Chciałbym zacząć od podziękowania za komentarze, które pojawiły się do tej pory. Zdecydowanie działają one motywująco.

Z góry zaznaczam również, że poniższy rozdział niestety nie ocieka żadną wartką akcją. Liczę jednak na to, że mimo to nikt nie będzie miał mi za złe popełnienia go.


Minęło wiele godzin zanim Tony opuścił warsztat i jeszcze więcej zanim zauważył, że Laufeysona nigdzie nie ma.
Początkowo uznał, że Loki po prostu gdzieś się zaszył zbyt urażony aby na niego patrzeć; następnie doszedł do wniosku, że As szykuje dla niego coś wyjątkowo podłego.
W ostateczności uznał, że nieobecność asgardzkiego boga jest zwyczajnie podejrzana, dlatego postanowił po prostu poinformować się za pośrednictwem JARVISa na ten temat.

- JARVIS, gdzie znajduje się Loki? – zapytał przerzucając nerwowo klucz francuski z jednej ręki do drugiej.

- Przykro mi, sir. Nie mogę zlokalizować profilu Lokiego Laufeysona na terenie Stark Tower – powiadomił AI, a geniusz na moment zamarł w bezruchu zaskoczony wieścią. Ścisnął narzędzie w dłoni, a następnie odłożył je zdecydowanym ruchem na cyfrowy blat, przy którym akurat stał.

- JARIVS, czy ktoś właśnie próbuje wyrżnąć w pień mieszkańców Ziemi?

- Nic mi o tym nie wiadomo, sir.

Zatem opcję Lokiego, który w porywie irytacji zdecydował się na zagładę ludzkości, może wykluczyć.

Prawdopodobnie.

Tony głęboko zadumany nad tym, czy powinien powiadomić Fury'ego (w końcu dyrektor zastrzegł, że Loki ma nie opuszczać Stark Tower) podszedł do lodówki. Przez parę minut wpatrywał się bezmyślnie w zapełnione półki by ostatecznie dość do prostego wniosku – nie chce mu się jeść. Wyjął puszkę schłodzonego piwa i udał się przed ekran.
Sącząc powoli alkohol uznał, że jeśli w trybie natychmiastowym nie podejmie się jakiegoś zajęcia doprowadzi się do jakiś nieodwracalnych psychicznych uszczerbków tym nienaturalnym skupieniem jakie poświęcał zamartwianiu się.
Resztę nocy przepracował wpadając w jeden z tych transów, z których z reguły musiała go wyrywać jakaś ingerencja z zewnątrz.
W końcu zmęczenie i Eksterminator łaskawie pochłonęły całą uwagę Tony'ego przez niespełna dobę, w ciągu której dosłownie kilka razy opuścił warsztat.
Jednym z takich momentów, gdy oderwał się od pracy była krótka wizyta Pepper. Przyszła tylko po to aby zebrać kilka podpisów do dokumentów i podczas rozmowy z nim zachowywała się tak potwornie oficjalnie, że Stark z przerażeniem wpędził się powrotnie w wir pracy (mimo wcześniejszego postanowienia o przespaniu się przez parę godzin).

Dwa dni później Tony był pewien, że popełnia straszny błąd nie powiadamiając Fury'ego o fakcie, że Loki zerwał się ze smyczy.
Nie dlatego, że działo się coś złego albo miał przeczucia, że się wydarzy. Po prostu wiedział, że nie robi tego ze względu na to, że nie chce sprowadzać na Asa kłopotów. Drażniła go ta świadomość i w końcu osiągnęła ten stopień bycia nieznośną, iż na nocny maraton pracy w warsztacie Stark wybrał się razem z butelką whisky, która opustoszała w rekordowym tempie.
Kilka godzin po tym drzemał z głową opartą o blat cyfrowego blatu, przed którym pracował nad wytycznymi.
Ocknął się dopiero wtedy, gdy jakaś dłoń zacisnęła się na jego ramieniu. Poderwał się gwałtownie z nadzieją na to, że to Loki, który łaskawie postanowił wrócić.

- Mówiłeś żebym przyszedł, jak będę miał czas, Tony – odezwał się Bruce, a głos doktora wskazywał na to, że jest ewidentnie niepocieszony z konieczności wybudzania Starka.

