Rozdział 7 - Stiles u Tate'ów

Stiles nie mógł dodzwonić się, ani zobaczyć się z Malią przez trzy dni. Dziewczyna opłakiwała stratę rodziny, której nigdy nie poznała, bo odebrano jej tę możliwość. Mama Malii musiała być małym brzdącem, gdy wydarzyła się masakra lub przybyła do Beacon nieświadoma krwawej historii, bo pan Tate z pewnością nie był kojotem.

Scott martwił się, że Malia nie będzie chciała z nim już nigdy więcej rozmawiać. Stiles starał się być jakimś łącznikiem pomiędzy najlepszym przyjacielem a dziewczyną, ale to było trudne. Malia nie mogła wybić sobie z głowy pomysłu, że choć teraz McCall i jego prowizoryczne stado akceptują ją, to może przyjść dzień, gdy odwrócą się od niej i zabiją ją.

- Malia, gadasz głupoty! - jęknął Stiles kładąc się obok niej na łóżku. Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie, ale odsunęła się nieco na bok, robiąc mu miejsce.

- Znasz Scotta. Został Alfą dzięki cnocie. Nie potrafiłby nikogo zabić gdyby chciał. - powiedział Stiles masując bok Malii. - Nas ta wojna nie dotyczyła, nie mieliśmy o niej pojęcia. Dla nas jesteś kolejną częścią naszego prowizorycznego stada.

Malia ciężko westchnęła, ale nic nie odpowiedziała.

- Malia, proszę. Poznałaś nas. Isaak nawet określa nas „upośledzonym bratem wszystkich wilkołaczych watah". - jęknął z ubolewaniem chłopak. Dziewczyna właściwie zaśmiała się.

- Więc pasuję do was idealnie, bo tak naprawdę nigdy nie byliście poprawną watahą? - zapytała Malia.

- Tak, tylko dlatego że Scott jest Alfą nie oznacza że zniewolił nas w jakikolwiek sposób. Nie potrafiłby gdyby chciał. - powiedział Stiles i odczesał lok z twarzy Malii na bok. - Nigdy nie pozwolę Cię skrzywdzić; ani Scottowi, ani nikomu.

Dziewczyny oczy zaiskrzyły się. Przechyliła się w stronę chłopaka, podparta na łokciu, i pocałowała go w usta.

- I tak pewnie musiałabym się obronić sama, bo Ty i twój kij bejsbolowy to żadne wsparcie. - zaśmiała się miękko dziewczyna. Chłopak westchnął ciężko zrezygnowany.

- Mam szamańską moc! Jestem spirytualnym przewodnikiem. - odpowiedział chłopak z udawaną złością.

- Jak na kogoś komu nadnaturalni mają padać do stóp to kiepsko Ci idzie. - zaśmiała się Malia i pocałowała Stilesa. Ten nienawidził, gdy dziewczyna to robiła: podkopywała jego autorytet, jego pewność siebie.

- Zobaczysz, jeszcze zniewolę Cię. - odpowiedział z udaną groźbą chłopak a dziewczyna zaśmiała się rozbawiona. Stiles przytulił ją mocno.

Następnego dnia Malia wróciła do szkoły. Z rezerwą podchodziła do wilkołaków, ale wyraźnie stosunki między nią a Lidią nie uległy zmianie. Cóż, może Martin przekona Malię, aby nie bała się wilkołaków?

Stiles starał się unikać Danny'ego najdłużej jak mógł, ale Mahealani nabył jakiś zdolności ninja i nie było możliwości ukrycia się przed nim.

- Masz zamiar wyjaśnić mi ten pocałunek? - zapytał Mahealani ze złością.

- Nic nie znaczył, kompletnie nic. - jęknął Stiles ze strachu. Danny spojrzał nań podejrzliwie.

