Jako, że zostałem zobowiązany do przekazania słów mojej drogiej bety:
Ohayo, pierwszy raz oficjalnie, mimo ze to jest już 8 rozdział. Co, nota bene, uważam za swój osobisty sukces, ale cii *heart*
Niedawno zapoznałam się z wszystkimi Waszymi komentarzami. Dziękuję za uwagi dot. betowania, bo na pewno zaczęłam zwracać na wcześniej popełniane błędy wiecej uwagi!
Jako, że drogi autor (a prywatnie mąż xD) dostał napadu weny (z pomocą mnie i mentalnej patelnii) to spodziewajcie się całkiem "uroczych" akcji w najbliższych rozdziałach 8D
Kiri
A od siebie dodam...
enjoy.
Tony z reguły był słowny wobec innych (co w sposób znaczący wpływało na ograniczoną częstotliwość z jaką składał obietnice). Nie potrafił jednak uchować się w postanowieniach wobec samego siebie.
Zdawał sobie sprawę, że jego problem zaczyna osiągać alarmujący poziom, ale nie potrafił niczego z tym zrobić. Teraz zresztą, kiedy alkohol palił go w gardle i szumiąc w krwi sprawiał, że każde zmartwienie zdawało się śmiesznie błahe, nieszczególnie zależało mu na walce ze swoimi słabościami – a tych było znacznie więcej.
Siedział więc, rozpostarty na skórzanej kanapie, a szkocka regularnie ubywała z wytwornej butelki. Myśli wolno sunęły przez jego umysł – żadna nie była na tyle frapująca, aby pozostał przy niej na dłużej – a ciemne niebo za oknem powoli szarzało, gdy za grubą warstwą chmur wzniosło się słońce.
Świt nastał szybciej, niżeli Tony się spodziewał. Kolejna noc za nim.
Życzył sobie, aby stan, którego nie uświadczył od dłuższego czasu, nie był zwiastunem kolejnej passy nawiedzających go wraz z nadejściem mroku złych wspomnień i spędzających sen z powiek koszmarów, a efektem ubocznym wczorajszych przeżyć. Jednorazowym.
Oblizał spierzchnięte wargi i zakręcił trzymaną szklanką. Resztka trunku zawirowała na dnie obmywając ścianki naczynia, gdy Tony w końcu doszedł do wniosku, że ma dość.
Dźwignął się, a świat przed jego oczami zawirował, jakby właśnie zsiadł z rozpędzonej karuzeli. Dopiero stanąwszy na dwóch nogach zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo jest pijany i jak niewyobrażalnie trudnym zadaniem może teraz okazać się zwykłe przemieszczanie się.
Ruszył przed siebie znacznie bardziej koślawo niż mu się wydawało, wpadając przy wyjściu z salonu na framugę.
- JARVIS? – rzucił zmęczony głuchą ciszą jaka towarzyszyła mu przez kilka ostatnich godzin.
- Tak, sir? – odezwał się tuż po chwili spokojny głos AI.
- Może włączyłbyś jakąś muzykę? – podsunął i wspierając się barkiem o ościeżnicę, wyprostował się.
- Co sobie życzysz, sir?
- Cokolwiek – wykrztusił żałośnie zbolałym tonem i zaraz po jego słowach z głośników kina domowego rozbrzmiały ostre dźwięki gitary; po wsłuchaniu się rozpoznał w nich jeden z utworów Black Sabbath.
Parę chwil później serce podeszło mu do gardła na widok wydłużającego się cienia – dopiero po kilku sekundach jego mózg opornie uzmysłowił sobie, że od dłuższego czasu nie jest sam w Stark Tower, a zaraz po tym Loki ukazał się jego oczom.
- Wczesna pobudka, co? – zapytał odpychając się od futryny.
Spojrzenie, które napotkał, zdecydowanie klasyfikowało się jako pochmurne. Choć nic w wyglądzie Asa na to nie wskazywało, Tony miał wrażenie, że Kłamca dopiero wstał - prawdopodobnie zachęcony do takiego posunięcia rozbrzmiewającym na całym piętrze metalem.
Nie doczekał się odpowiedzi na swoją zaczepkę, a Loki w pewnym momencie przystanął w odległości kilku kroków wpatrując się w niego.
- Widzę, że jesteś kolejny dzień z rzędu w gotowości do pracy – zauważył w końcu szyderczym tonem. – Istnieje jakiś konkretny powód, dla którego tak ochoczo się upijasz?
