Rozdział 5 - Druidzi w Rezerwacie
- Stiles! Stiles! - krzyczała Malia szarpiąc chłopaka za ramiona. Nastolatek poderwał się do pozycji siedzącej. W jego domu już nikogo nie było.
- Gdzie są wszyscy? - zapytał spanikowany Stiles podciągając się do pionu na stole w jadalni.
- Szaman zabrał Scotta i Isaaka ze sobą. Kompletnie ich zniewolił. Smoczyca i lewiatan poszli do swoich szamanów. Kira pobiegła po mamę, ale kto wie co to da? - odpowiedziała Malia i choć słychać było panikę w jej głosie to jej twarz pozostała nieporuszona.
- Musimy zebrać ludzi, Malia. - powiedział Stiles. - Biegnij do Lidii i po Morell. Przyda nam się całe wsparcie jakie możemy zdobyć.
- Ja pójdę po Danny'ego i Dereka. - dorzucił Stiles.
- Gdzie się spotkamy? - zapytała dziewczyna wstając z podłogi i podchodząc do drzwi frontowych. Stiles zastanowił się gdzie mogłoby być najlepiej, ale jedynym budynkiem pomiędzy wariatkowem, Lidią i domem Danny'ego był komisariat.
- Spotkajmy się przed posterunkiem. - powiedział Stiles bez zastanowienia. Zanim zdążył zmienić zdanie Malia wystrzeliła przez frontowe drzwi.
Stiles wyszedł na zewnątrz i zatrzasnął za sobą drzwi. Wyjął telefon i wykręcił numer Danny'ego. Ten odebrał po drugim sygnale.
/Stiles, miałem do Ciebie dzwonić!/ syknął Danny. /Jestem uwięziony w szkole./
- Co? Przez kogo? - zapytał nerwowo Staliński.
/Kobieta. Wysoka blondynka. Koło czterdziestki. Jest z nią mężczyzna, też blondyn, jakieś dziesięć lat młodszy od niej./ westchnął Danny. /Nie wiem co z nimi jest nie tak, ale przerażają mnie./
- To szaman z Chowańcem. Myślę że szukają winnego ścięcia nemetonu. - odpowiedział Stiles. - Nie wychylaj się. Jadę do ciebie.
/Szybko. Dzwoniłem po Dereka. Też jest w drodze./ jęknął Danny cicho. /Nie wiem jak długo będę mógł się przed nimi ukrywać. Mam złe przeczucia./
Stiles wskoczył do jeepa i odjechał w stronę szkoły. Niemożliwe że szamani prześladowali nadnaturalnych. Sądzili że ścięcie drzewa to wina któregoś z nich? Jaki nadnaturalni mieliby cel w ścinaniu Nemetonu? A może szamani chcieli wykorzystać nadnaturalne istoty, aby dotrzeć do ludzi odpowiedzialnych za ścięcie Drzewa?
Chłopak prawie nie mógł myśleć o niczym innym niż Danny całą drogę do szkoły. Parking był już pusty, zostały może dwa samochody. Danny nie miał auta; zazwyczaj dojeżdżał z kimś lub jeździł autobusem. Stiles zaparkował na dwóch miejscach i wyskoczył z auta. Wbiegł do szkoły.
Pewnego dnia Stiles przestanie się bać pustych szkolnych korytarzy. Wyciągnął telefon i zadzwonił do Danny'ego. Ten odebrał od razu.
/Gdzie jesteś?/ zapytał Mahealani bez tchu.
- Główne wejście, a co? - zapytał Stiles przyciskając się plecami do ściany.
/Okej, okej-/ jęknął Danny. /Spróbuje się wydostać, tylko idź i odpal auto, okej?/
- Czekaj, może zrobię jakąś dywersję żebyś mógł-
/Nie ma czasu!/ jęknął Danny.