- Naprawdę! Trochę musiało mnie ponieść! Wiesz, myślałem że zginiesz- że smoczyca Cię załatwi! To poważne obawy kolego! - powiedział drżącym głosem Stalinski. Danny mierzył go wrogim spojrzeniem.

- Trochę Cię poniosło? To twoja linia obrony? - zapytał z kipną Mahealani i Stiles zobaczył że bagatelizowanie było złą defensywą.

- Nie no, jesteś w porządku. Jestem pewien, że faceci zabijają się o ciebie, ale ja po prostu nie lubię chłopaków w ten sposób. - bronił się Stiles, ale Mahealani wydawał się coraz bardziej zły.

- Jesteś taki hetero, że pocałowałeś mnie? - zapytał Danny z kpiną. To niesprawiedliwe! Danny powinien przestać z sarkazmem! To była broń Stalińskiego.

- To tylko pocałunek. Mam na myśli. Jesteś atrakcyjnym facetem. - jęknął Stiles z cieniem paniki. Mahealani pokręcił głową.

- Danny, przysięgam że to było jednorazowe i nigdy nie powtórzy się! - dodał z desperacją Staliński. Mahealani westchnął ciężko.

- Oczywiście że było jednorazowe, bo nie podobasz mi się. - odpowiedział w końcu Danny.

Oczywiście że Stiles nie podobał się Danny'emu. On wyraźnie lubił facetów, którzy mogliby być modelami bielizny Armaniego. Stiles był raczej dokładną odwrotnością tego wzorca.

- Więc między nami jest okej? - zapytał Staliński ostrożnie.

- Prawie, ale trzymaj swoje zdezorientowane libido z daleka ode mnie. - warknął Danny. Wyraźnie Stiles trafił na jego czarną listę, przynajmniej na jakiś czas.

Zgodnie z planem Deaton i Morell rozpoczęli przygotowywanie Stilesa do bycia szamanem, ponieważ oni najwyraźniej dostali kurs korespondencyjny: szamaństwo dla początkujących.

Podczas gdy Deaton zajmował się raczej rozwijaniem umiejętności fizycznych i magicznych, tak Morell dbała o komfort umysłowy Stilesa i znalezienie przez niego tego wewnętrznego spokoju o którym mówił Danny. Była miła, gdy nie planowała uśmiercić kogoś „dla równowagi".

Druidzi byli przekonani niemal stuprocentowo, że więź jaką Stiles miał z Derekiem, czyniła tego Chowańcem. Byli także pewni, że chłopak powinien trzymać się z dala od wilkołaka. Przynajmniej póki druidzi nie dowiedzą się więcej od szamanów o rytuale przejścia i poprawnym wybieraniu Chowańca.

Dwa tygodnie po rozpoczęciu treningu na szamana do domu Stalińskich przyszła pani Yukimura oferując Kirę, jako Chowańca dla szamana. Była bardzo oficjalna i chyba bardziej tradycyjnie zachowałaby się jedynie gdyby włożyła kimono.

- Uuuu… Niech Pani nie bierze tego do siebie, ale Kira to dziewczyna Scotta. To byłoby po prostu złe. - jęknął z ubolewaniem Stiles, gdy zaprosił panią Yukimurę i Kirę do salonu. Dziewczyna uśmiechnęła się ze zrozumieniem.

- Związek szamana z Chowańcem nie ma nic wspólnego z seksem, ale jeśli wolisz… - powiedziała pani Yukimura ważąc ostrożnie słowa. - Jeśli wolisz mogę skontaktować się z innymi kitsune.

- Teraz nie rozumiem. - odpowiedział Stiles mrużąc oczy i przyglądając się kobiecie. - Czemu tak Pani zależy?

- To sprawiedliwe, aby każda rasa wystawiła swojego kandydata. - powiedziała kobieta prostując plecy. - Posiadanie szamana za emisariusza to wielki zaszczyt dla stada.

Stiles otaksował kobietę spojrzeniem. Coś kombinowała czy to zwykła troska o przyszłość klanu?

