Po interwencji ze strony Kiri w końcu udało mi się wyrwać spod czaru lenistwa na tyle, żeby wydusić siebie... ten poniższy rozdział - a raczej rozdzialik, bo jest to najkrótszy tekst, jaki publikuje. Obiecuje, że następny będzie pierwszym krokiem ku akcji właściwej.
Sądzę, że wraz z rozpoczęciem się roku szkolnego częstotliwość aktualizacji powinna wrócić do normy, bo jednak najlepiej pisze mi się wtedy, kiedy nie powinienem - czyli na lekcjach.

Teraz... oddaje głos becie, która z jakiś powodów ma do powiedzenia dwa razy więcej ode mnie.

Okej, czas najwyższy by wziąć to wszystko w swoje ręce, bo ta leniwa góra mięsa tylko jojczy.
Wasz drogi autor, a prywatnie mój mąż (spokojnie, to nie jest formalne małżeństwo - nadal jestem do wzięcia! - dop. aut.) po napisaniu ostatniego rozdziału stwierdził, że mam mu dać spokój, bo sam da radę, doweni się i w ogóle napisze mi do 20.07 rozdział jak marzenie (sprostuje - nie obiecywałem, że to będzie rozdział JAK MARZENIE).
Czyli nie napisał nic, a to co tu wam prezentuję to efekt mojego dwudniowego warczenia i grożenia mu patelnią.
Oraz betowania w jeden dzień.
Chwalcie mnie, bo Peleryniarz spał w efekcie dwie godziny i dużo czasu mi zeszło na wyłapanie wszystkich błędów XD.

Odpowiadając na zarzuty:
- sama uwielbiam scenę z jemiołą. Zresztą to dzięki mojemu nagabywaniu biedny Kapitan przeżył szok na tle kulturowym XD (wydaje mi się, że to jednak był mój pomysł)
- Artemis jak i BlackRose - cieszę sie waszym szczęściem i sama jestem fanką tego ff. Postaram się, by do końca sierpnia pojawił się jeszcze jeden rozdzialik.
- Peleryniarz żyje (jeszcze (i na wieki wieków. amen)).
- być może trafi się wam niespodzianka. BYĆ MOŻE (o czym nie wiem?)

Kiri


Kolejnego dnia Tony obudził się z potwornym bólem w czaszce, za który nie odpowiadał wyłącznie nieludzki kac, ale również gorączka.
Gdy poprzedniej nocy przemarznięty do szpiku kości zakopywał się w kołdrze liczył po cichu, że jego lekkomyślność obejdzie się bez konsekwencji.

Czuł nieznośne pulsowanie w skroniach, a gdy zaczął się podnosić z łóżka miał wrażenie, że jego głowa waży tonę.
Świat stał się irytującym, chaotycznym połączeniem zbędnych dźwięków i barw, które atakowały nadwrażliwe zmysły miliardera.

Najchętniej pozostałby we względnie bezpiecznej, horyzontalnej pozycji do końca świata, jednak jego zmaltretowany organizm dopominał się wody.

Pomiędzy potwornym wirowaniem w głowie a napadem rozdrażnienia, przyłapał się na myśleniu o Pepper.

Pepper przyniosłaby mu wody. (Przy okazji zadręczyłaby go tuzinem pełnych dezaprobaty komentarzy i udręczonych spojrzeń, ale to wciąż byłoby lepsze niż wędrówka przez piekło jasnych korytarzy, która czekała go po opuszczeniu zacienionej, przytulnej sypialni).

- JARVIS – odezwał się, a słysząc swój zachrypnięty głos skrzywił się i oczyścił gardło.

Nigdy więcej nocnych eskapad na dach w towarzystwie świrniętych bogów. Nigdy.
- JARVIS – ponowił próbę i tym razem zabrzmiał we własnych uszach bardziej znajomo. – Coś jest nie tak z ogrzewaniem?

- Nie, sir. Temperatura w większości budynku wynosi 22 stopnie Celsjusza.

Tony targnięty nagłym dreszczem skulił ramiona i akurat minął próg kuchni.

