3 maja, poniedziałek
Dalsza część naszej wczorajszej rozmowy, przebiegła tak jak jej początek. Nic dodać, nic ująć.
Dziś zaś muszę jakoś oderwać Ayano od tych złych myśli. Nie mogę na nią patrzeć, kiedy jest w takim stanie. Naprawdę jestem beznadziejna jeżeli chodzi o sprawy sercowe, ale chyba znam kogoś kto ma o tym pojęcie i będzie w stanie zachować się w miarę poważnie.
Wybieram numer osoby w której, mam nadzieję, znajdę pomoc.
— Asamicchi? Witaj, co u ciebie? — słyszę przyjazny głos chłopaka.
— Ryouta, witaj. Czy jesteś zajęty?
— Nie, nasz obóz już się skończył, więc jestem wolny — przerywa na chwilę. — Mogę cię odwiedzić, Asamicchi? Dawno nigdzie nie wychodziliśmy, tak we dwoje.
— Myślę, że to nie jest odpowiedni czas na to, ale będę wdzięczna za twój przyjazd do Tokyo.
— Jasne, już się zbieram — cieszy się. — Tylko... czy coś się stało?
— Opowiem ci o wszystkim kiedy przyjedziesz.
— Jasne, ale pamiętaj, cokolwiek by to nie było, pomogę ci, Asamicchi — rozłącza się. Może, on będzie w stanie coś zdziałać...
/
— Ayanocchi, Asamicchi! Chodźmy się zabawić! — krzyczy nasz blond włosy przyjaciel i dziesięć minut później w trójkę weszliśmy do centrum handlowego. Szczerze to, bardzo lubię chodzić na zakupy a szczególnie w gronie znajomych.
— Powiedz Ayanocchi, co byś chciała kupić? — pyta Kise, rozglądając się wokół.
— Hmm... Jeszcze się zastanowię. Asami-chan, a ty byś coś chciała?
— Myślę, że iść spać — ziewnęła, zakrywając twarz ręką. Jednak nie znosi takich miejsc. W głębi modlę się, aby nie zasnęła na jakieś pobliskiej ławce.
— Podobno otworzono tu kilka nowych sklepów oraz kawiarnię. Może warto tam wpaść? — pyta blondyn. Kiwamy głowami na znak,
że się zgadzamy.
— Całkiem drogo i zero klimatu — stwierdzam po posiłku. — Nie jest źle, lecz nie dorasta Kyandi nawet do pięt!
Mówiąc to spoglądam na moją przyjaciółkę uśmiechniętą od ucha do ucha. Widocznie cukier postawił ją wreszcie na nogi.
— To przecież oczywiste. W Kyandi nigdy nie sprzedałabym takiego ohydnego cappuccino. Ale to ciasto... — Asami powoli oblizuje wargi. Na wystawie w sklepie przed nami zauważam bardzo ładną, białą sukienkę.
— Chciałabym ją przymierzyć — pokazuję przyjaciołom ubranie.
Koronki świetnie łączyły się z jej zwiewnym fasonem. Być może powinna być trochę dłuższa, ponieważ ta odkrywa moje zadrapane kolana. Odsłaniam zasłonę w przebieralni i pokazuję się Asami i Kise. Ci po krótkiej analizie, powoli klaskali w ręce. Odwracam się do lusterka, żeby jeszcze raz przemyśleć, czy aby na pewną chcę ją kupić. Ciekawe, czy spodobałaby się Taidze? Moment... O czym ja myślę? Przecież ostatnio się pokłóciliśmy...
— Do tej sukienki pasuje jeszcze twój uśmiech, Ayanocchi — mówi blondyn, łapiąc mnie za policzki.
— Tak, masz rację. Idę zapłacić za sukienkę — biorę moją torbę i powoli wyjmuję portfel. Na szczęście udało mi się powstrzymać łzy. Pewnie niepotrzebnie zmartwiłabym ich, gdybym nagle wybuchła płaczem. Na razie nie będę się tym przejmować. Szybko płacę kasjerce i wracam do przyjaciół.
— Witaj Ayano-san — zza pleców słyszę głos Kuroko.
— Cześć Tetsu, co tutaj robisz?
— Miałem zamiar iść do zoologicznego kupić dla Nigou przekąski. Chcielibyście może iść tam ze mną?