- Dobra, idę na parking. - powiedział z rezygnacją Stiles. Odwrócił się do drzwi frontowych. Zobaczył przez szybę kobietę przy swoim jeepie. Była dokładnie taka jak opisywał ją Danny: wysoka blondynka koło czterdziestki.
- Okej, zmiana planów! Nie mogę się wycofać. Ona pilnuje auta. - odpowiedział Stiles wciskając się pomiędzy szafki i ścianę.
/Cholera!/ syknął Danny. /Gdzie jesteś?!/
- Przy drzwiach frontowych. - syknął Stiles rozglądając się nerwowo. Zobaczył że kobieta wraca w stronę szkoły. - Okej, zmiana planów! Biegnę w stronę sali gimnastycznej.
Stiles puścił się pędem w stronę sali gimnastycznej, która znajdowała się po przeciwnej stronie szkoły w nadziei, że to ocali go. Nie był bardzo ostrożny, a gumowe podeszwy trampków piszczały na linoleum. Wcisnął telefon do kieszeni bluzy.
Stiles nie rozejrzał się zanim wbiegł na salę gimnastyczną. Ta na szczęście była pusta. Wyciągnął telefon z kieszeni. Połączenie z Danny'm zostało przerwane. Próbował oddzwonić, ale wciąż trafiał na pocztę głosową.
Mahealani wpadł na salę gimnastyczną pięć minut później. Nie zwolnił, tylko złapał Stilesa za rękę i od razu pobiegł w stronę drzwi ewakuacyjnych. Otworzył je na oścież i wybiegli na boisko. Stiles chciał zapytać dokąd biegną, ale nie mógł złapać dość oddechu. Danny był naprawdę szybki. Wbiegli w lasek pomiędzy boiskiem a drogą ekspresową.
- Poczekaj! Danny?! - jęknął Stiles gdy zaplątał się w gałęzie. Mahealani zniknął mu oczu. - Danny?
Stiles obrócił się gdy usłyszał jak za nim drzewa walą się na ziemię. Nie upadają, czy uginają, ale padają, jakby ktoś wyrwał je z ziemi i rzucił. Stiles nie mógł znieść dźwięku, jakby nadciągał jakiś kataklizm. Schował się za drzewem. Zasłonił uszy i ukląkł na ziemi czekając na najgorsze.
- Tu jesteś! - syknął lewiatan nad głową Stilesa. Miał okropny uśmiech z za dużą ilością ostrych jak żyletki zębów. Chłopak otworzył usta, ale nie mógł wydać z siebie dźwięku. Był o krok od stracenia kontroli nad pęcherzem, gdy szczęka lewiatana rozszczepiła się wzdłuż brody i otworzyła powiększając paszczę: język cofnął się, a wnętrze ust aż do gardła było wypełnione kręgami ostrych zębów.
- Stiles! - krzyknął Danny i wepchnął w paszczę lewiatana gałąź. Chwycił Stalińskiego za rękę i pociągnął za sobą. Nie mieli wiele fory w biegu, bo za nimi znów rozległo się walenie i wywracanie drzew.
Chłopcy wybiegli na pobocze drogi, ale lewiatan wcale nie zwolnił. Danny pociągnął Stilesa w prawo.
- O Boże. - jęknął w ekstazie Stiles gdy zobaczył tę głupią Toyotę Dereka. Danny wepchnął Stilesa do auta. Ten szybko przepełzł na tylnie siedzenie. Widział przez tylnią szybę jak lewiatan wyskakuje z lasu i obraca się w ich kierunku. Jego dolna szczęka zaczęła rozszczepiać się.
- Gazu, Derek! - krzyknął Stiles gdy Mahealani zatrzasnął drzwi auta. Patrzył jak zostawiają lewiatana w tyle. Ten szczepił szczękę i patrzył nań z nienawiścią.
- Tak! - krzyknął Stiles wyrzucając ramiona w górę i ściskając Danny'ego wokoło fotela. - O rany, to było szalone!
- Co to było?! - jęknął Danny patrząc we wsteczne lusterko. Stiles śmiał się jak oszalały.
