Rozdział 4 - Troje nieznajomych w salonie Stalińskich
- Myślę że dla Malii wasz związek to tylko seks. - powiedziała Lidia siadając w stołówce obok Stilesa. Ten spojrzał na nią z oburzeniem.
- Przestań. - syknął Stiles. Danny udawał, że nic nie słyszał i poprawiał pracę domową z angielskiego. W drugiej ręce trzymał kanapkę, z której co jakiś czas brał kęsa.
- Nie, nie. Mówię serio. - odpowiedziała Martin poprawiając sukienkę pod tyłkiem. - Rozmawiałam z nią o tobie i - nie zrozum mnie źle - lubi Cię, ale w jej głowie chłopak to coś co każda nastolatka powinna mieć. A że ona chce robić wszystko jak nastolatka…
- Przestań! - syknął Stiles w strony koleżanki. - Wesprzyj mnie, Danny.
- Lidia, przestań mówić w ten sposób o dziewczynie Stilesa. - odpowiedział bez zainteresowania Mahealani. Stilesowi wystarczyło takie wsparcie, szczególnie że nie liczył na cokolwiek ze strony Danny'ego.
- Kiedy to prawda. Po prostu nie chce widzieć Cię zranionego. - powiedziała z troską Lidia. Stiles przewrócił oczami.
- Jeśli Malia chciałby ze mną zerwać to powiedziałaby mi to. - warknął Stiles, ale zastanawiał się czy może Malia nie chciała mu nic mówić, bo nie chciała zranić jego uczuć.
Lidia westchnęła ciężko.
- Świetnie, ale żeby nie było, że nie ostrzegałam Cię przed nią. - odpowiedziała Martin.
- Co masz przeciwko niej? - zapytał Stiles licząc w głębi że Lidia była zazdrosna.
- Nie jesteś akcesorium, Stiles. Nie jesteś torebką, czy parą niesamowitych butów, które każda dziewczyna powinna mieć. - warknęła Lidia. Danny podniósł wzrok znad kanapki i zmarszczył czoło w słabo ukrywanej złości.
- Lidia, Ty wciąż traktujesz chłopaków jak akcesoria. - powiedział Danny a Martin otworzyła szeroko usta oburzona.
- Może, ale nie robię im płonnych nadziei, że to na zawsze i są tymi jedynymi. - odpowiedziała w udawanym gniewie dziewczyna.
- Skąd pomysł, że ja robię sobie płonne nadzieje? - wtrącił Stiles. Lidia spojrzała na niego w lekkim szoku.
- Ona jest twoją pierwszą dziewczyną. Wszyscy mamy sentyment do tych pierwszych. - powiedziała znacząco Lidia, szukając u Danny'ego potwierdzenia. Ten pokiwał głową na zgodę z słabo ukrywanym zawodem.
- Lidia, byłem w tobie zakochany odkąd pierwszy raz zobaczyłem Cię na szkolnej wyprzedaży wypieków w trzeciej klasie. Kochałem Cię przez połowę mojego życia, więc wiem co nieco o rozczarowaniu. - odpowiedział Stiles. Stracił apetyt. Danny przewrócił brwiami i starał się ukryć za kanapką i nie nawiązywać kontaktu wzorkowego. Lidia spojrzała na Stilesa zraniona. Ten wstał i wyszedł z kafeterii.
- Stiles, poczekaj. - krzyknęła Lidia i wybiegła za nim na korytarz. Złapała go za ramię.
- Nigdy nie robiłam Ci nadziei, że to coś więcej, albo że mamy przyszłość. - powiedziała dziewczyna z bólem wymalowanym na twarzy.
- Lidia, wciąż trzymasz mnie w jakimś dziwnym obwodzie, na granicy friendzone'u tak naprawdę nigdy nie odtrącając mnie do końca. - powiedział ze złością Stiles. - Zaczynamy się do siebie zbliżać. Mówisz że wciąż kochasz Jacksona. Całujesz mnie w szatni i wracasz do pieprzenia Aidana!
- To skomplikowane Stiles. - powiedziała Lidia niemal ze łzami w oczach. - My jesteśmy skomplikowani.