- Podnieść ją o pięć stopni – zadecydował bez wahania, nieprzejęty tym, jak zostanie to przyjęte przez resztę Avengersów. Liczył zresztą po cichu, że postanowią się dziś wynieść – miał serdecznie dość tłumów i w żadnych wypadku nie uśmiechało mu się dalsze odgrywanie szczęśliwego gospodarza podczas gdy czuł się jak cholerne zombie.

Początkowo nie zauważył Steve'a, który grzecznie siedział przy stole i skrupulatnie rozkrajał grzankę na swoim talerzu.

- Stark. Wyglądasz… - zaczął superżołnierz, jednak Tony jednym spojrzeniem rzuconym znad butelki z wodą, którą właśnie dopadł, zniechęcił go do kontynuowania.

- Smacznego, Kapitanie – rzucił, gdy odessał się od życiodajnego i kacobójczego płynu. Przetarł usta wierzchem dłoni, wygrzebał z jednej z półek tuzin leków, którymi zamierzał się nafaszerować i, nie dając skonfundowanego Rogerowi szansy na rozwinięcie rozmowy, umknął ponownie do swojej nory.

xxx

Rzadko się zdarzało, aby w obliczu choroby Tony Stark podejmował jakiekolwiek racjonalne kroki ku wykurowaniu się. Tym razem jednak postanowił wypróbować metodę wypoczynku, a to z kolei sprawiło, że obudził się już w momencie gdy na dworze zapanowała ciemność.

Dla odmiany atakowany uczuciem okropnego ukropu wygrzebał się spod kołdry i polecił JARVISowi obniżenie temperatury do dwudziestu stopni.

- Sir, dostałeś kilkadziesiąt nowych zaproszeń.

Tony zamknął na moment oczy usiłując przywołać do siebie uczucie senności – na marne.
Usiadł więc na łóżku przeczesując palcami rozwichrzone włosy, które zaczynały domagać się skrócenia i wyplątał się z koszulki. Chłodny blask wytłumionego do tej pory przez materiał reaktora łukowego oblekł ciemne pomieszczenie.

- Zaproszeń? – odezwał się, gdy już opróżnił z wody stojącą przy łóżku szklankę.

- Imprezy noworoczne – wyjaśnił JARVIS.

- Odrzuć, zamierzam pojawić się wyłącznie na bankiecie Stark Industries. Zdarzyło się coś ważnego kiedy spałem?

- Nic, poza tym, że Steve Rogers ponownie zepsuł lodówkę, sir. Już się tym zająłem.

- Jesteś niezastąpiony. I chyba będę musiał cię poprosić abyś odstraszał go jakimś brzęczykiem, za każdym razem gdy znajdzie się w odległości mniejszej niż jeden metr od jakiejkolwiek formy elektroniki – zaironizował Stark wspominając te dziesiątki niewinnych urządzeń, które przestały funkcjonować po kontakcie z Kapitanem Ameryką.

- Czy mam sobie zaprogramować to jako nową funkcje?

-…Nie, JARVIS. To sprawiłoby, że podczas wizyt Rogersa w Stark Tower nigdy nie zapadałaby cisza.

- Zdaje się, że możesz mieć rację, sir – przyznał taktownie A.I., a Tony uśmiechnął się wstając z łóżka.

Wciąż czuł się nieznośnie obolały - na podobieństwo bólu, który po upadkach zagnieżdżał się w jego kościach, gdy wróciwszy z Afganistanu przeprowadzał pierwsze testy lotów w zbroi.

Był w stanie zignorować to na tyle, aby podążyć do salonu, rzucić się na przyjemnie chłodną skórzaną kanapę i włączyć Piratów z Karaibów.

Przygarnął do siebie poduszkę i wlepił szklisty od gorączki wzrok w ekran, a kilkanaście minut później zupełnie mimowolnie zapadł w sen.

Zbudziła go dopiero muzyka na napisach końcowych.

- Ciekawy film.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, że obudzenie śpiącego przynosi pecha? – zapytał zaspanym głosem Tony, przywołując do siebie jeden z cytatów z filmu, który właśnie przespał od początku do końca. Skierował wzrok najpierw na siedzącego na poręczy kanapy Lokiego, a następnie na okno, za którym wciąż panował mrok.