Tony chwile kontemplował pytanie; na twarzy miliardera zawitała zaduma, gdy wertował swoje myśli w poszukiwaniu odpowiedzi, która najodpowiedniej wyraziłaby jego stanowisko.
- Alkohol pomaga usunąć stres… biustonosz, bieliznę i masę innych zmartwień – zdecydował się w końcu powiedzieć, wyliczając wymienione atuty na palcach. – Znalazłbym jeszcze inne zalety.
Loki skwitował to wymownie pobłażliwym uniesieniem brwi i wyminął Tony'ego w drodze do salonu.
- Nie będziesz się czuł trochę winny, kiedy Thanos zaskoczy wszystkich swoją obecnością, a wy będziecie uzbrojeni jedynie w te dziecinnie śmieszne, midgardzkie bronie? – zapytał, zaglądając do opróżnionej szklanki. Następnie zerknął krótko przez ramię na Starka. – Jeżeli chodzi o mnie to losy tej planety są mi zwyczajnie obojętne, więc nie zamierzam się o nic troszczyć sam – sprecyzował ze znużeniem i odstawił z cichym brzdękiem naczynie po alkoholu. Tony wciąż stał w przejściu nie zmieniwszy swojej pozy ani o cal.
- Wobec tego nie powinieneś się interesować tym, co ja mam do powiedzenia na ten temat – oznajmił zachrypniętym tonem po długiej pauzie wypełnionej ciszą i znów, mimo łagodzącego wszystkie dolegliwości natury moralnej alkoholu w organizmie, poczuł się bardzo zmęczony.
- Powinienem – nie lubię marnować swojego czasu. Jak na razie to jedyne, czemu się poddaję w tym miejscu.
Tony zacisnął szczęki czując zalewającą go falę wściekłości.
- Jedyne? Ja określiłbym dotychczasowe postępy jako bardzo zadowalające – oznajmił dobitnie czując się odrobinę otrzeźwionym przez złość.
Odpowiedział mu szorstki, krótki śmiech, a tuż po nim lekceważące słowa: - To wyraźnie wskazuje, że jesteś bardzo przeceniany w swoim rzemiośle.
Tego było za wiele! Przeceniany?! Dał ciała na całej linii pchając się w epicentrum zdarzeń ubiegłego dnia, przesadził ostatnimi czasy w dostarczaniu sobie rozrywki, ale był, do cholery, najlepszym z najlepszych! NASA dałoby się pokroić za dostęp do zawartości jego komputerów, a większość wynalazków, którymi dysponował, wyprzedzała o kilkanaście lat powszechną technologię.
Nie - zdecydowanie nie pozwoli na to, żeby ktoś, kto ma tendencję do paradowania w koźlim hełmie, krytykował TĘ część jego życia.
Zacisnął dłonie w pięści, mierząc Lokiego niewiarygodnie wrogim spojrzeniem i czując nawrót wszystkich nienawistnych uczuć, które żywił wobec niego podczas ataku na Nowy Jork (mimo świadomości, że w głównej mierze o jego emocjach stanowił w tym momencie alkohol i po jego wyparowaniu prawdopodobnie uraza zmaleje do znośnego, neutralnego poziomu - ale w obecnej chwili było to wystarczające, aby miał ochotę rzucić się do gardła Laufeysona).
- Och, istnieje jakaś konkretna przyczyna dla twojego szczękościsku czy… nie może być! Zirytowałem cię swoją uwagą? – zapytał obiekt frustracji Tony'ego z zimnym błyskiem satysfakcji w zielonych oczach.
Tony nie przypominał sobie, aby czuł kiedykolwiek agresję tak naglącą, by zdawała się władać nad każdą komórką w jego ciele przyćmiewając zdolność do klarownego myślenia.
Gdyby tylko nie przeklęte, buzujące w jego krwi procenty, po prostu pozwoliłby słowom Kłamcy spłynąć po sobie jak po kaczce, odwróciłby się na pięcie i zająłby sobą. Albo odpowiedziałby czymś ciętym, może odrobinę przekraczającym granicę ostrożności, ale na pewno nie próbowałby zainicjowania bójki. Zwłaszcza poza bezpiecznym schronieniem w postaci zbroi, bez której rzucanie się na kogoś o nadludzkich siłach było niczym samobójstwo.
To zdawało się jednak trafić wprost w oczekiwania Lokiego. Roześmiał się krótko i zniknął Tony'emu sprzed nosa.