- Już myślałem, że to Loki – odparł nieprzytomnie i po chwili poczuł coś na podobieństwo zawodu. Banner uśmiechnął się pokrzepiająco.

- Nie martw się, na szczęście idąc tu nigdzie go nie widziałem.

Żebyś wiedział, jak cholernie nie pocieszająca jest ta informacja – pomyślał z przekąsem Tony.

- Daj mi pięć minut – poprosił wstając.

Woda. Potrzebował wody.

- Tam stoi – powiedział Bruce najwyraźniej łącząc w myślach widok pustej butelki po alkoholu i rozglądającego się w koło Starka. Wskazał na skromne umeblowanie w kącie pracowni w skład którego wchodziło kilka zagraconych blatów i niewielka lodówka. A wśród tego całego rozgardiaszu napoczęta woda.

- Dzięki – burknął, nie mając siły zdobywać się na coś bardziej rozbudowanego. Podrapał się po głowie i syknął kiedy dotknął guza, którego gabaryty spokojnie określiłby jako przybliżone do piłeczki od ping ponga. Zupełnie jakby fakt, iż jakaś mistyczna siła usiłuje rozłupać mu czaszkę od wewnątrz nie był wystarczający.

- Dobra, doktorku – zaczął kiedy już uczynił wszystko, co w jego mocy, aby okiełznać kaca. – Mam być szczery? W zakresie czysto technologicznym wykazałem się już do wyczerpania. Przynajmniej wszędzie tam, gdzie bez ingerencji naszego trochę odbiegającego od standardów psychicznej stabilizacji gościa, można było coś zrobić. Ale najlepiej będzie jeśli ci po prostu pokaże. I to cudo, które oprawiam własną ofiarnością, i kilka dokumentacji, które go dotyczą. Zapraszam.

Bruce zmarszczył brwi i podążył za Tonym.

- Skoro teraz potrzebna jest działalność Lokiego, to dlaczego go tu nie zawołamy?

- Wyszedł na zakupy.

- Ach, wyszedł na… Zaraz. Wysyłasz Lokiego na zakupy? Tego samego, który starał się przekonać ludzkość, aby padła przed nim na kolana?

Określenie stanu jaki odmalował się na twarzy Bruce'a Bannera szokiem, byłoby sporym niedopowiedzeniem.

- Dokładnie. Zakupy. Szczególnie w dużych centrach handlowych – naprawdę to pokochał. Myślę, że ma do siebie głęboki żal o to, że kilka z nich z jego winy pożegnało się z tym światem. Powiedział, że jak już uratujemy świat to chciałby zainwestować we własną sieć pod patronem swojego imienia. Osobiście uważam, że mogłoby to być niepoprawnym politycznie, ale na razie nie będę mu tego mówił. Nie chce żeby stracił obecny zapał.
Bruce chwile milczał skonsternowany, aż w końcu zapytał:
- To może mógłbyś po niego zadzwonił? Skoro potrafi już obsługiwać karty płatnicze to na pewno wręczyłeś mu jakiś telefon.

- Coś ty. On płaci tylko gotówką. I próbowałem, ale okazał się daltonistą – ciągle myli czerwoną słuchawkę z zieloną.
Banner po prostu darował sobie temat, który wzbudzał w nim szereg nowych wątpliwości co do Tony'ego Starka. Później, kiedy już skupili się tylko na sprawach czysto naukowych, po prostu zapomniał o domniemanym zakupoholizmie Lokiego Laufeysona, poświęcając całą uwagę notowaniu i wymienianiu się ze Starkiem spostrzeżeniami.