- Silnik atomowy jest skomplikowany. Chemia organiczna jest skomplikowana. - warknął ze złością Stiles. Machnął dłonią pomiędzy nimi. - To nie jest.
- Chce być pewna, Stiles. Chce żeby było idealnie. - powiedziała Martin łapiąc go za bicepsy i głaszcząc uspokajająco.
- Nie sądzę, aby było, bo zawsze pojawi się jakiś wilkołak, albo facet, z którym będziesz chciała się przespać, bo jest przystojny, albo mądry, albo silny. - warknął Stiles. Lidia zabrała z niego dłonie. - Mogę liczyć na Ciebie, że uda Ci się zachować trzeźwość umysłu w obecności niedorzecznie przystojnego faceta?
- Więc jestem słabą kobietą. Potrzebuję silnego ramienia. Mówisz jakbyś był wzorem cnót! - warknęła rozzłoszczona Lidia. - Oddałeś dziewictwo dziewczynie, którą rozmawiałeś przez dziesięć minut! W upiornej piwnicy. W psychiatryku. Pięć metrów od trupa zamurowanego w ścianie.
- Nie bądź suką! Nie mówimy o mnie! - warknął Stiles. Może nie mieli z Malią mocnych podstaw, ale działali!
- Och, sądzę że sam otworzyłeś te drzwi mówiąc że jestem słaba i nie wiesz czy będę Ci wierna. - warknęła Lidia i zaczęła używać swojego suczego tonu. - Jak ja mogę być pewna ciebie, gdy piejąc o tym jak mnie kochasz i jak będziesz na mnie czekał eony, przebijasz swoją kartę cnoty z kompletną nieznajomą w prawdopodobnie najmniej romantycznym miejscu i czasie w historii ludzkości?!
- Może miałem dość czekania aż zejdziesz ze swojego pierdystału i nie odbieram jako zielonego światła twojej oziębłości? - warknął Stiles. Może to było tak proste jak to, że choć przyjaźnili się i przeżyli tyle przygód z Lidią to wciąż nie zaiskrzyło między nimi i nie poszli do łóżka. Stiles miał zwyczajnie dość czekania na romans, który mógł nigdy nie nadejść i skoncentrował się na dziewczynie, którą mógł zdobyć.
- Oziębłości? - zapytała szczerze oburzona Lidia. - Potrzebujesz pisemnego zezwolenia, aby zaprosić mnie na randkę? Masz szczęście, że spotkałeś Malię, bo jest tylko garstka kobiet która właściwie chce umawiać się z twoim typem-
- Jaki typ byłby to?!
Lidia nabrała powietrza i zapewne chciała powiedzieć coś obraźliwego. Zdecydowała wypuścić powietrze z sykiem.
- Nie mój. - odpowiedziała w końcu dziewczyna i brzmiało to prawie pojednawczo. - Nie chce faceta za którego będę musiała zapraszać się do kina i na randki, gdy będę musiała inicjować seks, bo nie możesz zebrać się na odwagę. Mam medal Fieldsa do zdobycia. Nie mam czasu na- nieprzejrzyste sygnały.
- Więc wolisz faceta który będzie tobą pomiatał, jak Jackson czy Aidan?
- Jeśli sądzisz że jakikolwiek facet może mną pomiatać, to nie znasz mnie w ogóle. Potrzebuje faceta, który będzie dominował. - poprawiła Lidia. - Robił rzeczy bez proszenia się.
- Też mogę robić rzeczy. Fantastyczne rzeczy! - bronił się Stiles, ale Lidia posłała mu jedynie współczujący uśmiech.
- Na pewno tak, ale nie chce wyobrażać sobie tych rzeczy. - jęknęła Lidia z ubolewaniem. - Dziewczyna jak Malia jest zdecydowanie dla Ciebie. Przejmie za ciebie inicjatywę bez złoszczenia się, że musi to robić.
- Kiedy zawsze chciałem być Twoim chłopakiem. Taki był plan. - westchnął z desperacją Stiles. Lidia pomasowała jego ramię.