- Lewiatan! - odpowiedział Stiles wciąż jeżdżąc na ekstazie i adrenalinie.
- Lewiatan?! Z czego się cieszysz, durniu?! To lewiatan! - krzyknął Derek nie odwracając spojrzenia od drogi.
- Był dość cywilizowany, gdy włamał się do mnie. - odpowiedział ze złością Stiles i poczuł jak znów ogarnia go niepokój. Wziął kilka głębokich wdechów.
- Musisz zacząć od początku. - powiedział Danny drżącym głosem. Tak więc Stiles wyjaśnił wszystko: powiedział o szamanach i ich Chowańcach, o tym jak muszą być żądni zemsty za ścięcie Nemetonu, jak zmieniło to prądy, jak jeden z szamanów porwał Scotta i Isaaka.
- Lewiatan, smok i dżin? - zapytał dla pewności Danny. Stiles potwierdził.
- Nieciekawie. - kontynuował Danny. - Dżiny mają magiczną moc, pewną kontrolę nad żywiołami. Zależy od rasy dżina.
- Lewiatany to maszynki do jedzenia. - powiedział Derek skręcając w stronę posterunku. - Podobno zostały stworzone jako pierwsze i kształtowały ziemię: oceany i góry, rzeki i doliny. Podobno do dziś przesuwają kontynenty.
Zatrzymali się naprzeciwko komisariatu. Danny był nieco miękki na nogach, więc Derek pozwolił mu oprzeć się na swoim ramieniu. Lidia i Malia przybiegły do nich zostawiając Morell z Argentem w tyle. Malia zaczęła głaskać Stilesa po szyi i ramionach uspokajająco.
- Wszystko porządku? - zapytała czule Lidia. Danny pokiwał głową.
- Nigdy więcej nie chce oglądać lewiatana z tak bliska. Wygląda jak maszynka do mięsa. - jęknął Stiles.
- Na nas mała Azjatka dmuchnęła ogniem. - jęknęła Lidia.
- Smoczyca. - wyjaśniła Malia. - Spotkaliśmy ją i jej szamankę w połowie drogi do Morell.
- Skąd tu Argent? - zapytał Stiles patrząc jak Derek podchodzi do łowcy. Chris wyglądał okropnie po śmierci Allison, jakby przybyło mu dwadzieścia lat.
- Nie wiem jak wy, ale ja nie miałam zamiaru mierzyć się ze smokiem sama. - warknęła Lidia jakby oznajmiała oczywiste. Stiles pokiwał głową na zgodę, bo to miało sens.
- Okej. - warknął Stiles podchodząc do Morell. - Co się stało z drzewem?
- Nie rozumiem o co Ci chodzi. - powiedziała kobieta mrużąc oczy przed zachodzącym słońcem.
- Nie bądź dowcipna. Co się stało z Nemetonem? Kto go ściął? - zapytał Stiles ze wściekłością. Kobieta wyprostowała się i Stiles pierwszy raz widział jak jej czoło zmarszczyło się w trosce.
- Proszę, wszystko wyjaśnię, ale najpierw musimy pojechać do Alana. Muszę wiedzieć, że nic mu nie jest! - odpowiedziała kobieta. Chris spojrzał na Dereka a ten na niego.
- Dobra, ale potem żadnych sztuczek. - odpowiedział groźnie Argent i otworzył kobiecie drzwi auta. Stiles czuł się kompletnie zignorowany. Hale złapał go za łokieć.
- Chodź, jedziemy do Deatona. - powiedział prosto Derek i popchnął dość brutalnie nastolatka w stronę swojego auta.
- Może jakieś-
- Nie denerwuj mnie. Wsiadaj. - warknął Derek i popchnął ponownie Stilesa. Chris zawołał Lidię i Malię. Tate wyglądała jakby właściwie chciała jechać z Danny'm i Stilesem, ale Derek posłał jej tak mordercze spojrzenie, że dziewczyna natychmiast wycofała się i poszła za Lidią.