Wspólna praca nie poszła na marne, ale postępy też nie okazały się milowe. Bruce zdołał opracować hipotetyczną alternatywę użycia magii, która była źródłem siły napędowej wyczerpującym się o wiele wolniej. Kiedy Tony wziął pod lupę zarys pomysłu Bannera szybko okazało się, że niekoniecznie musi być on wyłącznie przypuszczalny.
To była właśnie ta postępowa część.
Drugą stanowił fakt, że aktualnie zmiany był na etapie teorii, bo do praktycznego zastosowania brakowało im pewnego czarownika.
Pod wieczór, kiedy Bruce już opuścił Stark Tower, Tony czuł się naprawdę bezradnie. Banner nie był idiotą i na pewno domyślił się, że Iron Man kręci w sprawie Laufeysona, a jutro, kiedy znów się pojawi, będzie zwyczajnie tego pewien.
Dał sobie czas do następnego poranka – wtedy skontaktuje się z Fury'm. W końcu odwlekał to od tygodnia.
Nastawił się na tę konieczność w przeświadczeniu, że los naprawdę nie zgotuje mu innego wyjścia. Dlatego zdziwienie Tony'ego było ogromne, gdy odwracając się w kierunku wyjścia z warsztatu ujrzał Lokiego, który swobodnie opierał się o ścianę ze skrzyżowanymi na torsie rękoma. W milczeniu wpatrywał się w Starka z wyraźnym politowaniem.

- Widzę, ze postanowiłeś wrócić ze swojego urlopu. L4 możesz zostawić u mnie na biurku – odezwał się szyderczo Tony właśnie odkrywając, że jest bardzo zły.

Kłamca zmrużył oczy.

- Byłem w Asgardzie.

- Grunt, że mnie poinformowałeś, prawda? Nie przejmuj się, Fury już szykuje dla ciebie nowy kącik.

- Nie opowiadaj bzdur, Stark. Wiem, że Fury o niczym nie został poinformowany – przerwał mu Loki, a na jego ustach po raz pierwszy zarysowało się coś na podobieństwo mglistego uśmiechu. – Skończ się irytować, przyniosłem coś dla ciebie.

W tym momencie Tony prawdopodobnie był w znacznie bardziej zaawansowanym stadium szoku od Bruce'a Bannera zapewnianego o tym, że Loki postanowił zostać zakupoholikiem.
As skwitował jego niezbyt inteligentną mimikę uniesieniem brwi i podszedł prezentując oczom miliardera łupy prosto z Asgardu.

- Świecące kulki gejszy? Obawiam się, że musiałeś źle odebrać moje sygnały.

- Co?

Zdezorientowana mina Laufeysona powiedziała mu, że nie zrozumiał jego żartu, z czego nawet się ucieszył.

- To ty mi powiedz „co". Co to takiego?

- Rdzeń używany w naszych pojazdach. Bazujący na magii zamiast na waszej zawodnej elektronice. Twój… skafander mógłby na tym nieźle funkcjonować.

Ostatnie słowa, wyraźnie sugerujące oczywistą pomoc z jego strony, wyszły z ust Lokiego ze zdecydowanym trudem, jakby każde z nich miało ostre krawędzie boleśnie raniące jego gardło.
Tony jednak zamiast nasycać swoje zadowolenie tą krępacją Asa, chwycił między palce jedną z tajemniczych kul, którą zaczął wnikliwie obserwować pod każdym kątem. Jaśniała znajomą barwą błękitu - tliła się we wnętrzu jak eteryczna mgiełka. Była lekka i emitowała przyjemne ciepło.

- To ci zajęło prawie tydzień?

- Dokładnie, Stark. Nie wolno mi wedle własnych upodobań podróżować, nie mogłem ujawnić swojej obecności w Asgardzie.

Miliarder mimo wszystko postanowił pozostać sceptycznym wobec tych zapewnień. Coś w postawie Lokiego, coś, czego nie potrafił określić, wydawało mu się inne. Poza tym nie był skłonny uwierzyć w jego bezinteresowność.

- Niedługo zostaną ukończone prace nad Bifrostem. Możemy spodziewać się tego głupca, Thora.

- Wspaniale. Myślisz że to już wystarczy, abym mógł legalnie otworzyć przytułek dla zbłąkanych bogów?

- Nie łudź się, że Thor mając do wyboru gościnę twoją lub tej śmiertelniczki, wybierze to pierwsze.

- Szkoda. Mógłby cię wtedy poniańczyć w co drugą sobotę żebym miał sposobność wyskoczyć z kimś do kina samochodowego.

Loki zmroził go spojrzeniem wystarczająco morderczym, aby Tony'emu na moment odechciało się żartów.

- W każdym razie - dzięki za te magiczne kulki.

