Przepraszam, że rozdział pojawia się dopiero teraz, ale miałam pełno zajęć w tym tygodniu. Sprawdziany, kartkówki i apel nie pozwoliły mi na napisanie rozdziału tak szybko, jak chciałam.
Chwilę później Kurama wyskoczył przez drzwi do ogrodu. Demon nerwowo wymachiwał ogonem, rozglądając się na około w poszukiwaniu źródła hałasu. Jednak jedyne, co dostrzegł to ślady łap na śniegu. Ostrożnie się do nich zbliżył, nasłuchując, czy nic nie zamierza go zaatakować. Na szczęście tak się takiego nie stało. Moment później zaczął węszyć, ale wyczuł tylko zapach Okaminaru. Czyżby...?
Nie był w stanie pomyśleć, co by to oznaczało, bo niespodziewanie coś spadło obok niego na ziemię i chwyciło go za kark. Wił się jak piskorz, próbując się uwolnić, ale to nic nie dało. Widocznie oprawca nie zamierzał mu dopuścić. Szczęki zacisnęły się jeszcze mocniej i Kyuubi poczuł, jak jego ciało się rozpływa, wracając do pieczęci. Coś gwałtownie wrzuciło go do klatki i zanim udało mu się podnieść, wrota zatrzasnęły się z hukiem.
Lis zawarczał i z wściekłością rzucił się na pręty. Gryzł i szarpał je, zapierając się przy tym łapami, jednak nie był w stanie wyrwać ich z zawiasów. Woda wokół niego kipiała, kiedy ogony z furią przecinały powietrze. W akcie desperacji skupił swoją moc i spróbował rozerwać pieczęć. Pomieszczenie zatrzęsło się od wirującej energii, ale nic poza tym. Był uwięziony, tak jak przed laty. Co się działo?
Ogoniasty nie wiedział, ile tak stał przy klatce i wpatrywał się wejście do zalanego miejsca. Nadzieja, że nie będzie musiał znowu tutaj tkwić, zmuszała go, by wypatrywał blondyna. Ale nastolatek nie nadchodził. Dlatego Dziewięcioogoniasty nerwowo przechadzał się przy wrotach, ocierając się o nie i starając się nie zanudzić na śmierć.
W pewnym momencie położył się, w dalszym ciągu niecierpliwie czekając na chłopca. Silne emocje targające nim wreszcie dawały osobie znać i Demon robił sie coraz bardziej senny. W końcu, gdy już prawie zasypiał, usłyszał ledwie słyszalne słowa. Chwilę zajęło Kyuubi'emu, rozbudzenie się i zorientowanie się, że głos nie był sennym majakiem. Wytężył słuch, i kiedy cichy szept się powtórzył, mógł go zrozumieć:
- ...rama? Nic ci nie jest? - Biju podniosło się i rozzłoszczone zawołało:
- Naruto! - echo poniosło się po pustych, krętych korytarzach, przez co Kyuubi nie dosłyszał odpowiedzi. Jednak to, co rzekł później niewidoczny niebieskooki, było dostatecznie wyraźnie:
- Tak będzie lepiej, My-Naruto* uważamy, że oni nie mogą ciebie złapać. Ja-Naruto* uważa, że ze mną będziesz bezpieczniejszy – Demon zawahał się zanim cokolwiek powiedział, sposób, w jaki mówił jego Jinchuuriki był bardzo dziwny i niepokojąco znajomy:
- Chyba nie podzieliłeś swojego umysłu, prawda?
- Tak będzie lepiej – powtórzył głos.
- Dzieciaku, to cię zabije! - warknął Kurama, ryjąc pazurami w podłodze. - Jeszcze bardziej oszalejesz!
- My-Naruto wiemy – odrzekł po chwili milczenia żółtowłosy. - Ale lepiej, żeby My-Naruto oszaleli niż żeby przyjaciele zginęli. Teraz nikt cię nie złapie.
- A kto w ogóle odważyłby się to zrobić? - zapytał arogancko Lis. - To, że nigdy nie walczyłem z tobą na poważnie nie oznacza, że jestem słaby! Nikt nie jest w stanie mnie pokonać – Jinchuuriki przez chwilę milczał, po czym rzekł:
- Oni mogliby wysłać My-Naruto, żeby cię złapać. Wtedy musielibyśmy im cię oddać.
- Więc uznałeś, nie pytając mnie o zdanie, że używanie zakazanego jutsu będzie najlepszym pomysłem? - zawołał z niedowierzaniem Kyuubi, zastanawiając się przy okazji, kim są "oni".
