Następnego dnia tuż po obudzeniu się, Minato z zaskoczeniem odkrył, że znowu może używać chakry. To było nagłe i piorunujące uczucie. Jakby dotychczas jego moc pozostawała widoczna, ale poza zasięgiem jego rąk, a teraz wróciła.
Mężczyzna próbował się dowiedzieć, dlaczego tak się stało, jednak nic z tego nie wyszło. Odpowiedzi nie znalazł, a jedyna odszukana przezeń wskazówka brzmiała „Zaopiekuj się Mikiyo. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy". Nie było to zbyt pomocne, lecz wystarczyło do wywnioskowania, że Aoi Senko nic mu nie powie. Chociaż co ciekawe, dalej wyczuwał jego chakrę.
Tak więc, Yondaime nie namyślając się długo, zaczął szykować się do drogi. Musiał jak najszybciej wrócić do Wioski, a z dzieckiem nie będzie to proste, nawet przy użyciu techniki Latającego Boga Piorunów. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to może żona go nie stłucze na kwaśne jabłko, gdy wróci do domu.
Przeglądając rzeczy w swoim pokoju, Kage z irytacją stwierdził, że nie ma tu niczego, co choćby częściowo przypominało strój shinobi. Już któryś raz z kolei oglądał wypatrzone rzeczy, gdy przez drzwi zajrzała Mikiyo i z zaciekawieniem zaczęła obserwowałać, co też blondyn robi. W końcu zapytała:
- Czego pan szuka?
- Czegoś – odmruknął Hokage zaglądając po raz kolejny do szafy w nadziei, że jednak będzie w niej coś przydatnego.
- A był pan u wujka w pokoju? - powiedziała niepewnie dziewczynka, bawiąc się dziwnym medalikiem. - Albo na strychu?
- Uważam, że byłoby to niegrzeczne – odparł żółtowłosy, nie chcąc mówić, że już rozważał tę opcję.
- Oj tam, wujek się nie pogniewa! - zawołała mała i pobiegła do pokoju właściciela domu.
- Mikiyo, wracaj! - zawołał Namikaze, ruszając za sześciolatką. Świetnie pamiętał, jak próbował się tam dostać i omal nie zrobiono z niego poduszki na igły z trucizną.
Już prawie złapał dziecko, które w tym momencie otworzyło drzwi. Żółty Błysk, oczekując powtórki, pociągnął brunetkę do tyłu, jednocześnie ją zasłaniając. Ale nic się nie stało. Nie nadszedł żaden atak.
Wciąż podejrzliwe się rozglądając, Minato ostrożnie wszedł do pokoju. Nie było w nim za jasno, ale wystarczająco, żeby można było coś zobaczyć. Przy jednej ze ścian stało proste łóżko, otoczone strażniczą pieczęcią. Obok znajdowały się szafki i kilka skrzyń oraz stolik. Reszta pokoju była czymś w rodzaju biblioteki. Meble były ściśnięte, a na półkach znajdowało się setki zwojów, oznaczonych różnymi kolorami. Zaś na podłodze leżał miękki dywan z dziwnymi wzorami.
Hokage niepewnie ruszył w stronę jednej z szaf w poszukiwaniu ubrania, po które przybył, zaś Mikiyo z dzikim piskiem rzuciła się na łóżko, zabierając w biegu jakąś książkę ze stolika.
Przez jakiś czas nic się nie działo, aż do chwili, gdy mężczyzna nie znalazł na jednym z wieszaków tego, czego szukał. Ubranie nie było może standardowe, takie jakie noszą przeciętni ninja, ale spełniało odpowiednie kryteria; posiadało dużo kieszeni i zostało wykonane z dobrego materiału.
Namikaze już miał zawołać do dziewczynki, że muszą wyjść z tego pomieszczenia, kiedy ze stroju wypadł obwiązany czerwoną wstążką zwój. Minato błyskawicznie go złapał i po uważnym obejrzeniu wyrytych na nim pieczęci zabezpieczających, otworzył, chociaż odnosił wrażenie, że nie powinien. Jeden rzut oka wystarczył mu, żeby stwierdzić, że było to zadanie klasy S z Wioski Mroku. Tylko, co ono tutaj robiło?
Blondyn spojrzał na chwilę w bok, żeby zorientować się, co robi Mikiyo, po czym zaczął czytać zlecone zadanie.
Pierwszym, co go zszokowało i jednocześnie sprawiło, że jego serce na chwilę stanęło, była informacja dla kogo ono było, dla Namikaze Naruto vel Kanashi Inja, Aoi Senko. Żeby się upewnić, że to nie jest przypadek, zerknął na zdjęcie. Nie mogła zajść pomyłka. Osoba na obrazku wyglądała kropka w kropkę jak on, nie licząc lisich wąsików. A to oznaczało jedno. Jego syn żył!
Kage chwycił się za głowę, kiedy świat gwałtownie zawirował mu przed oczami. Wszystkie jego domysły w jednej chwili się potwierdziły, ale natychmiast narodziły się nowe pytania. Jak Naruto się znalazł w Wiosce Mroku? Co tam robił? Gdzie teraz jest? I najważniejsze, czy wie, kto jest jego ojcem?
Możliwości były dwie, albo istniał jeszcze jakiś członek klanu Namikaze i adoptował jego potomka, albo nastolatek dowiedział się w jakiś inny sposób. Dodatkowo problem stanowił Kyuubi. Najwyraźniej Demon musiał mieć na jego syna jakiś wpływ i nie można było tego lekceważyć. Kto wie, co Dziewięcioogoniasty mu na opowiadał!
