sobie znak swojego upadku, opaskę shinobi.
Po środku stworzonego przez nastolatka kręgu leżało złotawe zwierzę. Z początku można by go uznać za pokrytą jasnym futrem wersję Dziewięcioogoniastego, bo ten stwór też miał dziewięć pięknych, puszystych kit. Gdyby jednak ktoś przyjrzałby mu się uważnie, zobaczyłby żywe, błękitne niczym bezchmurne niebo oczy z delikatnymi okręgami, w których często błyszczały iskierki rozbawienia i paszczę pełną ostrych jak brzytwa, białych zębów. I chociaż istota na pierwszy rzut oka przypominała z wyglądu Lisa, to znawca zauważyłby pewnie, że miniaturowa bestia bardziej wyglądała na wilka.
Jej przywoływacz pewnie tylko uśmiechnąłby się, słysząc takie twierdzenie, bo tylko on wiedział, czym ten zwierz wielkości kuca był. A był nim, dokładniej jego pełną zwierzęcą formą, równie inteligentną i silną, co on sam. Przyzwanie takiej istoty wymagało znajomości kilku sekretnych, klanowych technik i polegało na podzieleniu siebie na człowieka i zwierzę. W przypadku śmierci ciała ja-człowieka, przenosiło się ono do organizmu ja-zwierzęcia, stając się ponownie całością. W drugą stronę to też działało, bo byli jedną osobą w dwóch ciałach.
Złotawy wilko-lis podniósł się powoli na nogi i leniwie przeciągnął się, a słońce wpadające przez okno zdawało się wręcz tańczyć w jego sierści. Następnie nieśpiesznie zbliżył się do Naruto i już po chwili lizał go po twarzy.
Jasnowłosy zaśmiał się bezgłośnie, po czym telepatycznie powiedział, wciąż gładząc futro istoty:
- „Okaminaru, musimy się na jakiś czas rozstać" - zwierzę nazywało się tak samo, jak czarny wilk przywoływany przez żółto-włosego i nie było to nic dziwnego. W końcu ciemna bestia była dużo słabszą i mniej niebezpieczną formą wilko-lisa.
- „Wiem" - odpowiedział sierściuch liżąc ranę na szyi nastolatka. - „Przypilnuję, żeby nic im się nie stało".
- „Uważaj na siebie i się nie pokazuj".
- „Ej, nie jestem amatorem!" - zawołał z udawanym oburzeniem stwór, powodując tym samym, że blondyn się uśmiechnął.
Coś zadzwoniło na zewnątrz, a Naruto zacisnął mocniej usta i rzekł z niepokojem do przywołańca:
- „Idź już! Im szybciej ostrzeżesz Kuramę i resztę, tym lepiej!" - dziewięcioogoniasty stwór skinął głową zgadzając się, a moment później już go nie było.
Zaś błękitnooki zgrzytając zębami, wyszedł na zewnątrz. Musiał wrócić do tego, przed czym uciekał.
Jakiś czas później, niedaleko domu Naruto, Okaminaru
Od wielu dni biegł w kierunku miejsca, gdzie był Kurama. Łapy bolały go od wielogodzinnego biegu, a ich opuszki nie raz i nie dwa krwawiły, kiedy wbiegł na coś ostrego. Ale nie zwolnił, musiał tam dotrzeć jak najszybciej. Dlatego nie zwracając uwagi na swoje cierpienie, mknął dalej pomiędzy drzewami.
Nie wiedział, ile to trwało, jednak w końcu podczas wspinaczki na lekko ośnieżoną górę, na której stał jego dom, przed oczami zamajaczyło mu światło. Zaszczekał kilka razy z ulgą i po chwili wypadł z lasu wprost do ogrodu przy domku. Zaskowyczał z irytacji, widząc, że nic nie zostało zrobione, by rośliny przetrwały zimę. Specjalnie zostawiał tutaj klona, gdy nikogo tu nie było, żeby o wszystko dbał, a teraz całość poszło na marne.
Kłapiąc zębami ze zdenerwowania podszedł do najbliższego okna i opierając się przednimi łapami o ścianę, zajrzał do środka. Musiał uważać, żeby Hokage go nie zauważył. Nie chciał zostać przypadkiem zaatakowany.
Na szczęście Yondaime był zajęty, siedział na kanapie tyłem do szyby, przez którą zaglądał wilko-lis i czytał Mikiyo jakąś książkę. Zaś Kyuubi leżał sobie na oparciu fotela, a jego łapy swobodnie zwisały po bokach mebla.
Okaminaru, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę, warknął. Jednak Lis najwyraźniej tego nie usłyszał, dalej wpatrując się w ogień. Niezadowolony dziewięcioogoniasty uderzył kilka razy w ścianę, o którą się opierał, ale dalej nic się nie działo. W końcu lekko zdezorientowany zachowaniem Demona stwór oddalił się na kilka kroków od budynku. A potem usiadł na śniegu i najgłośniej jak tylko się dało, zawył.
W domu coś huknęło w odpowiedzi. Złotawe zwierzę wyszczerzyło lekko kły. Może teraz ta ruda kulka sierści się nim zainteresuje?
Drobna informacja, będę pisała z dużej Dziewięcioogoniasty, jeżeli będzie mi chodziło o Kyuubiego, a z małej dziewięcioogoniasty, gdy będę miała na myśli Okaminaru.
Sakuja 3: Zapasu notek, niestety, nie mam. A jeśli bym miała to po wrzuceniu ich tutaj czekałaby cię półroczna przerwa. A co do Yorukage, zdradzę tylko, że będzie jeszcze gorzej.
