Rozdział 2 - Kira na Boisku Lacrosse

- Widziałeś jak szybko biegłam? - zapytała z fascynacją Kira. Isaak oparł kij na ramieniu i spojrzał na swojego Alfę. Scott ściągnął usta w wąską linię. Nawiązał kontakt wzrokowy ze Stilesem nad ramieniem dziewczyny.

- Kira, musisz przestać to robić. - syknął konspiracyjnie Scott. - Nie używamy swoich mocy na boisku. To nie fair w stosunku do innych drużyn.

Kira westchnęła ciche „och" i spuściła wzrok. McCall z Lahey'em poszli pod bramkę gdzie Danny pouczał pierwszaków.

- To niesprawiedliwe. Po co mi te moce, jeśli nie mogę ich używać? - westchnęła z rezygnacją Kira w stronę Stilesa. Ten wzruszył ramionami.

- Nie widzisz, że jeśli konkurujesz z ludźmi to nadnaturalne moce są oszustwem i dopingiem? - powiedział Stiles poprawiając ochraniacz na ramieniu. Może nie widziała różnicy? Może tak działają lisy?

Dziewczyna westchnęła zrezygnowana. Chciała bardzo wykazać się przed McCallem: w czasie wojny jej umiejętności walki, jej siła, jej szybkość, jej wiedza bardzo imponowały Scottowi. W czasie pokoju musiała wykazać się innymi umiejętnościami, czymś cnotliwym, aby zachwycić stado: szeroki uśmiech i błyszczące oczy to nie do końca cnota. W przypadku lisów? To może być fasada dla czegoś znacznie paskudniejszego.

Czasami Kira była upiorna i odrażająca, gdy z szerokim uśmiechem opowiadała Danny'emu o demonach, opętaniu i śmierci; nawet jeśli mówiła generalnie o folklorze. Zważywszy na to że dopiero co doświadczyli śmierci i zniszczenia przez demona. Nikt nie potrafił nawet pomyśleć o nich bez zimnego dreszczu biegnącego po plecach, a Kira miała szeroki uśmiech na twarzy, jakby opowiadała o dziecięcej grze.

Oczywiście jej optymizm był urzekający, ale czasami Stilesa zastanawiało czy we wszystkich lisach nie drzemie ten mrok co w Nogitsune: ta szczera uciecha z niedoli innych? Oczywiście nie znaczyło to, że Kira wyniesie żart na poziom „och, po prostu pozabijajmy wszystkich".

- Staliński! - krzyknął trener. - Dookoła!

Stiles nawet nie pytał się za co. Po prostu zaczął truchtać po linii bocznej.

- Ile?! - krzyknął do trenera gdy ten rozmawiał z Kirą. Wprowadzenie jej do drużyny wymagało przeskoczenia przez różne luki w regulaminie zawodów. Oczywiście że była także żeńska drużyna lacrosse, ale Yukimura uparła się, aby być bliżej Scotta. Finstock był tylko ciekaw czy potrafiła ona dorównać chłopcom, a ta udowodniła to oszukując trenera swoją lisią mocą.

- Do porzygu, Staliński! - odrzucił wściekły Finchock. Stiles skrzywił się i przebiegł obok bramki Danny'ego, gdzie ten rozmawiał z Scottem i Isaakiem.

- Nie mam nic przeciw Derekowi, ale jest upiorny. - Podsłuchał Stiles gdy przebiegał obok kolegów.

- Co? co? co? - zapytał pospiesznie Stiles i starał się ustawić tak obok Isaaka, aby ten osłaniał go przed wzrokiem trenera. Ten był zaaferowany Kirą.

- Derek chciał żebym sprawdził dla niego informacje na temat jednej rzeczy i teraz przysięgam, że mam stalkera. - powiedział Danny opierając się o słupek bramki. Te słowa spadły na Stilesa jak tona cegieł. Danny szuka informacji dla Hale'a? To zawsze była praca Stilesa!

- Moja rada: zostaw okno otwarte. I tak znajdzie sposób, aby wejść do środka. - odpowiedział Scott z łagodnym uśmiechem. Mahealani westchnął z rezygnacją.

- Ledwo mogę skupić się na szkole i treningu. Przysięgam że on ma jakiś radar: ilekroć zdrzemnę się, on budzi mnie. To upiorne. - westchnął Danny. Isaak zaśmiał się miękko.