- Nie obudziłem cię.

- Sapiesz jak Lord Vader, zainwestuj w leki na astmę.

- Nic podobnego – odparł Loki, obrzucając przy tym Starka urażonym spojrzeniem.

- Znowu nie śpisz – zauważył po chwili Tony, podnosząc się do pozycji siedzącej. Wciąż nie mógł wyzbyć się irytującego wrażenia, że przebywa w cholernej saunie.

- Wciąż ci się wydaje, że muszę?

- A nie musisz? – upewnił się ze skonfundowaniem miliarder. Loki uśmiechnął się zdawkowo w odpowiedzi.

- Nie. Zdarza mi się, ale sen nie jest dla mnie niezbędny. Bywa użyteczny, jeśli używam dużo magii – zdradził, ku zaskoczeniu Tony'ego, As. – A tutaj – ciągnął z pogardą w głosie. – nie widzę sposobności, ku nadwyrężeniu swoich mocy.

Tony, łypiąc kątem oka na swojego rozmówcę, skrzyżował ręce na torsie i przez chwile trwał w całkiem uzasadnionym uczuciu zazdrości – sam zdecydowanie wolałby zlikwidować potrzebę snu z listy rzeczy, na które marnuje czas.

- Co powiesz na drugą część? – odezwał się postanawiając nagle zmienić temat.

- Drugą część? - zapytał Loki wyglądając na zbitego z tropu.

- Film. Ma cztery części, to była pierwsza – wyjaśnił Tony drapiąc się bezwiednie po ramieniu.

- Niech będzie – zgodził się niepewnie Laufeyson, przesiadając się z poręczy na kanapę.

xxx

Już w połowie „Skrzyni Umarlaka" utrzymywanie głowy w pionie okazało się dla Tony'ego wyzwaniem ponad siły. Widząc jednak skupienie, z jakim Loki oglądał film (które po doświadczeniu z próbą wspólnego oglądania Mrocznego Rycerza uznał za coś w rodzaju zjawiska nadnaturalnego) postanowił wytrwać do końca spektaklu. Dla Tony'ego, znającego cały film na pamięć, większą atrakcją okazało się dyskretne obserwowanie zaabsorbowanego wydarzeniami na ekranie i rosnącego w oburzenie Asa.

- Co jest? – zapytał Tony, gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, a na twarzy Lokiego zacięcie.

Loki przywołując maskę bezwzględnej obojętności przeniósł wzrok na Starka.

- Chciałbym obejrzeć następną część – oznajmił w końcu pełnym wyższości tonem odchylając się na oparcie mebla. Ta deklaracja bynajmniej nie uradowała Tony'ego, który przez ostatnie 15 minut filmu myślał już wyłącznie o nafaszerowaniu się lekarstwami i pójściu spać.

- No dobrze – odparł na przekór swojej hedonistycznej naturze. – JARVIS, włącz…

- Nie teraz – przerwał mu Loki podnosząc się na nogi. – Następną część… obejrzymy jutro – zadecydował splatając ręce na torsie i zawieszając wzrok na reaktorze łukowym Tony'ego.

- Chcesz się trzymać tak długo w niepewności jeśli chodzi o los Kapitana Jacka-gdzie-jest-mój-rum-Sparrowa?

Loki wykrzywił usta w uśmiechu przenosząc wzrok na twarz Starka. – Nie, ale nie potrzebuje kompanii kogoś, kto zaraz zemdleje.

Tony mierzył go przez chwile pochmurnym wzrokiem zanim zdecydował się powiedzieć: - Nie powiem czyja to wina.

- O? Czyżbyś uważał, że moja? – zainteresował się Loki i najwyraźniej bardzo zaintrygowany tą tezą ponownie usiadł obok Tony'ego. – Możesz mieć mylną ocenę sytuacji, bo byłeś trochę pijany, ale wcale nie zachęcałem cię do tego żebyś za mną gdziekolwiek szedł – powiadomił z podstępną życzliwością w głosie i psującym ten efekt, zgryźliwym uśmiechem.