- My-Naruto byliśmy wtedy zbyt słabi, by cokolwiek zrobić, to było jedyne rozsądne wyjście – cienie przed klatką zamigotały i wyłonił się z nich wilko-lis. Stwór wyglądał na wychudzonego, a zazwyczaj błyszczące Kekkei Genkai zdawało się być matowe. Jego futro wydawało się być rzadkie i przybrudzone, przez co odnosiło się wrażenie, że jest chory. - Już zdecydowaliśmy. Ja-Naruto umrze, by My-Naruto mogli żyć.
- Co przez to rozumiesz? - zawołał Demon, poruszając ogonami.
- Wszystko – złotawa istota zaczęła zanikać. - Będziemy wolni! – dziewięcioogoniasty spuścił głowę, a następnie zmienił się w smugę chakry i owinął wokół pieczęci.
Natomiast Biju zmrużyło oczy rozzłoszczone, po czym wycofało się powoli w ciemniejszą część swojej klatki i wygodnie ułożyło. Zastanawiało się jednocześnie nad słowami Okaminaru i co mogło popchnąć Jinchuuriki do tak głupiego zachowania.
Moment później, Okaminaru
Kurama nie rozumiał. Nie widział tego, co on. Ale to nie jest ważne. Dopóki nikt nie może zbliżyć się do Lisa, dopóty nie będzie musiał nikomu nic wyjaśniać. A jak to wszystko się skończy, to czeka go najwyżej długa rozmowa i mnóstwo wyjaśnień.
Kiwając głową do swoich myśli, wilko-lis spoglądał w w ciemne okna swojego domu. Niedawno zgasło światło w pokoju, który dał Hokage, więc niedługo będzie mógł wejść do budynku i pozałatwiać kilka spraw. Musiał zabrać niektóre rzeczy ze swojej sypialni, żeby przypadkiem nikt się do niej nie dobrał i porozmawiać z Mikiyo.
Złotawa istota poczekała jeszcze chwilę, po czym mocno maskując chakrę, ostrożnie podkradła się do budowli. Korzystając z techniki umożliwiającej przenikanie przez przedmioty, wszedł do domu i cicho opadł na podłogę. Starają się nie narobić hałasu podczas wędrówki po korytarzu, dotarł do salonu.
Uśmiechając się do siebie, ruszył w stronę biblioteczki. Wyglądała prawie tak samo, jak w momencie, gdy wybył z budynku. No, może kilka książek było przełożone w inne miejsce. To jednak specjalnie nie przeszkadzało. Używając chakry sprawił, że tomy z półek i podłogi szybko znalazły się na środku pokoju. Następnie nakreślił kredką leżącą na stoliku wokół nich pieczęć w kształcie koła, a drugą na swojej łapie, po czym aktywował jutsu. Księgi jedna po drugie zaczęły znikać, a wraz z nimi znaki pieczęci na podłodze. Teraz tylko on miał dostęp do tego zbioru wiedzy.
Skupiony na pieczętowanie Okaminaru nie zorientował się, że w pokoju jest jeszcze jedna osoba. Dlatego, gdy znienacka coś się do niego przytuliło, omal tego czegoś nie ugryzł. Opanował się w ostatniej chwili, kiedy usłyszał:
- Okami! - zawołała Mikiyo. Wilko-lis kłapnął zębami tuż przed jej twarzą, ale dziewczynka się tym nie przejęła i dalej tuliła do dziewięcioogoniastego. - Mam dla ciebie prezent! - zawołała sześciolatka, zabierając coś ze stolika, a ogoniasta istota zaczęła się zastanawiać, czy Kage już się obudził od krzyku dziewczynki. - Masz!
Brunetka trzymała w dłoniach obrazek, ale jako że było ciemno, mało co można było zobaczyć. Stwór na czterech łapach co prawda widział w ciemnościach, ale jego chrześniaczka pewnie nie uwierzyłaby mu, że podziwia jej arcydzieło, więc Okaminaru na jednym z pazurów stworzył małą kulkę światła.
Światełko pomknęło w górę, a wilko-lis korzystając z oświetlenia, przypatrzył się uważniej pracy. Malunek przedstawiał kilka patykowatych postaci, które miały w niektórych miejscach po przyklejane cekiny. Ale kogo przedstawiał rysunek to nie wiedział. Dlatego zapytał się o to Mikiyo, na co ta odpowiedziała szczęśliwa:
- To ty – wskazała palcem na namalowaną ciemną kredką postać z ledwo widocznymi, jasnymi kreskami, jako włosami oraz jej towarzysza, czarnego wilka. - To mama i tata – długowłosa pokazała na dwie czarne postacie, wokół jednej padał niebieski śnieg, a druga miała czerwone, cekinowe oczy. - To Kurama – dziewczynka popukała w miejsce, gdzie było narysowane przewrócone, pomarańczowe drzewo. - A to pan Minato – ostatnia postać do złudzenia przypominała pierwszą, ale nie miała podoklejanych cekinów na oczach. - Ładne, prawda? Prawda?
