30 kwietnia, piątek

W trakcie trwania przerwy szkolnej, Aomine powiedział, że zabierze mnie i Ayano w góry. Wydało mi się to dość dziwne, że to akurat on zaprosił nas na wyjazd i początkowo nie byłam w stosunku do tego nastawiona pozytywnie. Nadal nie jestem pewna, czy warto zaufać zbereźnej naturze Aomine, jednak Ayano zapewniała mnie, że będzie on grzeczny.

Zszarzałe niebo sugeruje, że niedługo zacznie się ściemniać, a my nadal męczymy się z rozpaleniem ogniska.

— Jak do cholery mam tym wzniecić ogień? — Aomine wyraża swoją dezaprobatę, jednocześnie zirytowany faktem, że do dyspozycji nie użyczono nam zapałek. — To tylko kawałek metalu i kamień.

— Krzemień — poprawiam go.

— Daiki, może ja spróbuję?

— To męska robota, więc nie brudź sobie swoich małych łapek.

— Słucham? Nie bądź uparty — Ayano wyrywa mu z rąk krzesiwo i krzemień, po czym kilkoma potarciami rozpala ognisko. Aomine obserwuje mieniące się czerwienią światło, po czym, mrucząc coś pod nosem, siada na ławce obok ogniska, albo jak kto woli – na pniu drzewa. Jego męska duma została pogrążona przez harcerskie umiejętności Ayano.

/

— No i co Daiki, nie można było tak od razu? — z politowaniem spoglądam na mojego przyjaciela, po czym siadam koło niego. Szperam w mojej torbie podróżnej i wyjmuję duże opakowanie pianek.

— No to co, pieczemy? — pytam, ale nawet nie jestem w stanie ich otworzyć, ponieważ Daiki wyrywa mi je z ręki i ucieka. Zaczynam go gonić i zanim się obejrzałam, stoimy już za granicami ośrodka wypoczynkowego.

— Ayano... no co jest, nie chcesz ich?

— Głupek! Wracajmy, bo Asami będzie zła — mówię, lekko tupiąc nogą.

— Wow, ale zajefajne miejsce! — krzyczy jakiś wysoki chłopak. Nagle za nim wychodzi jeszcze kilku takich i ku mojemu zdziwieniu, na końcu pojawia się znajoma ruda czupryna.

— Witajcie, Aomine, Ayano — podchodzi do nas.

— Hej Akashi — odpowiadam.

— Co tu robisz? — pyta Daiki, oddając mi torebkę pianek.

— Przez cały Złoty Tydzień Rakuzan będzie tu trenował. Podczas podróży były lekkie komplikacje i trochę się spóźniliśmy. A wy co tu robicie?

— Daiki zaprosił tu mnie i Asami, byśmy wypoczęły po tych wszystkich testach. Miło z jego strony prawda? — uśmiechając się, patrzę na rumieniącą się twarz przyjaciela.

— Asami... gdzie ona teraz jest? — pyta rudowłosy. Ze zdziwieniem patrzę na niego. Przecież ta dwójka cały czas się kłóci. Po co o nią pyta?

— Ona? Została przy ognisku — Daiki drapie się po głowie. — Wracajmy do niej, Ayano.

— Przecież już ci mówiłam, żebyśmy wrócili! — krzyczę do oddalającego się Aomine. — Eh, no głupek... nieważne, do zobaczenia Akashi. Jeśli byście chcieli, możecie do nas wpaść na ognisko.

/

— Następnym razem uprzedźcie mnie, jeżeli zechcecie gdzieś wybiegać — mówię z wyrzutem, spoglądając na przyjaciół.

— Przepraszamy, Asami-chan.

— Co wam tak długo zajęło?

— Spotkaliśmy Rakuzan — kontynuuje Ayano. — Zaprosiłam ich do nas na ognisko, hehe...

Osoba, której nie trawię ma przebywać w tym samym ośrodku wypoczynkowym, co ja. Świetnie...

Po kilkunastu minutach jedzenia smażonych pianek, pojawia się wspomniana drużyna. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się tego, że przyjdą. Jednak, poza Akashim, wydają się być sympatyczni. Przedstawili nam się, a my poczęstowaliśmy ich piankami.

— Mam pomysł! Zróbmy test odwagi.

Wszyscy spoglądają na pełnego entuzjazmu, Hayamę-san.

— To się nikomu nie opłaci.

— Możemy podzielić się na dwuosobowe zespoły, a przegrani będą odpowiedzialni za prace domowe — wtrącam. — Wtedy, będzie to opłacalne. Prawda Mibuchi-san?

Chłopak przytakuje, ale reszta nie jest specjalnie przekonana do tego pomysłu.

— Wchodzę w to. Pod warunkiem, że Ayano idzie ze mną — postanawia Aomine.

— Myślę, że Sei-chan powinien pójść z Makoto — zaczął Mibuchi. — W końcu dobrze się znacie, prawda?

— Asami, nie będzie miała nic przeciwko temu — mówi słodkim głosikiem Ayano, zanim jeszcze zdążyłam zaprotestować.

— Okej! Skoro wszystko ustalone, idziemy do lasu!

— Zaczekaj, Hayama-san. Musimy wziąć latarki — zatrzymuję go.

— O, racja. To ja je przyniosę.

/

Po chwili każda z par miała już jedną latarkę.

— Każda para idzie w inną stronę! — krzyczy Hayama i razem z Mibuchim znikają za drzewami.

— Ayano, powodzenia! Mam nadzieję, że sobie poradzisz — Asami macha do mnie. Małpa, wiedziała, że nie lubię takich rzeczy. Daiki włącza latarkę i wchodzimy w głąb lasu.