Minato podszedł chwiejnie do łóżka, na którym leżała Mikiyo i ciężko na nie opadł. Mężczyzna nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Czuł się, jakby znowu przyszło mu walczyć z Lisem, jakby znowu ktoś chciał mu odebrać syna. Jasnowłosy zacisnął dłonie w pięści, zgniatając przy tym kartkę ze zwoju. Nie dopuści, żeby tak ważny trop na drodze do poszukiwania dziecka przepadł.
Pomimo oszołomienia wywołanego informacjami, kontynuował czytanie zadania. Gdy skończył, chciało mu się płakać. Jeżeli to wszystko było prawdą, to ta misja była wyższej rangi niż S, o ile to było możliwe. Bo jak można zlecić własnemu shinobi, żeby nie dopuścił do sojuszu pomiędzy Wioską Mroku, Akatsuki, Krajem Ziemi i Kumogakure oraz knującym pod nosem Konohy Danzo? Temu nie podołałaby nawet armia szpiegów i dyplomatów, a co dopiero jeden człowiek!
Hokage zatrząsł się jak w jakiejś chorobie, a chwilę później poczuł, jak obejmują go drobne rączki Mikiyo. Dziewczynka mocno się do niego przytuliła, po czym powiedziała:
- Wszystko będzie dobrze.
- Tak – nic nie będzie dobrze. Nadchodziła kolejna Wielka Wojna Shinobi. Nagle do głowy Namikaze wpadł pewien pomysł, jak dowiedzieć się, na czym ma polegać sojusz krajów i przy okazji o własnym potomku. - Mikiyo, powiedz mi, czy twój wujek z kimś współpracował? - niech powie, że tak!
- Współpracował? - zapytała brunetka.
- Przyjaźnił się – odrzekł po chwili Minato, orientując się, że mała raczej nie będzie tego rozumieć.
- No, z mamą i tatą, - trzeba się dowiedzieć kim byli. - z Kuramą, - od niego się nic nie dowie. - z wujkiem, ale on mnie już nie odwiedza, tak samo jak inny wujek i ciocie – nie żyją, dopowiedział sobie w myślach Kage. To by znaczyło, że z całej koalicji przeciwko przymierzu trzech Wiosek pozostały trzy osoby. W tym jedna nie osiągalna.
- A kim są twoi rodzice? - spytał Yondaime, starając się wyglądać na zainteresowanego.
- Wujek nie chciał, żebym o nich mówiła – wymamrotała dziewczynka.
- Jestem pewien, że nic się nie stanie, jeżeli mi o nich opowiesz – zapewnił sześciolatkę, chociaż zastanawiało go, dlaczego nie chce mówić, o swoich opiekunach.
- Nie będzie na mnie wujek zły, że panu powiedziałam?
- Oczywiście, że nie. Wytłumaczę się przed nim i nie będzie na ciebie zły, Mikiyo – odrzekł blondyn.
- To mój tata... - zaczęła po chwili dziewczynka, siadając wygodnie na łóżku.
Wnętrze medalika, Okaminaru
Wilko-lis zawarczał głośno, wyczuwając przez swoje więzienie, jak Hokage szpera w jego szafie. Że też jego chrześniaczka wpuściła tego człowieka do jego pokoju! Nie będzie dobrze, jeżeli znajdzie TĘ misję. Nikt się o niej nie mógł dowiedzieć, trzeba było trzymać ją w tajemnicy. I niszczyć wszystko, co tylko było można, żeby ją wypełnić. Ostatnią wolę jego przełożonego.
Ale szczęście dopisało Yondaime. Okaminaru zawył, jakby coś go zraniło w serce, gdy zorientował się, że to TA misja. Teraz wszystko miało wyjść na jaw.
Starając się o tym nie myśleć, skupił się na albumie oglądanym przez Mikiyo. To też nie był dobry pomysł, bo przywoływał jego wspomnienia z bycia jednym z Cieni. Przywracał wszystko, o czym tak bardzo starał się zapomnieć. Ich wspólne misje, momenty radości i smutku, a także śmierć poszczególnych osób...
Uderzenie mocy Kyuubiego o pieczęć na brzuchu wyrwało stworzenie z rozmyślań. Lis nadal był niezadowolony z uwięzienia i próbował się wydostać. Śledził przy tym poczynania Ja-Naruto przez łączącą ich nić porozumienia i mimo swojej wściekłości, nadal martwił się o niego. Tylko czy zdoła się opanować, jeśli dojdzie do najgorszego?
Okaminaru poruszył niespokojnie końcówkami związanymi przez łańcuchy chakry ogonów. Tak się dla niego skończyło szybkie tworzenie pieczęci, wylądował w miejscu podejrzanie przypominającym loch, w którym był uwięziony przez poprzedniego Kage Mroku, przykuty do zalanej podłogi.
Wiążące go łańcuchy wychodziły z kamiennych ścian i mocno krępowały mu kończyny oraz puchate kity, których teraz miał tylko osiem. Najwyraźniej chakra Lisa wolała wrócić do swojego właściciela niż z nim zostać. To nawet lepiej, zmuszało to jednocześnie jego ciało do produkcji własnej, chociaż było to trudne i wyczerpujące.
Wilko-lis spróbował poruszyć spętanym karkiem, na próżno. Jak długo będzie musiał tu tkwić?
Przepraszam, że rozdział dopiero dzisiaj, ale byłam wykończona po napisaniu pracy konkursowej w jeden dzień. To było jakieś szaleństwo.
Guest: Dziękuję za miłe słowa. Postaram się za jakiś czas poprawić opowiadanie, żeby było bardziej zrozumiałe i mniej chaotyczne.
Sakuja 3: W medaliku-więzieniu. PS. Niech ci będzie.