- To się nazywa Ullur – sprostował Loki po czym przybrał maskę zdystansowania, a Stark niechętnie sobie uzmysłowi, że atmosfera staje się niezręczna – zaraz po tym dotarło do niego, że to wyłącznie jego problem powiązany z tym, że myślami akurat zaczął powracać do przebiegu ostatniej rozmowy z Kłamcą.

- Wracając do naszej niedawnej… konwersacji, wiesz, tej, przy okazji której usiłowałeś rozłupać mi czaszkę, kojarzysz może? Tylko przypadkiem się nie zadręczaj wyrzutami sumienia. No cóż, mogę ująć to tak – niezupełnie miałem na myśli to, co powiedziałem i w związku z powyższym uznajmy, że jest mi przykro i że sam wiesz.
Tony machnął lekceważąco ręką odbębniwszy wzorowe „przepraszam". Jak na Anthony'ego Starka, oczywiście. Loki z kolei spoglądał na niego z wzgardliwą wyższością, którą po chwili zastąpił uśmiech wyrażający subtelną perfidię.

- Nie wiem.

Iron Man łypnął na niego z niezadowoleniem. Jakby nie czuł się wystarczająco idiotycznie ze świadomością tego, że jego sumienie zmusiło go do przepraszania Lokiego Laufeysona.
Ciekaw był czy As w ramach rekompensaty za to uniżenie, którego postanowił się podjąć zdobędzie się na łaskawość jaką będzie darowanie sobie mniej lub bardziej wyrafinowanej pomsty na nim.

- I, że przepraszam – rozjaśnił niedopowiedzenie spokojnym głosem, choć słowo ledwie przeszło mu przez gardło.

- Rozpatrzę twoje wyrazy skruchy, śmiertelniku, ale nie licz na zbyt wiele – usłyszał po chwili, co skwitował krzywym uśmiechem.

- Wow, to było… łaskawe. Mógłbyś zostać prowadzącym w kolejnej edycji Wybacz Mi. I jeszcze to „śmiertelniku" – podoba mi się, ma taki mocny wydźwięk typu „żyjesz, ale może pokonać się ciężarówka, haha". Skoro już mamy te towarzyskie przyjemności za sobą, panie Nieśmiertelny, byłbym zachwycony jeśli wrócilibyśmy do pracy. Ach, jedna mała prośba – gdyby Bruce Banner jakimś cudem pytał gdzie byłeś, choć go o to nie posądzam, to powiedz, że nowa kolekcja w Mark & Spencer doszczętnie pochłonęła twoją uwagę na cały dzisiejszy dzień.

Bruce zgodnie z przewidzeniami Tony'ego nie szukał kontaktu z Lokim. Co więcej, wizyta doktora była niezwykle krótka, bo Laufeyson, przy jednej z okazji do odezwania się niemal sprawił, że Banner zzieleniał ze złości.
Po wszystkim Kłamca wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie – najwidoczniej nie zamierzał dzielić czasu i przestrzeni z większą ilością osób, niżeli było konieczne według pierwotnych założeń. Wtedy, gdy nie był potrzebny miliarderowi przy pracy kręcił się po terenie warsztatu i zadawał JARVISowi co raz to dociekliwsze pytania.
Tego samego dnia za oknami Stark Tower zaczął prószyć pierwszy śnieg, a Tony z zaskoczeniem odkrył, że Loki wpatruje się w owe zjawisko z wyjątkową markotnością.
Ten widok sprawił mu dziwną przykrość.
Przerażony tym faktem, postanowił resztę wieczoru spędzić we własnym towarzystwie, w otoczeniu czterech ścian sypialni.
Przez całą noc nie zmrużył oka.

Tony miał wrażenie, że jego przewracanie się z boku na bok trwało z milion lat, zanim zdecydował się w końcu wybrać do salonu.
W zaciemnionym pomieszczeniu usiadł na kanapie i zaczął bez większego entuzjazmu majstrować przy tablecie. Po co najmniej godzinie takiego bezproduktywnego spędzania czasu zdał sobie sprawę z tego, że obserwuje go znajoma para zielonych oczu.
Najwyraźniej Loki opanował zakradanie się do poziomu perfekcji, bo za każdym razem gdy Tony uzmysławiał sobie jego przybycie, jednocześnie przegapiał moment tak kluczowy, jak wejście.