- Jeszcze nie doszliśmy z Deatonem i Morell do tej części treningu. To znaczy wyboru Chowańca. - odpowiedział chłopak siląc się na miarowy ton, wiedząc że kobieta wykryje kłamstwo. - Gdy dowiemy się jak to odbywa się to zrobimy z tego prawdziwe igrzyska śmierci.

Pani Yukimura nie zrozumiała odniesienia, ale i tak pokiwała głową na zgodę. Wstała z kanapy i skierowała się w stronę drzwi frontowych. Kira poruszyła ustami w niemym: sorry, uparła się; i uśmiechnęła się przepraszająco. Stiles oddał uśmiech. Nie wina Kiry, że jej dziewięciuset letnia matka uczepiała się tradycji.

Dwa dni później Stiles zapytał Morell o dziwne zachowanie pani Yukimury a ta zapewniła go, że to całkowicie naturalne, że nadnaturalni zaczęli interesować się szamanem.

- To oznacza więcej takich wizyt? - zapytał z niepokojem chłopak. Brakowałby kolejnej krwawej wojny w Beacon.

- Zapewne. - odpowiedziała spokojnie kobieta splatając dłonie na biurku przed sobą. - Nie powinieneś prosić Scotta, aby pozbył się ich. Nadnaturalni mogą odebrać to jako awers ze strony wilkołaków: uznaliby że specjalnie blokują im dostęp do szamana aby zwiększyć szanse swojego kandydata.

- To oczywiste, że wybiorę Scotta przed wszystkimi innymi. - westchnął Stiles krzyżując ramiona na piersi i zapadając się w fotel. Morell odchyliła się w tył.

- Nie mów tego głośno. To po pierwsze. - powiedziała zimno kobieta. - Po drugie, Scott nie będzie wyborem, tylko któryś z Bet. Alfa absolutnie nie może być Chowańcem. Nie ważne jak bardzo chciałbyś nagiąć zasady.

- O Jezusie, to wybiorę Malię, albo Kirę. Wielkie mi mecyje. - sapnął ze wściekłością chłopak wyrzucając ramiona w górę. Kobieta skrzywiła się, ale nic nie powiedziała. To było bardziej denerwujące niż gdyby powiedziała coś.

- Co? - zapytał w końcu sfrustrowany nastolatek.

- Rozumiesz że chcesz wybierać stado Scotta to musisz wybrać jego wilkołaczą Betę? To oznacza Isaaka albo Dereka.

- Nie! A dlaczego nie Malię albo Kirę?! - zapytał oburzony nastolatek.

- Ponieważ nie są wilkołakami. - odpowiedział spokojnie i cierpliwie Morell. - Są sojuszniczkami stada, ale ostatecznie nie są wilkołakami. Wybierając którąś z nich wybierzesz jej ród.

- One nie mają rodów! Są naszym stadem. - westchnął chłopak z frustracją. - Przecież nie zmuszą mnie do wygnania Scotta i reszty, bo one są Chowańcami.

Morell nic nie odpowiedziała tylko wpatrywała się intensywnie w chłopaka, jakby chciała go podpalić siłą myśli.

- Nigdy nie wiesz do czego człowiek jest zdolny póki nie postawisz go przed danym wyborem. - odpowiedziała spokojnie Morell. Stiles zmrużył oczy. Ona chyba coś wiedziała.

- Co chcesz powiedzieć? - zapytał chłopak ze słabo zamaskowanym zdenerwowaniem.

- Kompletnie nic. - odpowiedziała płasko Morell. Wyraz jej twarzy nie zmienił się ani przez sekundę. - Powinniśmy zajść się ćwiczeniami na koncentrację.

Tak Morell ucięła temat.