- Zrób co masz zrobić i da Ci spokój. - poradził Lahey z krzywym uśmiechem. - No, chyba że zrobisz to na pół gwizdka. Wtedy oczekuj najgorszego.

- Staliński! - krzyknął trener, gdy spostrzegł, że Stiles stoi przy bramce zamiast biegać wokoło boiska.

- O Boże, skurcz! Boli! Umieram! Odetnijcie mi nogę! - krzyknął żałośnie Stiles i opadł teatralnie w ramiona Scotta. Przyjaciel zaśmiał się życzliwie. Isaak i Danny przewrócili oczami.

- Niezła próba! Rozchodź to! - odpowiedział Finstock odpychając Kirę na bok. Stiles potruchtał przy linii bocznej.

To nie mogło być! Stiles zawsze robił badania i sprawdzał informacje dla grupy. Danny nie może mu tego odebrać!

Po treningu Malia czekała na niego przy jeepie. Siedziała na masce i machała nogami w powietrzu czytając książkę.

- Coś ciekawego? - zapytał Stiles wskazując na książkę dziewczyny. Pomachał Scottowi i Kirze, którzy wsiedli na dirtbike'a McCalla. Isaak wracał z Danny'm. Mieli wspólny projekt z chemii. Mahealani był pełen złudnych nadziei, że obecność Lahey utrzyma Dereka na dystans. To byłaby nowość.

- Lektura na angielki. - powiedziała Malia i zeszła z jeepa. - Mam duże zaległości. Chcą mnie zostawić na drugi rok w pierwszej klasie, jeśli nie zaliczę angielskiego, historii, fizyki i algebry.

- Mogę ci pomóc z angielskiego i historii. - odpowiedział chłopak z uśmiechem. Malia usiadła na miejscu pasażera i skrzyżowała ramiona na piersi.

- Nie mam problemu z przyswajaniem wiedzy. Mam problem z czytaniem i pisaniem. - wydusiła cicho dziewczyna. Stiles spojrzał na nią a ona spojrzała w okno. - Nie robiłam tego od bardzo dawna.

- To zrozumiałe. - zgodził się Stiles. Gdy dziewczyna żyła w puszczy jako czworonóg umiejętność czytania nie była dlań priorytetem.

Wyjechali na ulicę. Stiles nie pytał nawet czy podwieźć Malie do domu, czy jadą do niego? Odpowiedź była jasna.

Malia miała pewne rytuały, gdy odwiedzała pokój do Stilesa. Mianowicie rozglądała się czujnie po kątach i uważnie studiowała blat biurka, jakby chciała zobaczyć co się na nim zmieniło: co zostało zabrane, a co dodane. Dziewczyna dotykała pościeli i ubrań chłopaka, znakując wszystko swoim zapachem. Gdy skończyła położyła się na łóżku i wyjęła książkę z plecaka.

Stiles zabrał się za odrabianie pracy domowej z chemii. Stwierdził że jeśli Malia chciałaby jego pomocy to poprosiłaby o nią.

- Jak Ci idzie? - zapytał chłopak odwracając się do dziewczyny.

- Powoli. Zaczynam odkrywać w tym urok. - powiedziała Malia i odłożyła książkę na bok. - Chcesz obściskiwać się trochę zanim będziemy musieli wrócić do nauki?

Stiles zastanawiał się czy Malia nie traktowała go przedmiotowo. Pewnie tak. Pewnie nie mniej przedmiotowo niż on ją.

- Pewnie! - zaśmiał się podekscytowany Stalinski. Malia rozłożyła zapraszająco ramiona.

Kilka dni później Stiles zobaczył Danny'ego rozmawiającego z Derekiem pod biblioteką miejską. Stalinski schował się za najbliższym samochodem. Nie było to bardzo subtelne, ale nie miał innej kryjówki.

Najpierw Braeden, teraz Danny... Och, a co jeśli Derek chce odciąć się od Scotta i Stilesa? Po ostatnich przygodach? Stiles przestałby się ze sobą zadawać gdyby mógł.