- Nie chcesz, ponieważ ja po liceum wyruszam w świat zdobywać laury i sławę. Ja też mam plan i nie zostanę w Beacon dla nikogo: ani supernaturalnych stworów, ani chłopaka. - odpowiedziała Lidia kompletnie bez wyrzutów. - Naprawdę chcesz, aby związek, który planowałeś w takich detalach, zakończył się tak okropnie?
W pierwszej chwili Stiles chciał kontynuować kłótnię, ale tak naprawdę ona nie prowadziła ich do niczego: tylko bardziej złościli się na siebie i kwestią minut było zanim zaczną wyzywać się i wyciągać brudów. Chłopak postanowił, więc wyciągnąć w jej stronę gałązkę oliwną. Lidia (mimo wszystkich jej wad) była wciąż przyjaciółką, członkiem stada.
- Łał. - westchnął Stiles mrugając intensywnie. Sądził że mógł lada moment zemdleć. - Łał, czekałem tak długo na to- Nie na odmowę, ale aż w końcu uczucia między nami będzie jasne- Nie wiem co powiedzieć.
Lidia złapała go za ramiona.
- Chcesz włożyć głowę między kolana na kilka minut? - zapytała dziewczyna z powagą.
- Nie, będzie w porządku. - odpowiedział Stiles.
- Pomyśl o tym w ten sposób: zostaliśmy przyjaciółmi bez przechodzenia przez nieudany związek, paskudne zerwanie i lata obopólnej niechęci. - powiedziała Lidia z uśmiechem.
- Może masz rację. - powiedział Stiles. - Ale rezerwuje sobie jeden seks na studiach, jakby co.
- Stoi. - odpowiedziała z humorem Lidia. Danny pojawił się obok nich i spojrzał czujnie od jednego do drugiego. Przewrócił oczami.
- Och, dzięki Bogu. - westchnął Mahealani z ulgą. Złapał Lidię pod ramię i Stilesa za łokieć. - Znajdziemy wam jakiś przystojnych wilkołaków, żebyście mogli zapomnieć o swoim nieudanym prawie związku, a teraz ruszajcie się żwawo, bo spóźnimy się na chemię.
Stiles jeszcze był w szoku.
- Jakiego wilkołaka, Danny? Ja mam Malię.
- Tak, oczywiście, Malia. O niej przecież mówiłem. - powiedział zaszokowany Danny i uśmiechnął się krzywo. Lidia parsknęła śmiechem.
- Dam temu spłynąć. Ten raz. - odpowiedział prawie groźnie Staliński. Wywołał w Lidii jedynie większą radość. Mahealani wzruszył ramionami, bo nie bał się Stilesa ani trochę.
Lekcje trwały do trzeciej. Lidia i Malia szły ramię w ramię przed Stilesem. Isaak szedł obok człowieka i wzdychał.
- Dobra, ugryzę, ale nie każ mi tego żałować! - warknął Stiles w stronę Lahey'a. - Czemu wzdychasz?
- Scott. - odpowiedział z westchnięciem ulgi Isaak. - Właściwie to Kira.
- Och, mówisz o środzie? - wtrąciła Malia obracając się do tyłu.
- Co było w środę? - zapytała zaciekawiona Lidia.
- Biegaliśmy po lesie w nocy. To trenuje ich wzrok przyzwyczajony do światła w mieście. - odpowiedziała Malia idealnie płaskim tonem. Musiała mówić o Scotcie i Isaaku, którzy nie mieli wielkiego styku z naturą.
- I nagle jak Kira na nas nie spadnie jak tona cegieł- - westchnął dramatycznie Isaak. - -że nigdzie ją nie zabieramy, że też chce i że Scott jako jej chłopak powinien to zrozumieć.
- Przyznam, może powinniśmy ją zabrać, ale ja nie wiem jak trenować lisa. Ma mamę od tego. - odpowiedziała Malia bez emocji.
- Jej mocne nie są jak nasze. W porównaniu z jej magiczną armią demonów ninja, nasze zdolnością są prymitywne. - powiedział Isaak szukając potwierdzenia u kogokolwiek. - I nie może wyć do księżyca.
- Wciąż to praktykujecie? - zapytała Lidia z wąskim uśmiechem. Stiles spojrzał na Malię mając nadzieję, że czuje się ona winna, że nigdy z nim nie wyła do księżyca. Nie żeby Stiles potrafił to robić.