Deaton też nie próbował niczego sprostować i pomagał Stilesowi kontrolować przepływające przez Beacon Hills prądy magii. Bez Drzewa prądy były rozproszone i silne. Deaton porównał kontrole nad nimi do kontroli nad prądami oceanicznymi. Stiles czuł się słaby próbując ujarzmić potęgę natury.

Stiles zrobił sam swoje badania nad rasami, które mógłby zgłośnić kandydatów na Chowańców. szczególnie był zainteresowany kojotami i lisami, bo one jako jedyne były dostępne w Beacon poza wilkołakami. Według niezliczonej ilości stron internetowych zarówno lis jak i kojot, jako mitologiczne stworzenia były najczęściej nielojalne i zawsze ktoś musiał cierpieć, gdy pojawiały się. Animals Planet podobnie przedstawiał zachowanie tych zwierząt (zapewne było ono podstawą do mitów), jako nagminnych złodziei jedzenia, a nawet wyjadających ze śmietników lub zjadających zwłoki.

Jak Stiles teraz pocałuje Malię, gdy będzie myślał o tym jak odżuła komuś twarz?! Świat był totalnie niesprawiedliwy.

Malia była częstym gościem u Stalińskich, więc szybko nadarzyła się okazja do zapytania o jedzenie przezeń padliny i/lub zwłok.

- Jadłaś kiedyś zwłoki? - zapytał chłopak ostrożnie. Tate spojrzała nań marszcząc brwi.

- McDonalds ma świetne promocje, jeśli jesteś głody. Mam chyba jakieś kupony na Cheeseburgera. - odpowiedziała nieco zdezorientowana dziewczyna. Stiles jęknął zdenerwowany.

- Nie myślę o jedzeniu trupa. Nie jestem Hannibalem Lecterem! - warknął chłopak.

- Dlaczego pytasz w takim razie? - zapytała Malia marszcząc się niezadowolona.

- Animal Planet.

- Ten kanał przyrodniczy? Oglądałeś jakiś dokument o zwierzętach? - zapytała skonfundowana Tate.

- No tak i tam mówili, że kojoty są najczęstszą przyczyną szybkiego rozkładu zwłok, bo jedzą je. - powiedział z niepokojem Stiles.

- Rozumiem. - odpowiedziała dziewczyna i wróciła do książki. Chłopak siedział zniecierpliwiony. Odczekał może minutę nim zapytał:

- Więc jak? Jadłaś zwłoki?

- Nie, ale nie zawsze mogłam upolować coś, szczególnie z wilkołakami wypłaszającymi jedzenie z lasu, więc jadłam ze śmietników. - powiedziała dziewczyna patrząc mu prosto w oczy. - Nie wyobrażasz sobie ile dobrych rzeczy ludzie wyrzucają.

Stiles zmarszczył się na granicy wymiotów. O nie!

- Grunt że teraz już nie jesz. - odpowiedział Stiles dodając sobie otuchy. Malia zmarszczyła brwi i wzruszyła ramionami niezainteresowana.

- Kiedy Deaton ma zamiar zacząć mnie przysposabiać do bycia Chowańcem? - zapytała dziewczyna nie odrywając spojrzenia od chłopaka.

Nagle Stiles nie był pewien czy chciał zimną Malię, która nie rozumiała empatii i nie miała podstawowych ludzkich odruchów za towarzysza do końca życia. Spojrzał na Tate z lękiem.

- Pewnie niedługo. - odpowiedział Stiles czując jak jego dłonie pocą się. - To oczywiste że wybiorę Ciebie. Jesteś moją dziewczyną.

- Też tak sądziłam. - powiedziała Malia z wąskim uśmiechem i wróciła do książki.

Tak, Stiles mógł pomóc Malii być lepszym człowiekiem. Poczynili już dość duże postępy: dziewczyna wcześniej warczała na psy, dzieci, gryzła Isaaka, była opryskliwa dla wszystkich, łącznie ze stadem Scotta. Stilesowi udało się nawet przeforsować zasadę: żadnego wilczenia podczas seksu.