Przepraszam za wszelkie opóźnienia i długość tego rozdziału. Muszę przyznać, że początkowo miałyśmy zamiar dodać 2 rozdziały jednocześnie, ale przez mały odzew Hikoyo pt. "Nie chce mi się" (.-.) nasz plan nie wypalił. Swoją drogą, ja ostatnio też miałam mały zastój twórczy... Przepraszamy.
2 maja, niedziela
Mam złe przeczucia. Może nie wierzę w horoskopy, tak jak Midorima, ale zdecydowanie ufam mojej intuicji. Zdecydowanie coś jest nie tak i to coś nadejdzie niebawem.
Rozmyślania przerywa mi Ayano, oświadczając, że pójdzie odebrać nasze zwierzaki od sąsiadki. To bardzo miła starsza pani. Zgodziła się na sprawowanie opieki nad Usami i Ichirou. Przecież, nie mogłyśmy zostawić ich samych na prawie tydzień, bo Aomine urwał się jak z choinki z tym wyjazdem.
Och, ten wyjazd... Tym razem nie będę narzekać, na niepotrzebne konfrontacje z Akashim, gdyż praktycznie po pierwszym dniu, już nie widzieliśmy się z jego drużyną. Czasami tylko Mibuchi-san i Hayama-san, powiedzieli mi "Dzień dobry", to wszystko. Później, wyjechaliśmy bez pożegnania, ponieważ nie mieliśmy do tego okazji. Rakuzan, naprawdę ma ściśle ułożony trening. Tak w ogóle, jestem pewna, że Aida-san również nie próżnowała i całe Seirin musi być wykończone.
Swoją drogą, nie powinni trenować cały tydzień, prawda? Ciekawe kiedy wrócą.
Nagle słyszę pukanie do drzwi. To dziwne, nie pamiętam byśmy miały mieć gości.
/
— Zwierzątka były naprawdę grzeczne! Odwiedź mnie jeszcze malutki... — staruszka nachyla się i gładzi kotka.
— Dziękuję bardzo za pomoc. Cieszę się, że nie sprawiły pani kłopotów. Do widzenia!
Hehe, Usami jak zwykle pełna energii. Może dam jej jakąś wielką marchewkę w nagrodę. Myślę, że Asami też powinna wynagrodzić jakoś swojego zwierzaka.
— I pozwoliłaś jej to zrobić?! — słyszę znajomy głos, kiedy wchodzę z klatkami do mieszkania.
— Po pierwsze to była tylko zabawa... Po drugie fakt, że jesteś zazdrosny to nie powód, by wyładowywać się na mnie.
— Asami... Jestem w domu — mówię, a spojrzenia mojego chłopaka i przyjaciółki od razu lądują na mnie.
— Ayano, weź z nim porozmawiaj, bo inaczej zaraz szlag mnie trafi. Wychodzę.
— Poczekaj... chwilę... — ignorując mnie, trzaska drzwiami. Chyba mocno się wkurzyła. Przez Kagamiego?
— Zgłupiałeś?! Co ty jej zrobiłeś?
— Ja zgłupiałem? To ty pojechałaś gdzieś z Aomine — nagle zaczyna temat.
— Zaraz, o co ci chodzi? Napisałam ci przecież, że zaprosił mnie i Asami, prawda? Seirin miał trening, więc ciebie nie było... Myślałeś, że chciałabym cały wolny czas spędzić w domu i nic nie robić?
— Ale... — nagle odwraca wzrok, jakby się speszył. — To nie zmienia faktu, że musiałaś akurat z tym debilem jechać. Nie mogłabyś jechać z Asami i innymi koleżankami?
— Coś ci nie pasuje? Jest moim przyjacielem i jak już mówiłam nas zaprosił, to niegrzeczne tak odmówić. Jesteś okropny! Przychodzisz tak sobie, obrażasz mojego przyjaciela i do tego krzyczysz na Asami-chan... Wiesz co, wyjdź stąd! Nie mam już siły na tę beznadziejną dyskusję!
— No i jeszcze go bronisz?! Fajnie, to może on też lepiej sprawi się w roli twojego chłopaka, co? Nara!
Osłupiałam. Co on właśnie powiedział? Nogi zaczęły mi drżeć i powoli osuwałam się na dół, a oczy po chwili wypełnione były już łzami.
— Kretyn...
/
Nie powinnam była zgadzać się na ten test, zwłaszcza jeżeli chodzi o Ahomine. Jednak to nie zmienia faktu, że Kagami nie powinien być o to zazdrosny.
Może nie powinnam tak wybiegać...
— Asami? — słyszę głos za sobą, a odwracając się napotykam na zdziwiony wzrok Midorimy. — Co ty tutaj robisz?
— Hm? Co masz na myśli mówiąc "tutaj"? — patrzę zdezorientowana na chłopaka. Emocje opadły, na szczęście jestem już w stanie normalnie rozmawiać.
— Cóż, wasz dom znajduje się dość daleko stąd, dlatego to dziwnie, że tu jesteś.
On ma rację, przeszłam spory kawałek drogi od domu. Ile czasu zajęło mi to błądzenie?
— Wyglądasz na zmartwioną. Czy coś się stało?
— Ja... myślę, że się zgubiłam — śmieję się, ukrywając zawstydzenie.
— Czy to oznacza, że spadł na mnie obowiązek odprowadzenia cię z powrotem?
Dlaczego jego głos brzmi tak... ponuro?
— Jeżeli to dla ciebie problem, poradzę sobie. W końcu mogę zadzwo... — och, czyżbym pod wpływem emocji zapomniała telefonu?
— Chodźmy — wzdycha chłopak, kierując się naprzód. — Robię to z konieczności. Nie wyobrażaj sobie niczego!
Nigdy go nie zrozumiem. Jest dziwny i nie przepada za mną, przynajmniej takie mam wrażenie. Ale w tej chwili jego pomoc i w ogóle obecność drugiej osoby jest mi bardzo potrzebna.
To zawstydzające i może nie za bardzo to mnie widać, ale jestem dość emocjonalną osobą.
Po pewnym czasie, byłam już w znajomej mi dzielnicy. Podziękowałam chłopakowi za pomoc, po czym ruszyłam w stronę domu. On nie jest zbyt rozmowną osobą, to trzeba przyznać.
— Asami-chan, chcesz trochę? — pyta mnie przyjaciółka, pokazując mi pudełko lodów, gdy tylko weszłam do mieszkania.
Czuję, że coś jest nie tak.
— Ayano, czy wszystko z tobą w porządku? — pytam zaniepokojona.
— W jak najlepszym!
— Płakałaś, prawda?
— Wcale nie! — wypiera się.
Ta rozmowa będzie cięższa niż można by przypuszczać.