- Ja nie mogę wyć, ale Isaak i Scott radzą sobie świetnie. - odpowiedziała z jakimś ukrytym jadem Malia.
- Czemu nie możesz? - zapytał Stiles.
- Jestem kojotem. Wycie jest tylko dla wilków. - odpowiedziała płasko dziewczyna a Isaak krzywo uśmiechnął się, jakby chciał powiedzieć: tak już jest.
- Musicie porozmawiać o tym z nią. - powiedziała mentorsko Lidia. - Kira to rozsądna dziewczyna. Zrozumie, że są rzeczy, których lisy nie mogą robić z wilkami.
- Mogłabyś się z nią zaprzyjaźnić. - powiedziała Malia w stronę Marin. - Cały jej świat krąży wokoło Scotta. Potrzebuje jakiejś odskoczni, przyjaciółki.
- Czemu Ty tego nie zrobisz? - odpowiedziała niemal oskarżycielskim tonem Lidia w stronę Malii.
- Jestem za bardzo suką. Ludzie z taką ilością uśmiechów i radości wzbudzają we mnie wstręt. - powiedziała bez skrępowania Malia. Isaak zdawał się usatysfakcjonowany w jakiś sposób. Lidia 'hampf'nęła zła i odeszła w stronę parkingu.
- Jesteś okropna czasami. - powiedział Stiles w stronę Malii. Ta spojrzała na niego z niemal znudzeniem.
- Mówiłam że jestem suką. - odpowiedziała dziewczyna jakby to wyjaśniało wszystko.
- Nie jesteś, tylko udajesz żeby nie musieć nawiązywać kontaktów z innymi, bo łatwiej jest nie mieć kogo zranić, - odpowiedział Stiles. Wyraz twarzy zmienił się z rozluźnionej ciekawości na spięty, jakby chciała kontrolować każdy mięsień.
- Nie, Stiles, taka jestem. - powiedziała dziewczyna idealnie płasko a w jej głosie czaiła się ciekawość. Przekrzywiła głowę jakby uważnie studiowała chłopaka. Isaak wycofał się z cichym: „to ja poszukam Scotta, albo Danny'ego."
- Och, ty sądzisz że zmienię się. - powiedziała niemal z radością i rozbawieniem dziewczyna. Stiles zaciągnął ją w stronę jeepa.
- Tak! - odpowiedział gdy otworzył jej drzwi. Dziewczyna wsiadła powoli nie spuszczając spojrzenia z chłopaka.
- Może to głupie i żałosne, ale sądziłem że to- - wskazał na Malię. - -to tylko przejściowe. Nie wiem czy możemy być razem jeśli taka masz być na stałe.
- Nie lubisz mnie już? - zapytała dziewczyna tym samym płaskim tonem. Stiles miał nadzieję, że wzbudzi w niej choć na chwilę emocje groźbą zerwania, ale Malia była niewzruszona.
- Lubię, ale nasz związek obraca się wokoło seksu. Świetnego seksu! Nie usłyszysz żebym na niego narzekał, ale jednak tylko seksu. - odpowiedział Stiles a Malia westchnęła ciężko.
- Daj mi trochę czasu. - powiedziała dziewczyna bez emocji. - Miesiąc lub dwa. Masz rację, że bywam pochłonięta innymi sprawami, jak szkoła, kontrola nad dzikością, ojcem i terapią, aby skupić się na nas.
- Wciąż chodzisz na terapię? Spotykasz się z Morell? - zapytał chłopak płynnie przechodząc z jednego tematu w drugi. Nie znosił Morell. W końcu chciała go zabić.
- Och, tak. Kobieta wypuściła mnie z wariatkowa z samurajskim mieczem. Dajmy jej trochę luzu. - odpowiedziała spokojnie Malia. Stiles przysięga przebywanie z nią było czasem jak przebywanie z Derekiem. Z okazjonalnym bonusem w postaci seksu.
- O czym rozmawiacie? - zapytał Stiles odpalając silnik. Malia wzruszyła ramionami.