Jego motoryka i bez tego trochę odbiegała od normy; stracił równowagę wpadając na kanapę, a chwile później coś ciężkiego przycisnęło go za kark do materaca - po chłodnym dotyku na skórze wywnioskował, że to ręka Lokiego z siłą imadła wgniata go w mebel.
- Wy, Śmiertelnicy, czasami zachowujecie się jak zwierzęta – poskarżył się.
- Powiedział facet, który próbował z kiepskim planem przejąć obcą planetę – wydyszał z furią Stark, a kiedy palce na jego karku drgnęły miał wrażenie, że zaraz zostanie uduszony.
- Poczekam, aż się uspokoisz – odpowiedział zamiast tego spokojnie i chwile po tym Tony poczuł przygniatający ciężar na swoich plecach, po czym w stanie głębokiego szoku uzmysłowił sobie, że Loki na nim… usiadł.
Nagle doszedł do przytłaczającego wniosku, że smukły wygląd Asa jest zdecydowanie mylący, jeśli ktoś na tej podstawie zamierzałby oszacować jego wagę.
- Irytujące, prawda? – zapytał po chwili Loki, a po jego zadowolonym głosie Tony wywnioskował, że na ustach Kłamcy widnieje złośliwy uśmiech. Jeśli miał wątpliwości, czego dotyczy pytanie, to kolejne słowa je rozwiały: - Jakiś czas temu zostałem w podobny sposób unieruchomiony. Oczywiście nikt na mnie nie usiadł – wtrącił pobłażliwie - Thor położył na mnie Mjölnira - pewnie nie wiesz, ale nikt poza nim nie może go udźwignąć, więc zostałem uziemiony.
Tony milczał, oddychając ciężko przez nos. Nie miał pojęcia, w jaki sposób miało go to uspokoić – chyba, że metoda Lokiego przewidywała cierpliwe wyczekiwanie w nieskończoność, które zapełniłyby irytujące anegdotki.
- Możesz ze mnie zejść? Miażdżysz mnie, chyba właśnie słyszałem trzask swoich żeber – wysyczał, bezskutecznie napinając mięśnie.
- Nie udawaj takiego delikatnego, Stark. Naprawdę dobrze ci zrobi jeśli odrobinę ochłoniesz.
- Nikt nie będzie mi mówił, że jestem przeceniany – odpowiedział twardo, wracając do tematu, który go dotkliwie ubódł i zabrzmiał jak zbuntowany, obrażony nastolatek.
- Może tu, wśród podziwiających cię Midgardzkich Śmiertelników możesz liczyć na ślepe poszanowanie, ale nie oczekuj tego samego ode mnie.
Tony poczuł w swoich włosach długie palce, przez co zapomniał jakiej odpowiedzi chciał udzielić na słowa Laufeysona: miał mrożące wrażenie, że wzdłuż jego kręgosłupa przepłynął strumień lodowatej wody i nie był pewien, czy przypisałby to doznanie do kategorii przyjemnych. Tuż po tym zaczął się czuć przerażająco trzeźwy i nie potrafił powiedzieć czy sprawiła to cała sytuacja, czy może Loki praktykuje na nim jakieś magiczne sztuczki.
Minęło kilka leniwych chwil w trakcie których Laufeyson przeczesywał zwichrzoną czuprynę miliardera tak niedbale, jakby bezwiednie gładził po karku natarczywego kota.
Było to relaksujące, ale Tony z racji na swój świeży, choć prędko ulatniający się gniew postanowił nie dać się tak łatwo ułaskawić i skupił intensywnie na przeświadczeniu, że przy odrobinie złych chęci palce Asa mogłyby bez większych trudności przebić jego czaszkę. To w połączeniu z faktem, że czuł się jak cholerny fotel, zdecydowanie nie wpłynęło na niego odprężająco i jedną nogą mógł uczciwie pozostać w swojej skromnej krainie negatywnych emocji.
- Już się opanowałeś, Stark?
- Mam na imię Tony – warknął, odnajdując kolejny pretekst do niezadowolenia.
- Daj spokój – prychnął lekceważąco Loki po czym znów umilkł zabierając rękę. Co było dla Tony'ego kolejnym czynnikiem drażniącym.
O ile na początku (wbrew swoim zapewnieniom) nie odczuwał żadnych wyraźnych niedogodności, o tyle po kilku minutach zaczął czuć się poważnie obolały. Oddychało mu się odrobinę tak, jakby ktoś ograniczył pojemność jego płuc, co doprowadziło go do obszernych rozważań na temat tego, czy właśnie tak czuły się te ściskane ciasnymi gorsetami damy czasów wiktoriańskich. Pochłonięty swoimi rozmyślaniami zorientował się, że nie jest już dłużej przygniatany do kanapy dopiero wtedy, kiedy Loki znalazł się w zasięgu jego wzroku.