- Zdarza ci się czasami przechodzić przez drzwi w mniej dyskretny sposób?

- Przykro mi, że twoja spostrzegawczość pozostaje daleko w tyle za zdolnością dobierania irytujących komentarzy na każdą okazje, Stark – odparł mu lakoniczny głos Laufeysona, najwyraźniej sugerującego, że zdarza mi się gdzieś pojawiać i jednocześnie nikogo tym nie zaskakiwać. Cóż, Tony tego nie kupował.

- Cieszę się, że mój oczywisty talent nie umknął twojej uwadze – zaczynam doceniać twoją bystrość.
Loki obdarował go łaskawym uśmiechem, a następnie się przysiadł. Tony z kolei utkwił wzrok w ekranie tabletu i zaczął przesuwać na dotykowym panelu ścianę informacji o trójwymiarowym modelu zbroi.

- Dlaczego nie śpisz? – odezwał się po paru minutach ciszy, w ciągu których, wciąż zapatrzony w urządzenie, zdążył zwątpić w obecność Asa.

- Miałem lepsze rzeczy do roboty.

- Jakie?

- Nie interesuj się za bardzo.

- Nie udawaj takiego skrytego to może pozwolę ci dalej podkradać to wstrętne wino, które chronicznie ubywa z moich barków.

- I tak biorę to, na co mam ochotę – odparł na to Loki tak bardzo lekceważąco, jak tylko umiał, czym sprowokował swojego rozmówcę do niechętnego oderwania wzroku od tabletu.

- Pokrzepiam się przekonaniem, że w tym super-nowoczesnym budynku nie ma zbyt wielu rzeczy mogących przypaść do gustu osobistości prosto z Asgardu.

- Mógłbyś się zdziwić, Stark.

Dobra, Tony: albo trwając w poważnym ubolewaniu nad brakiem czasu na zaspokajanie pewnych oczywistych potrzeb zacząłeś sobie pewne rzeczy dopowiadać, albo Loki mówiąc to zabrzmiał naprawdę uwodzicielsko.

- Tak ci się wydaje? – rzucił obojętnie i celem zahamowania w swojej wyobraźni niepożądanych obrazów, ponownie utkwił spojrzenie w ekranie.

Zważywszy jednak na to, że nigdy nie uważał siebie za łowiącego po obu stronach jeziora (zwłaszcza pośród potencjalnych, śmiertelnych wrogów, spokorniałych z konieczności) postanowił się nie zamartwiać niewinnym fantazjowaniem, które właśnie odbywało się w jego głowie.
Loki obserwując przez ten cały czas z Starka z uśmiechem co najmniej takim, jak gdyby przemyślenia miliardera były zupełnie pozbawione przywileju prywatności, założył ręce za kark i wyciągnął się swobodnie.
Tony, jako osobnik niezbyt oporny w obliczu pokus ucieszył się, że jego rozmówca zamilkł, bo ton konwersacji (jak na jego gust) był zdecydowanie niepokojący. Choć w gruncie rzeczy chodziło przede wszystkim o dziwną atmosfera, która zdołała się między nimi wytworzyć.
Zdecydowanie woląc myśleć o sobie jako o kimś, kto posiada szczątki kręgosłupa moralnego (nawet jeśli miałby to być bardzo wątpliwe resztki) skupił się na projekcie. Dopóki Lokiemu nie znudziło się trwanie w ciszy.

- Jesteś mniej rozrywkowy niż chcesz, aby innym się wydawało - nawet kiedy nie pracujesz to i tak… pracujesz – przemówił As podejrzanie grzecznym głosem podczas zaglądania mu przez ramie. Tony uśmiechnął się pokrętnie pod nosem.

- Dla ciebie rozrywką jest sianie zniszczeń, przyciąganie uwagi i podejmowanie się prób przejęcia władzy nad obcymi planetami. Ja mam nieco mniej skomplikowane, ale zdecydowanie pożyteczniejsze hobby – nauka z przerwami na ratowanie świata lub połączenie jednego z drugim.
Tony prawie uwierzył we własny splendor mówiąc o sobie tak podniosłe bzdury.