- Pyta jak daję sobie radę z kontrolą. Jak radzi sobie Scott po stracie Allison. Pyta o Ciebie. Nic szczególnego. Zbiera wywiad o stadzie. - odpowiedziała bez emocji dziewczyna. Stiles spojrzał nań przerażony.
- I mówisz jej o wszystkim? - zapytał przerażony chłopak.
- Nie o wszystkim. Mówię jej dość żeby była usatysfakcjonowana, ale nie dość aby zaniepokoić ją. - odpowiedziała Malia i uśmiechnęła się krzywo. Przebiegła.
- Mam w domu opracowanie lektur. Wystarczy żebyś dostała tróję z angielskiego - powiedział Stiles i ruszył w stronę domu. Malia zapadła się głębiej w siedzenie.
- Czyli nie będziemy już rozmawiać o zerwaniu? - zapytała dziewczyna patrząc na niego.
- Nie, nie będziemy, ale wiedz że dostałaś ostrzeżenie. Rzeczy między nami muszą się zmienić. - odpowiedział Stiles z mocą, a Malia uśmiechnęła się pod nosem.
- W porządku. Odnotowano. - powiedziała dziewczyna z cieniem humoru.
Stiles zatrzymał się pod swoim domem. Tata był jeszcze w pracy; nie było radiowozu na podjeździe. Gdy wysiedli z Malią z auta zobaczyli, że frontowe drzwi do domu są otwarte. Dziewczyna złapała chłopaka za ramię i odciągnęła za siebie.
- Dzwoń po Scotta. - powiedziała nagląco i zrobiła krok w przód. - Zostań tutaj. Ja sprawdzę dom.
- Chyba Cię pogięło! Nie zostanę sam. - odpowiedział Stiles łapiąc Malię za ramię. Dziewczyna chwyciła go za dłoń i pociągnęła za sobą.
- Nie oddalaj się ode mnie. - nakazała dziewczyna zdejmując buty i odrzucając je na bok. Stiles wykręcił numer do Scotta. Wydział jak Malia zaczyna stąpać na palcach, jak paznokcie u jej rąk i stóp wydłużają się. Jej uszy zrobił się spiczaste. Staliński z niecierpliwością czekał na połączenie.
/Co jest Stiles?/ zapytał w słuchawce McCall.
- Ktoś włamał się do mojego domu, Scotty! Przyjeżdżaj natychmiast. - westchnął Stiles. Weszli z Malią na ganek. Dziewczyna rozejrzała się wokoło czujnie.
- Czuję nadnaturalnego, ale nie wilkołaka. - szepnęła dziewczyna konspiracyjnie. Stilesa aż przeszły ciarki.
/Okej, jestem w drodze./ powiedział do słuchawki Scott i rozłączył się. Malia przekroczyła próg domu. Stąpając na palcach.
W salonie siedziały na kanapie trzy osoby i przerzucały kanały w telewizorze: dwie kobiety i mężczyzna.
- Umm… Przepraszam, a wy do kogo? - zapytał całkowicie rozbity Stiles. Malia syknęła na niego wściekła. Trzy głowy odwróciły się w ich kierunku.
- Mówiłem że gdy pójdą szukać go to on wróci do domu. - powiedział mężczyzna z ciężkim akcentem, jakby słowa grzęzły mu w gardle. Miał bardzo jasną cerę i blond włosy. Wyglądał jak Norweg, albo Szwed. Wrócił do oglądania telewizji. Kobiety właściwie wstały ze swoich miejsc. Malia pochyliła się gotowa do skoku.
- Kto poszedł gdzie? - zapytał niepewnie Stiles. Malia wyprostowała się i straciła przemianę.
- Szamani. - odpowiedziała jedna z kobiet, drobna Tajka: jej skóra była ciemna, a włosy upięte w wysoki, ciasny kok. Miała na sobie prostą sukienkę na wąskich ramiączkach w kolorze brudnej pomarańczy. Wyglądała bardzo młodo.
- Wasi co? - zapytała Malia kompletnie rozbita. Spojrzała na Stilesa a ten starał się wyglądać niewinnie. Szaman, tak, zapomniał jej wspomnieć o tym przez cały ten czas.