- Dokąd teraz? - zapytał Mahealani zapinając pas. Stiles usiadł z tyłu.
- Do Deatona. - odpowiedział Derek. Danny właściwie jęknął z ubolewaniem.
- Mam dość. - westchnął Mahealani. - Chce wysiąść.
- Nie narzekaj, jako jedyny możesz zabić te stwory strefy mroku. - powiedział Hale. - Dasz sobie radę. Będę osłaniać Cię.
Staliński był wściekły. Dla niego Derek miał jedynie ostre słowa, jak: zamknij się Stiles, nie ruszaj tego, odłóż to, idź, stój! Danny najwyraźniej zasługiwał na specjalnie traktowanie, bo mógł zabijać nadnaturalnych, był przydatny. Stiles warknął niezadowolony z tylniego siedzenia. Derek zerknął we wsteczne lusterko i zmarszczył brwi, jakby chciał tak uciszyć Stilesa. Te okropne brwi z którymi Stiles odbywał tyle rozmów! O ile on wylewał z siebie słowa jak wodę, tak Derek nie używał ich w ogóle.
Dojechali do Deatona. Pod kliniką weterynaryjną stał samochód którego nie poznawali. Może należał do któregoś z szamanów?
Kira walczyła na parkingu z dżinką. Yukimura używała katany, ale wyraźnie przegrywała z dżinką, która używała kontrolowanych strumieni wody.
Malia i Argent rzucili się pierwsi na pomoc lisicy.
Dżinka nie miała już na sobie luźnego ubrania, tylko strój z baśni tysiąca i jednej nocy: spódnice do kolan z długim rozcięciem z przodu prawego uda i biustonosz, albo top. Oba wyglądały jak zrobione z jedwabiu i lnu. Miała wszędzie skomplikowane tatuaże przeplatane świetlistymi wzorami w kolorze ognia.
Lidia i Morell wbiegły do kliniki pośpiesznie. Stiles wyskoczył z auta i pobiegł za nimi. Derek i Danny krzyknęli na niego przecząco, ale mogą odwalić się! Chłopak wbiegł za Lidią i Morell do środka.
Morell ściągnęła swoje szpilki i odrzuciła je na bok. Wyraźnie uważała, że nie może dość szybko poruszać się w nich.
- Alan?! Alan?! - nawoływała Marin, ale nikt jej nie odpowiadał. Kobieta dopadła do Lidii.
- Lidia, musisz mnie posłuchać bardzo uważnie. Musisz pomóc mi znaleźć Deatona zanim szamani go znajdą. - powiedziała Morell ściskając ramiona dziewczyny.
- Ściął Nemeton? - zapytała zszokowana Martin.
- Nie! oczywiście że nie! - odpowiedziała z frustracją kobieta puszczając Lidię. Potarła skronie. Danny wpadł do kliniki.
- Szybko, Derek znalazł trop! - powiedział z podekscytowaniem Mahealani. Stiles wybiegł za kolegą. Danny wsiadł na miejsce kierowcy samochodu Dereka.
- Malia?! - krzyknął Stiles patrząc na nią. Dziewczyna odciągnęła właśnie Kirę na bok zanim ta dostała strumieniem wody. Ktokolwiek miał styk z strażą pożarną i armatkami wodnymi wiedział, że woda pod ciśnieniem to nie żart.
- Jestem trochę zajęta! Jedźcie! Znajdziemy was! - krzyknęła dziewczyna i uchyliła się przed kataną Kiry, bo ta machnęła nim niefortunnie w bok. Zaraz lisica uśmiechnęła się przepraszajaco.
- Szybko! - krzyknęła Morell z tylniego siedzenia. Danny dodał gazu. Stiles chciał zadać oczywiste pytanie: gdzie Derek, ale ten stał na końcu ulicy. Mógłby wystawić głowę przez okno, aby utrzymać trop, jak Scott ten raz. Dobrze, Stiles nie wyobrażał sobie Dereka robiącego to, co nie znaczy, że nie zapłaciłby dobrych pieniędzy, aby to zobaczyć.