- Wow, Stark, naprawdę tak o sobie myślisz?

- …Nie. Ale to dobrze podsumowuje moje życie odkąd tu jesteś.

- Szczerze mówiąc, zaczyna mnie to nużyć – stać cię na więcej. Mógłbyś być znacznie ciekawszy.

Kłamca uzyskał zamierzony cel, ponownie przyciągając uwagę Tony'ego.

- Mógłbym być znacznie ciekawszy? – powtórzył z niedowierzaniem. – Sądziłem, że już jestem niemożliwie interesujący.

Loki chwile spoglądał na niego z czymś w rodzaju rozbawienia po czym zmienił temat.

- Może powiedziałbyś mi o co z tym tak dokładnie chodzi? – mówiąc to Loki bez skrępowania przyłożył dłoń do reaktora łukowego, co dla Tony'ego było zdecydowanie dziwnym doświadczeniem. – Mam pewne przypuszczenia ale to już chyba wiesz.

- Nie widzę przyczyn, dla których miałbym zaspokajać twoją ciekawość, dopóki sam na twój temat nie wiem niczego poza tym, że jesteś kimś, kto wzbudziłby zainteresowanie wielu psychiatrów.

Stark chwile spoglądał na szczupłe palce, między którymi prześwitywało zimne i niebieskie światło reaktora. Po chwili wahania zdecydował się chwycić nadgarstek Laufeysona i odsunąć jego rękę. Loki dźwignął się, a Tony obserwując go kątem oka, nie umiał zdecydować, czy czuje z powodu ewakuacji Kłamcy większą ulgę czy zawód.

- Miłej zabawy, Stark – rzucił As zanim zniknął za drzwiami pozostawiając miliardera samego.

Nowy Jork przez minioną noc zdążyła pokryć warstwa śniegu, który prędko przeistoczył się w brudną breję zniechęcającą do opuszczania domostw.
Tony, nad którym obecnie nie ciążył taki przymus, potraktował zmianę w krajobrazie z obojętnością.
Krótko po tym, jak Loki zakończył ich nocną wymianę zdań wybrał się do warsztatu, a parę godzin później doczekał się przybycia Laufeysona.

- Sir, panna Potts zjawi się dziś w Stark Tower z dokumentacją do Stark Industries – ogłosił w którymś momencie JARIVS zmieniając dotychczasowy tor myśli Iron Mana.

Tony przerwał spawanie hełmu i podciągnął elektroniczną przyłbicę.

- JARVIS, zapytaj pannę Potts czy nie mogłaby mnie stresować swoimi wizytami z jakimś większym wyprzedzeniem – odpowiedział odrzucając w kąt blatu rękawice ochronne.

Wyprostował się słysząc trzask własnych stawów, a następnie zawędrował spojrzeniem ku Lokiemu - ten z wyrazem koncentracji wpatrywał się w monitor, przed którym aktualnie siedział w odległej części warsztatu. Czyli robił dokładnie to samo, co zwykle, gdy nie był mu bezpośrednio potrzebny podczas pracy.
Na początku widok Laufeysona przed panoramicznym ekranem komputera był szokujący (jak zresztą sama jego obecność w nowoczesnym warsztacie; tak się składało, że Loki nie miał ochoty zrezygnować z asgardzkiej mody, woląc dalej prezentować się jak uczestnik konwentu fantasy). Stark jednak, jako osobnik brnący przez życie z zawrotnym nurtem postępu, jakoś przywykł do eklektycznego obrazka, jaki stanowił As surfujący w internecie.
Jak do tej pory jednak nie odważył się zerknąć w historię odwiedzanych przez Lokiego witryn zbyt zlękniony możnością odkrycia czegoś w rodzaju poradnika robótek ręcznych – w końcu kto wie, jakiego rodzaju pragnienia drzemią w szalonych umysłach superzłoczyńców?
Pomijając te wszystkie rozterki, Iron Manowi szczerze pochlebiała świadomość tego, że Kłamca woli siedzieć przed monitorem akurat w miejscu jego pracy (hardo obstawiał przy tej wersji zamiast dopuszczać do siebie myśl, że Loki po prostu nie jest do końca świadom, iż w całym budynku i na każdym kroku może się natknąć na większą ilość komputerów).
Ciekawe czy odkrył już pornografie? – przewinęło mu się przez myśl w pewnym momencie głębokiej zadumy, w którą popadł wpatrzony w sposób zdecydowanie pozbawiony dyskrecji w obiekt swoich refleksji.
To ostatnie w końcu zburzyło barierę ostrożności, jaka nakazywała omijanie szerokim łukiem ostatnio odwiedzanych przez Asa stron. Poza tym – dodał w myślach Tony, na użytek własnego usprawiedliwienia – wypadałoby kontrolować osobnika, który mimo wszystko pozostaje potencjalnym zagrożeniem; może już wynalazł cyberprzemoc.
Parę minut później przekonał się, że ciemne strony sieci jeszcze nie zostały odkryte przez Lokiego, którego bardziej absorbowało 100 tytułów z listy książek BBC i mitologia nordycka.
To ostatnie zwróciło jego uwagę na pewien fakt - dość dziwnym jest to, że jak do tej pory sam się tym nie zainteresował. Jeśli takie śmieszne podania mogły zawierać choćby cząstkę prawdy, to warto by było się z nią oswoić.
Pokonał dystans jaki dzielił go od Lokiego i obszedł biurko, przy którym ten siedział.