Danny niespodziewanie przysunął się do boku wilkołaka i chwycił go pod ramię. Derek nie rzucił chłopakiem o ścianę, więc w głowie Stilesa zapaliła się czerwona lampka. Staliński w napięciu czekał aż Hale wypchnie Mahealaniego ze swojej strefy intymnej, ale to nie działo się.

Co tu wyprawia się, do cholery?

Stiles wyjął telefon z kieszeni i wykręcił numer Dereka. Widział zza samochodu, jak Hale wyciąga swój telefon i patrzy na wyświetlacz; Danny wciąż na jego ramieniu.

W napięciu Staliński słuchał sygnału łączenia: jeden, drugi… Derek patrzył na wyświetlacz swojej komórki, jakby telefon był uzbrojoną bombą. W końcu zignorował telefon połączenie i spojrzał na Danny'ego.

Stilesowi aż zabrakło oddechu. Hale myślał, że może tak po prostu zignorować Stilesa? Po tym wszystkim co przeszli?! Niedoczekanie jego!

Na razie był umówiony z Malią w parku, ale znajdzie czas aby wyjaśnić te zajście!

Po odprowadzeniu Malii do domu, Stiles pojechał do loftu. Nie miał już oryginalnego klucza, który zostawił mu Derek gdy wyjechał na swoje małe wakacje z Corą. Ten Derek kazał bliźniakom oddać po Halloweenowej imprezie w jego mieszkaniu. Leże wilkołaka było dla niego świętością i impreza permanentnie wpisała bliźniaków na najczarniejszą z czarnych list u Hale'a.

Rad nierad, Stiles musiał oddać klucz do loftu, ale wpierw zrobił kopię. Stiles miał całą szufladę kluczy: do szkoły, na komisariat, do szpitala, do domów znajomych. Część była dorobiona dla hecy, część z konieczności, inne były testem umiejętności. Wszystkie przydawały się.

Stiles wszedł do loftu. Słońce właśnie zachodziło za linią budynków. Usiadł na stole i czekał grając na komórce w Candy Crush. Musiał podreperować swoje statystyki, bo Danny prześcigał go w rankingu o łeb. Stiles podejrzewał, że Danny hakował grę.

Derek pojawił się po prawie czterdziestu minutach. Stanął w otwartych drzwiach, jakby uderzył w mur. Podniósł spojrzenie: jego oczy były błękitne. Twardo patrzył na Stilesa siedzącego na stole.

- No co? Żadnego „cześć, jak się miewasz"? Dalej, Derek, wysil się. - zaśmiał się zakłopotany Stiles i zeskoczył ze stołu miękko. Wilkołak ostrożnie wszedł do środka.

- Wyjdź, Stiles. - odpowiedział Hale stając przy jednym z filarów, mierząc Stilesa ostrożnym spojrzeniem.

- Nie do końca o taki wysiłek mi chodziło, ale okej. Przychodzę w pokoju, przysięgam! - zaśmiał się nerwowo Staliński. Hale nie wyglądał jakby miał ustąpić.

- Przepraszam za- wiesz- bark. Całe to „rzucanie o ścianę", tak właściwie. - jęknął Stiles podchodząc bliżej wilkołaka. Niepokoiło go, że oczy Dereka wciąż skrzyły się błękitem. - Tak, przepraszam, że rzuciłem Tobą o ścianę i wybiłem Ci bark.

- To nie byłeś ty, tylko lis. - odpowiedział płasko Derek. - Teraz wyjdź.

Gdy Stiles był dość blisko wilkołaka, ten złapał go za ramię i wystawił za próg.

- Co? Derek, czekaj! Wiem że Nogitsune był okropny. I wiem że wciąż ten cały koszmar wszyscy kojarzą z moją twarzą, ale musicie mi zaufać-

- Nic nie muszę, Stiles. Teraz idź do domu. - warknął Derek i zatrzasnął drzwi loftu przed nosem nastolatka. Ten patrzył zraniony do żywego. Nie mógł oddychać. Przeszedł go potężny dreszcz, bardziej kwalifikujący się jako spazm. Mało brakowało a zwymiotowałby.

Stiles już miał wsiąść do windy gdy ogarnęła go wściekłość.

Nie, Derek nie miał prawa go wyrzucać! Jeśli czyjąś winą było to, że Nogitsune tak długo panoszył się to Dereka!