Tony raz jeszcze zgromił go butnym spojrzeniem, po czym odchylił głowę na poręcz zajmowanego mebla i przymknął powieki.

W pierwszej chwili, gdy poczuł na swoim czole dotyk chłodnej dłoni i następujące po tym uczucie wnikających pod skórę wiązek magii miał wrażenie, że serce mu się na moment zatrzymało.
Instynktownie pragnąc odciągnąć rękę Lokiego (bo właściwie dlaczego miałby nie podejrzewać, że zamierza namieszać mu w głowie czarami?) chwycił go mocno za nadgarstek. I na tym poprzestał, gdy wraz z rozprzestrzenianiem się obcego, inwazyjnego uczucia po kolei zaczęło ustępować wszystko to, co odbierało mu siły od poprzedniego poranka.

Tony spoglądał z nieświadomą fascynacją na oczy czarownika, które pod wpływem magii rozjarzyły się malachitową zielenią. Przytłoczony intensywnością odwzajemnionego spojrzenia, nie mógł odwrócić wzroku przez nie ustępujące wrażenie, że byłoby to równoznaczne z dobrowolnie podjętą porażką.

Raptownie całe wytłumienie, które go momentalnie oblekło wraz z momentem, gdy palce Lokiego zetknęły się z jego skórą, minęło.

- Łał… Jesteś lepszy niż paracetamol – skomentował ze skołowaniem ciężko oddychając, gdy pierwszy szok wywołany nagłym powrotem jasności myślenia odszedł w zapomnienie.

- Nie mam pojęcia o czym mówisz, ale uznam to za pochlebstwo – odparł czarownik posyłając mu cień przebiegłego uśmiechu.

- A ja nie będę z tym polemizował – uznał ugodowo Stark, podnosząc się z kanapy. – Już nie jestem kompanem, który zaraz zemdleje, więc…

- Mam swoje sprawy, Stark – przewał mu Loki również dźwigając się na nogi, a widząc irytująco zaskoczony wyraz twarzy swojego rozmówcy (który wprost krzyczał niedowierzającym „jak to możliwe?") zmrużył oczy. – Chyba nie sądzisz, że będąc tutaj zajmuję się wyłącznie bezczynnym siedzeniem w swoim pokoju na zmianę z marnowaniem energii w twojej pracowni?

- Nie zastanawiałem się nad tym, ale… Tak. Chyba tak mi się wydawało – stwierdził Tony, co wywołało na obliczu Lokiego urazę.

- Dobranoc, Stark – rzucił wyniośle i odszedł pozostawiając geniusza na środku salonu w stanie beztroskiego rozbawienia, w którym ten po chwili udał się do swojej sypialni.

Xxx

Tony nigdy nie należał do ludzi przesypiających pół dnia – prawie nigdy. Tego dnia obudził się prawie o trzynastej, co już na wstępie wprawiło go w uczucie dezorganizacji.
Mógł zapobiec ogólnej katastrofie tylko w jeden sposób – kawa.

Nie był zdumiony, gdy w kuchni natknął się na Steve'a i Bruce'a, którzy zdawali się przygotowywać do obiadu.

- O Boże, Stark! Dopiero wstałeś? – rzucił ten pierwszy, gdy tylko zjawił się u wejścia i dla Tony'ego stało się jasne, że powinien się uczesać przed opuszczeniem swoich skromnych czterech ścian.

- O Boże, Steve! Na to wygląda – odpowiedział naśladując przejęty głos Kapitana, który śledził przerażonym spojrzeniem każdy jego krok w drodze do ekspresu do kawy. – Cześć, Bruce.

- Hej – mruknął doktor, obrzucając go krótkim spojrzeniem, które po chwili wróciło na gazetę.

Tony przystanął przy blacie o który oparł się biodrem i przytomniejącym spojrzeniem otaksował najbliższe otoczenie. Jego wzrok gwałtownie zatrzymał się na lśniącej czystością patelni, a stała ona na jednym z palników kuchenki.