- To popada pod zaawansowany narcyzm – skomentował spoglądając w otwartą stronę Wikipedii.

- Większość tego, co tu piszecie, to stek bzdur – zadrwił urażony głos Laufeysona. – Nigdy mi się nie zdarzyło zamienić w łososia.

Tony przesunął wzrokiem po linijce tekstu.

- A w kobietę? No właśnie – odpowiedział sobie sam. – To tylko Wikipedia.

Loki odpowiedział na to jedynie pobłażliwym uśmiechem, a po chwili pochłonęła go jasna łuna zielonego światła.
Buńczuczny grymas zdecydowanie nie współgrał z codzienną paletą emocji, jakim zdarzało się odmalowywać na twarzy Virginii Potts ale Tony mimo tego potrzebował chwili aby otrząsnąć się z szoku, jaki wywołał w nim widok Pepper.

Iluzja zniknęła równie szybko, jak się pojawiła.

- Mój zakres możliwości jest nieco obszerniejszy niż zapewniają tutaj – wymruczał, a poświata magii ponownie go otoczyła. Gdy opadła Tony wpatrywał się w idealną kopie samego siebie.

- Hej! To jest nieetyczne. I nie wiedziałem, że tak cudownie wyglądam z tej perspektywy – dorzucił, przechylając analitycznie głowę.

Loki/Tony uniósł z politowaniem brew na co prawdziwy Tony zastanowił się czy równie umiejętnie potrafi sprawić aby ktoś, na kogo patrzy, odniósł wrażenie, że jego obserwator ma go za osobę pozbawioną intelektu.
Laufeyson uniósł dłoń, którą zaczął ostentacyjnie oglądać, a wówczas Stark doszedł do wniosku, że pewne rzeczy w realizacji Asa po prostu są przypisane wyłącznie do jego osoby. Był pewien, że jego własne ruchy nie prezentują się tak kunktatorsko.

- Nie wiedziałem, że masz tak dużo blizn na dłoniach. Nie mógłbyś jakoś o nie zadbać?

- To zależy czy chcesz zostać moją kosmetyczką – sarknął Tony urażony takim brakiem poszanowania do jego prywatności. Odwracając się na pięcie powrócił do porzuconego hełmu wychodząc z założenia, że Loki ze świadomością przyciągania czyjejś uwagi to zdecydowanie zły Loki.

Udało mu się skupić na majstrowaniu tylko przez chwile, po której odkrył w warsztacie obecność trzeciej osobistości.
Zirytowany chwycił pobliski klucz francuski i na oślep cisnął nim w kierunku rzekomej Nataszy Romanow, która rozpłynęła się w powietrzu. Przedmiot z brzdękiem opadł na podłogę, a Kłamca, już własnymi, malachitowymi tęczówkami spoglądał nań z zadumą.