- Chyba biegnie w stronę rezerwatu! - jęknęła Lidia z tylniego siedzenia.
Rzeczywiście zatrzymali się przy rezerwacie przyrody. Derek wbiegł w ciemność puszczy.
- Biegnie prosto w stronę Nemetonu! - krzyknęła Morell z przerażeniem i wyskoczyła z auta zanim dobrze się ono zatrzymało. Lidia pobiegła za nią z przerażeniem. Morell wyraźnie nie przeszkadzało, że nie miała butów: życie Deatona było dla niej dużo ważniejsze. Stiles ledwo wysiadł z Danny'm z auta, gdy samochód usunął się spod ich rąk i został porwany w tył.
Smoczyca rzuciła autem w bok. Jej oczy były kompletnie gadzie a usta pełne kłów. Danny zerwał łańcuch z ogrodzenia granicy drogi, urwał tabliczkę: rezerwat, zakaz wstępu. Owinął łańcuch wokoło ręki.
- Idź, ja się nią zajmę. - warknął Mahealani i ustawił się w pozycji bojowej. Okej, heroizm Danny'ego totalnie podniecał Stilesa. Koniec, Staliński pogodził się z tym: Danny uczynił go biseksualistą. Teraz Stiles oficjalnie lubił penisy.
- Idź! - krzyknął Danny i rzucił jednym końcem łańcucha tak że oplątał się wokoło nogi smoczycy i wywrócił ją. Stiles pobiegł w głąb lasu. Z oddali dobiegały krzyki.
Trzech szamanów stało wokoło druidów. Morell przytuliła Deatona z całych sił i błagała, aby szamani okazali łaskę. Lidia stała skulona z boku, jakby przerażona. Stiles od razu podszedł do niej. Gdzie był Derek? Dopiero gdy przysłuchał się usłyszał to samo walenie się drzew, co wcześniej. Lewiatan, Derek musiał walczyć z maszynką do jedzenia.
- Nie, błagam was. - jęknęła Morell padając na kolana. Jej spódnica i rajstopy były porwane i brudne. Jej stopy zakrwawione. Płakała. - Zrobię wszystko! Zachowam równowagę, przyrzekam! Zrobię wszystko!
- Równowaga to nie dość! - powiedziała wysoka blondynka uderzając swoją długą laską o ziemię. Miała kilka zmarszczek wokoło oczu i ust. Rzymski nos w jakiś sposób czynił jej twarz jeszcze groźniejszą. - Zmieniliście prądy na całym świecie!
- Nie my ścięliśmy drzewo! - bronił się Deaton obejmując Morell i pomagając jej wstać. - My tylko dbamy o prądy, aby zachować równowagę.
- Nie robicie tego dość dobrze. - powiedziała niska staruszka z laską wyższą od niej o połowę jej wysokości. Miała na sobie coś podobnego kimonu. Białe włosy upięte w kok i twarz pomarszczoną jak sucha śliwka. Wolną dłoń trzymała za plecami. Przywodziła na myśl Yodę z „Gwiezdnych Wojen".
- Staramy się. Naprawdę staramy się. - jęknęła Morell. Kompletnie się rozkleiła.
- Potrzebujecie drzewa, aby zachować równowagę. - powiedział twardo Arab patrząc karcąco na druidów. - Drzewa którego nie macie.
- Zrobimy wszystko co trzeba. - jęknęła Morell. Szamani spojrzeli na siebie. Kompletnie ignorowali Stilesa i Lidię.
- Aby odtworzyć drzewo musicie zabić Boga. - wysyczał Arab.
O tak, zabić Boga. Dlaczego nie? - pomyślał z kpiną Stiles. Ponieważ nie mieli co robić tylko szukać Boga albo bóstwa; jakakolwiek była różnica pomiędzy nimi.