- Przybyliśmy do tego miejsca żeby spotkać się z czwartym szamanem. - odpowiedziała druga kobieta; Arabka - wyraźnie muzułmanka - z włosami i szyją zasłoniętą chustą. Miała na sobie dość luźne dżinsy, duży sweter zakrywający ją i czyniący nieforemną, i trampki. Miała naprawdę piękne oczy koloru turkusa: nie do końca zielone, ani nie niebieskie.
- Więc co tu robicie? - zapytała Malia. Kobiety spojrzały na siebie nieco rozbite.
- Więc nie jesteś Chowańcem szamana? - zapytała niepewnie Azjatka.
- Jakim Chowańcem? - zapytał tym razem Stiles. Arabka przewróciła oczami.
- Gloryfikowanym pupilem. - odpowiedział mężczyzna nie obracając się w ich stronę.
- Musicie chyba zacząć od początku i powoli. I gdzie są Ci szamani?! - warknął Stiles. Malia spojrzała nań kompletnie zdezorientowana. Cóż, jej prawo niczego nie rozumieć.
Nagle wpadł do domu Scott z Isaakiem i Kirą. Mężczyzna na kanapie właściwie zaśmiał się w głos. Kobiety wyglądały na skonfundowanie, ale nie wyczuły zagrożenia.
- Co się tu dzieje? - zapytał z niepokojem McCall patrząc na gości.
- To Chowańce. - powiedział Stiles najspokojniej jak mógł. Kira zaglądała zainteresowana do salonu i uśmiechnęła się szeroko.
- Hej. - uśmiechnęła się Yukimura. - Witamy w Beacon, tak sądzę… Jestem Kira- Yukimura! To znaczy Kira Yukimura. Miło mi was poznać.
- Gdzie twoje ogony? - zapytała Azjatka oddając uśmiech. Kira wyraźnie spłoszyła się.
- Jestem jeszcze na nie za młoda. - odpowiedziała bez krępacji Yukimura.
- Wszyscy jesteście wilkołakami? - zapytał Isaak patrząc od jednego Chowańca do drugiego.
- Co? Nie, żaden z nas nie jest. - zaśmiał się mężczyzna.
- Choć oczywiście nie ma nic złego w byciu wilkołakiem. - dopowiedziała Azjatka zakłopotana.
- Musisz przestać to robić. - odpowiedziała Arabka w stronę koleżanki. - Ja jestem dżinem. Ona jest smokiem.
Azjatka zaśmiała się nerwowo i pomachała spazmatycznie dłonią.
- On jest lewiatanem. - zakończyła Arabka a mężczyzna mruknął na zgodę.
- Chwilkę. - jęknął Scott. - Dżin, smok i lewiatan?
- Masz problem z uwierzeniem w nasze istnienie? - zapytał lewiatan. McCall wyraźnie był tak zbity z tropu, że odwrócił wzrok.
- Umiecie coś specjalnego? - zapytała z uciechą Kira. Arabka - dżinka - spojrzała nań niemal urażona.
- A Ty umiesz? - zapytała dżinka złośliwie i Kira schowała się za futryną drzwi trochę, jakby chciała się ukryć. Isaak wyraźnie wydawał się rozbawiony.
- Jeśli przyjechaliście po szamana to mogę być to ja. - odpowiedział Stiles z kwaśnym uśmiechem. Nie wiedział czy szamani mają jakąś etykietę względem Chowańców innych szamanów.
- Tak, wiemy, to przerażające. - zadrwił lewiatan i właściwie uraził Stilesa.
- Przyszliśmy- To znaczy szamani przyszli pomóc ci z przejściem, znalezieniem Chowańca. - powiedziała twardo Azjatka - smoczyca - zanim lewiatan powiedział coś więcej.
- Nie żebyś miał wielki wybór w tym rewirze. - zaśmiała się dżinka patrząc na zgromadzonych.
- To nie wszyscy nadnaturalni jakich Beacon Hills ma do zaoferowania. - odpowiedział z urazą Stiles, ale tak naprawę poza Lidią i Derekiem nikt im nie został. Nie, Peter nie liczył się, bo był przerażaczem i Stiles w życiu nie weźmie go na Chowańca z jego lojalnością karalucha.
