8 maja, sobota
— Ayano, możemy już wyjść?
— Jeszcze tylko chwilkę — odpowiada, poprawiając po raz setny fryzurę.
Ona chyba bardzo przejmuje się tym przyjęciem. W dodatku, ten kok rozlatujący się z każdym szybszym ruchem...
— Asami-chan jak myślisz, ostry czy delikatny?
— Delikatny — odpowiadam bez namysłu. — O co właściwie chodzi?
— Pomadka, nie potrafię zdecydować, który kolor jest ładniejszy. Ta ostrzejsza czerwień czy ta bardziej naturalna — wymachuje mi produktami przed twarzą.
Tego już za wiele. Chwyciłam ją za rękę i wyciągnęłam za drzwi, jeszcze zanim zdążyła pomyśleć o cieniu do powiek i zalotce.
/
W wielkiej limuzynie, należącej do rodziny Akashiego było chyba wszystko. Minibarek, gdzie był też barman, chyba 70-calowy plazmowy telewizor, a nawet przegroda na konsolę do grania. Siedziałyśmy na ogromnej i bardzo wygodnej kanapie. Nie wiem czemu robią takie limuzyny, ale jak Boga kocham, mogłabym w takiej zamieszkać. Asami jednak jest to obojętne gdzie śpi i chrapie sobie szczęśliwie obok mnie.
Jak się spodziewałam, jego dom jest ogromny. Dla porównania, wielkość naszego domu razy tysiąc lub więcej. Przed bramą witają nas służące, a następnie wskazują nam kierunek gdzie mamy iść. Główny dom znajduje się na końcu bardzo klimatycznego i oryginalnego ogrodu. Gdzieniegdzie wychylają się dachy domów, w których zgaduję, że mieszkają służący. No dobra, nawet ich domy są większe od naszego. Asami chyba nie ekscytuje się tym tak samo, jak ja. Rozglądam się, uśmiecham jak głupia, kiedy to ona idzie, patrząc w tylko jeden punkt, bezdennym wzrokiem.
— Dobry wieczór.
— Dobry wieczór... — uśmiecham się. — Pan jest...?
— Mich Aramoto — chwyta moją dłoń, delikatnie muska ją ustami, a ja próbuję nie pokazać swojego zakłopotania. Podchodzi do mojej przyjaciółki i próbuje zrobić to samo, ale ona zakrywa ich ręce drugą i dość mocno potrząsa pokazując krzywy uśmieszek.
— Wasza godność? — pyta.
— Jestem Ayano Bright, a to jest Asami Makoto.
— Miło mi was poznać, młode damy. Muszę przyznać, macie bardzo ładne suknie. Mogę dać sobie rękę uciąć, iż kosztowały fortunę — podnosi wysoko brwi, pokazując jeszcze więcej zmarszczek. Jest on niewysokim mężczyzną, który nie wyglądał ani na młodego, ani na starego. Fryzurę ma zaczesaną do tyłu, jakby próbował zakryć swoje siwiejące już włosy.
— Naprawdę nie były takie drogie, proszę pana. Bardzo przepraszam, śpieszy nam się — mówię, a następnie łapię Asami pod ramię. Wolę, aby nie całował nas już w ręce. Wita nas jeszcze kilka służących, inne zaczynają już otwierać drzwi. Przez chwilę poczułam, jakbym wchodziła do zupełnie innego świata.
/
Eh... Jedyną rzeczą jakiej pragnę to znaleźć jakieś wygodne miejsce do spania, ale ten dom jest jak istny labirynt.
— Panienka chyba dziś niezbyt rozmowna — stwierdza dość szorstko mężczyzna, wpatrując się we mnie oczami koloru jasnego błękitu. Podszedł do nas jakiś czas temu i tak jak ten poprzedni pytał o wartość naszych sukni. Naprawdę, jak Boga kocham, ci ludzie są nienormalni. Tylko "kasa, kasa, kasa, kasa", jakby tylko to w życiu było ważne.
Swoją drogą, nasze suknie może i wyglądają na drogie, ale wcale takie nie są. Suknia Ayano jest bladoróżowa, plisowana u dołu i sięga gdzieś na wysokość kolan. Moja zaś jest długa do ziemi, czarna z koronkowymi ramionami. Nie za bardzo lubię odkrywać swoje nogi. Same noszenie spódniczki do szkoły, która niejednokrotnie może być tak krótka, że odkrywać będzie nie tylko nogi, ale i pół tyłka, jest katorgą.