- Siadanie na innych jest niezbyt subtelne, a przy tym obawiam się, że to kiepska metoda wychowawcza – powiedział, jak już się podniósł. Zapał do wariackich realizacji swoich pragnień rozlewu krwi wytłumił się w nim wystarczająco aby w duchu był skłonnym zwątpić w prawdziwość ostatnich słów. Może to jednak nie była najgorsza metoda.
- Bacząc na to, że żaden z nas nie jest subtelny wydaje mi się, że niesubtelne rozwiązania są jak najbardziej na miejscu. – Wygłaszając swoje zdanie Loki nawet przez moment nie spoglądał w kierunku Tony'ego. Zamiast tego wyglądał ponurym wzrokiem za okno, a cała jego postawa zdradzała znużenie. – Poza tym zauważyłem, że najłatwiej skłonić cię do słuchania, gdy jesteś czymś zaskoczony – dodał apatycznie.
Tony się z tym nie zgadzał ale nie zamierzał wyrażać swojego punku widzenia na głos - być może tego nie okazywał lecz zawsze był bardziej uważnym słuchaczem, niżeli mogło się zdawać. Skrupulatnie magazynował te z odnotowanych wiadomości, które warto było zapamiętać.
Niemniej jednak, jako uzdolniony obserwator, doceniał wnikliwość, która była niezbędna do wysunięcia takiego wniosku – zbity z tropu znacznie chętniej okazywał zainteresowanie, podczas gdy w pozostałych sytuacjach zwykł się nie obnosić ze swoją uwagą. Lubił prowokować swoich rozmówców do przypuszczania, jakoby byli przez niego ignorowani.
Było to co najmniej gruboskórne postępowanie, ale na tle pozostałych wad nie miało szans na wliczenie się w szczyt listy najgorszych nawyków miliardera.
Wkrótce jednak jego myśli skupiły się głównie wokół faktu, że zaczynał się czuć źle – naprawdę źle. Przeszedł gwałtownie ze stanu mocnego zaprawienia do dotkliwego kaca. To samopoczucie byłoby normalne kilka godzin później, zważywszy na fakt, że jedynym, czym miarowo napełniał swój żołądek w przeciągu minionej doby była whisky; a przy skąpej ilości snu, jaką sobie zaserwował, okazało się to naprawdę fatalną w skutkach odpowiedzią na odwiedziny demonów przeszłości
Jednak minione w towarzystwie Lokiego chwile, a zwłaszcza kilka ostatnich minut, przyprawiły go o wystarczające przywrócenie trzeźwości, aby w połączeniu z napływającymi wraz z tym konkluzjami, Tony naprawdę miał ochotę wypić jeszcze więcej.
Gdyby nie fakt, że miał teraz przed sobą szlachetne zadanie udowodnienia przed pewnym asgardzkim bogiem, że jego reputacja nie jest w żadnym calu przesadzona.
Wstając czuł się tak słabo i niepewnie, jak nakazywał jego fizyczny stan.
- JARIVS, która jest godzina?
- 7:39, sir.
- Przygotuj panel główny do pracy, chcę mieć zgromadzone i posortowane wszystkie informacje z ostatnich miesięcy. Mam nadzieje, że się nie obijałeś, bo mam zamiar dzisiaj ukończyć obudowę na nowy reaktor. I parę innych rzeczy.
Loki uśmiechnął się pod nosem prawie niezauważalnie, a Tony wyruszył w kierunku windy - zanim jednak opuścił salon, zwrócił się do Asa przez ramię: - Będę cię potrzebował za parę godzin.
- Jasne, będę to miał na uwadze planując swoje dzisiejsze spacery po tym brzydkim mieście – sarknął Kłamca.
- No tak, zapomniałem, że masz szlaban domowy – mruknął niewinnie Stark, czując namiastkę złośliwej satysfakcji i wsiadł do windy pozostawiając Lokiego we własnym towarzystwie. Czyli takim, które, według Tony'ego, odpowiadało Laufeysonowi najbardziej.
xxx
Miniony tydzień był spokojny i ku radości Tony'ego, obfitował w znaczące postępy.
Napęd został już wstawiony w lśniącą nowością zbroję, której nie miał jeszcze przyjemności przetestować jako kompletnego rynsztunku.