Stiles pociągnął Scotta w stronę kuchni. Malia wiodła za nimi wzrokiem. Kira próbowała zagadać do Chowańców, ale Ci nie byli skorzy do rozmowy.
- Musimy wezwać Deatona! - syknął Stiles. Scott rzucił spojrzenie przez ramię. Isaak rozmawiał z lewiatanem.
- Mam złe przeczucie, Stiles. - odpowiedział McCall konspiracyjnie. - Żeby pomóc Ci wystarczyłby jeden szaman, nie trzej.
- Deaton mówił że poza mną na świecie jest jeszcze trzech innych szamanów. To oznacza że wszyscy są tutaj, w Beacon. - warknął Stiles.
- Nie trzej. Jest nas dużo więcej. Czterej są najważniejsi, bo opiekują się Drzewami Życia, jakkolwiek nie wybraliście nazwać swojego. - odpowiedział za ich plecami męski głos z lekkim, gardłowym akcentem. Chłopcy zesztywnieli i powoli odwrócili się. Przed nimi stał starszy, ubrany w elegancki garnitur Arab. Miał równo przystrzyżoną, pełną, poprzeplataną siwymi pasmami brodę. Stał o lasce, choć nie wyglądało, aby chodzenie sprawiało mu problemy.
- Hej. - zaśmiał się nerwowo Stiles wyciągając spoconą dłoń w stronę mężczyzny. - Jestem Stiles.
- Jesteś niekompetentny. - odpowiedział prosto mężczyzna. Dżinka wstała ze swojego miejsca i stanęła obok mężczyzny. Przy nim wyglądała bardzo niechlujnie w swoim ubraniu.
- Hej, sorry, ale dopiero dwa miesiące temu dowiedziałem się, że jestem szamanem. To nie tak że macie kurs korespondencyjny: szamaństwo dla początkujących. - odpowiedział zły Stiles. Scott przysunął się bliżej do przyjaciela a Malia czujnie obserwowała dżinkę, gotowa do ataku.
- Zaniedbałeś drzewo. Zmieniłeś prądy. - odpowiedział starszy mężczyzna.
- Hej, to drzewo było ścięte już wcześniej. - powiedział chłopak hardo. Wiedział że była to słaba obrona. Starszy szaman spojrzał na niego twardo.
- Przepraszam, powiedziałeś ścięte? - wysyczał mężczyzna. Mina dżinki zmieniła się na czystą zgrozę.
Stiles przełknął wokoło rosnącej guli w gardle. Spojrzał z ukosa na Scotta.
- Może. - odpowiedział nastolatek.
- Kto ściął Święte Drzewo? - warknął mężczyzna.
- Nie wiemy. - powiedział szybko McCall. Spojrzał na przyjaciela. Ewakuacja, porzuć misję!
- Okej, może- Gdzie reszta szamanów? - zapytał Stiles oblizując wargi nerwowo. Mężczyzna zmierzył chłopaka spojrzeniem.
- Miałeś pokazać mi jak być szamanem, prawda? - zaśmiał się nerwowo Stiles.
- Nie jesteś żadnym szamanem, jeśli nie masz drzewa. Teraz, prowadź mnie do kogoś kto może wiedzieć co stało się z Drzewem. - rozkazał twardo mężczyzna i nie patrzył na Stilesa. Chłopak odwrócił spojrzenie i zobaczył że mężczyzna patrzył cały czas na Scotta. Ten zwilczał i wyglądał na przerażonego, jakby miał nóż na gardle.
- Joł! Nie, zły szaman! - warknął Stiles stając pomiędzy przyjacielem na mężczyzną. Ten spojrzał na nastolatka intensywnie i ze złością. Jego oczy były takie hipnotyzujące, że Stiles nie mógł odwrócić wzroku. Chłopak patrzył jak na policzkach mężczyzny pojawiają się małe gwiazdy, jak piegi. Mężczyzna podniósł swoją laskę i przyłożył jej rączkę do czoła chłopaka.
Jedyne co Stiles pamiętał z tego to uspokajający głos mamy: wszystko w porządku, synku, chodź do mnie.