— Wszystko dobrze Ayano? — wzdrygam się, kiedy słyszę pytanie przyjaciela.

— Hehe... chyba tak — odpowiadam drżącym głosem.

Szliśmy tak, coraz bardziej zagłębiając się w las. Nagle z latarki wydobył się nieciekawy dźwięk, kilka razy zamigotała, aż zgasła. Poczułam jak oblewa mnie zimny pot. Zaczęło mi się kręcić w głowie i nogi miałam jak z waty.

— Daiki... — szepczę kucając.

— Ayano, spokojnie jestem przed tobą — łapie mnie za nadgarstek. — Możesz wstać?

Nie mogłam się nawet ruszyć.

— Poczekaj chwilkę... za moment mi przejdzie.

Po chwili poczułam, jak mnie przytula.

— No już. Spokojnie — lekko poklepuje mnie po plecach. Zaczynam się powoli uspokajać i odzyskiwać czucie w nogach. Opieram się o jego ramię, robiąc jeszcze kilka głębokich wdechów.

— Już wszystko dobrze, dziękuję.

— Jesteś pewna? — pyta zaniepokojony.

— Tak, tylko pomóż mi wstać.

Lekko ujmuje mnie za dłoń i ciągnie w górę. Nagle łapie mnie w pasie i znajduję się już na jego barkach.

— Tak na wszelki wypadek — mówi.

Aomine dreptał ze mną na barkach jeszcze spory kawałek.

— Reo-nee, szybciej, tędy!

— Cicho bądź debilu i nie biegnij tak...

Zza krzaków wyłaniają się Hayama z Mibuchim, przy okazji świecąc nam po oczach latarką.

— Toż to Aomine i... Ayano?! Wszystko w porządku? — pyta chłopak.

— Tak, teraz tak — odpowiadam, spoglądając na Daikiego.

— Niech zgadnę, zgubiliście się? — zwraca się do nas drugi z chłopców.

— No... tak trochę. Do tego nasza latarka się zepsuła — Aomine pokazuje przedmiot.

— W takim razie chodźmy razem. Wystarczy, że pójdziemy tą ścieżką prosto i powinniśmy znaleźć się na miejscu spotkania — Mibuchi wyciąga rękę i wskazuje na drogę.

Po chwili wyszliśmy już z lasu.

/

"W międzyczasie"

Idę szybkim krokiem, utrzymując kilkumetrowy odstęp od partnera. Nie widzi mi się współpraca z nim.

— Asami, zwolnij trochę.

— Chcę jak najszybciej stąd wyjść — odwracam się, a następnie, przez swoją nieuwagę, wpadam w dość dużą pajęczynę. — Gyaah! — upadam na ziemię, próbując zdjąć z twarzy ohydny wytwór pająka. Zdezorientowany Akashi, podchodzi do mnie, pytając czy nic mi nie jest.

— Tfu! Nie, nic się nie stało.

— Powinnaś być rozważniejsza — pomaga mi wstać. — Gdzie latarka?

— Um, chyba tutaj — podnoszę roztrzaskany przedmiot.

— Nie jest na tyle ciemno byśmy sobie nie poradzili.

— Tak, masz rację — wywracam oczami. — Chodźmy już, bo przegramy.

Po kilku minutach włóczenia się, znajdujemy się już na miejscu. Nikogo prócz nas, jeszcze nie ma.

— Wygląda na to, że wygraliśmy — stwierdza Akashi.

— Yhym... — siadam na pieńku, zdejmując resztki pajęczyny z włosów. Chłopak siada obok mnie, kładąc dłoń na mojej głowie. — Akashi, co ty robisz?

— Pomagam ci zdjąć to świństwo.

— Nie musisz mi pomagać — strącam jego rękę. — Spójrz, ktoś idzie.

— Nebuya-san, to wy.

— Yo, Akashi. Reszty jeszcze nie ma?

— Niestety, jeszcze tu nie dotarli.

Przez dłuższą chwilę, zajadaliśmy się resztą pianek, czekając na pozostałych. Mówiąc "zajadaliśmy się", mam na myśli tylko Nebuyę-san, który i tak zjadł ich najwięcej z nas wszystkich. Ten chłopak, ma większy apetyt niż Kagami. A skoro, już o nim mowa. Mam nadzieję, że nie będzie zły na Ayano, że pojechała z Aomine na wycieczkę. W końcu gdyby mógł, prawdopodobnie też zostałby zaproszony. Niestety, tak jak Rakuzan, Seirin jest teraz na obozie treningowym. Jak zresztą Kaijou, Shuutoku i Yosen. Dziwi mnie dlaczego szkoła Aomine nie ma teraz obozu. Chyba, że znowu zaczął opuszczać treningi. Jeżeli moja teza jest prawidłowa, dostanie mu się od Ayano i Momoi.

Moje rozmyślania przerywa głośny okrzyk szczęścia Hayamy-san.

— Yuupi, wygra... Albo nie — posmutniał. — Spójrzcie, wyprzedzili nas.

— Długo już tu czekacie, Sei-chan? — pyta Mibuchi-san.

— Niezbyt.

— Nie zgadzam się na zbieranie po was brudów — burzy się Aomine.

— To niesprawiedliwe, nasza latarka się popsuła.

— Ayano?! Co ci się stało? Skręciłaś kostkę? — wypytuję przyjaciółkę.

— Nic mi nie jest.

— Przepraszam, nie powinnam była zgadzać się na ten test.

— To nie twoja wina, Asami-chan.

Wszyscy weszli do środka budynku. Ayano, wraz z resztą przegranych zajęła się pracami domowymi, tak jak to było ustalone, ja zaś poszłam się zdrzemnąć.