Pancerz już pod samym względem wizualnym mocno odstawał od jego dotychczasowych dzieł; przeważała matowa czerń i tylko przez szpary złączeń przeświecała intensywna barwa chabru, jakby pod powierzchnią metalu nieustannie pulsowała żywa energia.
Stark doszedł do wniosku, że na rzecz poważnej utarczki, na którą się zapowiadało, wypada zrezygnować z przyjaznej kolorystyki.
Reaktor łukowy zastąpiło dużo mniejsze źródło energii, które dostarczył mu Loki. Ullur był zabudowany grubą warstwą utwardzonego włókna węglowego połączonego z, według kalkulacji JARVISa, wystarczającą domieszką ołowiu, aby oddziaływanie niebezpiecznych promieni emitowanych przez obiekt nie zagrażało Tony'emu.
Pancerz zasilany magią jeszcze nie doczekał się żadnej nazwy ale jedno było pewne - nowa zbroja Iron Mana nie będzie następnym potomnym Marka, bo według Tony'ego, to miano było zdecydowanie zbyt trywialne.
- Wygląda nieźle – skomentował Loki, widząc zbroję w pełnej krasie po raz pierwszy - według Tony'ego „nieźle" z jego ust było pochwałą naprawdę wysokiej rangi, dlatego uśmiechnął się z zadowoleniem.
- Nie tylko wygląda. Znacznie różni się od swoich poprzedników pod kątem ofensywnym. Co jest w równej mierze twoją zasługą – przyznał.
Kłamca kiwnął zdawkowo głową pozwalając sobie na cień uśmiechu. – Faktycznie, jest – uznał okrążając dzieło swoje i Starka.
- Sir, Natasza Romanow czeka na pana w lobby budynku – oznajmił JARVIS nim Tony zdołał cokolwiek rzucić w odpowiedzi.
- To tyle z moich planów testowania zbroi – rzucił marudnie, odkładając na brzeg stołu z narzędziami klucz francuski, który od kilku minut bezwiednie obracał w dłoniach nawet nie pamiętając, jak ten znalazł się w jego posiadaniu.
Loki nie zareagował w żaden sposób, nieprzerwanie wpatrując się w hełm, a Tony nie dostrzegając żadnego logicznego powodu ku narażaniu Nataszy na towarzystwo Laufeysona postanowił nie odciągać go od tego zajęcia.
Udał się prosto do windy zgarniając po drodze ścierkę, którą usiłował doprowadzić swoje brudne od różnego rodzaju smarów dłonie do porządku.
Gdy kilka poziomów wyżej szklane drzwi się rozsunęły, Natasza weszła do dźwigu obrzucając Starka zagadkowym spojrzeniem, któremu towarzyszył opanowany, niezdradzający emocji wyraz twarzy.
- Też promienieję szczęściem na twój widok, Natalie.
- Mamy do pogadania, Stark – ucięła ostrym tonem, co brzmiało wystarczająco złowrogo aby przyprawić Tony'ego o gęsią skórkę. Kobiety zapowiadające poważne rozmowy nigdy nie pozostawiały po sobie przyjemnych wspomnień.
- Już rozmawiałem z Furym o incydencie sprzed tygodnia – zapewnił, a tuż po jego słowach winda zatrzymała się na najwyższej kondygnacji Stark Tower. – Nic więcej nie wiem – dodał kierując się do salonu. Natasza wyruszyła w ślad za nim tak cicho, że Tony był zmuszony obejrzeć się przez ramie aby się upewnić, czy Rosjanka za nim podąża.
- Nie chodzi o żadne sprawy SHIELDu – odparła z nutą pobłażliwości i po chwili opadła na skórzaną kanapę krzyżując ręce na biuście.
Tony zatrzymał się przed agentką Romanow i zahaczając palce o szlufki spodni otaksował ją uważnym spojrzeniem, dzięki czemu odkrył co mu nie pasowało w dzisiejszym wizerunku Nataszy. Od chwili, gdy dowiedział się o jej prawdziwej profesji widywał ją wyłącznie w czarnych, dopasowanych kombinezonach SHIELDu – obecnie Czarna Wdowa była ubrana w najzwyklejsze, sportowe ciuchy, które w połączeniu z tym, co Tony wyrobił sobie na jej temat w głowie, prezentowały się absurdalnie.
- Napijesz się czegoś? – zaproponował.
