Zapomniałem jak to jest mieć kogoś. Kogoś, kto jest przy tobie mimo wszystko, przy kim możesz czuć się swobodnie, nie musisz się pilnować, masz szczęście bycia sobą. Czucia się potrzebnym i chronionym w każdej sytuacji. Obejmowanym ramieniem w ciężkich chwilach, chwytanym za dłoń, kiedy tracisz równowagę.
Chłód i ciemność bardzo długo zamykały mnie w swoich objęciach, początkowo dusząc, nie pozwalając racjonalnie myśleć. Z czasem jednak zacząłem spostrzegać, otwierać oczy, tak naprawdę wszystko stawało się idealnie widoczne w tych przerażających wcześniej ciemnościach. Wiele rzeczy, na które nawet wcześniej nie zwracałem uwagi, stały się dla mnie nagle wyraźne i istotne, doceniałem więcej niż kiedykolwiek. Cieszyłem się z małych rzeczy, ważna była dla mnie każda drobnostka.
Zmieniłem się. Z zagubionego chłopca, który nie miał o niczym pojęcia, stałem się świadomym mężczyzną. Była to dla mnie długa, a przede wszystkim ciężka droga, ale przy okazji była ona także dla mnie niezbędna. Myślę, że wcześniej nie bylibyśmy w stanie być dla siebie, warto było uzbroić się w tę podłą cierpliwość. Doczekałem się, aż twoje silne ramiona zaczęły wynagradzać mi wszystko.
- Ej, Ryouta? Ty płaczesz?- poczułem jak szturchasz mnie ramieniem, czułem na sobie twoje spojrzenie. Odruchowo przesunąłem opuszkami palców po policzku. Faktycznie. Był mokry.
- Chyba tak.
- Chyba? Nie rób ze mnie idioty!- w twoim głosie zadźwięczało zdenerwowanie, ale pospiesznie wytarłeś moje łzy, co pozwoliło mi na zamknięcie powiek, i uśmiechnąłem się delikatnie.- Przecież nie masz powodu, żeby płakać.
- Wiem.- przechyliłem się w bok, zatrzymując z głową na twoim torsie. Lubiłem tę pozycję. Było bezpiecznie, a bicie twojego serca uspokajało mnie jak nic innego. Z całą pewnością to miejsce stworzone było dla mnie.
Ty też się zmieniłeś. Kiedyś nie byłeś cierpliwy, interesowałeś się wyłącznie czubkiem własnego nosa. Nienawidziłem tej części ciebie. Chciałem, żebyś choć trochę tego zainteresowania przeniósł na mnie, a gdy zrozumiałem, że nie wypada mi już więcej się o to ubiegać, ku ironi losu, otrzymałem to, o czym tak długo i skrycie marzyłem. Od tamtej pory byłem, i jestem świadomy aż do teraz, że liczysz się ze mną bardziej, niż z własną potrzebą. To sprawiało, że nie potrzebowałem niczego więcej.
- Daiki?- mruknąłem, szturchając nosem twój obojczyk i poczułem jak zaciskasz ręce wzdłuż mojego pasa.- Zostańmy dzisiaj w łóżku.
Kiedy uniosłem spojrzenie na twoją twarz, dostrzegłem pewien dziki błysk. Uśmiechnąłem się szerzej, spodziewając takiej reakcji.
- Oj, nie musisz mi dwa razy powtarzać.