— Czy mógłbym państwu przeszkodzić? — nagle pojawia się Akashi, opierając się o ścianę obok nas. Nigdy nie sądziłam, że ucieszę się na jego widok, ale uratował mnie przed rozmową z tym mężczyzną. Jak on miał na imię? Nobuyuki Jirou? Jakoś tak.
— Przecież to panicz Akashi. Gdybym wiedział, że...
Blah. Blah. Blah. Typowe rozmowy biznesmanów z "paniczami". Ehh, co za nuda. Oszczędzę sobie tego i pomyślę o miejscu, w którym można spokojnie zasnąć. Jeżeli nic nie znajdę, zasnę stojąc.
— Asami-chan, jesteś dziś bardzo oderwana od rzeczywistości — szepcze Ayano.
— Co masz na myśli? Po prostu nie przepadam za takimi przyjęciami i chce mi się spać — odpowiadam. Czy ona czyta mi w myślach?
— Zawsze chce ci się spać, Asami...
Nagle do naszych uszu zaczęła napływać muzyka. Do kompletnego jazgotu brakuje tu tylko śpiewaczki operowej. Nigdy nie przepadałam za muzyką klasyczną i temu podobnym. Może mam popsuty gust, ale właściwie, ten fortepian jest niczego sobie.
Chyba wiem co miała na myśli Ayano mówiąc, że jestem "oderwana od rzeczywistości". Nie zauważyłam nawet kiedy tamten mężczyzna zostawił nas samych.
— Asami, proszę nie rób takiej miny, jakbyś właśnie miała zwrócić obiad.
— Mhmm... — mruknęłam, ku zdziwieniu chłopaka. Pewnie uważał, że się mu odgryzę. Niedoczekanie. Nie miałam ochoty się z nim sprzeczać. Przynajmniej nie teraz. Jestem zmęczona, śpiąca i... głodna. Chyba właśnie zaczęło burczeć mi w brzuchu. Dziękuję Akashi, że wspomniałeś o obiedzie.
— Asami-chan, może mogłabym przynieść ci coś do jedzenia z bufetu? — sugeruje przyjaciółka.
— To mają tu takie coś? — spytałam, przekręcając głowę w bok. — Sama mogę pójść — dodaję. Każda wymówka jest dobra, by oddalić się od "panicza".
— Z twoją orientacją w terenie, zgubiłabyś się na prostej drodze.
— Bardzo śmieszne, Akashi. Nie moja wina, że twój dom to labirynt.
Powiedzmy, że wczorajsza sytuacja nigdy nie miała miejsca... Czego Akashi nie wie, na mnie się nie wyprze. No i przecież każdemu może się zdarzyć zgubić we własnym mieście. Tokyo jest wielkie.
/
Na przyjęciu pojawiło się wiele sławnych szych. Wszędzie unoszą się zapachy drogich perfum damskich, jak i męskich, od tego przewraca mi się w głowie, ale da się przyzwyczaić. Przy bufecie znajduje się kilka osób, więc zgrabnie przez nich przechodzę. Szukam wzrokiem czegoś, co nie wygląda jak jakaś potrawa z bardzo drogich restauracji, która jest jedynie miniaturową wersją normalnego jedzenia z dużą ilością zielska, jako ozdoba. Nie mam pojęcia czy Asami zaspokoi tym głód, ale nie mam zamiaru chodzić kilka razy po jedzenie dla niej. Nagle słyszę oklaski i krótkie komentarze mężczyzn obok mnie. Patrzą, jak kucharz popisuje się swoimi umiejętnościami robiąc sałatkę. Gdy podchodzę bliżej, mężczyzna zza lady wydaje mi się coraz bardziej znajomy. Kładzie przed sobą skończone dzieło, czekając na zachwyt widowni, a po chwili patrzy prosto na mnie.
— Tata?
— Ayano-chan, córciu. Co tu robisz?! — krzyczy i pokazuje mi gestem, abym poszła za nim. Korytarz był dość długi. Doszliśmy do tylnych drzwi, które prowadziły na zewnątrz. Uderzyła mnie fala świeżego i wilgotnego powietrza.
— Ja wraz z Asami zostałyśmy zaproszone na to przyjęcie przez syna Pana Akashiego.