Wilkołak dobrze wiedział, że mieli ze Stilesem te dziwną więź; te senne połączenie, dzięki któremu Stiles wyrwał Hale'a ze śpiączki. Ten mógł zrobić dla Stilesa co ten zrobił dlań i pomóc wygonić Nogitsune z nastolatka, ale nie zrobił tego! Został chłopaka, aby gnił z mrocznym duchem, aby ten ranił ludzi, których Stiles kochał!

Stiles otworzył drzwi loftu. Derek stał na środku pomieszczenia i patrzył uważnie na nastolatka.

- Mogłeś mi pomóc! Mogłeś wejść do mojej głowy i wyrzucić Nogitsune ze mnie, jak ja wyciągnąłem Cię ze śpiączki, ale nie! Pozwoliłeś mu zabijać ludzi, ranić moich przyjaciół! Moją rodzinę! - krzyczał chłopak podchodząc bliżej. - Mojego tatę!

Derek stał bez ruchu i słuchał uważnie chłopaka, przekrzywiając głowę na bok. Stiles stanął naprzeciwko wilkołaka i uderzył go pięścią w pierś.

Wilkołak miał mu pomóc. To co lis uważał za wykluczenie Dereka z gry: wrobienie go w morderstwo Yakuzy; Stiles nazywał to kupowaniem czasu. Trochę dodatkowego czasu, aby Derek poszedł do Deatona, opił się magicznych ziółek i wszedł do snu Stilesa, i rozszarpał ohydnego squatersa!

- Mogłeś pomóc! Miałeś mi pomóc! - krzyknął chłopak i prawie opadł na kolana. Łzy wściekłości spływały mu po gorących policzkach. Derek złapał go za ramiona i utrzymał w górze. Chłopak spojrzał nań z nadzieją.

- To dlatego moje imię było na królu. - powiedział Hale przekrzywiając głową na bok i ściskając raz ramiona Stilesa zanim ten cofnął się z dala od niego.

- Boże, tak! - krzyknął w frustracji nastolatek. Zostawiał te wszystkie małe wskazówki dla Dereka, bo gdyby zostawił mu jasną wiadomość, Nogitsune zorientowałby się, że Stiles knuje coś tuż pod jego nosem. Lis był pewny siebie i swojego sprytu, ale nie był głupi.

- Idź do domu, Stiles. - westchnął Derek i zaprowadził chłopaka w stronę wyjścia.

- Nie! Nie wyjdę.

- Czego chcesz ode mnie?

- Odpowiedzi. - jęknął żałośnie Stiles. - Czemu mi nie pomogłeś?

- Deaton zabronił. Powiedział, że istnieje duża możliwość, że Nogitsune zniewoli mnie. - odpowiedział Hale spuszczając wzrok. Stanął w pół kroku. - Wtedy mielibyśmy do czynienia z lisem z wilkołakiem jako psem obronnym.

Och, to było niegłupie. To znaczy, nigdy nie dowiedzą się czy Derek nie pomógłby, ale alternatywa była straszna. Kto wie do czego posunąłby się Nogitsune mając wilkołaka na każde swoje skinienie? Może mogło być gorzej?

- Stiles, musisz wyjść. - powiedział Derek prowadząc chłopaka w stronę drzwi.

- Czemu?

- Śmierdzisz kojotem. Poza loftem nie miałbym nic przeciw, ale to mój dom. - powiedział Derek. Stiles spojrzał z nienawiścią na niego. Był taki małostkowy.

- Daj spokój. Chyba nie wierzysz w folklor? To samo mówi się o lisach i wilkach. Poznałeś słodką Kirę?- westchnął teatralnie Stalinski. Hale złapał go za łokieć i poprowadził do wyjścia.

- Tak, jej lisi ogień obudził mrocznego demona, więc nie, nie ufam jej. - odpowiedział Derek krzyżując ramiona na piersi.

- Nie ufasz nikomu! - krzyknął Staliński machając ramionami w powietrzu z czystej frustracji.

- Ufam Corze. - powiedział bez zastanowienia Derek. Stiles przewrócił oczami, jakby chciał powiedzieć: no jasne!

- Więc- - zaczął z wahaniem nastolatek. - Więc Danny?

Nastało między nimi niewygodne milczenie. Derek mierzył chłopaka czujnym, oceniającym spojrzeniem.