- Chciałeś ugodzić agentkę Romanow tym prymitywnym narzędziem? Żałuj. Mogłaby ci pokazać kilka… ciekawych rzeczy – zapewnił As szturchając czubkiem buta klucz.

- To wszystko nasuwa mi na myśl tylko jeden wniosek – w twoim przypadku seks z samym sobą prawdopodobnie nabiera zupełnie nowego znaczenia – skomentował Tony starając się zapanować nad szalonym pędem własnej wyobraźni, która w takich dogodnych warunkach pracowała na najwyższych obrotach.

Udało mu się przyprawić Lokiego o parosekundową dezorientacje.

- Nie mów, że… nie wpadłeś na takie wykorzystanie tych zdolności? – zapytał w końcu z niedowierzaniem, zastanawiając się jednocześnie czy nie jest to właśnie ten moment, w którym powinien się poczuć jak ofiara beznadziejnego przypadku zaawansowanej perwersji wymagającej hospitalizacji. Co nie zmieniało ani o jotę prostego faktu – Tony Stark z przyjemnością pożytkowałby dobrodziejstwa magii w takim zakresie.
Skołowanie malujące się na obliczu asgardzkiego boga ustąpiło miejsca niedowierzaniu. Chwile później twarz Laufeysona ustabilizowała się w grymasie zniesmaczenia.

- Wy, śmiertelnicy, macie naprawdę niepojęty tok rozumowania.

- Wy, asgardczycy, najwyraźniej jesteście bardzo pruderyjni. JARIVS. Zamknij i zabezpiecz protokół projektu numer 4.0.3, na dzisiaj kończymy.

- Jak sobie życzysz, sir.

Oświetlenie w warsztacie przygasło wraz ze zniknięciem połowy hologramów, a Tony wyruszył w kierunku wyjścia. Dostrzegając Lokiego, który obrał ten sam kierunek zwolnił kroku.

- Możesz tu zostać – zasugerował widząc to jako swoją szansę przeprowadzenia swobodnej rozmowy z Pepper. Laufeyson słysząc te słowa zmrużył oczy w charakterystyczny tylko dla siebie sposób, który zwykle posyłał wzdłuż grzbietu Starka dreszcz zaniepokojenia.

- Nie mam ochoty tu zostawać, Stark – oznajmił wyniośle.

- Nalegam – uparł się Tony na przekór wszelkim instynktom samozachowawczym. Co o dziwo poskutkowało - Loki z obojętnym wyrazem twarzy zatrzymał się i powrócił wgłąb warsztatu.

Gdy tylko przekroczył próg windy pozostający w tyle Kłamca uśmiechnął się perfidnie pod nosem opadając na skórzane krzesło obrotowe. Zabębnił smukłymi palcami o drewnianą poręcz i przeniósł wzrok na monitor komputera.

Winda ruszyła gładko w górę, a chwile później gwałtownie stanęła pomiędzy poziomami.

- Bez jaj – wyburczał pod nosem Tony i zanim zastanowił się nad sensownością pierwszego odruchu, jaki nasunął mu się w tej sytuacji ponownie zaatakował palcem podświetlony przycisk.

- JARIVS, odnotowałeś jakiś spadek w zasilaniu budynku?

Odpowiedziała mu beznamiętna cisza.

- JARVIS? – zaryzykował ponownie.

Przewidywał, że wydostanie się z windy zaprojektowanej w sposób zdecydowanie nie uwzględniający tak banalnych usterek jak zacięcie się (a co za tym szło, pozbawionej prymitywnego mechanizmu odblokowującego drzwi, który by go z niej uwolnił) może chwile potrwać. Sięgnął do kieszeni po telefon. Cóż, najrozsądniej postąpi uprzedzając Pepper o fakcie, że znajduje się w chwilowym potrzasku uniemożliwiającym mu… Kompletnie uleciało mu z głowy o czym właśnie myślał, gdy dostrzegł na ekranie telefonu komunikat o zerowym zasięgu. – To jest… Niemożliwe.
Prawie zgniatając w dłoni urządzenie kopnął w oszkloną ścianę.

- Cholerny, zawistny dupek – wycedził doskonale wiedząc kogo należy obarczyć o ten "zbieg okoliczności".