- Tak – odpowiedział Okaminaru. - Jest przepiękne – tylko to mógł powiedzieć. - A skąd wiedziałaś, że to ja jestem w pokoju?
- Bo tylko ty zawsze, gdy wracasz, podchodzisz do książek. Tak samo jak wujek – mała kiwnęła głową w stronę pustej biblioteczki. - Ale nie byłam tego do końca pewna, bo miałeś więcej ogonów. Jakbyś miał w sobie Kuramę – dziewięcioogonisty poruszył się niespokojnie, po czym odmruknął:
- Można tak powiedzieć – istota zgasiła światełko. - Posłuchaj mnie teraz Mikiyo, dobrze? - poczekał aż dziewczynka pokiwa głową. - Muszę zniknąć, dlatego w najbliższym czasie się nie zobaczymy.
- Znowu sobie pójdziesz? - mała zmarszczyła brwi.
- Muszę – westchnął sierściuch. - Pan Minato się tobą zaopiekuje.
- Ale ja chcę zostać z tobą! Albo z wujkiem! - krzyknęła sześciolatka. Jeżeli Hokage wcześniej się nie obudził to teraz już musiał.
- Nie chcę się o ciebie martwić – odpowiedział jej wilko-lis, pisząc jednocześnie krótką notkę do Namikaze na jednej z kartek leżących na stole.
- To zostań ze mną! - zawołała mała, a Okaminaru zorientował się w tej samej chwili, że nie wyjdzie z domu przez drzwi wejściowe, bo z tamtego kierunku nadchodził Yondaime. Zaciskając lekko ze zdenerwowania łapy odpowiedział:
- Zawsze będę z tobą – i wtedy do głowy wpadł mu wyśmienity na tę chwilę pomysł. - Dam ci coś, żebyś o mnie nie zapomniała! - sześciolatka popatrzyła na niego naburmuszona, a później pisnęła z zaskoczenia, kiedy jeden z ogonów przysłonił jej pole widzenia.
- Okami? Gdzie jesteś? - zawołała mała, kiedy mogła już coś zobaczyć, ale wilko-lis znikł.
Długowłosa rozejrzała się, jakby myślała, że stwór gdzieś się ukrył. Zrobiła kilka kroków na oślep, wyciągając przed siebie ręce, jednak nie znalazła zwierzęcia. Nagle coś zazgrzytało pod jej stopą. Dziewczynka niepewnie schyliła się i moment później miała już w ręce wisiorek.
W tym momencie do salonu wszedł zaspany Namikaze. Pomimo, że chciało mu się spać, zachowywał się jak każdy shinobi, który spodziewał się atak. Co prawda nie miał broni, ale i tak był groźny. Widząc jednak, że nic się nie dzieje, zapalił światło w pokoju i ziewając zapytał:
- Co tym razem? - Mikiyo dopiero po chwili odpowiedziała, bo przyglądała się z zainteresowaniem znalezionej biżuterii:
- Okami sobie poszedł – niebieskooki zamrugał w odpowiedzi. To, co powiedziała mała nie miało sensu. Myśląc, że pewnie miało to coś wspólnego z nawiedzającymi dziewczynkę koszmarami, powiedział:
- Chodź, poczytam ci bajkę na dobranoc – i poczekam na Lisa.
- Nie – rzekła dziewczynka, ściskając medalik. - Sama zasnę – Kage zmrużył oczy przypatrując się małej, do tej pory chciała, żeby czytał jej bajki. Rzucił okiem w stronę regału i z trudem ukrył swoje zaskoczenie, gdy zobaczył, że książek już na nim nie ma. Nie dając nic po sobie poznać odrzekł:
- Dobrze – i zniknął w korytarzu, gasząc przy tym światło. Myślał też nad tym, co się działo w tym domu, a co na pewno nie było normalne.
Zaś sześciolatka zaczekała, aż jasnowłosy odejdzie, a następnie popukała lekko w wisiorek i zapytała szeptem:
- Jesteś tam Okami?
Jednak wilko-lis nie odpowiedział. Miał teraz ważniejszą sprawę na głowie. Nie był w stanie cofnąć techniki, dzięki której zamienił się w medalik.
*My-Naruto - Ja-Naruto i Ja-Okaminaru razem.
Sakuja 3: Jak nikt nie powiedział, że opowiadania są złe, to jest dobrze. A Minato pewnie w końcu się obudzi, ale czy nie będzie wtedy już za późno? A Naruto ma dużo zwierzątek, bo większość czasu spędza w dziczy, a nie w wiosce, a że z niego gaduła to potrzebuje rozmówców w ilości 2+. Jakie tam wycie godowe, terapię wstrząsową. Tak swoją drogą, Kurama nie za bardzo lubi tę formę Okaminaru, bo łatwo go pomylić z prawdziwym Kyuubim.