- Co z nim? - zapytał ostrożnie Hale, jakby liczył na wybuch złości.

- Wspominał, że pomaga Ci z- - powiedział nastolatek licząc, że wilkołak sam dopowie resztę, ale ten milczał i patrzył z przekrzywioną na bok głową. Gdy Stiles zrozumiał, że jego plan zawiódł, zrezygnował i dopowiedział:

- Nie chciał dokładnie mówić o czym.

Stiles poddał się, ale wcale nie znaczyło to, że był mniej wściekły.

- Kiedyś to była moja rola. - westchnął Stiles. Hale uniósł brwi wysoko w zdziwieniu.

- I nigdy nie kończyłeś narzekać na to. - odpowiedział Dereka z cieniem uśmiechu. Stiles zwęził powieki.

- Widziałem was pod biblioteką. - powiedział wolno nastolatek. Wilkołak właściwie uśmiechnął się.

- Nie wiem o co ci chodzi. - odpowiedział Derek i Stiles nie potrzebował super czułych zmysłów, aby dostrzec kłamstwo.

- Ty-! - zasyczał chłopak z jadem i miał ochotę uderzyć go w tą głupią, przystojną twarz.

- Zobaczył swojego byłego chłopaka i koniecznie chciał wzbudzić zazdrość. Młodzież... - westchnął Derek odwracając wszystko w żart. Czy traktował Stilesa jak żart?

- Dlaczego Danny szuka dla ciebie informacji?

- Jest w tym świetny. Nie przeszukuje Internetu, jak ty, tylko bestiariusze łowców. Jest bardzo sprytny. - odpowiedział wilkołak i Stiles usłyszał w jego głosie prawdziwy podziw. Nie zniósł tego!

- To. Była. Moja. Robota! - warknął ze wściekłością Stalinski. Derek wzruszył ramionami bez skruchy.

- Ostatnio przyszedłeś wiele. Odpoczywaj. Naciesz się kojotem, póki jej lojalność się nie zmieni. - westchnął Hale masując kark. Stilesowi brakowało słów!

- Ona- Daj spokój Malii. - burknął chłopak nie mogąc znaleźć słów ze złości. - Twoja- Ona jest łowczynią!

- Jestem świadom. Z Braeden tylko cieszymy się swoim towarzystwem. - odpowiedział wilkołak z kpiną. - Z resztą, nie muszę się tłumaczyć.

Nastolatek próbował zebrać myśli, ale myślał tylko o tym jak wściekły był na Dereka za tarzanie się w pościeli z łowczynią; i nie wiedział czemu był tak wściekły. Hale miał prawo mieć dziewczynę. Bóg wie, że należy mu się jakaś miła nie psychopatyczna dziewczyna.

- Idź do domu, Stiles. - powiedział wilkołak. Odwrócił się na pięcie i poszedł w głąb loftu. Nie odejdzie tak od Stilesa!

- Czego chcesz od Danny'ego? - zapytał Stiles wlepiając spojrzenie w kark wilkołaka.

- Stiles, doszukujesz się dziury w całym. Masz wszystko czego chciałeś: dziewczynę, spokój i przestrzeń. Ciesz się tym. - westchnął zmęczony Derek. Stiles aż wstrzymał oddech.

- Nie chce się cieszyć! Chce żebyś spojrzał mi w oczy. - jęknął Stiles. Derek obrócił się i spojrzał nań. Stalinski nie mógł znieść spojrzenia wilkołaka.

- Świetnie! Bądź taki! - krzyknął sfrustrowany chłopak i wypadł jak błyskawica z loftu.

Dopiero w windzie zreflektował się. Zachował się jak gnojek, ale Derek patrzył na niego z litością i współczuciem, i tego Stiles nie mógł znieść. Rzucił wilkołakiem o ścianę, na miłość Boską! Dlaczego nikt nie chce powiedzieć Stilesowi co naprawdę czuje? Dlaczego nikt nie przyzna, że w koszmarach nawiedza ich właśnie twarz Stilesa?

Malia czekała na Stilesa przy samochodzie. Chłopak wystraszył się jej, choć przecież nie robił niczego nagannego.

- Co tutaj robisz? - zapytał chłopak patrząc na skupioną minę dziewczyny.