— Naprawdę? Ale zbieg okoliczności. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię widzę — łapie mnie swoimi szerokimi i silnymi ramionami, po czym delikatnie przytula. Poczułam lekki dreszcz i nagle łzy napłynęły mi do oczu. Mój ojciec również się rozpłakał. Po wyjeździe do Ameryki rozmawiałam z nim jedynie przez telefon i do tego nieczęsto. Bardzo mi go brakowało.
— Chciałbym zobaczyć też Asami. Gdzie teraz jest?
— Pewnie kłóci się z Akashim. Miałam jej przynieść coś do jedzenia. Przy okazji tato... czemu tutaj jesteś? Masz przerwę od restauracji?
— To nie tak... Ja... — zaczyna zakłopotany. — Zamknąłem restaurację. Nazbierało się trochę długów i nakazano mi ją zamknąć. Teraz pracuję, aby do końca je spłacić. Dostanę tu spore wynagrodzenie. Nie dość, że wszystko ureguluję, to być może starczy na otworzenie jakieś budki z jedzeniem.
— Naszą restaurację zamknięto? — pytam zszokowana. — Mam z nią wiele dobrych wspomnień. Czemu mi nie powiedziałeś?
— Na nowo układałaś sobie życie. Nie chciałem cię zmartwić. Ciebie, ani twojej matki — mówi, patrząc mi głęboko w oczy. — Tak bardzo ją przypominasz.
Widać, że tata kocha mamę. Nigdy nie powiedziano mi przyczyny ich rozwodu. Nie chcę pytać go w tym momencie. Wolałabym, aby oboje brali udział w tej rozmowie i dokładnie mi wszystko wytłumaczyli.
/
Spać...
— Naprawdę nie przepadasz za przyjęciami tego typu? — Akashi zdecydował się przerwać, trwającą już dłuższą chwilę, ciszę pomiędzy nami. Czyżby zauważył, że przysypiam?
— Um, ogólnie za przyjęciami, imprezami, bankietami, dyskotekami, balami... — wyliczałam po kolei wszystkie imprezo-podobne rzeczy. jakie wpadły mi do głowy.
— Myślałem, że jesteś bardziej towarzyska.
— Pozory mylą, prawda? — uśmiechnęłam się do niego. — Tak naprawdę, to lubię przyjęcia, ale tylko w gronie znajomych.
Wiadomość z ostatniej chwili! Z Akashim da się normalnie porozmawiać. To nowość.
— Może jesteś zbyt leniwa na poznawanie nowych ludzi i poszerzanie horyzontów? — znowu mi dokucza.
Cofam wszystko co przed chwilą powiedziałam. Żadna nowość.
— Nie bądź taki złośliwy — zmierzwiłam jego włosy.
— Wcale nie jestem złośliwy — odwdzięczył mi się tym samym, również się uśmiechając. Dobra, może i ma śliczny uśmiech, ale to Akashi. Nie daj się Asami. Nie daj się pokonać potędze uśmiechu panicza. Zignoruj go.
— Masz pojęcie jak długo układałam tę fryzurę? — żartuję. — Cała moja ciężka praca poszła na marne.
No i zostałam oficjalnie pokonana.
— Czyżby coś mnie ominęło? — pyta przyjaciółka, widząc mnie, śmiejącą się w głos w obecności panicza.
— Ayano! Spójrz na mnie. Jak ja się teraz pokażę ludziom? — dramatyzuję, chcąc rozbawić przyjaciółkę, która właśnie wróciła z dalekiej podróży po coś do jedzenia. Skoro już zaczęłam wygłupy, to dociągnę to do końca.
— No dobrze... więc Asami zwariowała. Akashi co z tobą?
— Wszystko w najlepszym porządku.
— Mógłbyś trochę bardziej wczuć się w tę scenę — wzdycham. — Kiepski z ciebie aktor.
— Za to ty radzisz sobie świetnie — znowu targa moje włosy. — Teraz możesz ubiegać się o rolę szaleńca. Jesteś na to idealnym materiałem.
Kompletnie zapomniałam o męczącym mnie głodzie. Jednak potrawa przyniesiona przez Ayano i tak znalazła swoje miejsce w moim brzuszku. Była smaczna, chociaż nie wiem co to było. I przyznaję, trochę mnie poniosło z tymi wygłupami. Jego uśmiech mnie pokonał. I co z tego... Chyba powoli przyzwyczajam się do docinków panicza.