- Thor… postanowił skorzystać z waszego podarunku – wyjaśnił Banner, dostrzegając spojrzenie Starka. Następnie sam je skierował na obiekt, a na jego twarzy wymalowało się zmartwienie. – Wybrał się z Jane na zakupy, a my postanowiliśmy mieć oko na sytuację, więc pilnujemy kuch... O, o wilku mowa – dodał na sam koniec, tuż po tym, jak gdzieś za plecami Tony'ego rozległ się odgłos kroków.

-…Tym sposobem Baron Horvin zdecydował się nieść pomoc wszystkim zagrożonym chochlikom z Vanheimu! – zakończył triumfalnie Odinson, który idąc u boku doktor Foster dzierżył w ramionach dwie pękate torby z zakupami.

- Pouczająca historia – skomentowała Jane z odrobinę skołowanym uśmiechem.

Thor spochmurniał i upuścił papierowe torby na blat obok Tony'ego, który zmierzył pakunki podejrzliwym spojrzeniem. Po chwili odsunął się od nich i podstawił pod ekspres kubek.

- Niezupełnie… Niespełna dekadę później został pożarty przez te nieokrzesane kreatury.

- To straszne!

- Powiada się, że był niespełna rozumu – przytaknął smutno Gromowładny, wykładając zakupy. – Dzień dobry, Tony Starku – dodał nagle rozpromienionym głosem, zwracając wzrok na miliardera, który akurat upijał łyk ciemnej jak smoła kawy.

- Słuchajcie – odezwał się Tony oddalając się na bezpieczną odległość od kuchennego aneksu. – Nie chce wyjść na niegościnnego, ale trochę długo już tu siedzicie – podkreślił, a jego słowa wywołały jedynie zdezorientowany wyraz na twarzy Odinsona. Stark widząc to machnął ręką i rzucając jakieś niedbałe „a zresztą" zaczął się oddalać ze swoją kawą do pokoju Lokiego. Po nocnym seansie nie zamierzał odpuścić Laufeysonowi kontynuacji w oglądaniu filmów i nie zamierzał z nią zwlekać aż do nocy, kiedy to As wychyli się ze swojej ponurej nory.

Zapukał dwa razy i nie czekając na odzew po drugiej stronie drzwi nacisnął klamkę wchodząc do środka.

- He…j – zaciął się i z wyrazem zaskoczenia wypisanym na twarzy przystanął. Loki leżał na boku najwyraźniej pogrążony w śnie o czym poświadczała niezmącona żadnym złośliwym grymasem, odprężona twarz Asa. Nie byłoby to takie dziwne, gdyby nie głębokie przeświadczenie Tony'ego o tym, że ktoś równie czujny na pewno wybudziłby się na sam dźwięk stukania do drzwi - o całej reszcie wygenerowanego podczas wchodzeniu do pomieszczenia hałasu nie wspominając.

Może Loki po prostu ma cholernie twardy sen – pomyślał, wspominając sytuacje, w której wykorzystał stan uśpienia czarownika na rzecz niewinnego dowcipu.

Upił drobny łyk kawy, odstawił ostrożnie kubek na pobliski mebel, a następnie zbliżył się do łóżka zatrzymując się nad Lokim. Tony postanowił przetestować na Asie stary jak świat żart z kluczykami od czołgu; wyciągnął dłoń w kierunku jego ramienia, a gdy już chciał nim potrząsnąć wszystko wokół zawirowało przed jego oczami jak na karuzeli – tuż po tym Stark uzmysłowił sobie, że leży na brzuchu z wykręconą do tyłu ręką. Powalony i przygwożdżony ciężarem Laufeysona do materaca potrzebował chwili na złapanie oddechu i opanowanie szoku, a gdy ów moment nastał, wyszarpał swoją obolałą rękę.

- Chyba mi coś złamałeś – poskarżył się.

Loki jak na kogoś kto jeszcze przed momentem trwał pogrążony w mocnym śnie wyglądał zaskakująco przytomnie, gdy podnosił się na nogi. Obrzucił Tony'ego ponurym spojrzeniem.

- Wątpię – uznał, po czym dodał wyniosłym tonem: - Trzeba było się do mnie nie zakradać, gdy spałem.