- Chciałam przedstawić się Derekowi. Scott wciąż o nim mówi, ale mam wrażenie, że Hale unika mnie. - powiedziała Malia z kwaśną miną.

- Wchodzenie do loftu może nie być dobrym pomysłem. Wydaje się, że ma jakiś awers do kojotów. Nawet mnie wystawił za drzwi za sam zapach. - powiedział Stiles z szerokim uśmiechem. Malia zmierzyła go spojrzeniem.

- Chodź, pachniesz teraz jak wilk. - odpowiedziała Malia i wzięła dłoń Stilesa. Zaprowadziła go do samochodu.

- Wiesz że to może być setno waszych problemów? To „nie pachniesz jak ja, więc Cię nie lubię". Ja nie pachnę jak wy i jakoś żyjecie z tym. - zaśmiał się Stiles.

- To coś innego. - odpowiedziała Malia. - Ty jesteś tylko człowiekiem.

- Teraz mnie uraziłaś. - powiedział Stiles. Dziewczyna uśmiechnęła się wąsko.

- A skłamałam? - zapytała przebiegle Malia. Chłopak tylko sapnął zdenerwowany i odpalił auto. Dziewczyna położyła dłoń na jego karku i pomasowała go delikatnie. Stiles wyprężył się w stronę przyjemnego dotyku.

- Właśnie zdałam sobie sprawę, że jeśli to jest zapach Dereka to jest inny niż Scotta. Znacząco inny. - powiedziała Malia zataczając małe kręgi kciukiem na podstawie karku chłopaka.

- Może dlatego że Derek urodził się wilkołakiem? - zapytał Stiles koncentrując się na drodze. Przychodziło mu to z trudem, gdy Malia masowała jego ramię. Strząsnął jej dłoń.

- Nie mogę się skoncentrować na prowadzeniu. - wytłumaczył chłopak. Wydawało mu się, że nawet nie uraził Malii tak bardzo, bo ta tylko spojrzała w okno z tą samą neutralnością co zawsze.

- Derek chciałby w ogóle mnie poznać? - zapytała dziewczyna.

- Nie sądzę. Rok zajęło mu, aby zaczął tolerować mnie i Scotta. I to też tylko dlatego że wciąż wchodziliśmy sobie w drogę. - odpowiedział Staliński z wąskim uśmiechem. - To nic osobistego. Pewnie gdybyście spotkali się nie uciekłby ani nie zaatakował Cię. Raczej byłby oschły i ignorował Cię.

Malia spojrzała w okno. Jej włosy były gęste i błyszczące. Wyglądała tak pięknie, nawet posągowo.

- Hej. - mruknęła dziewczyna uśmiechając się w stronę Stilesa. Ten zaśmiał się i wrócił spojrzeniem na drogę.

- Hej. - mruknął Stiles uśmiechając się wąsko. Wziął dłoń Malii i pocałował jej wierzch.

- O-o, jesteś taki czerstwy. - powiedziała kpiąco Malia. Stiles skrzywił się, ale uśmiechnął się pod nosem. Malia nie wiedziałaby co to romans gdyby kopnął ją w zęby.

Kilka dni później Stiles poszedł do Dereka. Gdy tylko otworzył drzwi stanął jak wryty: Derek, Braeden i Danny stali dookoła stołu, Peter siedział na krętych schodach i gapił się w swoją komórkę.

- Co tu się dzieje? - zapytał chłopak. Obecni spojrzeli po sobie.

- Co miałoby się dziać? - zapytała Braeden ze wzruszeniem ramion. Uśmiechnęła się szeroko i Stiles prawie zapomniał jak podejrzanie wszyscy wyglądali.

- To zgromadzenie. I on! - warknął Stiles wskazując na Petera. Ten przewrócił oczami. - To wszystko śmierdzi postępem.

- Stiles, zachowujesz się paranoicznie. - zaśmiał się Danny. Podszedł do Stilesa i złapał go za przedramię. Poprowadził go w stronę drzwi.

- I tak miałem wychodzić. Możesz odwieźć mnie do domu. - powiedział Danny i wyciągnął Stalińskiego z loftu. Ten w szoku obserwował Dereka i Braeden, jakby chciał im siła umysłu dać do zrozumienia, że nie skończył z nimi i wróci po wyjaśnienia.