- Macie rację, zaburzenie prądów jest naszą winą. Nie dopilnowaliśmy tego. - przyznał poważnie Deaton i dziwne jaki był spokojny w obecności trzech szamanów. - Prądy zaczynają się wyrównywać po naszym epizodzie z darachem.
- Nie dość szybko. - odpowiedziała z powagą młodsza szamanka. - Lewiatany z Alaski zaatakowały wybrzeże Japonii wywołując potężne trzęsienie ziemi.
- To trzęsienie to były lewiatany? - wydusił w końcu Stiles. Wszyscy zignorowali go. Lidia była blada i tak samo zszokowana co Stiles.
- Nie jest pewne, że lewiatany nie pobudziło coś innego. - odpowiedział Deaton i patrzył na szamanów mocno. Starsza szamanka spojrzała na Araba a ten na blondynkę.
- Wciąż nie macie drzewa. - powiedziała twardo młodsza szamanka.
- Znajdziemy sposób na odtworzenie go. Szczególnie teraz, gdy mamy szamana. Darach także przywołała wszystkich nadnaturalnych z obu ameryk do Beacon. Jestem pewien, że znajdzie się pośród nich starego boga. - powiedział pewnie Deaton. Szamani spojrzeli na siebie, jakby w ten sposób porozumiewali się.
- Wciąż, kara musi zostać wymierzona. - powiedział szaman i zerknął w stronę Stilesa. Odetchnął głęboko.
- Ponieważ szaman zachodu jest bardzo młody, a żadne z nas nie może zostać dość długo, aby go przeszkolić, oszczędzimy wasze życia i uczynimy trenowanie szamana waszym obowiązkiem. - powiedział mężczyzna.
- Jednak za nie dopilnowanie swoich obowiązków i pozwolenie, aby Yggdrasil upadł, zostajecie pozbawieni daru poznania. - dopowiedziała młoda szamanka. Staruszka jedynie pokiwała głową. Cała trójka podniosła swoje laski i uderzyła nimi w ziemię. Stilesa przeszedł zimny dreszcz. Lidia jęknęła z bólu.
- Będziemy mieć na Ciebie oko. - powiedziała blondynka i zwróciła się do Stilesa. Ten jedynie przełknął głośno ślinę i pokiwał głową. Szamani odeszli razem w głąb lasu z wyraźnym celem i - powiedzmy sobie szczerze - zajebistością jaką promieniowali.
- Było blisko. - westchnął chłopak. Lidia uczepiła się jego bicepsów paznokciami.
- Lidia, przestań. - jęknął Stiles odsuwając się od dziewczyny. Druidzi stali skamieniali i obejmowali się jak przerażone dzieci. Scott, Isaak i Derek wyszli na polanę. Patrzyli zszokowani na druidów i Stilesa z Lidią. McCall dopadł przyjaciół, gdy Bety podeszli do druidów.
- W porządku, Stiles? Lidia? - zapytał ostrożnie wilkołak. Staliński skoncentrował się na przyjacielu.
- O Boże, Danny! - krzyknął Staliński i podskoczył do pionu. Pobiegł w stronę drogi zostawiając przyjaciół w tyle. Mahealani siedział na przewróconym konarze drzewa i rozmasowywał posiniaczone ramię.
- Danny, żyjesz? - zapytał z desperacja Stiles podskakując do kolegi. Ten spojrzał na Stalińskiego z rozbawieniem.
- Oczywiście, Stiles. nie ma co robić tragedii wokoło kilku siniaków. - powiedział z zapewniającym uśmiechem Mahealani. Stiles był taki zdenerwowany i nakręcony adrenaliną. Myślał że smoczyca zabije Danny'ego.
Stiles złapał Danny'ego za twarz, zakrywając dłońmi jego uszy i mocno pocałował w usta. Mahealani zaraz odtrącił go z siłą.