- Nie, siadaj, Stark. Musimy coś omówić - powiedziała z naciskiem, który tylko wzmógł złe przeczucia Tony'ego.
Opadł na fotel i przybrawszy przykładną twarz pokerzysty skinął głową, zachęcając Romanow do mówienia.
- Czy wiesz jaki dziś jest dzień? – zapytała po dramatycznej pauzie, spoglądając Tony'emu w twarz tak intensywnie przenikliwym spojrzeniem, jakby mogła z łatwością prześwietlić jego myśli.
- Niedziela?
- Zgadza się, ale nie chodzi mi o dzień tygodnia. Dziś jest 22 grudnia – oznajmiła dobitnie, przyprawiając Tony'ego o skonfundowanie.
- I co z tego? Przegapiłem twoje urodziny?
Spojrzenie Nataszy stwardniało. – Za trzy dni są święta.
Słysząc to Tony poczuł, że niewidzialny supeł, który spętał jego wnętrzności rozluźnia się. Święta! Nataszy chodzi tylko o głupie święta. O których zresztą pamiętał, bo od kilku dni jego pocztę elektroniczną zapychały tysiące wiadomości z nieszczerymi życzeniami.
Zaraz jednak zbeształ się w myślach za tak prędkie opuszczenie gardy – coś musiało się kryć za tą wizytą i poruszonym przez Nataszę tematem. Jeśli się nie mylił, musiało to być coś bardzo… złowrogiego.
- Faktycznie. Mądre spostrzeżenie. A co to ma wspólnego ze mną?
Uśmiech, którym odpowiedziała mu Natasza był zbyt niewinny i Tony już wiedział, że cokolwiek usłyszy, będzie lepiej, jeśli usiądzie. Przysiadł więc na fotelu, układając dłonie na poręczach, by zaraz usłyszeć najgorszą informacje swojego życia (od czasu, gdy Fury potwierdził historyjkę Lokiego o Thanosie).
- Chcielibyśmy zorganizować święta tutaj – w Stark Tower.
- Ło, ło, ło! Zwolnij! - Uniósł dłonie w takim geście, jakby właśnie starał się uporać z temperamentnym, dzikim zwierzęciem. – Jak to tutaj? Świąt nie powinno się spędzać w gronie bliskich? Poza tym nie wiem czy pamiętasz, ale ostatnio kiedy tu byliście pod tym dachem mieszkał taki niebezpieczny antagonista, który jeszcze się nigdzie nie wyprowadził.
Natasza przez cały ten czas spoglądała z wymowną cierpliwością na Tony'ego.
- Szukasz wymówek, Stark? – zapytała z rozczarowaniem brzmiącym tak autentycznie, że miliarderowi na moment (nie mogący trwać dłużej niż ułamek sekundy) zrobiło się głupio.
- Wiesz dobrze, że nie mamy rodzin. Pomyśl, Tony…
-O, to teraz jestem „Tony" a nie „Stark", tak? – wszedł jej w słowo, jednak Natasza kontynuowała nie zwróciwszy najmniejszej uwagi na te słowa.
-…na przykład o Stevie. Nikt mu już nie został.
- Wzruszające.
- Wiesz jak wygląda sprawa z Brucem, o sobie nie muszę wspominać, a Clint został już przeze mnie przekonany. Thor był zachwycony, gdy usłyszał o tym, że będzie mógł wziąć udział w „tak podniosłej midgardzkiej uroczystości" ze swoimi towarzyszami broni. Poza tym, chciałbyś spędzać ten czas sam z Lokim? – zapytała na sam koniec znaczącym tonem.
W innych okolicznościach Tony wziąłby to za podchwytliwe pytanie, jednak Natasza brzmiała zdecydowanie tak, jakby właśnie wyciągnęła na stół najlepszy argument na świecie.
- Szczerze mówiąc w ogóle nie zamierzałem spędzać świąt, nie jestem miłośnikiem gwiazdki – pozwolił sobie zauważyć tylko po to, aby nie poddać się bez walki, jednak Czarna Wdowa wyglądała na nieporuszoną tą deklaracją.
Wiedział, że sprawa jest przesądzona, gdy zrozumiał, że Natasza w całej swej przebiegłości wszystko ustaliła za jego plecami i nie mógł uwierzyć we własne nieszczęście.
Z drugiej strony jednak odczuwał jakieś niezdrowe zaciekawienie nad tym, w co mogą obrócić się święta w gronie Avengersów i postanowił jeszcze chwilę się wstrzymać ze spisywaniem pomysłu na straty.