- No pośpiesz się. Co? Jesteś w szoku, bo socjalizujemy się bez ciebie? - zaśmiał się Danny i wciągnął Stilesa do windy. Trochę tak, trochę to wprawiało Stilesa w szok. Był czas, że nic się mogło obyć się bez nich wszystkich w jednym pomieszczeniu.

- Coś kombinujecie. - warknął Stiles i patrzył intensywnie na profil kolegi. Danny w końcu spojrzał na Stalińskiego.

- Dobra, ale nie mów, że Ci powiedziałem. - warknął Danny wyciągając telefon. Poklikał coś. Podał komórkę koledze.

- To jest leszy. - powiedział Danny. Obrazek na komórce przedstawiał istotę pokrewną centaurowi: poniżej pasa miał tułów jelenia z kopytami, małym ogonkiem i nakrapianym grzbietem. W miejscu gdzie powinna być szyja zwierzęcia wyrastał korpus człowieka. Na głowie miał nasadzone poroże, a dłonie i przedramiona obrośnięte korą.

- To niegroźny stwór leśny. - wyjaśnił Danny patrząc na Stilesa z wąskim uśmiechem. - Troszczy się o las i jego mieszkańców. Robi się groźny, gdy ludzie nie szanują jego domu i często wyprowadza ich głęboko w puszczę, aby zgubili się, napuszcza dzikie zwierzęta na nich.

- I co z nim? Jest w Beacon?

- Tak, na terenie rezerwatu. Chcemy tylko wprowadzić go głębiej w las, aby nie miał styku z ludźmi. On będzie zadowolony i ludzie bezpieczni. - odpowiedział Danny z uśmiechem. Stilesowi uspokoił się nieco.

- Mogliście powiedzieć a nie otaczacie to taką tajemnicą, jakbyście znaleźli Atlantydę.

- Po tym wszystkim co was spotkało z Nogitsune uznaliśmy że nie będziemy zawracać wam głowy pomniejszym stworem leśnym. - powiedział Danny ze wzruszeniem ramion. Wskoczył do auta i wygodnie rozsiadł się na siedzeniu.

- Mogliśmy pomóc.

- Daj spokój! Nie musicie być angażowani w każdą jedną drobnostkę w tym mieście. - warknął Danny. - Przypominam Ci, że to ja jestem wojownikiem za bezpieczeństwo ludzi, nie Ty.

- Och, poniżej pasa, Mahealani. - powiedział w udawanym bólu Stiles.

- Chciałbyś Staliński. - odrzucił z zaczepnym uśmiechem Danny. Obaj wybuchli śmiechem.

- Następnym razem po prostu powiedz, że zajmujecie się czymś. - westchnął Staliński nabierając oddech.

- Następnym razem zaufaj nam. - westchnął Danny w udawanej złości. - Naprawdę nic się nikomu nie stanie, jeśli nie będziesz kontrolował każdego naszego ruchu.

- Nie chce kontrolować każdego waszego ruchu. - syknął Stiles, ale kłamał. Scott dawno przestał potykać się o własne nogi i nie potrzebował pomocy przyjaciela. Lidia chwyciła za rogi moc banshee. Derek? Cóż, to dalej była śliska sprawa. W gruncie, nikt nie potrzebował Stilesa.

- Tak, chcesz, ale musisz wyluzować. - powiedział Danny uśmiechając się wąsko. - Ogarnęliśmy naszą supernaturalność.

Stiles westchnął ciężko. Nie śnił nawet, że kiedykolwiek nie będzie potrzebny tak jak na początku. Marzył o tym - pewnie, ale mieć to? Nienawidził tego.

- Ogarnąłeś swoją? - zapytał Danny wyrywając Stilesa z zamyślenia.

- Moją co? - zapytał jeszcze nieobecny myślami chłopak, koncentrując się na drodze.

- No nadnaturalność. - odpowiedział Mahealani masując swoją skroń.

- Nie wiem. Boję się testować granice.

- Sprawdzę dla ciebie kim właściwie jest szaman. - powiedział Danny i spojrzał w okno. Może rzeczywiście Mahealani był mistrzem badań, jak twierdził Derek?

- Możesz zobaczyć. - odpowiedział bez entuzjazmu Staliński. Danny jedynie mruknął na zgodę i spojrzał w okno.