- A ja nie – upierał się Stark. Usiadł masujac nadgarstek, który niedawno padł ofiarą żelaznego uścisku i silnego szarpnięcia pod wszelkimi możliwymi kątami. – Nie zakradałem się, chciałem cię tylko obudzić. Wcześniej pukałem ale najwyraźniej nie słyszałeś. W każdym razie, następnym razem przyjdę z wiadrem wody i załatwię to na dystans – skwitował z grobową powagą.

- Do rzeczy, Stark. W przyszłości, gdy nie usłyszysz odpowiedzi, po prostu tutaj nie wchodź.

- Już przechodzę do meritum – zapowiedział Tony ignorując jego ostatnie słowa. Wstał z materaca i podszedł do szafki, na której postawił kubek z kawą – Pomyślałem, że skoro dzisiaj i tak wszyscy mamy wolne to moglibyśmy…

- Sir – odezwał się JARVIS wpadając swojemu stwórcy w słowo. – Pojawiło się alarmowe wezwanie dla członków drużyny. SHIELD przed momentem zlokalizowało świeżo otwarty portal w Central Parku. Nicolas Fury życzy sobie na miejscu wszystkich Avengersów. Jak najszybciej.

Tony raptownie zapomniał co chciał powiedzieć, skupiając się wyłącznie na komunikacie A.I. – Powiadom resztę i przygotuj zbroję – zarządził, ruszając do wyjścia z pokoju.

- Stark. – Słysząc głos Lokiego zatrzymał się i obrzucił Asa roztargnionym spojrzeniem. Powietrze dookoła Laufeysona zamieniło się zielenią, a po chwili zwykłe, czarne ubrania, które miał na sobie zastąpiła zielono-złota zbroja i skórzane spodnie. – Zabierzcie mnie ze sobą. Przydam się – podkreślił, a Tony przez chwile się wahał. W końcu jednak kiwnął głową i szybkim krokiem wyszedł z pomieszczenia.

Xxx

Kilka minut później w głównym holu nadal panowało ogólne zamieszanie stanowiące kwintesencje dezorganizacji w wykonaniu Avengersów.

Loki stał z boku i z pobłażliwym uśmiechem oglądał spektakl serwowany mu przez superherosów.

- Upadłeś na głowę, Stark? Wiesz co Fury o tym sądzi, on tu zostaje – zaprotestował Clint mierząc przez cały czas Laufeysona nieufnym wzrokiem.

- To wspaniały pomysł, Tony Starku! – wtrącił rozentuzjazmowany Thor, a Tony przybrał wszechwiedzącą minę „a-nie-mówiłem" i wskazał na Odinsona.

- Poprzednim razem mi pomógł.

- Fury… - zaczął ponownie Clint.

- Fury nie jest od wydawania mi poleceń – przerwał mu Tony i przeniósł spojrzenie na Rogersa. – Steve?

Kapitan ze skołowaną miną rozejrzał się po pozostałych.

- Zgadzam się ze Starkiem. Skoro koniec-końców będziemy z nim współpracować to jest dobry moment żeby przekonać się co z tego może wyjść.

- Skończyliście się już kłócić? – zapytała beznamiętnie Natasza, która jako jedyna od początku była gotowa do drogi. – Bruce, Steve, Clint. Idziemy – zarządziła zmierzając szybkim krokiem do windy, którą mieli całą czwórką wyjechać na dach budynku, gdzie czekał na nich samolot.

Tony pozostał już tylko z Thorem i Lokim, przy czym ten pierwszy wyglądał na podekscytowanego niczym dziecko dobierające się do stosu prezentów pod choinką.

- Cieszę się, że idziesz wojować z nami, bracie. Niczym za dawnych czasów – odezwał się Odinson. Loki wywrócił oczami.

- Widzimy się na miejscu – skwitował oschle tuż przed tym zanim po prostu zniknął w kłębie zielonej materii.

- Ruszajmy – rzucił Tony po czym zatrzasnął maskę w hełmie, a przed jego twarzą rozjaśniał interfejs. – Natasza już startuje, nie pozwolimy chyba na to żeby byli na miejscu przed nami?