- Co do cholery?! - krzyknął Danny wyrzucając dłonie w powietrze. Stiles spojrzał na niego przerażony. Sam nie wiedział co napadło go.
Może to jego nowoodkryta atrakcyjność Danny'ego? A może chciał się upewnić, że kolega rzeczywiście był cały, materialny, a nie był halucynacją? Tak bał się, że nie zobaczy Mahealaniego już nigdy więcej, że smok zabił go. Choć Danny mógł zabijać nadnaturalnych zwykłą bronią, to oni wciąż byli dla niego śmiercionośni: ich ciosy magicznie nie słabły, gdy dotykały Danny'ego, ogień nie gasł, a szpony nie tępiły się.
Danny spojrzał w stronę linii drzew.
- Porozmawiamy o tym później. - warknął Mahealani i podciągnął Stilesa z ziemi. Niedługo później z lasu wyszedł Scott z Lidią, Isaak niosący na rękach Morell i Deaton opierający się na ramieniu Dereka.
- Co zrobiliście z autem?! - krzyknął wściekły Derek.
- Smok. - odpowiedział Danny mierząc się ze spojrzeniem Hale'a. Ten w końcu odpuścił. Odpuścił! Stilesowi nigdy nie przepuściłby! To takie niesprawiedliwe! Danny nie miał prawa być heroiczny, mądry, przystojny i jeszcze być zaklinaczem Hale'ów! Nie było żadnej równowagi w tym wszechświecie; szamani mieli rację!
- Zadzwonię po podwózkę w takim razie. - powiedziała Lidia wyciągając telefon. Scott podszedł do Deatona i pytał o jego i Morell stan, o to co stało się na polanie.
- Panie Argent… - zaszczebiotała słodko Lidia do telefonu. - Obawiam się, że nie mamy jak wrócić do miasta. Gdyby mógł Pan pojechać z Malią po moje auto i przyjechać do rezerwatu, byłabym zobowiązana.
Stiles i Scott zaśmiali się między sobą widząc jej wysiłki.
- Ile? - zapytała Lidia i spojrzała po zebranych. - Osiem osób razem.
- Cudownie, czekamy. - zaśmiała się Lidia. Rozłączyła się. Spojrzała podle na Dereka.
- Co? Chcesz coś powiedzieć to mów. - warknęła dziewczyna.
- Nie rób tego. - powiedział bez wahania Derek. - Tego słodkiego głosu. Nie rób tego. Argent nie jest dzieckiem.
- Co złego że chce być miła dla niego? - fuknęła obrażona Lidia.
- Nie jesteś miła, jesteś współczująca i ostrożna, a on pewnie odbiera to jako afront. - odpowiedział Hale. Stiles patrzył pomiędzy nim a Lidią. - Jedyne co uchroniło Cię przed kulą w kolano toto, że jesteś przyjaciółką Allison.
Była, była przyjaciółką Allison. - Chciał powiedzieć Stiles, ale nie odważył się. Widmo czasu przeszłego wisiało nad nimi jak burzowa chmura. Wszyscy zwiesili głowy i wycofali się do swoich bezpiecznych miejsc do przyjazdu Malii i Chrisa.
- Łał, wyglądacie okropnie. Czujecie się dobrze? - zapytała zakłopotana Malia i wysiadła z auta. Pomogła Isaakowi wsadzić Morell do auta Lidii.
- Tak, w porządku. - odpowiedziała Martin gramoląc się na przednie siedzenie swojego samochodu.
- Gdzie chcecie pojechać? - zapytał Argent stając między Derekiem a Danny'm.
- Pojedźmy do kliniki. Jesteśmy wam winni wyjaśnienia. - powiedział Deaton patrząc na Morell. Kobieta pokiwała głową z auta i przesunęła się na środek tylniej kanapy.
Stiles z Lidią, Morell i Deaton wsiedli do auta z Malią. Derek, Scott, Isaak i Danny pojechali z Argentem.