— Jak ten czas leci. Kurokocchi, niestety muszę już iść — oznajmia Kise, spoglądając na zegarek.
— Ryouta, pójdę razem z tobą. Jestem już zmęczona — moja przyjaciółka podnosi wysoko ręce i się rozciąga, otwierając przy tym szeroko buzię.
— No masz... Dobrze, w takim razie tylko ja z tobą pójdę — na pożegnanie macham do oddalających się towarzyszy. Wchodząc do sklepu, od razu Cień znika wśród półek, więc ja ruszam w kierunku klatek z gryzoniami. Widzę, jak króliczki skaczą sobie po swoich małych główkach. Są takie słodkie. Pamiętam, kiedy Usami była nie wiele większa od tych tutaj. Miała wtedy chorą łapę i żaden weterynarz nie dawał jej szansy na przeżycie. Jakimś cudem udało jej się. Kosztowało mnie to dużo trudu i nerwów. No cóż, pozostawmy przeszłość przeszłości. Niebieskowłosy skończył już zakupy i idzie teraz w moim kierunku.
— Są bardzo ładne — mówi kucając przy mnie. — Ayano-san w związku z Kagamim...
— Możemy porozmawiać o tym gdzie indziej? — przerywam, spoglądając proszącym wzrokiem.
— Zgoda — orzeka. Wychodzimy z galerii i idziemy w kierunku pobliskiego parku.
— Kagami-kun opowiedział mi o waszej sprzeczce. Chciałbym abyś nie przejmowała się tym. On tak naprawdę nie chciał tego powiedzieć.
— Zdaję sobie z tego sprawę, lecz jest to bardzo bolesne, kiedy coś takiego mówi osoba, którą kochasz — opuszczam wzrok.
— Rozumiem cię, ale nadal jestem zdania, że ta kłótnia nie ma sensu i powinniście jak najszybciej się pogodzić.
— Jeszcze raz i na spokojnie wszystko sobie przemyślę — nieśmiało uśmiecham się do Tetsu.
/
Ryouta jeszcze przez dłuższy czas nie chciał zgodzić się na to, bym tylko odprowadziła go na stację, więc przed tym poszliśmy razem na karaoke. A jeszcze niedawno bardzo mu się śpieszyło.
Nie potrafię mu odmówić, kiedy domaga się czegoś, prosząc jak piesek. Swoją drogą, gdybym nazwała go tak w jego obecności zapewne by się obraził i kazał się przepraszać, przez co długo nie mogłabym dojść z nim do ładu. Kiedy Ryouta jest zły, zachowuje się jak małe dziecko. Coś na zasadzie "nie gniewam się, ale będę udawać obrażonego, bo lubię się z tobą drażnić". Zresztą on sam kiedyś wypowiedział to zdanie...
Przekraczając próg mieszkania zauważam Ichirou, który już od progu próbuje zwrócić na siebie moją uwagę, plącząc się mi między nogami.
— Co koteczku, mamy takie urwanie głowy z tymi ich rozterkami miłosnymi, a przecież ty też potrzebujesz uwagi.
Bawię się z kotem, gdy nagle słyszę rytmiczną muzyczkę dochodzącą z mojego telefonu. To wiadomość. Co dziwniejsze, od Akashiego.
"Witaj,
doszły mnie słuchy, że związek Ayano i Kagamiego przechodzi mały kryzys.
Cóż, postanowiłem skorzystać z okazji i zaprosić was na przyjęcie. Być może, zdoła to odciągnąć Ayano od złych myśli.
Mam nadzieję, że nie macie jeszcze żadnych planów na sobotę.
Przyjęcie, rozpocznie się o godzinie 19.30.
Chyba nie muszę przypominać ci o stosownym stroju, nieprawdaż?"
Naprawdę mógł sobie darować tę końcówkę, ale mimo to, to bardzo miłe z jego strony. Ayano przyda się odrobina rozrywki, jeżeli można tak nazwać przyjęcie w rodzinnym domu Akashiego. Jestem tylko ciekawa skąd wiedział o tej kłótni...
Cóż, to w tej chwili nieistotne. Myślę, że priorytetem jest teraz znalezienie czegoś "stosownego" w szafie.
